WIEDZA KATYŃSKA

Informacje i dyskusja nt. aktualnych wydarzeń dot. historii, genealogii, ruchów społeczno-politycznych
JanuszStankiewicz
SITE ADMIN
SITE ADMIN
Posty: 618
Rejestracja: pn lut 07, 2005 23:09
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

WIEDZA KATYŃSKA

Postautor: JanuszStankiewicz » pn wrz 21, 2009 17:54

.

WIEDZA KATYŃSKA - autor prof. Ireneusz C. Kamiński prowadzący sprawę rozliczenia zbrodni katyńskiej przed Miedzynarodowym Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu.
Podaję ponieważ sprawą masakry katyńskiej powinni zajmować się WYŁĄCZNIE prawnicy, a nie okazjonalni politycy.
W. Wołk-Jezierska





    "Skargi katyńskie" przed Europejskim przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka?


    Prowadzone od 14 lat przez rosyjską prokuraturę postępowanie w sprawie mordu katyńskiego rodzi wiele wątpliwości. Śledztwo toczy się niezwykle wolno, rosyjska strona nie może odnaleźć wielu dokumentów twierdząc, że albo zostały już zniszczone (choć nie przedstawia rutynowych w takim przypadku protokołów zniszczenia), albo znajdują się poza granicami Federacji Rosyjskiej, zwłaszcza w ukraińskich archiwach. Jak się jednak okazuje, Rosjanie formalnie nie zwracali się udostępnienie im archiwalnych zasobów.
    Polski Instytut Pamięci Narodowej nie ma swobodnego dostępu do akt rosyjskiego postępowania. Dopiero w następstwie politycznych uzgodnień polska delegacja mogła na początku sierpnia spotkać się z przedstawicielami rosyjskiej prokuratury i ministerstwa spraw zagranicznych. W czasie rozmów prof. Kieres dowiedział się, że Rosjanie mają 63 tomy dokumentów, o których Polski nie informowano. Wcześniej słyszeliśmy zapewnienia, że wszystkie odnalezione w archiwach materiały zostały nam już udostępnione.
    Najważniejsze z prawnego punktu widzenia jest jednak to, że rosyjska strona traktuje zbrodnię katyńską jak zwykłe zabójstwo, a nie ludobójstwo. Jej zdaniem odpowiedzialność karną można przypisać jedynie 10 osobom z sowieckiego kierownictwa politycznego. Te od dawna nie żyją. Zbrodnia – według Rosjan – uległa poza tym przedawnieniu. Dlatego tamtejsza prokuratura zapowiedziała umorzenie postępowania.
    Brak działań ze strony Rosji może być analizowany – moim zdaniem – jako złamanie art. 2 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (dalej Konwencja). A to oznacza, że możliwe staje się wniesienie skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu (dalej Trybunał).
    Art. 2 Konwencji dotyczy ochrony prawa do życia. Ma dwa aspekty. Pierwszy, zwany zasadniczym, oznacza zakaz umyślnego i bezprawnego zadawania śmierci. Wymaga także wydania – i egzekwowania – przez państwo odpowiednio surowych przepisów prawnych. Drugi, procesowy aspekt, oznacza obowiązek przeprowadzenia skutecznego postępowania w każdym przypadku śmierci, zwłaszcza zaś wtedy, gdy istnieje podejrzenie udziału w nim funkcjonariuszy państwowych. Ten zwłaszcza nakaz mógłby stać się główną podstawą "skarg katyńskich".
    Wymóg podjęcia i przeprowadzenia skutecznego postępowania wyjaśniającego został wypracowany przez Trybunał m.in. w sprawach wnoszonych przez Kurdów przeciwko Turcji, które dotyczyły śmierci kurdyjskich działaczy lub ich zaginięcia po aresztowaniu przez siły bezpieczeństwa. Sędziowie strasburscy uznali, że bliscy zabitych lub zaginionych mieli prawo wystąpić ze skargą przeciwko Turcji, gdy jej władze uchylały się od wyjaśnienia okoliczności tragicznych zdarzeń, ustalenia miejsc pochówku, znalezienia winnych i pociągnięcia ich do odpowiedzialności.
    Chociaż Konwencja nie wprowadza tzw. skargi powszechnej (actio popularis), krąg krewnych uprawnionych do wystąpienia ze skargą został przez Trybunał określony szeroko – poza rodzicami, dziadkami, dziećmi, wnukami i rodzeństwem, był to również bratanek (Yasa przeciwko Turcji).
    W analogiczny sposób mogliby postąpić krewni ofiar mordu z 1940 r., występując jako osoby prywatne przeciwko Rosji. Sądzę, że aby uzyskać status ofiary, umożliwiający przyjęcie przez Trybunał skargi do rozpoznania, jej autor nie musiałby wykazać, że jego bliski znajduje się wśród osób zidentyfikowanych podczas niemieckiej ekshumacji z roku 1943 lub prac ekshumacyjnych prowadzonych w latach 90. przez polskich specjalistów z zakresu medycyny sądowej. Powinien wystarczyć dowód, że bliski skarżącego znajdował się na liście wywozowej, a nawet tylko tyle, iż przebywał w obozie jenieckim lub innym miejscu, z których wiosną 1940 r. dokonywano wywózek do miejsc kaźni. Jeżeli później nie było o takiej osobie informacji, można uznać, że należąc do grup ludzi podlegających zamordowaniu (oficerowie, urzędnicy oraz inteligencja), poniosła ona śmierć. Skargi mogliby więc wnieść również krewni tych jeńców i więźniów, których miejsc śmierci nie udało się dotychczas odnaleźć.
    Rosja jest związana Konwencją począwszy od 5 maja 1998 r. i od tego momentu można od niej wymagać, aby przeprowadziła skuteczne postępowanie wyjaśniające w sprawie mordu katyńskiego. Upłynęło już zatem 6 lat, co wystarcza do samodzielnego dokonania oceny, czy w tym okresie wywiązała się z nałożonego na nią obowiązku. Ale moim zdaniem, badając tę kwestię, Trybunał mógłby uwzględnić brak rzeczywistych działań także przed 5 maja 1998 r. Na zasadzie analogii da się tu bowiem wykorzystać reguły stworzone na użytek postępowań dotyczących nakazu rozstrzygnięcia sprawy w rozsądnym terminie (art. 6 Konwencji). W takich sprawach, oceniając czy doszło do przewlekłości, Trybunał bierze pod uwagę również czas postępowania, jaki upłynął przed związaniem się pozwanego kraju Konwencją.
    Zanim Trybunał podjąłby decyzję o ewentualnym naruszeniu art. 2 Konwencji, nie uniknąłby wstępnego rozstrzygnięcia, czy zbrodnia katyńska jest ludobójstwem. Do tej pory strasburscy sędziowie nie zajmowali się "historycznymi zabójstwami", w przypadku których pojawia się kwestia przedawnienia. Sprawdzając, czy mimo upływu czasu istnieje nadal obowiązek przeprowadzenia skutecznego postępowania oraz ścigania żyjących sprawców, Trybunał – moim zdaniem – połączyłby to z nieprzedawnialnym charakterem zbrodni.
    Taki procesowy scenariusz można zakładać w przypadku, gdy rosyjska prokuratura przedłuża postępowanie, nie kończąc go jakąkolwiek konkluzją. Jeśli jednak śledztwo zostałoby umorzone z powodu przedawnienia, stanowiłoby to istotny element wpływający na kwalifikację prawną z punktu widzenia art. 2. Prokuratorska konkluzja oznaczałaby, że przedawnienie daje swoistą ochronę sprawcom zbrodni. Można by wtedy postawić zarzut naruszenia zasadniczej części art. 2, czyli braku przepisów lub praktyki prawnej umożliwiającej ściganie osób odpowiedzialnych za dokonanie zbrodni.
    polskiej miało uderzyć w polską W każdym zatem przypadku kluczowym zagadnieniem prawnym staje się kwalifikacja zbrodni katyńskiej. Polska uważa, że zbrodnia ma cechy niepodlegającego przedawnieniu ludobójstwa i to wcale nie dlatego, że tak właśnie zakwalifikował ją sowiecki prokurator podczas procesu w Norymberdze, przypisując jej sprawstwo oczywiście "nazistowskim oprawcom". Decyduje o tym prawo międzynarodowe. Bez znaczenia są więc odmienne reguły lub praktyka prawa wewnętrznego, na jakie powołuje się Rosja.
    Cechy zbrodni ludobójstwa zostały opisane w powojennych aktach prawa międzynarodowego. Najpierw był to Statut Międzynarodowego Trybunału Wojskowego (zwanego potocznie norymberskim) z 1945 r., który powołano w celu osądzenia głównych przestępców wojennych. Rok później Zgromadzenia Ogólnego ONZ uchwaliło rezolucję 95(1). Następnie, w 1948 r. ONZ przyjął Konwencję o zapobieganiu i zwalczaniu zbrodni ludobójstwa.
    Fakty te nie oznaczają jednak, że dopiero po wojnie ludobójstwo stało się zbrodnią, którą można ścigać. Prawo międzynarodowe różni się bowiem od reguł prawa krajowego, gdzie – o czym wie nawet laik – "nie ma przestępstwa bez ustawy". W prawie międzynarodowym pewne czyny uzyskują bowiem charakter zbrodni międzynarodowej na mocy reguł zwyczajowych. Tak właśnie wyglądał status prawny ludobójstwa przed przyjęciem przez ONZ wspomnianych aktów. I teraz – co potwierdza opinia Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości z 1951 r. – zakaz ludobójstwa wiąże także te państwa, które nie podpisały Konwencji z 1948 r. Dla nich zakaz wynika nadal z prawa zwyczajowego. To nie konwencja kreowała bowiem zbrodnię ludobójstwa; ona tylko dokonała zapisu reguł zwyczajowych, które ją poprzedzały i nadal jej towarzyszą.
    Zbrodnia ludobójstwa – podobnie jak zbrodnie wojenne i przeciwko ludzkości – nie podlegają przedawnieniu. To reguła zwyczajowego prawa międzynarodowego. Ale zasadę tę zawarto również w Konwencji ONZ z 1968 r. Akt ten wszedł w życie w 1977 r. Konwencję ratyfikował też ZSRR.
    W obecnym rosyjskim prawie karnym istnieją surowe przepisy określające sankcje za zbrodnie prawa międzynarodowego, w tym ludobójstwo. Rosyjski kodeks karny powtarza też regułę, że czyny te nie podlegają przedawnieniu. Sądy Rosji powinny je więc zastosować do żyjących sprawców zbrodni katyńskiej. Nie robią tego, gdyż nie uznają mordu z 1940 r. za ludobójstwo. Poglądu tego nie można zaakceptować.
    Zbrodnia ludobójstwa obejmuje m.in. zabójstwo członków grupy popełnione "w zamiarze zniszczenia w całości lub części grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych". Zabicie 22 tysięcy polskich oficerów, policjantów urzędników oraz inteligencji obecność na wschodnich terenach przedwojennej Rzeczpospolitej. Jeśli jednak ten argument wydałby się nieprzekonujący dla rosyjskiej strony, można przedstawić inny. Masowa egzekucja jeńców wojennych stanowiła poważną zbrodnię wojenną, która również nie podlega przedawnieniu.
    Rosyjska strona – o czym donosiła PAP, cytując prof. Witolda Kuleszę, szefa pionu śledczego IPN – starała się przekonać polskich rozmówców podczas niedawnego spotkania w Moskwie, że zbrodni z 1940 r. nie można uznać za ludobójstwo, gdyż zamordowano ... tylko jedną dziesiątą osób wziętych do niewoli we wrześniu 1939 r. Z takim argumentem nie warto dyskutować.
    W rosyjskiej argumentacji jest jednak inny element wymagający zauważenia. Jeżeli odpowiedzialność prawną rosyjska prokuratura byłaby skłonna przypisać jedynie 10 osobom, czyli członkom biura politycznego partii komunistycznej, które podjęło decyzję o wymordowaniu Polaków, oznacza to, że jakikolwiek wykonawca zbrodni nie popełniał przestępstwa. Realizował jedynie polecenie władzy. Czyli rozkaz to rozkaz. Brzmi to dziwnie znajomo – w taki sam sposób starali się tłumaczyć po wojnie wykonawcy zbrodni nazistowskich.
    Instytut Pamięci Narodowej uważa, że w wykonaniu mordu uczestniczyło ponad dwa tysiące ludzi. Niektórzy być może nadal żyją. Kilka dni temu prof. Andrzej Rzepliński, doradca prezesa Instytutu Pamięci powiedział, że niedawno zmarł jeden z wykonawców.
    Którym wykonawcom mordu można by przypisać odpowiedzialność prawną? Po drugiej wojnie światowej, w czasie procesów związanych ze zbrodniami nazistowskimi sądy uznawały że winę – zróżnicowaną co do stopnia, lecz nie co do zasady – można przypisać wszystkim osobom uczestniczącym w jakikolwiek sposób w wykonaniu zbrodni. Przykładowo, amerykański trybunał wojskowy orzekł w sprawie zagazowania żydowskich więźniów w Mauthausen, że każdy pracownik obozu koncentracyjnego podlegał odpowiedzialności za popełniane tam zbrodnie (procesy w latach 1946-47 r.).
    To maksymalistyczne podejście nie wydaje mi się uzasadnione. Adekwatne rozwiązanie polega raczej na uznaniu odpowiedzialności tych osób, którym można przypisać świadomy udział w zbrodni. Takie reguły zastosowano podczas niektórych powojennych procesów. Najbardziej znanych przykładem jest wyrok brytyjskiego sądu wojskowego w procesie producentów cyklonu-B, gazu używanego do masowego uśmiercania więźniów obozów koncentracyjnych (hamburski proces z 1946 r.). Obecnie taki standard odpowiedzialności znalazł zastosowanie w postępowaniu przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym dla byłej Jugosławii w sprawie Duško Tadicia (wyrok z 7 maja 1997 r.). Serb oskarżony w tym procesie nie był nawet żołnierzem; "ochotniczo" uczestniczył w popełnieniu szeregu czynów wobec muzułmańskiej ludności Bośni-Hercegowiny – zadawaniu tortur osobom przetrzymywanym w obozie w Omarska oraz dokonaniu gwałtów na uwięzionych kobietach. Wyrok brzmiał: 20 lat pozbawienia wolności. Byłby wyższy, gdyby Tadiciowi udało się wykazać udział w zabójstwach; z braku dowodów Trybunał uwolnił oskarżonego z tych zarzutów.
    Taki standard został ostatnio wyraźnie zapisany w Statucie Międzynarodowego Trybunału Karnego, który wszedł w życie 1 lipca 2002 r. W art. 25 stwierdza on, że za ludobójstwo, zbrodnie przeciwko ludzkości i zbrodnie wojenne odpowiada nie tylko ich sprawca, współsprawca, osoba podżegająca i udzielająca pomocy, ale także każdy, kto "w jakikolwiek inny sposób uczestniczy w dokonaniu lub usiłowaniu zbrodni przez grupę osób działających ze wspólnym zamiarem". Odpowiedzialność mogą wyłączyć jedynie wyraźnie wskazane okoliczności, w tym groźba bezpośredniej utraty życia w przypadku odmowy udziału w zabronionym czynie.
    Zastosowanie reguły świadomego i zamierzonego udziału do sprawców mordu katyńskiego oznacza, że krąg osób podlegających odpowiedzialności za jej popełnienie byłby szeroki. Funkcjonariusze NKWD, wykonawcy zbrodni, nie byli prostodusznymi rekrutami, którym nagle pod groźbą śmierci rozkazano zabijać innych ludzi. Aby jednak precyzyjnie ustalić stopień uczestnictwa zbrodni, konieczne jest prawidłowe przeprowadzenie śledztwa przez rosyjską prokuraturę wojskową. W ten sposób aspekty procesowy (skuteczne postępowanie) i zasadniczy (ściganie żyjących sprawców) prawa do życia łączą się z sobą.
    Poza indywidualnymi osobami, czyli bliskimi zamordowanych, skargę do Trybunału w Strasburgu mogłyby także złożyć organizacje zrzeszające Rodziny Katyńskie. Członkami stowarzyszeń są bowiem osoby posiadające bezpośrednie uprawnienie do wystąpienia do Trybunału. Skarga przypominałaby wówczas pozew zbiorowy.
    Konwencja dopuszcza wreszcie wnoszenie skarg międzypaństwowych. Oznacza to możliwość wystąpienia Polski przeciwko Rosji. Każdy taki proces niesie jednak z sobą silne emocje polityczne. Dlatego takich skarg w 50-letniej historii Konwencji było tylko 20, a merytorycznymi orzeczeniami zakończyły się jedynie dwa postępowania: Irlandia przeciwko Wielkiej Brytanii w 1978 r. (dotyczyło "praktyk antyterrorystycznych" w Irlandii Północnej) i Cypr przeciwko Turcji w 2001 r. (zarzuty łączyły się konfliktem cypryjskim). W 2001 r. Holandia przymierzała się do pozwania Rosji za brutalne łamanie praw człowieka w Czeczenii. Próbowała uzyskać poparcie innych państw, by kilka z nich wystąpiło wspólnie. Nie udało się i Haga zrezygnowała z tego pomysłu.
    Ze względów politycznych pozwanie Rosji przez polskie państwo nie jest więc najlepszym pomysłem. Nie oznacza to jednak, że nasze władze nie mogłyby udzielić wsparcia – zwłaszcza prawnego – osobom wnoszącym skargi do Strasburga.
    Czy jednak wniesienie skargi byłoby możliwe już na etapie trwającego postępowania wyjaśniającego, skoro Konwencja wymaga wcześniejszego wyczerpania drogi krajowej, czyli użycia wszystkich środków dostępnych w danym systemie prawnym w celu obrony prawa zapisanego w Konwencji? Zdecydowanie tak, gdyż Trybunał nie podchodzi do tego wymogu formalistycznie. Jeżeli oferowane środki prawne są "teoretyczne lub iluzoryczne", skarżący może od razu zwrócić się do Trybunału. A tak należałoby zakwalifikować sytuację, gdy prokuratura – niezależnie od faktycznych ustaleń – zapowiada umorzenie postępowania, wychodząc z założenia, iż zbrodnia katyńska to nie ludobójstwo.
    Sądzę, że i po umorzeniu postępowania nie trzeba by – przed wniesieniem skargi do Strasburga – odwoływać się do rosyjskich sądów w celu podważenia decyzji prokuratury wojskowej. Nic nie wskazuje bowiem, że doszłoby do zmiany prawnej kwalifikacji zbrodni. Jeśli władze rosyjskie chciałyby przekonać Trybunał o niewyczerpaniu krajowej drogi prawnej przez skarżących, musiałyby wskazać przykłady postępowań, w których ściganie sprawców zbrodni stalinowskich stało się w obecnej Rosji możliwe. A takich spraw nie ma.
    Załóżmy jednak, że Rosja została uznana winną w hipotetycznej skardze katyńskiej. Jaki wpływ miałoby to na losy postępowania w sprawie mordu z roku 1940? Rosja byłaby wtedy zobowiązana do podjęcia działań mających na celu usunięcie skutków złamania Konwencji. Podlegałaby kontroli Komitetu Ministrów Rady Europy. Również polska strona, powołując się na werdykt Trybunału, miałaby możliwość wywierania nacisków na rosyjskie władze. Rozstrzygnięcie stanowiłoby ponadto ważny argument w przypadku ewentualnych roszczeń odszkodowawczych kierowanych przeciwko Rosji.


    Ireneusz C. Kaminski – doktor praw, adiunkt w Instytucie Nauk Prawnych PAN. Wykłada na Uniwersytecie Jagiellońskim i Akademii Polonijnej. Ekspert Rady Europy. Współpracownik wielu krajowych i zagranicznych organizacji zajmujących się ochroną praw człowieka.






wpisał Admin

Wróć do „INFORMACJE, POLEMIKI”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron