Wyrobnik ze szlacheckim nazwiskiem

1. Co sądzisz o poszukiwaniach genealogicznych własnych "korzeni" ?
2. Czy ww. temat jest dla Ciebie interesujący?
3. Co chciałbyś wiedzieć, lub może masz ciekawe informacje?
JanuszStankiewicz
SITE ADMIN
SITE ADMIN
Posty: 618
Rejestracja: pn lut 07, 2005 23:09
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Wyrobnik ze szlacheckim nazwiskiem

Postautor: JanuszStankiewicz » śr lis 09, 2005 20:30

.
Skłoniony mailem Pana Tomasza, w którym pisze
„...przejrzałem sporo metryk z XIX wieku[ ..]. Cechuje je jedna prawidłowość- znika praktycznie z metryk określenie urodzony czy kmieć, a wszyscy zapisywani są jako rolnicy, komornicy czy różnej profesji rzemieślnicy. I tak ludzie noszacy typowo szlacheckie nazwiska jak Czajkowski, Raczyński, Ligęza, Trepka, Sawicki, Kotarski, Lipieński, Molenda i wiele wiele innych, zapisywani są jako rolnicy...”,
odnalazłem w nim wszystko to, co było także moim doświadczeniem, zaobserwowanym we własnych badaniach genealogicznych.
Próbowałem znaleźć na to pytanie odpowiedź, zresztą nie tylko w źródłach i opracowaniach historycznych, ale jednoznacznej odpowiedzi nie znalazłem – pewnie tak, jak samo życie jest czasem nieprzewidywalne, tak dla naszych pradziadów ich czasy były zmienne, pełne niepewności o jutro, a i samo życie wymagało wiele trudu i kończyło się im szybciej niż oczekiwali.
Ogromna ilość wojen, która przetaczała się po ziemiach Polski spowodowała, że mamy tak niewiele dokumentacji archiwalnej i z niej musimy „wycisnąć” wszystko to, co możemy się dowiedzieć, ale i tak o wielu zagadnieniach możemy albo domniemywać, albo li tylko je sobie wyobrazić.

Śledząc i czytając opisywane losy wcześniejszych nam pokoleń, nie znalazłem (a może raczej – jeszcze nie znalazłem...) żadnej szczegółowej historii pojedyńczej osoby – no może jedynie opisy (zobacz na stronie http://www.stankiewicz.e.pl/index.php?kat=10&sub=70)
dotyczące wieku XVIII.
Przeczytajmy kilka interesujących nas fragmentów:


* Sosiński Jan – masztalerz – 15 XI 1787 r.
...Rodem jestem ze wsi Suchożebry, dóbr szlacheckich, z parafii suchożrebskiej, o półtorej mili od miasta Siedlec sytuowanej. Lat mam blisko 30, religii katolickiej, kondycyi szlacheckiej, bez żadnej profesyi. Rodzice w dziecinnym wieku mnie odumarli, za życia bawili się rolnictwem w własnej posesyi. Po śmierci rodziców udałem się do krewnych, a najprzód u pana Podniesińskiego do wszelkiej domowej posługi lat 4, potem u niejakiego Gałeckiego do takowychże usług lat 3


* Pawłowski Jan – wyrobnik, tracz – 12 III 1788 r.
...rodem jestem z Podlasia, ze wsi Wólki spod Drohiczyna, lat mam może 20, katolik, kondycyi szlacheckiej, rzemiosła żadnego nie umiem. Tu, w Warszawie, wyrobnictwem bawie się. Rodzice moi przed lat kilku pomarli; żyli także z wyrobnictwa. Ja zaś z młodości sługiwałem u chłopów do roboty wiejskiej


* Wysocki Józef – młynarz, mularz – 6 X 1788 r.
...Rodziłem się w Warszawie, lat rachuję sobie 30, młodzian, religii katolickiej, kondycyi szlacheckiej, profesyi młynarz i mularz. Rodzice jeszcze żyją, ojciec bawi się ciesielstwem, przy którym ja zostaję

* Szpakowski Franciszek – chajdaj – 7 X 1789 r.
...Rodem jestem ze wsi Szpaków, religii katolickiej, lat mam 45. Rodzice moi już nie żyją, kondycyi ślacheckiej, profesyi kuśmierskiej. Od urodzenia mego do lat 15 byłem przy rodzicach, po tym udałem się do stryja, u którego byłem lat 12. Po tym służbami się zabawiałem u różnych gospodarzów rolniczych przez lat 11.


„Wszelakie domowe posługi”, „wyrobnictwo, ciesielstwo, kuśnierstwo.. – czasem tylko takie zajęcia mogła znaleźć szlachta „gołota” – czy to wstyd? – przecież jakoś trzeba było przeżyć następny dzień – dobrze, ze nie były to czyny występne, którymi zresztą także i wtedy „zajmowało się” duże grono szlachty...
Była to droga tylko w jedną stronę, nie było już niej powrotu...
Przecież dziecko wyrobnika nie mogło już być szlachtą z ugruntowaną pozycją, a wśród innych najemników nawet nie bardzo było można chwalić się swoim szlacheckim pochodzeniem, bo to zakrawałoby na ironie, a pewnie i śmiech współpracowników na „służbie” (pozwolę sobie na pewne porównanie: – po co mam się dzisiaj chwalić dyplomem inżyniera, jak i tak pracy nie mogę znaleźć?)

Myśląc o losach mojej rodziny, a na tej bazie, także nad wieloma innymi losami ludzkimi, dochodzę do wniosku, ze w czasach wojen, gdzie przechodzące w okolicy wojska szwedzkie, rosyjskie, czy jeszcze inne, traktowały nasz kraj i jego zasoby materialne, jako zdobycz wojenną, pozostawiały za sobą tylko spaloną ziemię i doprowadzały do utraty fortuny niejedną rodzinę szlachecką.
Cóż zatem mój czy twój przodek, który stracił wszystko i ledwo zdołał jakoś wyjść cało ze „srogich terminów wojennych”, mógł począć ze sobą na obcej ziemi – rzucony i pozostawiony sam sobie?
Musiał zająć się wszelkimi rzeczami i profesjami, aby zdobyć kawałek chleba dla siebie i dla swojej rodziny. Nie miało najmniejszego znaczenia czy był szlachetnie urodzony, czy nie , bo np. nie miał w pobliżu – dzisiaj nazwalibyśmy to „plecami” – żadnego przyjaciela, który zaproponowałby mu jakąś godziwą „szlachecką” pracę. Zajmował się zatem wszystkim tym, co tylko było komukolwiek potrzebne ( w niejaki sposób mamy dzisiaj zupełnie takie same kryteria odniesienia – oficjalnie nazwane mianem „bezrobocia”) i gdzie mógł w okolicy znaleźć jakieś zajęcie. Pamiętajmy, że dawniej nie było tak, jak dzisiaj – wtedy tylko wielkie rody szlacheckie w zasadzie miały stały punkt zaczepienia w postaci swoich majątków, reszta towarzystwa rzucana była w różne miejsca kraju, a to w poszukiwaniu chleba, a to za sprawą ucieczki przed najeźdźcą, a to jeszcze z powodu wędrówki wraz ze swoim „wielmożnym panem”, który dawał opiekę i strawę. Życie było jedną wielką tułaczką w poszukiwaniu lepszych warunków. Tych lepszych warunków z reguły nie znajdowano, a jak doszły jeszcze "odpowiednie” lata życia – np. osoba w wieku lat czterdziestu była uważana za starca ( średnia długość życia w wiekach XVI-XVIII to ok. 40-45 lat !!!) - to zostawał na łasce ludzi, zajmując się żebractwem lub w lepszym przypadku – na łasce młodszych dzieci – dokończając żywota na zapiecku...

Wyobrażając sobie tak „nieludzkie” warunki bytowania w dawnej Polsce możemy postawić pewne hipotezy dotyczące „warunków wstępnych” pauperyzacji szlachty, patrząc np. pod kątem moich przodków pochodzących z Litwy :
A/ przybycie na Mazowsze jako np. jeniec wojenny
B/ duża ilość dzieci powodująca coraz mniejsze woluminy dziedziczonego majątku po rodzicach
C/ ucieczka przed obcymi wojskami i brak środków na powrót w swoje rodzinne strony
D/ osierocenie w młodym wieku
E/ utrata majątku na skutek sprzedaży
F/ niemożność spłacenia zaciągniętych kredytów
G/ ucieczka przed wymiarem sprawiedliwości i konieczność zaszycia się gdzieś u „pana”
H/ „wolna dusza” – szukanie szczęścia w obcych stronach
I/ ucieczka w dalekie krainy przed „morowym powietrzem”
i jeszcze wiele, wiele innych możliwych czynników, o których już nam nikt nic nie powie...


Ja, tylko dla swoich celów, przyjąłem takie założenie, że kiedyś mój pradziad, gdzieś na przełomie wieku XVII i XVIII (może po wojnie szwedzkiej w połowie XVII w.) przywędrował kolejnymi etapami/pokoleniami na ziemie Mazowsza i zadomowił się tutaj ok. połowy XVIII w. Nigdy nie był majętny, zatem poprzez kilka pokoleń, zupełnie pozbawiony jakichkolwiek środków do życia, zaczął się zajmować wszelakimi zajęciami pracując dla innych. Nie myślał już o szlacheckim pochodzeniu – „zatracił” je w kolejnych pokoleniach – nie mając majątku, sprzedając cały swój jedyny, ocalały kiedyś, dobytek, stał się „zwyczajnym” człowiekiem ...

.......

Pamiętajmy o tym, że historię nie tylko tworzyli Ci o których się pisze, ale także – w mniejszym, co prawda, oficjalnym zakresie – zwykli ludzie, którzy swoją pracą i troską o kolejne pokolenia, sprawili, ze jesteśmy na tym świecie...
Nie jest dzisiaj ważne, że penetrując zapisy metrykalne naszych pradziadów nie natknęliśmy się na zapis „urodzony” - to nie jest najważniejsze – ważne jest, że to ONI dali nam życie...

):crybaby Janusz Stankiewicz

JanuszStankiewicz
SITE ADMIN
SITE ADMIN
Posty: 618
Rejestracja: pn lut 07, 2005 23:09
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Postautor: JanuszStankiewicz » śr lis 23, 2005 12:27

.
Na potwierdzenie moich wcześniejszych wywodów dotyczących procesu pauperyzacji szlachty, przytoczę fragment opisu Kornela Kozłowskiego (XIX w), który tak opowiada o zubożałej szlachcie:

„Dopóki szlachcic mógł utrzymać najdrobniejszą choćby f'ortunkę, póty trzymał się swojej szlacheckiej ambicyi, - skoro wypadki losowe lub nędza wygnały go z ostatniego kawałka ziemi, porzucał szlachectwo, szedł w służbę za parobka, a jego dzieci traciły wszelką pamięć dawnego pochodzenia. Mieszkając przez jakiś czas w okolicy, w której się jeszcze dosyć zaścianków utrzymało, widziałem tego liczne i codzienne prawie przykłady. Drobny szlachcic, żyjący w nędzy i ciemnocie, dopóki ma choć parę morgów własnej ziemi, zachowuje całą staroszlachecką ambicyę, która głosiła, że: "szlachcic na zagrodzie, równa się nawet wojewodzie". Przyszedłszy do ostatniej nędzy, skoro już utrzymać swego kawałka roli nie może, wyprzedaje wszystko cokolwiek posiada, nie sieje, nie orze, wyprowadza ostatnie ziarno, ostatnią słomkę do ludzi, płot pali, dach ze stoły obdziera, i dopiero spuściznę swoją sprzedaje, zostawiając następcy tylko niebo i ziemię. Wówczas wynosi się gdzieś o parę mil na komorne, dopóki ostatnia potrzeba nie zmusi go wejść w służbę i tym sposobem nie przemieni go w chłopa. Nędza i ciemnota, w połączeniu ze szlachecką hardością, doprowadza biednych tych ludzi do zepsucia i występku, stosunkowo daleko częściej niż chłopów. Ogromna. masa szlachty tym sposobem przeszła w chłopów i z niemi się pomięszała; są w kraju okolice, niegdyś zaludnione prawie wyłącznie zaściankami, jak okolice Czerska i Góry - Kalwaryi, w których dziś nawet nie posłyszy o zagonowym szlachcicu. Gdzież są resztki albo wspomnienia, jakie szlacheckość w pieśni albo tradycyach powinna była pozostawić? - Spuścizna, jeżeli jaka była, powinna była przejść do ludu wiejskiego , i rzeczywiście przeszła, jak tego dowodzą szlacheckie pieśni i melodye, tu i ówdzie pomiędzy ludem powtarzane. Żyją wreszcie szczątki ostatnie tego społeczeństwa, czekając rychłej zagłady - i możemy przekonać się naocznie, że takowe w domowem pożyciu, w obyczajach, niczem się nie różnią od chłopstwa, niczego się nie nauczyły, ani też - prócz szlacheckiej ambicyi - niczego z przeszłości nie zapamiętały . Ludność ta wraz ze zbiedniałą wieśniaczą, przyjmując obowiązki i służbę u zamożniejszych gospodarzy i rzemieślników, gdziekolwiek takowa się nastręczy, przenosi się częstokroć do miast, i tu niemały także dostarcza kontyngens proletaryatowi miejskiemu."


:? Janusz Stankiewicz


Wróć do „GENEALOGIA i TY”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość