"Nihil novi" czyli studium porównawcze

Czy myślisz, że w przeszłości ludzie żyli inaczej?
Czy czasem nie wydaje Ci się, że zwrot: "historia lubi się powtarzać" - nie jest pozbawiony racji?

JanuszStankiewicz
SITE ADMIN
SITE ADMIN
Posty: 618
Rejestracja: pn lut 07, 2005 23:09
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

"Nihil novi" czyli studium porównawcze

Postautor: JanuszStankiewicz » czw kwie 07, 2005 20:22


Studiując i opracowując materiały zamieszczane na mojej stronie, jak każdy człowiek, zacząłem dokonywać porównań pomiędzy warunkami życia, pracy i ogólnych zachowań społecznych, występujących na przestrzeni wieków XVIII-XIX , a moim okresem życia. Mam dość bogate doświadczenie życiowe, pracowałem w różnych zakładach pracy – począwszy od przedsiębiorstw socjalistycznych, a skończywszy na niewielkich, prywatnych firmach w czasach dzisiejszego kapitalizmu, i muszę się przyznać, że te obserwacje doprowadziły mnie do bardzo smutnych wniosków. Otóż wydaje mi się, że niewiele zmieniło się w relacjach społecznych zarówno na gruncie obszaru prywatnego, jak też w zakresie pracodawca – pracownik najemny.

Czymże różni się bowiem osiemnastowieczny opis (wszystkie cytaty pochodzą z książki J. Wildnera „Okiem cudzoziemca”):

„… biedni kmiecie wyjęci spod opieki prawa i zdani na łaskę swych panów znajdują się w prawdziwie opłakanym stanie; bo panowie mogą nimi rozporządzać do woli ich życiem i majątkiem podług swego upodobania, a kmieć od ich wyroku nie może odwołać się do żadnego sądu...

Czy w dzisiejszym stanie rzeczy masz możliwości odwołania się do Sądu Pracy ? – w nim trzeba przedstawić niezbite dowody na popełnione wykroczenia przez pracodawcę, a te zdobyć jest niesłychanie trudno, a jeżeli nawet już je masz - to opłacony adwokat firmy, potrafi przerobić je na nic nie znaczące papierki…

Czyżbyśmy wiele odbiegali od poniższego opisu okresu pańszczyźnianego, w wielkości otrzymywanych wynagrodzeń, przecież podawana przez teraźniejszy Rząd, średnia krajowa jest wynikiem dzielenia całego woluminu wypłacanych pensji przez wszystkich zatrudnionych, przy zasadniczym udziale tej nielicznej grupy, mającej zaszczyt być na wierzchołkach „kominów” płacowych; a zdecydowana większość pracujących pobiera 600-800 zł netto i to pracując czasem bez jakiejkolwiek umowy o pracę:

„… najliczniejsza klasa nie posiada nic, prócz własnych rąk, których praca jest bezpłatna; owocem ich potu jest jedynie najprostsze pożywienie…”

oraz

„… pospólstwo jest nieszczęśliwe, jak niewolnicy czy bydło, dozwolone im jest posiadanie tylko tego, co służy do utrzymania ich przy życiu i w takim stanie, by mogli dalej pracować..

Czas pracy wtedy:

„…z reguły chłop winien pracować trzy do czterech pierwszych dni w tygodniu dla Pana, lecz żaden przepis prawa nie zabrania panu żądać więcej. Poddani mogą oponować przeciwko naruszeniu zwyczaju, lecz zawsze są pokonani siłą…”
;
Niby istnieją odpowiednie zapisy w Kodeksie Pracy, ale czy są one w pełni realizowane i przestrzegane. Wszyscy wiemy, że dzisiejszy dzień pracy nie ma wymiaru 8 godzin przez 5 dni – ale my mamy, jako najemnicy, być prawie na każde zawołanie, a normą staje się praca 10 -12 godzinna, czasem tylko (chwała temu pracodawcy ?!) te nadgodziny płacone są na zasadzie normalnej stawki godzinowej. Jeżeli komuś nie spodobałoby się te pozostawanie poza godzinami pracy – to na zewnątrz firmy stoi kolejka chętnych do natychmiastowego zajęcia Twojego stanowiska.
Ktoś powiedział, że dzisiaj wszyscy Szefowie firm mają swój własny kodeks pracy – i to właśnie on jest obowiązujący i dyscyplinujący podwładnych..

Ale czy my sami sobie nie jesteśmy winni, może zasłużyliśmy na taki los, ponieważ posiadamy naznaczoną genami, niechęć do pracy, która:

„…pochodzi w większym stopniu z charakterystycznej dla nich, wrodzonej gnuśności, pijaństwa, braku pilności i staranność…”

oraz znajdujemy tylko jeden dostępny środek na to:

„…by zaś zapomnieć o nędzy swego stanu, idzie, gdy myśl go nawiedzi, do Izraelity i topi wszystkie troski i zgryzoty w oszałamiającej wódce…”

a pogodziwszy się ze swym losem potrafimy być :

„…pracowitym tylko po to, aby zdobyć środki, które dają możność wypoczynku…”

Sądzę, że na przekór tym ocenom – to właśnie wszystkie ujemne uwarunkowania życia codziennego i bycia pod „niewolą” tworzą właśnie takie, a nie inne konsekwencje.
One są skutkiem, a nie przyczyną, wynikającą samą w sobie z natury pracownika, który świadczy pracę innemu.
Nowoczesne, amerykańskie podejście do pracownika realizowane jest w swojej ideologii na zasadzie, że człowiek szczęśliwy jest o wiele lepszym, wydajniejszym pracownikiem niż ten, którego zżerają ustawiczne troski o to jak będzie wyglądał dzień jutrzejszy – czy będę jeszcze pracował, czy dostanę należną wypłatę ?.
Czy tak trudno zrozumieć naszym dzisiejszym pracodawcom, że:

„…o wiele więcej byłoby współzawodnictwa i gorliwości wśród ludu wolnego, niż wśród niewolników. Wówczas bowiem każdy broni własnego ogniska domowego z narażeniem swego życia, natomiast poddaństwo gasi odwagę i upadla duszę…”

W sposób bezpośredni przenika to „gaszenie odwagi” do naszego życia – pracując z niewiadomym jutrem, pracujemy gorzej i pod przymusem – i nie jest to naszą winą, ale skutkiem postawienia nas w takiej sytuacji przez naszych własnych, służbowych zwierzchników .

Z niejaką przykrością mogę stwierdzić, że tylko w okresie socjalizmu – praca i samopoczucie zwykłej, „szarej” masy ludzkiej, wykonującej powierzone im przez „szefów” zadania, było zdecydowanie pozytywne i nie uprzykrzone takim zjawiskami jak np. bojaźń o miejsce pracy, a w konsekwencji utraty źródła dochodów i możliwości utrzymania wypracowanej pozycji społecznej.
W dzisiejszych czasach nie ma tego żelaznego kręgosłupa, jaki dawał „przywilej” pracy, a może raczej stałości zatrudnienia. Ta nostalgicznie wspominana przeze mnie stałość miała niezwykle pozytywny wpływ na relacje międzyludzkie, na ogólne pojmowania świata, na ukierunkowanie własnych dróg życiowych na zupełnie inne cele niż te, którymi dzisiaj się rządzimy – pogonią za pieniądzem, którego ciągle jest nam mniej i mniej. Ten brak pieniądza nie wynika jednak z ciągłej chęci wzbogacania własnego stanu posiadania, ale z konieczności zdobycia ich na nazwijmy to - zwykłe „zjadanie chleba”. Tak dzieje się w większości przypadków dotyczących zwykłych ludzi i jest spowodowane utrzymującym się na bardzo wysokim poziomie bezrobociu. Wiadomo jest wszystkim, że im jest ono większe i na rynku pracy jest coraz większa podaż (bezrobotni), tym bardziej oczywistym staje się fakt, że ci, którzy podejmują pracę, są niemiłosiernie wykorzystywani przez tych, którzy dają im tę pracę. Zjawisko to jest na tyle oczywiste, że jest ono podkreślane we wszystkich rozmowach towarzyskich i pseudo-służbowych.
Zatem czym różnią się dzisiejsze czasy, pod tym względem, w porównaniu z opisami życia chłopów dwieście lat temu? – pytanie to pozostawiam jako retoryczne, niech każdy z Państwa po wnikliwym przeczytaniu moich wypisów z różnorakiej literatury, sam na nie odpowie we własnym sumieniu.
Z tym elementem życia, bardzo istotnym, jeżeli nie powiedzieć – najistotniejszym, wiążą się także te wszystkie słowa i myśli, które przekazywał nam Papież Jan Paweł II, a o których to wiele się mówi dzisiaj we wszystkich publikatorach. Z różnych stron słyszymy nawoływania, o mniejsze lub większe, wykorzystanie ideologii papieskiej, a mnie się wydaje, że ta ideologia, jak nie była odbierana przez blisko trzydzieści lat, tak i dalej pozostanie tylko w formie papierowych zapisów i tylko nieliczni z nas zdołają wprowadzić ją do własnego świata.
Nie mam zaufania do ludzi bogatych, nie wierzę w ich zapowiedzi, że oni pomogą tym biednym – socjalizmu już nie będzie. Myślę, że wszystko pozostanie „po staremu”, a tylko w szarej masie ludzi znajdą się tacy, którzy zmienią swoje podejście do życia i będą podawać pomocną rękę tym jeszcze bardziej biednym i osamotnionym.
Najbardziej przykre jest to, że jeżeli ktoś chce i czuje potrzebę, wprowadzenia nauk papieskich we własne życie, to tym kimś jest jak zwykle człowiek „mało znaczący”. Czyżby ludzi na stanowiskach kierowniczych i mających na swoich kontach potężny kapitał finansowy, nie dotyczyły te nauki, czyżby oni żyli w innym świecie?

Czym zatem różnię się ja, czy Ty Drogi czytelniku, od tego pańszczyźnianego „wyrobnika”:

- orzącego „rolę” swego pana;
- mieszkającego na „kopie” w dzisiejszym „sześćdziesięcioraku”;
- oddającego co tydzień „dziesięcinę” przynależną duchowieństwu;
- pracującego niestrudzenie od świtu do zmierzchu pod czujnym okiem „ekonoma”;
- wyposażanego przez pana w „cwancygiera”, wtedy, kiedy się to jemu spodoba.


Czy nie masz wrażenia, że nasze życie w takich warunkach nie jest przypadkiem zgodne z oceną zachowaną we wspomnieniach jakobina, który żył dwieście lat temu i napisał, że

„…życie ich jest wiecznym konaniem…”
?

:cry: Janusz Stankiewicz



kenny

Postautor: kenny » sob kwie 09, 2005 13:50

Temat jest bez wątpienia interesujący. Właściwie wszystkie negatywne aspekty zostały już pokazane. Do tego wiadra goryczy trudno coś dodać. Ja ogólnie zgadzam się z tekstem Janusza. Też już wiele widziałem na własne oczy. Pozostaję jednak optymistą. Żeby zmienić innych,żeby zmienić swoje środowisko,żeby zmienić wreszcie na lepsze swoje chore państwo trzeba najpierw zmienić samego siebie.I musi to zrobić każdy z osobna.Mimo to trudno oczekiwać,że Polska stanie się wielkim ,zdrowym krajem,mając tak marne społeczeństwo.Demokracja złodziejstwa i korupcji to był zły pomysł na Polskę.O owocach tego pomysłu pisze Janusz.Pisze bo tak czuje.Ja też oceniam polską teraźniejszość podobnie.Wierzę jednak,że coś się tu zacznie poprawiać.

JanuszStankiewicz
SITE ADMIN
SITE ADMIN
Posty: 618
Rejestracja: pn lut 07, 2005 23:09
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

cd. "nihil novi" ?!

Postautor: JanuszStankiewicz » śr kwie 13, 2005 17:43

Proszę czytelników o zapoznanie się z takim artykułem, datownym na 13.04.br..
Tutaj link dla edytora Word:
http://www.stangen.za.pl/slowo.doc

a tutaj adres strony z artykułem:

http://finanse.wp.pl/POD,15,wid,6981826,prasa.html?rfbawp=1113404881.267

Zwracam uwage na:
A/cytat z artykułu:

"Trudno jest skonstruować mechanizm prawny pozwalający na zachowanie zasady podporządkowania i jednocześnie chroniący pracownika przed negatywnymi skutkami odmowy wykonania polecenia nie będącego w zgodzie z obowiązującym prawem."
- mój komentarz :
"...gdyby który z nich oddalił się za wsi bez pozwolenia pana lub gdyby na pierwsze wezwanie nie wracał, chwytają go, zakuwają w dyby i na śmierć prowadzą, jeżeli się nie opłaci…"

B/cytat z artykułu:
"Oczywiście pracownik nie jest bezwolnym i bezmyślnym narzędziem w rękach pracodawcy. Pracodawca nie może pracownikowi wydawać dowolnych poleceń, jakie przyjdą mu do głowy, np. robienie mu zakupów."
- mój komentarz :
"...jeżeli pan ma jakąś przesyłkę do załatwienia, chłop służy za posłańca, zanosi ją pieszo w dzień czy w nocy, w mróz, na odległość choćby stu mil..."
Przecież to standardowe zachowanie pracodawcy - nikt i nigdzie sie temu nie przeciwstawi - dalej twierdzę, że "oni" żyją w zupełnie innym świecie, a takie słowa w "GP" budzą tylko salwy śmiechu, jak to zupełnie nie dostrzegane są para-normalne rzeczy dziejące się "na dole" stosunków pracy...

ALE TO WSZYSTKO ŚMIESZNE... :?:

Janusz Stankiewicz

JanuszStankiewicz
SITE ADMIN
SITE ADMIN
Posty: 618
Rejestracja: pn lut 07, 2005 23:09
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Re: cd. mojego komentarzu do artykułu Gazety Prawnej

Postautor: JanuszStankiewicz » pt kwie 15, 2005 22:11

Zarzucono mi w prywatnych mailach (szkoda, że nie są to wypowiedzi na forum…), że chyba zbyt radykalnie podsumowuję działalność naszych zwierzchników (vide – poprzednie posty).
Otóż twierdzę, że para-normalne stosunki między podwładnym, a pracodawcą mają charakter, a w zasadzie ich natężenie jest odwrotnie proporcjonalne do ilości pracowników w firmie. Czy mi ktoś uwierzy, czy nie - podam enigmatyczne, zapamiętane z różnych relacji świadków, przykłady:
a/ firma na początku lat 90-tych – prezes wysyła kierowcę do swojej żony, aby dowieźć jej kabanosy, uprzednio kierowca musi je kupić w sklepie,
b/ firma połowy lat 90-tych – właściciel każe przewozić zakupione meble do swojego domu,
c/ firma drugiej połowy lat 90-tych – właściciel co tydzień nakazuje generalne mycie i czyszczenie prywatnego samochodu, który służy w głównej mierze do przewożenie panienek do domu i z powrotem,
d/ firma z początku XXI w – właściciel każe wywozić gruz z własnego domu po zakończonym remoncie (pada pytanie: gdzie? – odpowiedź właściciela – > „rób Pan tak, aby Pana nie złapali…”).
I takie przykłady można mnożyć, mnożyć, mnożyć….

Dziwią mnie zatem takie słowa, szczególnie, że są publikowane w Gazecie Prawnej, czyli w jakiejś mierze potwierdzające i umacniające w „złym” pracodawcy nawyki poniżania godności podwładnych (szczególnie dobitnie wyraził sie jeden z "właścicieli" firmy – na wspominanej stronie na WP- pisząc komentarz, jak to on wykorzystuje, w swoim patologicznym pojmowaniu świata, własnych pracowników: „oni mają robić – od myślenia jestem ja”).
Nie staram się bynajmniej zarzucić ogółowi zwierzchników, że oni nagminnie wykorzystują swoje stanowiska służbowe, ale czy przypadkiem „punkt widzenia nie zależy od punktu siedzenia”?.
Nie oszukujmy się - ww. zjawiska były, są i będą, ale przynajmniej starajmy się je zminimalizować i uczynić je nagannymi, a nie przyjmowanymi już powoli przez ogół ludzi, jako „normalka”.

Cieszy mnie natomiast to, że nie tylko ja, w takim wymiarze, postrzegam to jedno z wielu negatywnych zjawisk występujących w naszych zakładach, a nawet spotykam się z głosami ludzi na stanowiskach kierowniczych, oburzonych, że niesłusznie, negatywnie, przewartościowuję te zagadnienia.
Wolałbym się nawet mylić - aby tylko coraz rzadziej dostrzegać tego typu zachowania naszych pracodawców.
Zachęcam czytelników do dyskusji w tych tematach – przecież nie tylko takie ujemne cechy występują w naszej pracy – może ktoś zechciałby się podzielić własnym doświadczeniem?

:roll: Janusz Stankiewicz

Monika G.

praca,praca,praca

Postautor: Monika G. » pt kwie 22, 2005 19:34

Całkowicie się zgadzam z opinią autora... Koncze własnie studia dzienne, a za rok bedę kończyć zaoczne i powiem szczerze że jestem przerazona perspektywami pracy,a raczej ich brakiem. Kiedy nawet biedni studenci sa wykorzystywani na wszelki mozliwy sposób, to kto przymie absolwenta bez doswiadczenia... dodatkowo jako kobieta spodzewam się wiekszej ilosci trudności chociazby ze wzgledu na branżę, która sobie obrałam( budownictwo) , no i z racji bycia poprostu kobieta ingerencja pracodawców w zycie osobiste jest dla mnie wręcz odrażająca... Przeciez to ja bedę decydować o tym kiedy wyjde za mąż i tym bardziej kiedy bede chciała mieć dzieci.... a teraz czesto jest zadawane pytanie na rozmowie kwalifikacyjnej "czy ma pani dzieci, lub czy w najblizszym czasie zamierza mieć?".I co wtedy? zapierać się że nie zamierzam? kiedy to jest kwestią najczęściej natury a nie konkretnych planów. Poza tym co z czasem dla dzieci i rodziny kiedy praca wymaga bycia pod "komórką"24h/dobę. Przeraża mnie dzisiejsza rzeczywistość a wraz z nią powolne tempo dochodzenia do w miarę spokojnego bytu rodzinnego.
poczekamy zobaczymy....jak sie coś zmieni po studiach , dam znac , ale obawiam sie że drasycznie przyjemnych zmian prosze się nie spodziewać..
Pozdrawiam, studentka Monika

JanuszStankiewicz
SITE ADMIN
SITE ADMIN
Posty: 618
Rejestracja: pn lut 07, 2005 23:09
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

cd...

Postautor: JanuszStankiewicz » pn maja 02, 2005 13:09

Mam nadzieję, że nie zamęczę swoich czytelników kontynuacją tematu najuboższych, ale patrząc codziennie na narzekania ludzi pozbawionych środków od życia i tych dwudziestoletnich i tych pięćdziesięcioletnich, nie mogę obojętnie przejść wokół właśnie tego problemu.
Nie wiem doprawdy kto ma „gorzej” – czy ta wchodząca w dorosłe życie młodzież, pozbawiona pracy i możliwości patrzenia w życia swojego przyszłość, czy raczej ci, którzy przepracowali już zarówno w socjaliźmie jak i w kapitaliźmie po 10-15 lat, a dzisiaj znajdują się w zawieszeniu pomiędzy brakiem możliwości podjęcia pracy, a oczekiwaniem przez okres kilkunastu lat, potrzebnymi do osiągnięcia wieku emerytalnego.
Jedni i drudzy pozostający bez środków na własne utrzymanie i żyjący z zasiłku społecznego i dotacji do mieszkania, nie mają żadnych szans na zmianę własnego społecznego statusu w dzisiejszej sytuacji gospodarczo-politycznej kraju. Nikt i nic nie przekona mnie do tu i ówdzie usłyszanych zdań, że „oni” sami są sobie winni – jest to oczywiste fałszywe przypuszczenie, a czasem zdarzające się niechlubne wyjątki, tylko potwierdzają regułę, że 99% „okradzionych”, a żyjących w biedzie, sami sobie nie są winni sytuacji w jakiej się znaleźli.
Ja rozumiem, że okres zmian gospodarczych, wymaga poświęceń, że kształtuje warstwy społeczne, ale przedłużający się – jest przyczyną tak wielkiego rozwarstwienia społeczeństwa, że zamiast powodować równomierne rozłożenie korzyści z tego procesu, powodował skupienie tychże dla niewielkiej garstki „wybrańców”. Ocena społeczna tych „wybrańców” jest dość jednoznaczna i to nie w sensie pozytywnym...
Czytając dzisiejszą prasę wybrałem takie wypowiedzi:


Aleksander Gudzowaty (jeden z najbogatszych w Polsce):
Ubóstwo to upokorzenie, społeczne kalectwo i powód do frustracji. Zapobieganie mu to główny cel polityki społecznej... jest to stan posiadania, który nie zabezpiecza godnego życia. Na ubóstwo jest tylko jeden sposób: bogacenie się kraju i ludzi. Uważam, że to obowiązkiem Państwa jest zapewnienie ludziom takiej płacy lub pomocy, która gwarantowałaby im godne życie. To wy politycy doprowadziliście do takiej sytuacji. Nie byliście przygotowani do objęcia władzy. Wyprzedaliście Polskę, doprowadziliście do chaosu gospodarczego.

Ryszard Bugaj (ekonomista):
Spór między korzystającymi z pieniędzy państwa, a tymi, którzy mu ich dostarczają jest w demokracji czymś normalnym. W Polsce spór ten będzie się zaostrzał, bo różnice między garstką bogatych, a mnóstwem ludzi ubogich lub wręcz żyjących w nędzy, są większe niż w większości krajów Europy.... Politycy, tworząc system, ulegali naciskom bogatych. Na dodatek wielu z tych bogatych dziś siedzi w więziennych celach, a to oznacza, że straszliwa nierówność między biednymi a bogatymi jest w dużej części wynikiem działań przestępczych oraz działań formalnie zgodnych z prawem, ale nieetycznych

Arkadiusz Nowak (duszpasterz) :
Odpowiedzialność ponosi Państwo, my wszyscy działamy w ramach zasad, które ono wyznacza. To państwo tworzy sytuację, w której wielu zupełnie nie potrafi się odnaleźć. I bynajmniej nie ze swojej winy żyją na granicy nędzy. Winę ponoszą głównie politycy... gdyby nie działalność charytatywna najzamożniejszych, to wiele potrzebnych instytucji, choćby takich jak hospicja, już dawno by zniknęły, ponieważ państwo przekazuje na nie coraz mniej pieniędzy, a przecież one realizują zadania, które należą do obowiązków państwa
.


Nie chciałbym, aby mojego felietoniku dostrzegano, jako politykierstwo – daleko mi od tego, jak daleko mi od wszystkiego co pachnie korupcją, złodziejstwem i kumoterstwem, ale jest on wyrazem bólu nad sobą, nad innymi, którzy muszą codziennie użerać się nad wyborem co zrobić z tą dwu-złotówką, którą trzyma się w dłoni, a której nie bardzo wiadomo na co przeznaczyć, bo wszystko jest ważne i te rachunki za prąd i ten salceson w sklepie.
Zdaje sobie jednocześnie sprawę, że Ci, którzy mają dostęp do tej wiadomości (internet), akurat nie znajdują u siebie tych problemów, ale Drodzy Czytelnicy pamiętajcie też o tych, którym np. ja, sam pracując jako najemnik, innym najemnikom daję zaliczki z własnej kieszeni, bo ....,

Stojąc u progu wyborów prezydenckich i parlamentarnych trudno nie zadawać sobie pytania, czy te wybory przyniosą jakieś rozstrzygnięcia tego „wstydliwego” tematu ludzkiej biedy. Możemy tylko pokładać pewną ufność, że wszyscy nowi „rządzący” zwrócą swoje oczy i wykażą się natychmiastową reakcją polityczną i ustawodawczą, taką aby wykluczyć z życia gospodarczego ten straszliwy, długotrwały kataklizm jakim jest bezrobocie i pomogą jak najszybciej odzyskać godność życia przez najuboższych.


:25 Janusz Stankiewicz

Kenny

Postautor: Kenny » czw maja 05, 2005 17:34

Janusz,musisz pisać 4 razy krócej,bo z braku czasu ludzie nie będą mogli tego przeczytać.Poza tym rozreklamuj się trochę na regionalnych stronach mazowsza.Pozdrawiam i umykam.

JanuszStankiewicz
SITE ADMIN
SITE ADMIN
Posty: 618
Rejestracja: pn lut 07, 2005 23:09
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Postautor: JanuszStankiewicz » czw maja 05, 2005 18:57

Witaj Kenny
Dzięki za uwagi – pewnie masz rację, że nie każdy może posiadać stały dostęp, ale na to moja jedyna rada brzmi „kopiuj i wklej” np., do Worda – i już nie trzeba dłużej siedzieć w teksie i nabijać licznik w TP. Ja sam przygotowuje dłuższe wypowiedzi i szybciutko wklejam w okno forum – lekkie podkolorowanie - i wysyłam…
Niestety nie bardzo mogę pisać krócej, bo już takim mnie urządzili przodkowie – co na sercu to na papier (?!) i pisze dotąd, aż się wypiszę i zaznam, w związku z tym, troszkę spokoju…

Reklamowanie się nie leży w moim charakterze – mam w tym temacie dość ambiwaletne uczucia, ale może faktycznie spróbuję, chociaż jak ktoś sam znajdzie tą stronę i zechce na niej umieszczać posty, może więcej doceni i mnie i samego siebie …
A jakie strony regionalne miałeś na myśli?

):book Janusz Stankiewicz

PS: zrób mi przyjemność i zagość na tych łamach, jako zarejestrowany użytkownik i wybierz sobie avatar – zobacz jak się napracowałem, a nie mam do tej pory żadnej z tego radości…

Gorąco zapraszam oczywiście --:6-- wszystkich chcących podyskutować na forum...

megi

Re: "Nihil novi" czyli studium porównawcze

Postautor: megi » pn maja 09, 2005 21:59

bardzo to smutne, ale wyglada na prawdziwe, niestety!...
chociaż nie mam bogatego doświadczenia zawodwego, ale mam trochę informacji na temat motywacji z jaką przychodzą młodzi ludzie poszukujący pracy oraz jakie mają doświadczenia i niestety wiele się potwierdza z tym co przytoczyłeś. Wiele osób wybiera firmę państwową, ponieważ kojarzy im się ze stabilizacją i stałością bytu
JanuszStankiewicz pisze:
Studiując i opracowując materiały zamieszczane na mojej stronie, jak każdy człowiek, zacząłem dokonywać porównań pomiędzy warunkami życia, pracy i ogólnych zachowań społecznych, występujących na przestrzeni wieków XVIII-XIX , a moim okresem życia. Mam dość bogate doświadczenie życiowe, pracowałem w różnych zakładach pracy – począwszy od przedsiębiorstw socjalistycznych, a skończywszy na niewielkich, prywatnych firmach w czasach dzisiejszego kapitalizmu, i muszę się przyznać, że te obserwacje doprowadziły mnie do bardzo smutnych wniosków. Otóż wydaje mi się, że niewiele zmieniło się w relacjach społecznych zarówno na gruncie obszaru prywatnego, jak też w zakresie pracodawca – pracownik najemny.

Czymże różni się bowiem osiemnastowieczny opis (wszystkie cytaty pochodzą z książki J. Wildnera „Okiem cudzoziemca”):

„… biedni kmiecie wyjęci spod opieki prawa i zdani na łaskę swych panów znajdują się w prawdziwie opłakanym stanie; bo panowie mogą nimi rozporządzać do woli ich życiem i majątkiem podług swego upodobania, a kmieć od ich wyroku nie może odwołać się do żadnego sądu...

Czy w dzisiejszym stanie rzeczy masz możliwości odwołania się do Sądu Pracy ? – w nim trzeba przedstawić niezbite dowody na popełnione wykroczenia przez pracodawcę, a te zdobyć jest niesłychanie trudno, a jeżeli nawet już je masz - to opłacony adwokat firmy, potrafi przerobić je na nic nie znaczące papierki…

Czyżbyśmy wiele odbiegali od poniższego opisu okresu pańszczyźnianego, w wielkości otrzymywanych wynagrodzeń, przecież podawana przez teraźniejszy Rząd, średnia krajowa jest wynikiem dzielenia całego woluminu wypłacanych pensji przez wszystkich zatrudnionych, przy zasadniczym udziale tej nielicznej grupy, mającej zaszczyt być na wierzchołkach „kominów” płacowych; a zdecydowana większość pracujących pobiera 600-800 zł netto i to pracując czasem bez jakiejkolwiek umowy o pracę:

„… najliczniejsza klasa nie posiada nic, prócz własnych rąk, których praca jest bezpłatna; owocem ich potu jest jedynie najprostsze pożywienie…”

oraz

„… pospólstwo jest nieszczęśliwe, jak niewolnicy czy bydło, dozwolone im jest posiadanie tylko tego, co służy do utrzymania ich przy życiu i w takim stanie, by mogli dalej pracować..

Czas pracy wtedy:

„…z reguły chłop winien pracować trzy do czterech pierwszych dni w tygodniu dla Pana, lecz żaden przepis prawa nie zabrania panu żądać więcej. Poddani mogą oponować przeciwko naruszeniu zwyczaju, lecz zawsze są pokonani siłą…”
;
Niby istnieją odpowiednie zapisy w Kodeksie Pracy, ale czy są one w pełni realizowane i przestrzegane. Wszyscy wiemy, że dzisiejszy dzień pracy nie ma wymiaru 8 godzin przez 5 dni – ale my mamy, jako najemnicy, być prawie na każde zawołanie, a normą staje się praca 10 -12 godzinna, czasem tylko (chwała temu pracodawcy ?!) te nadgodziny płacone są na zasadzie normalnej stawki godzinowej. Jeżeli komuś nie spodobałoby się te pozostawanie poza godzinami pracy – to na zewnątrz firmy stoi kolejka chętnych do natychmiastowego zajęcia Twojego stanowiska.
Ktoś powiedział, że dzisiaj wszyscy Szefowie firm mają swój własny kodeks pracy – i to właśnie on jest obowiązujący i dyscyplinujący podwładnych..

Ale czy my sami sobie nie jesteśmy winni, może zasłużyliśmy na taki los, ponieważ posiadamy naznaczoną genami, niechęć do pracy, która:

„…pochodzi w większym stopniu z charakterystycznej dla nich, wrodzonej gnuśności, pijaństwa, braku pilności i staranność…”

oraz znajdujemy tylko jeden dostępny środek na to:

„…by zaś zapomnieć o nędzy swego stanu, idzie, gdy myśl go nawiedzi, do Izraelity i topi wszystkie troski i zgryzoty w oszałamiającej wódce…”

a pogodziwszy się ze swym losem potrafimy być :

„…pracowitym tylko po to, aby zdobyć środki, które dają możność wypoczynku…”

Sądzę, że na przekór tym ocenom – to właśnie wszystkie ujemne uwarunkowania życia codziennego i bycia pod „niewolą” tworzą właśnie takie, a nie inne konsekwencje.
One są skutkiem, a nie przyczyną, wynikającą samą w sobie z natury pracownika, który świadczy pracę innemu.
Nowoczesne, amerykańskie podejście do pracownika realizowane jest w swojej ideologii na zasadzie, że człowiek szczęśliwy jest o wiele lepszym, wydajniejszym pracownikiem niż ten, którego zżerają ustawiczne troski o to jak będzie wyglądał dzień jutrzejszy – czy będę jeszcze pracował, czy dostanę należną wypłatę ?.
Czy tak trudno zrozumieć naszym dzisiejszym pracodawcom, że:

„…o wiele więcej byłoby współzawodnictwa i gorliwości wśród ludu wolnego, niż wśród niewolników. Wówczas bowiem każdy broni własnego ogniska domowego z narażeniem swego życia, natomiast poddaństwo gasi odwagę i upadla duszę…”

W sposób bezpośredni przenika to „gaszenie odwagi” do naszego życia – pracując z niewiadomym jutrem, pracujemy gorzej i pod przymusem – i nie jest to naszą winą, ale skutkiem postawienia nas w takiej sytuacji przez naszych własnych, służbowych zwierzchników .

Z niejaką przykrością mogę stwierdzić, że tylko w okresie socjalizmu – praca i samopoczucie zwykłej, „szarej” masy ludzkiej, wykonującej powierzone im przez „szefów” zadania, było zdecydowanie pozytywne i nie uprzykrzone takim zjawiskami jak np. bojaźń o miejsce pracy, a w konsekwencji utraty źródła dochodów i możliwości utrzymania wypracowanej pozycji społecznej.
W dzisiejszych czasach nie ma tego żelaznego kręgosłupa, jaki dawał „przywilej” pracy, a może raczej stałości zatrudnienia. Ta nostalgicznie wspominana przeze mnie stałość miała niezwykle pozytywny wpływ na relacje międzyludzkie, na ogólne pojmowania świata, na ukierunkowanie własnych dróg życiowych na zupełnie inne cele niż te, którymi dzisiaj się rządzimy – pogonią za pieniądzem, którego ciągle jest nam mniej i mniej. Ten brak pieniądza nie wynika jednak z ciągłej chęci wzbogacania własnego stanu posiadania, ale z konieczności zdobycia ich na nazwijmy to - zwykłe „zjadanie chleba”. Tak dzieje się w większości przypadków dotyczących zwykłych ludzi i jest spowodowane utrzymującym się na bardzo wysokim poziomie bezrobociu. Wiadomo jest wszystkim, że im jest ono większe i na rynku pracy jest coraz większa podaż (bezrobotni), tym bardziej oczywistym staje się fakt, że ci, którzy podejmują pracę, są niemiłosiernie wykorzystywani przez tych, którzy dają im tę pracę. Zjawisko to jest na tyle oczywiste, że jest ono podkreślane we wszystkich rozmowach towarzyskich i pseudo-służbowych.
Zatem czym różnią się dzisiejsze czasy, pod tym względem, w porównaniu z opisami życia chłopów dwieście lat temu? – pytanie to pozostawiam jako retoryczne, niech każdy z Państwa po wnikliwym przeczytaniu moich wypisów z różnorakiej literatury, sam na nie odpowie we własnym sumieniu.
Z tym elementem życia, bardzo istotnym, jeżeli nie powiedzieć – najistotniejszym, wiążą się także te wszystkie słowa i myśli, które przekazywał nam Papież Jan Paweł II, a o których to wiele się mówi dzisiaj we wszystkich publikatorach. Z różnych stron słyszymy nawoływania, o mniejsze lub większe, wykorzystanie ideologii papieskiej, a mnie się wydaje, że ta ideologia, jak nie była odbierana przez blisko trzydzieści lat, tak i dalej pozostanie tylko w formie papierowych zapisów i tylko nieliczni z nas zdołają wprowadzić ją do własnego świata.
Nie mam zaufania do ludzi bogatych, nie wierzę w ich zapowiedzi, że oni pomogą tym biednym – socjalizmu już nie będzie. Myślę, że wszystko pozostanie „po staremu”, a tylko w szarej masie ludzi znajdą się tacy, którzy zmienią swoje podejście do życia i będą podawać pomocną rękę tym jeszcze bardziej biednym i osamotnionym.
Najbardziej przykre jest to, że jeżeli ktoś chce i czuje potrzebę, wprowadzenia nauk papieskich we własne życie, to tym kimś jest jak zwykle człowiek „mało znaczący”. Czyżby ludzi na stanowiskach kierowniczych i mających na swoich kontach potężny kapitał finansowy, nie dotyczyły te nauki, czyżby oni żyli w innym świecie?

Czym zatem różnię się ja, czy Ty Drogi czytelniku, od tego pańszczyźnianego „wyrobnika”:

- orzącego „rolę” swego pana;
- mieszkającego na „kopie” w dzisiejszym „sześćdziesięcioraku”;
- oddającego co tydzień „dziesięcinę” przynależną duchowieństwu;
- pracującego niestrudzenie od świtu do zmierzchu pod czujnym okiem „ekonoma”;
- wyposażanego przez pana w „cwancygiera”, wtedy, kiedy się to jemu spodoba.


Czy nie masz wrażenia, że nasze życie w takich warunkach nie jest przypadkiem zgodne z oceną zachowaną we wspomnieniach jakobina, który żył dwieście lat temu i napisał, że

„…życie ich jest wiecznym konaniem…”
?

:cry: Janusz Stankiewicz


:(

JanuszStankiewicz
SITE ADMIN
SITE ADMIN
Posty: 618
Rejestracja: pn lut 07, 2005 23:09
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Postautor: JanuszStankiewicz » sob paź 15, 2005 18:46

.
Gazeta Olsztyńska donosi:

Chleb i kwatera

Jeśli bezrobotny znajdzie pracę w innej miejscowości, urząd pracy zapłaci mu za stancję. Mniej uczciwi mogą przy okazji zarobić, twierdzi "Gazeta Olsztyńska", która zwraca uwagę, że przepisy nie mówią, ile maksymalnie może kosztować wynajęcie kwatery.

Migracja zarobkowa jest dla wielu bezrobotnych jedyną szansą na wyrwanie się z biedy. Trzeba jednak gdzieś mieszkać i za to płacić. Od niedawna powiatowe urzędy pracy mogą przez rok zwracać bezrobotnym koszty wynajmu kwatery. - Ustawa nie precyzuje, do jakiej wysokości, wyjaśnia Wiesław Drożdżyński, zastępca dyrektora Wojewódzkiego Urzędu Pracy.

Nietrudno założyć, że w tej sytuacji co sprytniejsi bezrobotni będą dorabiać na boku. Wystarczy wynająć stancję za 300 zł miesięcznie, po cichu dogadać się z właścicielem mieszkania i przedstawić w urzędzie pracy umowę na - przykładowo - 1000 zł.

Przepisy nie zabezpieczają urzędów przed takim procederem. Urzędnicy muszą więc radzić sobie sami, sprawdzać dokładnie faktury i dzwonić po miastach z pytaniem, ile średnio kosztuje stancja. - Na pewno nie pozwolimy na żadne oszustwa. Sami się przed nimi asekurujemy, zapewnia Janina Migdalewicz, dyrektor Zespołu Urzędów Pracy w Olsztynie. (PAP)



Oj wracamy, wracamy do dawnej historii i społecznych relacji...

Na łamach tej strony prezentuję wiele wybranych fragmentów różnych książek historycznych opisujących dzieje „szarych” ludzi w wiekach XVIII i XIX, a w tych urywkach można wyczytać jak to pracowano nie za pieniądze, a zaledwie za „chleb i spanie”...

Niezmiernie trudno pogodzić mi się z faktem, że przeżywamy powtórkę z historii...
Z historii najgorszego okresu wykorzystywania ludzi ....

:roll: Janusz Stankiewicz

Doda
UŻYTKOWNIK
UŻYTKOWNIK
Posty: 4
Rejestracja: pn paź 16, 2006 19:20

Postautor: Doda » pn paź 16, 2006 19:29

Jakby nie było konstytucja NIHIL NOVIL jest jedną z najważniejszych dokumentów prawnych w historii całego społeczeństwa. Ale nie uważam że najdoskonalszą. Muszę przyznać że mi nie podoba się głównie założenie że w państwie nic nie może się stać bez zgody szlachty. Co oczywiście odzwierciedla się w dzisiejszym świecie.Niby demokracja a do głosu są i tak dopuszczenie tylko najbogatsi:( eh...
Pozdrawiam Dorota.

JanuszStankiewicz
SITE ADMIN
SITE ADMIN
Posty: 618
Rejestracja: pn lut 07, 2005 23:09
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Postautor: JanuszStankiewicz » pn paź 16, 2006 19:38

.
Delikatnie zwracam uwagę, że powyższe posty nie dotyczą konstytucji...

:oops: Janusz Stankiewicz

Doda
UŻYTKOWNIK
UŻYTKOWNIK
Posty: 4
Rejestracja: pn paź 16, 2006 19:20

Postautor: Doda » pn paź 16, 2006 19:44

co nie zmienia faktu że tyczy się prawa do pracy. Wszystko dostępne dla najbogatszych. Z góry przepraszam. Wsyd


Wróć do „HISTORIA A TERAŹNIEJSZOŚĆ”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości