<h1>Janusz Stankiewicz. Genealogia, przodkowie, badania genealogiczne, forum dyskusyjne</h1>Janusz Stankiewicz. Genealogia, przodkowie, badania genealogiczne, forum dyskusyjne<br><p><font size="7"><b>Stankiewicz</b> Genealogia</font>
Genealogia, przodkowie, badania genealogiczne, forum dyskusyjne

Różne informacje - część I

  • Motyw wsi w malarstwie polskim
  • Dawne miary i jednostki
  • Pieniądz w rękach naszych przodków
  • Ziemia w społeczności wiejskiej Mazowsza
  • Właściciele Ziemscy - 1929 - woj. warszawskie A - K
  • Właściciele Ziemscy - 1929 - woj. warszawskie L - Ż
  • Jan Matejko "Ubiory w Polsce 1200-1795" -wybór
  • Okiem cudzoziemca
  • Konstanty Laszczka - notka biograficzna
  • "Ludzie luźni" wg. B.Baranowskiego i Z.Turskiej
  • Nietolerancja, zabobon i procesy czarownic
  • Humor ludowy; Anegdoty z dawnej Polski
  • Order VIRTUTI MILITARI
  • Bitwa o Monte Cassino – fakty IV fazy bitwy
  • Zbiegostwo chłopów w dawnej Polsce
  • Pawiak
  • Kapliczki wg. Janusza Hochleitnera
  • Archidiakonat Warszawski - opis z roku 1603
  • Kościoły Warszawskie
  • Archidiecezja płocka w XVIII wieku
  • Diecezja mińska
  • Dekanat dobrzyński, lipnowski i rypiński


  • KOŚCIOŁY WARSZAWSKIE 
    w ARCHIDIAKONACIE WARSZAWSKIM

    wg.
    Józefa Łukaszewicza - 

    opis stanu w roku 1603 z lustracji biskupa Goślickiego  
    "Krótki opis historyczny kościołów parochialnych, kościółków, kaplic, klasztorów, szkółek parochialnych, szpitali i innych zakładów dobroczynnych w dawnej dyecezyi poznańskiej . T. 3"
    1863
    (opr. własne - uwaga: Łukaszewicz w opisie korzystał tylko z ksiąg biskupich poznańskich)

    Parafia Św. Jana Chrzciciela

    Kolegita i

    Kościół 

    Św. Jana Chrzciciela

    Najdawniejsza wzmianka o tej świątyni w archiwum kapitulnem w Poznaniu jest dopiero z początku 15. wieku. Nie podpada jednakże żadnej wątpliwości, że kościół ś. Jana Chrzciciela istniał już w 13. wieku i jest tak dawnym jak sama Warszawa, a według świadectwa Długosza już w r. 1339 zapadł w nim wyrok w sporze Kazimierza W. z zakonem krzyżackim, przysądzający pierwszemu ziemie chełmińską, michałowską, kujawską i dobrzyńską. Kościół ten był pierwiastkowo z drzewa wystawiony, i uległ zapewne kilkakrotnym pożarom. Na samym schyłku 14. wieku Janusz książe mazowiecki w miejsce małego drewnianego kościoła, postawił okazały kościół murowany (około 1392-98)( X. Kurowski w dziełku: Wiadomość historyczna o kościele metropolitalnym warszawskim utrzymuje, że już przed czasami ks. Janusza prezbiteryum tej świątyni było murowanem, a ks. Janusz rozprzestrzenił gmach przystawieniem do niego choru większego)  i wyrobił sobie u stolicy Ś. wyniesienie go do rzędu kollegiat 1402 r., który to akt uskutecznił w tymże samym roku Scibor, kanclerz kapituły płockiej, a Wojciech Jastrzębiec, biskup poznański, nadawszy tej nowej kollegiacie erekcyą dnia 5. Stycznia 1400 roku, przeniósł do niej archidyakonat czerski, wraz z trzema kanoniami, przez księcia Janusza przy kościele czerskim ustanowionemi i ustanowił przy niej proboszcza, dziekana, kustosza i siedmiu kanoników. Podług erekcyj Wojciecha Jastrzembca, którą X. Kurowski w przekładzie polskim w całej rozciągłości przytoczył, książę Janusz przyłączył do kollegiaty warszawskiej probostwa tarczyńskie i wareckie z całem ich uposażeniem, pierwsze dla proboszcza kollegiaty, drugie dla kustosza przeznaczając. Nadto proboszcz miał z woli księcia pobierać dochód z dwóch kanclerstw, to jest zakroczymskiego i wyszogrodzkiego. Archidyakonowi zaś obmyślił dochody biskup, naznaczając mu dziesięciny snopowe ze wsi Czarnowa, Brujnowa, Kaleni,. Borowa, Pramcza, Swieczyc i Bieniewic. Siedmiu kanonikom naznaczył książę Janusz dziesięciny ze wsi rozmaitych. Ten sam ksiażę Janusz, zwany starszym, ustanowił (1416 r.) przy kollegiacie czternastu wikaryuszów i osobnym przywilejem (którego ułamek znajduje się w dziele Olypeus Cleri Polani, napisanem przez Rostkowskiego, proboszcza warszawskiego, wyjął dobra kollegiaty z pod juryzdykcyi krajowej, poddając je pod juryzdykcyą dziekana i kanoników kol1egiaty. Za te wszystkie dobrodziejstwa nowej kollegiacie wyświadczone, zastrzegł sobie książę Janusz dla siebie i następców swoich prawo kollacyi.
    Następcy księcia Janusza niemniej byli hojnymi dlatej świątyni. Bolesław III książę mazowiecki uposażył ją 60 kopami groszy czeskich pragskich rocznego dochodu, z dochodów miasta Warszawy. Anna księżna mazowiecka uposażyła kościół ten 500 kopami groszy pragskich 1450 roku. Stanisław i Janusz, ostatni książęta mazowieccy, tudzież ich siostra Anna, przyozdobili wewnątrz kościół. Ostatnia wzniosła swoim nakładem na kościele wysoką wieżę, dała w kościele marmurową posadzkę i zaopatrzyła go w bogate antypedya, lichtarze srebrne i t. p. sprzęty.
    Po wygaśnięciu książąt mazowieckich, królowie polscy i królowe uposażali kollegiatę warszawską, albo ją też zaopatrywali w bogate ruchomości kościelne. Nawet po owej chciwej królowej Bonie miał kościół Ś. Jana Chrzciciela w roku 1603 podczas wizyty Goślickiego pamiątkę w kosztownem antepedium. Królowa zaś Anna Jagiellonka okryła wielki ołtarz tego kościoła rozmaitymi kosztownościami, jako to antepedyami z złotogłowiu, wysadzanemi w krzyż perłami drogiemi, kielichami złotemi itp.
    Ze wszystkich jednakże monarchów polskich Zygmunt m. najwięcej dla ozdoby tej świątyni uczynił. Kiedy w roku 1602 gwałtowny wiatr zerwał wieżę na kościele, poobdzierał dachy i w skutek tego upadło sklepienie boczne, zarzuciwszy cały kościół gruzami, monarcha ten swoim nakładem przywrócił go do dawnego stanu, wzniósł nowy ołtarz wielki, opatrzył kościół w piękne obrazy, a zakrystyą i skarbiec w kosztowne apparaty i naczynia. Za jego panowania połączono kościół z zamkiem, wystawiono dwa chory w prezbiteryum i zbudowano wielki organ. Syn Zygmunta III - Władysław IV. przyłożył się również do upiększenia kościoła, zwłaszcza przed koronacyą małżonki swojej Cecylii Renaty. Za jego panowania ukończono facyatę kościoła, przyozdobiono posągami i pokryto kościół nowym dachem. Jan III darował kościołowi piękne stalla snycerską robotą dla duchowieństwa wyższego, z herbem swoim Janiną. August III z pobożną małżonką swoją, kiedy fundamenta wieży stojącej po lewej stronie kościoła przy ulicy ś. Jana i Dziekanii rysować się zaczęły, a nadto część górna, jako z drzewa wystawiona, zagrażała upadkiem, wzniósł ją całkowicie murowaną, kosztem 10,000 tynfów.
    Kościół ś. Jana Chrzciciela, wystawiony przez Janusza księcia mazowieckiego na schyłku 14. wieku, nie długo zachował kształt swój pierwotny. Była to zapewne początkowo budowa podobna do kościoła Panny Maryi w Poznaniu na tumie, z tą różnicą, że daleko większa, bez wiet i kaplic. Wnet potem kaplice otoczywszy go zewsząd, zmieniły jego kształt pierwotny. W ciągu zaś kilku wieków kaplice te powstawały w takim chronologicznym porządku

    l. Kaplica N. Maryi Panny. Fundowała ją Anna księżna mazowiecka 1428 roku, wyznaczywszy fundusz na siedmiu przy niej mansyonarzy. Andrzej z Bnina, biskup poznański, nadał tej kaplicy erekcyą pod tytułem Wniebowzięcia N. Maryi Panny i ś. Anny. Z tej kaplicy było wejście na ganki zamkowe, którem monarchowie i ich rodziny i znakomitsze osoby dworu wchodziły na nabożeństwo do kollegiaty. Tem wejściem izba poselska i Senatorskaa po uroczystem nabożeństwie udawała się na posiedzenia do sal zamkowych. - Kaplica ta istnęła do roku 1822, w którym rozebraną została.
    2. Kaplica przy Ciborium. Niewiadomo przez kogo i kiedy założona. Istnęła ona atoli jut w roku 1540, albowiem w tym roku Mikołaj Trąbski ( Niesiecki nazywa go Pawłem: "Z tych Piotr Noskowski mówi - albo Trąbski spłacił braci swoich z Trąbek, miał synów Mikołaja i Pawła i córkę Elżbietę. Paweł był kanonikiem i archidyakonem warszawskim, podkanclerzem książąt Mazowieckich, kaplicę przy farze w Warszawie wystawił, ostatnią wolą do tego eksekutorów obligowawszy.) archidyakon warszawski, fundował w niej służbę bożą (ministerium, jakieś nabożeństwo: 2) Takich ministeriów w tej kaplicy było w roku 1603 cztery, to jest: fundacyi Trąbskiego, fundacyi Żukowskich, fundacyi Jadamowskich i fundacyi Ossowińskich. Kaplica ta na schyłku 16. wieku runęła całkiem. Wystawił ją na nowo od samych fundamentów Gaspar Sadłowski, proboszcz warszawski. Poświęconą została dnia 15. Października 1592 roku.
    3. Kaplica Balcerowska, pózniej zwana kaplicą; świętego Stanisława. Założył ją Balcer Bulcholzer (X. Kurowski zowie go Buchholz) kupiec i obywatel warszawski, nadawszy jej małe uposażenie. Erekcyą zaś nadał jej Jan Lubrański, biskup poznański, pod tytułem ś. Stanisława, Michała, Sebestyana, Marcina. 10,000 Panien, ś. Katarzyny i Barbary. W czasie wizyty Goślickiego w roku 1603, kaplica ta miała najdawniejszy dokument z r. 1489.
    4. Kaplina Baryczków, później zwana kaplicą; Trzech króli. Założył ją i uposażył Mikołaj Baryczka, obywatel warszawski, a Jan, biskup poznański, nadał jej erekcyą 1490 r. pod tytułem Trzech króli, Andrzeja i Bartłomieja apostołów. Erekcyą tę potwierdził w 17. wieku Andrzej Szółdrski, biskup poznański. W nowszych czasach rozebrano tę kaplicę. W niej były groby Baryczków, i w niej po zniesieniu Jezuitów odbywało się nabożeństwo dla katolików Niemców.
    5. Kaplica Wodzyńskich. Założył ją i uposażył Stefan de Mniszewo Wodzyński, proboszcz warszawski; erekcyą zaś nadał jej Andrzej z Bnina, biskup poznański, 1450 roku. Później uposażył ją znaczniej Mikołaj Mniszewski, archidyakon warszawski, 1592 roku, zapisawszy jej 240 dukatów węgierskich na Łomnach. Kaplica ta, lubo przekształcona, istnie dotąd pod tytułem kaplicy N. Sakramentu.
    6. Kaplica Kierskowskich. Kto i kiedy kaplicę założył, nie wiadomo mi. W wizycie Goślickiego czytam, że w roku 1598 jakaś Pani Golemowska sprawiła do tej kaplicy po części na nowo apparaty, śrebro i bieliznę kościelną.
    7. Kaplica Pana Jezusa ukrzyżowanego. Założył ją zaś Stanisław herbu Kleinpolt Małopolski, podchorąży bracławski, żyjący na początku 18. wieku, wręczywszy kapitule 39,000 zł. pol., aby się kapituła wystawieniem jej zajęła. Za panowania Augusta m Klemens Branicki, wojewoda natenczas krakowski, łożył na zewnętrzne upiększenie tej kaplicy. W kaplicy tej był cudowny krzyż Zbawiciela świata, o którym Pruszcz w Morzu Łask mówi: "Tamże w Warssawie jest wielkiej wspaniałości i ogromności do nabożeństwa każdego pobudzająca Passya w tymże kościele (ś. Jana Chrzciciela), przy której łask wielkich i pociech ludzie w utrapieniach przed nią się modlący, o czem wota świadczą; doznawają. " Być jednak może, iż krzyż ten znajdował się w kaplicy ś. Krzyża, później zwanej kaplicą Bractwa literackiego.
    8. Kaplica Bractwa literackiego. Czy kaplica ta jest z którejś z wyżej przytoczonych, czy też od samych fundamentów z nowa wystawioną została, niewiadomo mi. X. Kurowski taką o niej podaje wiadomość: "Kaplica Bractwa literackiego początkowo była pod tytułem Ś. Krzyża, z prawem prezentowania przez Wolskich, a później przez Kazanowskich, od których przeszła do kapituły, a teraz należy do Bractwa literackiego i jest pod tytułem Niepokalanego Poczęcia N. Maryi Panny. Nad wejściem był dawniej obraz ś. Andrzeja. Na utrzymywanie tej kaplicy wyznaczyli fundusze Groszkiewicz, Sroczyński, Bogdanowicz i Wysoczyńscy, wszyscy w drugiej połowie 17. wieku."
    9. Kaplica Ś. Trójcy. w aktach biskupich zwana takie kaplicą książęcą,. (capella ducalis.) Kto i kiedy kaplicę tę założył, niewiadomo mi, z tego jednak, te akta biskupie zowią ją książęcą, domyślam się że jest dziełem książąt mazowieckich. W kaplicy tej był obraz Trójcy świętej, o ktorym Pruszcz w Morzu Łaski, na stronie 2. tak wspomina: "W Warszawie mieście przy rezydencyi króla JM. jest obraz Trojce Przenajświętszej, ten w Brądzbergu od Szwedów postrzelony, krwią obficie zbroczony roku 1627. Tych, którzy to scelus popełnili, Pan Bóg srodze skarał. Potem z uczciwością wielką i processyami do Warszawy jest przeniesiony i na miejscu przystojnem w kościele ś. Jana. na pociechę wiernym, a na hańbę heretykom postawiony." - W tej kaplicy obok mnóstwa wotów zawieszono na początku 17. wieku żebro mamuta, lub innego jakiego potworu przedpotopowego.
    Wszystkie te kaplice miały swoje osobne uposażenia, apparaty, sprzęty i naczynia kościelne, jako to: ornaty, kapy, dalmatyki, kielichy, monstrancye itp tudzież swoich duchownych.
    Ołtarzy podczas wizyty Goślickiego w roku 1603. było w kościele ś. Jana Chrzciciela kilkadziesiąt; z nich niektóre należały do bractw rzemieślniczych, czyli do cechów. Do znaczniejszych należały: Ołtarz wielki. Ten miał osobne wszystkie swoje apparaty i sprzęty, jako to ornaty, kapy, dalmatyki i t. p., kielichów śrebrnych 13, krzyży śrebrnych 3, pacyfikałów śrebrnych dwa, ampułek śrebrnych cztery, lichtarzy śrebrnych z herbami książąt mazowieckich 2, trzy śrebrne pastorały i t. p. W nim znajduje się obraz pędzla Palmy młodszego. Ołtarz fundacyi Stańczyka, ołtarz fundacyi Wojsławskich, ołtarz fundacyi Korczaków, ołtarz fundacyi Holdakowskich, ołtarz fundacyi Ludwikowskich, ołtarz fundacyi Rolińskich, ołtarz fundacyi Kozibota , ołtarz fundacyi Kazuba, ołtarz fundacyi siodlarza Bernardynowskiego (patronem jego był w roku 1603 Wojciech Oczko, lekarz warszawski, potomek siodlarza), ołtarz fundacyi Kozipary (erekcya jego z r. 1514 znajduje się w aktach biskupich), ołtarz fundacyi Baryczki, ołtarz fundacyi Tycza, ołtarz fundacyi Koziemięso (Założyły ten ołtarz Stachna i Marta, córki Stanisława Koziemięso, obywatela warszawskiego, a erekcyą nadał mu Andrzej z Bnina, biskup poznański.) Wszystkie te ołtarze miały swoje osobne uposażenia, swoje apparaty i swoich altarzystów. Po roku 1603 przybyło jeszcze kilka ołtarzy w tej świątyni, np. w roku 1630 ołtarz fundacyi Chawłoszów i t. p. Do świątyni tej przywiązanych jest wiele wspomnień religijnych i historycznych. W niej odbyły się synody prowincyalne, Przerębskiego 1564, na którym stawił się sławny Stanisław Orzechowski i miał do synodujących mowę, dwakroć później drukiem ogłoszoną; Wężyka 1634, Łubieńskiego 1648 r. i dyecezalny Szembeka, wszystkie z największą okazałością, jak to synod Szembeka drukiem ogłoszony dowodzi, odprawione. W niej złożono zwłoki niektórych książąt mazowieckich na wieczny spoczynek, a królów i królowych polskich tymczasowo, nim zwłoki ich do grobów królewskich w Krakowie przewieziono. Tak na przykład gdy w roku 1598 dnia 4. Lutego umarła w Warszawie Anna Austryaczka, pierwsza żona Zygmunta III., ciało jej przybrane w szaty królewskie leżało cały tydzień na katafalku w niezamkniętej trumnie w jednej z sal zamku warszawskiego, poczem przeniesionem zostało do kaplicy królewskiej (zapewne owej zwanej książęcą), gdzie przez 21 miesięcy stało w trumnie zamkniętej. Około trumny paliło się dzień i noc 10 świec jarzących i 20 lamp; psalmy w tej kaplicy śpiewali nad ciałem w ciągu tych 21 miesięcy xx. Bernardyni podobnież dzień i noc, odmieniając się co kilka godzin i sprowadzając w pomoc do tej posługi religijnej księżny z innych klasztorów tej reguły. Msze żałobne odprawiali przy ciele codziennie arcybiskupi, biskupi i inni dygnitarze kościelni. Requiem wykonywano codziennie z muzyką królewską. Nareszcie w miesiącu Październiku 1599 r. po solennem nabożeństwie odprawionem w kollegiacie, król i większa część senatu wraz z licznem duchowieństwem, odprowadził zwłoki swej małżonki do Krakowa, gdzie złożone zostały w kaplicy jagiellońskiej. W tej świątyni kilku królów obieralnych przysięgało na pakta konwenta, kilka królowych koronowano. Pierwszą w niej koronowaną monarchinią była Cecylia Renata, żona Władysława IV. Ta odprawiając wjazd swój tryumfalny do stolicy Polski, pierwszy krok swój stawiła w tym Przybytku Pańskim. "Gdy do miasta wjechali - opowiada rękopism współczesny - zaraz, pominąwszy zamek, do kościoła Ś. Jana przyjechali. Tam królową Jejmość ksiądz biskup poznański z kanonikami witał, potem benedykcyą dawał ksiądz arcybiskup gnieźnieński i potwierdzenie było ślubu, ratyfikując ślub w Wiedniu uczyniony. Potem Te Deum laudamus , po którem piechotą król JMCi szedł przed królową, a za nim szła królowa, dwanaście pacholąt wprzód idąc przed nimi ze świecami jarzęcemi. Tam dopiero muzyki po gankach, oknach pokojowych. Tamże i strzelbę wypuszczono, z dział i z ręcznej broni bardzo wielkie ognie dawali, tak, że nie jedna kamienica, a mianowicie okna, akt ten poczuły. Niektórzy Panowie zostali zaprowadziwszy królową, a większa częśćdo kamienic się rozjechała. Potem w nocy privatim wieczerza była. Nazajutrz die Dominico nie rychło bardzo król JMCi z królową do kościoła przyszli, aż o czwartej godzinie z południa poczęła się msza ś., którą odprawował arcybiskup gnieźnieński i ten akt koronacyi czynił. Przyczyna tak nierychłego przyjścia królestwa Jchmość była, że poseł króla duńskiego chciał podsiadać legata papieskiego, który też nie chciał dać precedencyi onemu. Sam król JMCi przez wielu ludzi kilka godzin traktował, tak że się akkomodowało, że legat na swojem miejscu siedział, a poseł duński po podle królewicza Kazimierza, przed którym klęczała królowa, przed nią arcyksiężna Leopoldowa, a potem na majestacie królowa pod baldachinem, a potem król. Biskupów czternastu było z sufraganami pontificaliter ubranych, inter quos ja też byłem. Królowa JMci kommunikowała przy mszy z rąk księdza arcybiskupa gnieźnieńskiego, król JMci i ona na ofiarę chodzili. Król JMci regalibus vestibus, w kapie, w dalmatykach jako biskup siedział, oprócz tylko mitry albo infuły, ale na to miejsce korona regia na głowie była. Królowa podle niego na sążeń siedziała z koroną na głowie, w prawej ręce berło trzymając, w lewej jabłko złote z krzyżykiem. Muzyka po wszystkim kościele bardzo głośna, krzykliwa. Po tem nabożeństwie odprawionem JMci ksiądz arcybiskup gnieźnieński zaczął Te Deum laudamus , muzyka kończyła a królestwo się ruszyło z Ichmość panami senatorami do zamku ( Dalej mówi rękopism : "W nocy race miasto odprawowało i ognie rozmaite. Ojcowie też Jezuici - oprócz nich żadni inni księża, ani farny kościół - nie odprawowali takich figlów, jako oni, rozmaitemi lampami, ogniami, obrotami slonecznemi, miesięcznemi wieżę swoję przykryli i otoczyli."). W tej świątyni brała ślub jedynaczka króla Jana III "Roku 1694 - mówi Puławski - zaślubiona książęciu bawarskiemu elektorowi Maksymilianowi Teressa Kunegunda królewna polska, Jana trzeciego króla i Maryi Kazimiry córka. Dany ślub w Warszawie w kościele świętego Jana od kardynała arcybiskupa gnieźnieńskiego, Michała Radziejowskiego 15. dnia Sierpnia przy assystencyi szesnastu infułatów. Prowadzona królewna bardzo świetnie z niemniej świetną assystencyą po drodze karmazynem od pałaców do kościołów okrytej, przy zjeździe wielkim senatorów i panów inszych polskich i obcych. Brał ślub z królewną, książęcia elektora osobę reprezentujący brat jej Jakób, królewicz polski."
    W tej świątyni odbyła się w roku 1705 koronacya Stanisława Leszczyńskiego, za którą biskup koronujący go na zamku św. Anioła w Rzymie odpokutował. Tu wielu biskupów konsekrowano ( Tak np. w roku 1637 Jan Wężyk, arcybiskup gnieźnieński konsekrował tu dnia 22. Lutego podcila8 8ejmu Piotra Gembickiego, podkanclerzego koronnego, na biskupa przemyskiego. Na tej uroczystości kollegiata przepełnioną była widzami wszelkich stanów, począwszy od dworu królewskiego); tu odbywały się wspaniałe eksekwie za królów zmarłych, królowych i dygnitarzy państwa świeckich i duchownych, dziękczynne nabożeństwa za odniesione nad nieprzyjacioły zwycięstwa, uroczyste nabożeństwa w czasie zwyczajnych lub nadzwyczajnych sejmów, konwokacyi, elekcyi w Warszawie się agitujących. W czasie takich uroczystości biskup poznański, jako loci ordinarius nie ustępował w kollegiacie swojej pierwszeństwa prymasowi. Dyaryusz konwokacyi 1696 w rękopiśmie opowiada o takim sporze dwóch tych dostojników kościelnych; "Die 29. Augusti 1696. Konwokacya zaczeła się feliciter. Zwyczajne uroczystości jako na sejmach wprzód odprawiono, t. j. książę JMci prymas circa horam undecimam kazawszy sobie baldachium na tem miejscu, gdzie królewski bywał powiesić, exquo JMci X. biskup poznański z swojej katedry nie chciał ustąpić, wotywę de Spiritu s. celebrował pontificalter. X. Gołębiowski jako ordinarius concionator miał kazanie; po którem nabożeństwie JMci P. P. senatorowie et equestris ordo na górę do izby senatorskiej poszli. JMci panowie senatorowie przyszedłszy do senatu i zastawszy baldachim żałobny powieszony, żaden z nich nie siadał w krześle póki nie był spuszczony, po którego spuszczeniu dopiero usiedli. Tymczasem JMci ksiądz biskup poznański cum clero superpelliceato et accensis candelis pontificuliter wszedł do izby senatorskiej, chcąc dać benedictionem pastoralem, ale mu się nie powiodło, gdyż indigne ferebant JMP. senatorowie i niektórzy mówili: nie mamy mutum daemonium, któreby z nas wyganiać potrzeba; drudzy: iż trzeba było grates zaśpiewać, tobyśmy rozumieli że kolenda." Z ambony kościoła tego przemawiali do ludu najsławniejsi mówcy nasi, jako to Skarga, Bembus, Birkowski i wielu innych.
    Z bractw duchownych było i jest jeszcze w tym kościele bractwo literackie, później podwyższone do archibractwa, mające członków nawet w najwyższych stanach rzeczypospolitej, swoją osobną kaplicę, swoje apparaty, duchowieństwo i fundusze. Powstało dopiero w drugiej połowie 17. wieku (1672 r.) i posiada przywileje Michała Korybuta i Jana III 2. Bractwo N. Sakramentu, które podług twierdzenia X. Kurowskiego zaprowadził Sebestyan Branicki, biskup poznański 1541 roku. Czy kollegiata warszawska posiadała własną muzykę, nie mogłem tego dojść z archiwum konsystorskiego i kapitulnego w Poznaniu. Podczas atoli wielkich uroczystości grała w niej muzyka królewska, utrzymywana przez Zygmunta III i jego następców. Organy zaś były w tej świątyni jut na początku 17. wieku, a organistami przy niej bywali często księża.
    Jako kollegiata kosciół ś. Jana Chrzciciela miał swoich prałatów i kanoników, czyli zbiorowo swoję kapitułę. Ta pierwiastkowo składała sie z czterech prałatów, to jest, proboszcza, dziekana i archidyakona, który razem był prałatem katedry poznańskiej, i kustosza i siedmiu kanoników. Podczas wizyty Goślickiego w roku 1603 kapituła kollegiaty warszawskiej składała sie z pięciu prałatów, to jest proboszcza, scholastylka, dziekana, archidyakona, kanclerza i kilkunastu kanoników aktualnych i honorowych. Biskup Wierzbowski przydał do pięciu już istniejących prałatów szóstego, to jest kantora, naznaczywszy mu miejsce w stalach kościoła przed kanclerzem. Kapituła warszawska miała własny statut nadany jej przez biskupa Jana Lubrańskiego, podług którego się rządziła. W myśl tego statutu odbywała dwa razy do roku, to jest w niedzielę Dominica Misericordiae i na ś. Michał posiedzenia jeneralne, a co dwie niedziele w soboty posiedzenia partykularne. Nie czytawszy statutu Lubrańskiego, nie umiem powiedzieć, jakie były przedmioty narad kapituły na tych posiedzeniach. Gdy atoli w imieniu Biskupa zarządzał całem archidyakonatem oficyał, sądzę że na tych posiedzeniach kapituła zajmowała się tylko własnemi interessami. W myśl koncylium trydenckiego tak prałaci jako i kanonicy nie mogli się na dłużej jak na trzy miesiące oddalać od kollegiaty, w przeciwnym razie utracali dochody przywiązane do ich kanonii. Wszakte biskupowi wolno było uwalniać ich od ciągłego mieszkania w Warszawie. Ztąd też pochodziło, w późniejszych mianowicie czasach, że prałaci i kanonicy warszawscy, posiadający inne jeszcze stopnie w hierarchii kościoła krajowego, rzadko kiedy w Warszawie mieszkali.
    Tak cała kapituła zbiorowo, jako też każdy prałat i kanonik z osobna, miał swoje uposażenie w dobrach, dziesięcinach, beneficyach, kapitałach i t. p. ( Kapituła zbiorowo posiadała także znaczną część Warszawy, np. ulice Kapitulną, Dziekanią, Kanonią, Dziekankę i ulicę Trębacką. Prócz tego każdy niemal kanonik i prałat posiadał domy lub całe place w Warszawie, na których pozwalał mieszkańcom stawiać gmachy za opłatą pewnego czynszu. Tak np. w r. 1648 ówczesny kanclerz kollegiaty pozwolił wystawić jednemu z mieszkańców Warszawy dom na swoim placu; "... Wiadomo to czynię, komu wiedzieć należy, iż mając sobie zaleconych pana Piotra Brzosta i Annę żonę jego pozwoliłem im kupić domostwo na placu moim zbudowane na przedmieściu krakowskiem za dworem Jegomości pana Sendomirskiego, wystawione przez uczciwego Katlewskiego między placem z jednej JMX. Chawłosa a JMX. Piaseckiego kanoników z drugiej strony leżące, za takiemi kondycyami, Naprzód, iż mają czynszu na rok każdy płacić na każde święto Ś. Marcina po złotych polskich sześciu; koniom stanie wolne i karetce w stajni ma być zawsze; podejrzanych i luźnych ludzi chować W domu nie mają, pod utraceniem prawa tego, nigdzie indziej stawać,
    chyba przed wójtem z gruntów duchownych kościelnych nie mają, a appellacya do własnego pana gruntu tego, a nie gdzie indziej, iść nie ma. Wolno im tedy będzie tego placu używać, i potomkom ich czasy wiecznemi także wolno będzie, budynek swój dać i darować, przedać i na lepszy pożytek swój obrócić, za wiadomością jednak i za pozwoleniem pana gruntu tego. A jeżeliby też dla molioracyi prowentu kościelnego taki grunt jakimkolwiek
    sposobem przez kapitułę miał być zamieniony, albo zaprzedany, tedy nie pierwej z tego gruntu ustąpić będzie powinien, aż za oszacowaniem słusznem tego budynku z obu stron na to wysadzonych ludzi i za zapłaceniem dostatecznem. A dla lepszej wiary i pewności pieczęć swą temu listowi przykładam i on ręką swą podpisuję. Pisano w Warszawie dnia 6. miesiąca Maja roku pańskiego 1638. Joannes Szczawiński Caucellarius Varsoviensis S. R. M
    Secretarius, m. p'). Tak np. w roku 1431 archidyakon warszawski prócz dziesięcin wyznaczonych mu przez księcia Janusza aktem erekcyjnym kollegiaty, pobierał jeszcze dziesięciny snopowe ze wsi Parzchnowa, Biskupie, Faszczyc, Woli wielkiej i małej (majori et minori) i trzeciej jakiejś Woli (tertia alia Wola), Radziewic, Błonia, Osieku i Kaszlic, a prócz tego należały do niego dwie wsie prestymoniałne, to jest Rokitno i Giełzowo. Takie samo a niekiedy i większe jeszcze uposażenie mieli inni prałaci i kanonicy warszawscy. Tak hojne uposażenie kapituły warszawskiej, a nade wszyskim przeniesienie stolicy państwa z Krakowa do Warszawy przez Zygmunta III. nadało tej kapitule wielkie znaczenie. Gdy dotąd proboszczami jej obok szlachty bywali plebejusze, jak np. sławny Stanisław Reszka, Aleksander Halanci, Chawłos, Giza i inni, po czasach Zygmunta III. zaczęła się o miejsca w kapitule warszawskiej ubiegać sama szlachta, a nawet biskupi i prałaci kapituł katedralnych, aż nareszcie konstytucya 1669 roku postanowiła: "Kościół kollegiaty warszawskiej, alias kapituły warszawskiej porównano w tym cum cathedralibus Ecclesiis, aby w niej tylko nobfles personae zasiadały, mianowicie in preaelaturis, salvis jednak quatuor doctoralibus
    praebendis. .. Zapewne w skutek tej uchwały sejmowej kapituła katedralna poznańska, obawiając się aby z czasem kapituła kóllegiaty warszawskiej nie wzięła, przednią pierwszeństwa, zastrzegła na jednem z posiedzeń swoich w tym samym 1669 roku, aby biskup poznański nie tytułował się biskupem warszawskim, a kanonicy i prałaci warszawscy, aby nie nosili rokiet. Nie zapobiegła jednak ta uchwała kapituły katedralnej poznańskiej ciśnieniu się do kapituły warszawskiej ludzi z pierwszych familii krajowych i dygnitarzy rozmaitych katedr.
    Tak np. za panowania Augusta III. prałatami przy kollegiacie warszawskiej byli sami tylko familianci i dygnitarze kościelni, jako to Wołowicz, biskup łucki był dziekanem; Szembek, Załuski, biskup kijowski, Ostrowski, biskup inflantski, Kajetan Sołtyk, synowiec biskupa .krakowskiego, zajmowali inne prelatury warszawskiej kollegiaty. Biskup zaś poznański Teodor Czartoryski w liście pasterskim datowanym z Warszawy dnia 16. Czerwca
    1750 roku, zaczął się pierwszy raz tytułować biskupem poznańskim i warszawskim i wyrobił u papieża w roku
    1751 pozwolenie noszenia członkom kapituły warszawskiej dystynktoryów właściwych kapitułom katedralnym.
    Przy kolegiacie warszawskiej prócz wyższego duchowieństwa znajdowało się jeszcze mnóstwo wielkie innego duchowieństwa, jako to poenitencyonarze, których w liczbie dwóch ustanowił Jan Lubrański , biskup poznański w roku 1499; wikarzy, mansyonarze, psałterzyści, altarzyści. Wszyscy ci duchowni mieli osobne swoje uposażenia w nieruchomościach, kapitałach, prebendach, dziesięinach i t. p, Prócz tak licznego duchowieństwa kollegiackiego, od końca 16. wieku na mocy upoważnienia Tarnowskiego, ówczesnego biskupa poznańskiego w porozumieniu z kapitułą, Jezuici warszawscy odprawiali w tej świątyni msze, miewali kazania i słuchali spowiedzi.
    Kapituła, to jest prałaci i kanonicy zawiadywali aż do roku 1457 parochią ś. Jana Chrzciciela, czyli mieli tak nazwaną curam animarum w tej parochii, obejmującej podług wizyty Wężyka całe miasto starą Warszawę, przedmieście krakowskie i te części ulic Długiej i Mostowej, które się z murami starej Warszawy stykały, oraz domy nad Wisłą leżące. W roku 1457 Andrzej z Bnina, biskup poznański, przelał tę curam animarum parochii s. Jana Chrzciciela na dziekana i wikarych, których mianowali kanonicy i prałaci kapituły. Wikarych tych bywało zwykle 13. pod bezpośrednim dozorem dziekana.  Mieszkali w domach osobnych. Psałterzyści mieli dom osobny, w którym  Dom ten, czyli psałterya utrzymywanym był - jak uczy postanowienie biskupa Wężyka - z najmu w nim lokalów podczas sejmów, lub innych zjazdów szlachty do Warszawy.
    Mansyonarze w liczbie siedmiu byli przy kaplicy królewskiej, a altarzyści - jak samo nazwisko ich uczy pełnili obowiązki duchowne przy ołtarzach rozmaitych fundacyi. Ilu innych duchownych i altarzystów w różnych epokach przy kościele Ś. Jana Chrzciciela bywało, trudno jest oznaczyć. .
    Na czele wszystkiego tego niższego duchowieństwa kollegiaty i kościołów archidyakonatu stał officyał mianowany przez każdoczesnego biskupa poznańskiego z pośród kanoników lub prałatów kollegiaty. X. Kurowski utrzymuje wprawdzie, że tym officyałem musiał być zawsze archidyakon warszawski, ale mógłbym na zbicie twierdzenia tego przytoczyć wiele przykładów, przestają jednak na przytoczeniu dwóch. I tak w roku 1642 za rządów biskupa Andrzeja Szołdrskiego, officyałem warszawskim był Mikołaj Erler, kanonik sandomirski i warszawski. Za rządów Andrzeja Opalińskiego - Jan Raciborski dziekan warszawski. Biskup zlewał na officyała swego warszawskiego całą władzę swoją w rzeczach duchownych archidyakonatu. Do niego zatem należały sprawy tyczące się małżeństw, beneficyów duchownych, karności duchownych, potwierdzanie testamentów duchownych i świeckich, gdy 300 złotych wartości nie przechodziły, obsadzanie kościołów parochialnych wikaryuszami, wydawanie indultów na odprawianie mszy w kościołach niepoświęconych jeszcze, benedykowanie ołtarzy, opieka nad zakonnicami w archidyakonacie warszawskim znajdującemi się, ustanawianie publicznych supplikacyi i processyi i t. d. i t. d. na koniec zwierzchność nad jurydyką należącą do kapituły warszawskiej.
    Za czasów Starowolskiego znajdowało sie w tej świątyni mnóstwo wielkie nagrobków.

    Szkoła kollegiacka powstała zapewne razem z samą kollegiatą, to jest na początku 15. wieku i na nauczycieli do niej brano młodych akademików krakowskich. Takim nauczycielem przy niej był między innymi akademikami i sławny Piotr Skarga, nim wstąpił do stanu duchownego. Czego w szkole takiej, jaką była kollegiacka w Warszawie, uczono, powiedziałem w mojej historyi szkół polskich. Uposażeniem jej była pensya dawana nauczycielom przez magistrat starej Warszawy i zwykłe innym szkołom elementarnym, czyli farskim, w dawnej Polsce dochody. Na uczniów zaś ubogich do niej uczęszczających, tudzież na szpital w Piasecznie przeznaczył Jan Raciborski, dziekan warszawski w roku 1628. dochody z własnej wsi, zwanej Zgorzała, w powiecie warszawskim leżącej, poddawszy zarząd tym funduszem kapitule warszawskiej. Szkoła kollegiacka aż do środka niemal siedemnastego wieku, jako kolonia akademii krakowskiej, należała do wyższych zakładów naukowych, gdy atoli później Pijarzy i Jezuici otworzyli w Warszawie szkoły swoje, spadła na stopień zwyczajnej szkółki elementarnej.

    Szpital Św. Marcina. Stał na ulicy Piwnej obok klasztoru XX. Augustyanów. Założyła go i uposażyła w roku 1444. Anna księżna mazowiecka, i pod tytułem szpitala ś. Marcina. oddała w zawiadowanie nim kapitule warszawskiej. Szpital ten, jeden z najlepiej uposażonych w dawnej Polsce, posiadał bowiem wioski, domy w Warszawie i kapitały, utrzymywał, wedle rozkazu króla Zygmunta I. 80 ubogich płci obojej. Na początku 17. wieku gmachy jego w skutek złej administracyj majątku szpitalnego tak podupadły że, aby je naprawić z dochodów, musiano ograniczyć znacznie liczbę utrzymywanych w nim ubogich, pomimo tego, że na naprawę ich łożyli także rozmaici dobroczyńcy, a pomiędzy tymi i Gaspar Sadłoch, proboszcz warszawski, sekretarz królowej Anny, który na ten cel przeznaczył testamentem w roku 1603. 200
    ówczesnych złotych polskich. W roku 1626. Jan Wężyk, naówczas biskup poznański, wizytował szpital ten i wydał następujące względem niego postanowienia: "Szpital
    Św. Marcina należy do zarządu Prześwietnej kapituły. W obecnej wizycie naszej dostrzegliśmy z żalem, że szpital ten nie utrzymuje tylu ubogich, ilu w myśl fundatorów swoich utrzymywać powinien; że ubogim w nim znajdującym się zbywa na zwyczajnych potrzebach a budynki szpitalne upadają, a to wszystko z przyczyny braku dochodów. Brak zaś tych dochodów powstał ztąd, że lat poprzednich zbyt wielkie robiono nakłady na stawianie budynków mniej potrzebnych. Zalecamy przeto pod karą exkomuniki i zwrotu pieniędzy, administratorom i prowizorom szpitala, aby odtąd nie ważyli się stawiać nowych budynków bez wyraźnego naszego lub naszych następców pozwolenia. Owszem pieniądze, które po zaspokojeniu potrzeb ubogich na żywność ich i odzież oszczędzą, mają zachowywać na nieprzewidziane przypadki i potrzeby szpitala i dóbr szpitalnych. Ponieważ zaś w teraźniejszej wizycie Naszej dostrzegliśmy z wielkim bólem serca Naszego, że ubodzy szpitalni nie tylko nie mają dostatecznej żywności i odzieży, ale nawet, co daleko gorsza, szpital nie utrzymuje kapłana, któryby ich spowiedzi słuchał, sakramenta im udzielał, i ubodzy wyżebranym groszem spowiednika sobie szukać muszą, przeto stanowimy, aby gdy kapłan, który obecnie kaplicę szpitalową posiada, obejmie mansyonaryą i probostwo Ś. Krzyża, i tym sposobem kaplica wspomniana zawakuje. Prześwietna kapituła wyznaczyła w przeciągu trzech miesięcy kapłana zdolnego mieć pieczę o duszę ubogich, któryby w szpitalu rezydował i w nim stale mieszkał. Aby zaś miał dostateczne opatrzenie, do
    dochodów dawnych przywiązanych do kaplicy, przydajemy mu piętnaście grzywien z dochodów szpitalnych, tak aby dochód jego roczny złotych sto wynosił, prócz zwyczajnych szpitalnych porcyi żywności. Obowiązkiem zaś tego kapelana będzie, według fundacyi i erekcyi wspomnionej kaplicy, cztery razy w tygodniu miewać msze dla ubogich, udzielać im Sakramenta pokuty i Eucharystyi, namaszczenia olejem świętym i odmawiać z ubogimi w niedziele, czwartki i piątki litanie do świętych Pańskich, w soboty zaś do N. Panny w języku polskim. Żywoty zaś świętych Piotra Skargi będzie im trzy razy w tygodniu czytał. Ubodzy zaś obowiązani są w główniejsze święta, jako to na Wielkanoc, Zielone Świątki, Boże narodzenie i w święta poświęcone czci N. Panny, jako też co miesiąc spowiadać się i przystępować do Najświętszego sakramentu."
    "Gdy według fundacyi szpitala i nakazu Najjaśniejszego niegdy Zygmunta I. króla polskiego szpital utrzymywać powinien ośmiudziesięclu ubogich, a podczas, ostatniego powietrza morowego więcej niż dwudziestu z nich umarło, tak iż obecnie ledwie dwudziestu sześciu ubogich w szpitalu sie znajduje, rozkazujemy, aby na przyszłość Prześwietna kapituła, a mianowicie ekonom i prowizor szpitalny przyjmowali do szpitala zgłaszających się o to ubogich tak długo, dopóki się liczba ich przeznaczona fundacyą szpitala i nakazem króla Zygmunta I. nie zapełni, ażeby się zadość stało pobożnym zamiarom i chęci fundatorów. Ponieważ zaś w żywieniu i odziewaniu ubogich dostrzegliśmy wiele uchybień i niedbalstwa, nakazujemy ekonomowi i prowizorowi szpitala pod karą naszą dowolną, aby na przyszłość staranniejszymi byli w zaopatrywaniu ubogich w dni mięsne w lepsze mięso. Jeżeli zaś dochód z dóbr szpitalnych na to wystarczy, niech co rok na jarmarkach zakupują krowy lub woły, któreby co tydzień na kuchnią szpitalną bito. Na dni zaś postne, mianowicie na wielki post, niech zakupią trzy, albo cztery beczki śledzi, z których niech dają codzień przynajmniej po jednym śledziu na dwóch ubogich. Piwo niech warzą, nie, jak dotąd bywało, z samego owsa, ale z jęczmienia i owsa z folwarków szpitalnych i jak najlepsze być może. O chorych i starcach niech mają pieczołowite staranie, tak co do pokarmów jako też co do odzienia. W zimie i w czasach chłodnych niech dwie lub trzy izby będą ogrzewane. Każdemu ubogiemu, tak mężczyznom jak i kobietom, mają co półtora roku dawać nową odzież. Na chlebie zaś i piwie niechaj im żadnego dnia nie zbywa, aby ubodzy nie mieli przyczyny uskarżać się na administracyą Prześwietnej kapituły i, jak już nieraz bywało, rozgłaszać pomiędzy ludem, że Prześwietna kapituła dochody szpitalne na swój pożytek obraca. Dawny jednakże i sprawiedliwy zwyczaj podziału owsa pomiędzy prałatów i kanoników za ich wydatki i starania około dóbr szpitalnych zachowujemy nienaruszonym, pod tym jednakże warunkiem, aby w zarządzie majątkiem szpitalnym byli pilnymi i stósownie do wspomnionej ordynacyi Zygmunta I i dawnego zwyczaju co tydzień w sobotę dwaj członkowie kapituły szpital zwiedzali i dochodzili: czy pokarm, odzież i inne życia potrzeby ubodzy odbierają. Gdy zaś doszło do wiadomości naszej, że ubodzy uskarżają się na mniej sprawiedliwy podział żywności teraźniejszej przełożonej (praefectae) Łowiczanki, napomnieć ją należy sery o, że jeźli się nie poprawi, prowizor szpitalny złoży ją z urzędu."
    "Ponieważ tak zarząd szpitalem, jak i dobrami jego do Prześwietnej kapituły należy, przeto z urzędu naszego napominamy ją seryo, aby w zarządzie niemi tak się sprawowała, iżby każdy z wielebnych członków kapituły w dniu ostatecznego sądu przed Bogiem, który jest ubogich opiekunem i wsparciem, sprawiedliwy zdać mógł rachunek. Dla tego rozkazujemy przede wszystkiem, aby przed najbliższem złożeniem rachunków przez ekonoma Prześwietna kapituła zaleciła sporządzić i opisać przez swoich deputat6w porządny rejestr wszystkich wsi, folwarków, kmieci, czynszów, robocizn, bydła, trzód i budynków szpitalnych. Powtóre, przynajmniej co trzy lata, albo też bezpośrednio przed elekcyą ekonoma., ma Prześwietna kapituła rozrządzić rewizyą dóbr szpitalnych. Potrzecie zakazujemy, aby kapituła nie korzystała z hojności z cudzego, albo z żywności należącej się ubogim, z najmu domów; niechaj się także nie waży darować lub też opuścić komu to, co szpitala jest własnością, pomnąc na to, że jest tylko administratorem dóbr i dochodów szpitalnych, nie zaś ich panią. Po czwarte, gdyśmy się z regestrów i rachunków gospodarczych przekonali, że w folwarkach szpitalnych zbyt jest szczupła liczba bydła i trzód, nakazujemy, aby co rok ekonom zdawał ścisły rachunek z przychowku tych zwierząt domowych. Po piąte, przekonawszy się z teraźniejszych rachunków, że warzenie piwa na gościńce, z których dochód niegdyś wynosił sześćdziesiąt złotych; a obecnie daleko więcej wynosić może, całkiem zaniechanem zostało, rozkazujemy, aby na nowo rozpoczętem było, z tem jednakże zastrzeżeniem i warunkiem, aby dobre piwo warzono i nie drożej po gościńcach szpitalnych sprzedawano, jak je po miastach okolicznych sprzedają. Po szóste zakazujemy pod exkommuniką i innemi karami naszemi dowolnemi, aby ekonom Prześwietnej kapituły nie ważył się poddanych wsi szpitalnych posełać na robotę do obcych folwarków, ani też drzewa z lasów i gajów szpitalnych komukolwiek bądź darować lub przedawać. Nakoniec zakazujemy pod karą exkommuniki i zwrotu kosztów, aby żadnych nowych budynkow, zwłaszcza zaś takich, które większego nakładu wymagają, bądź to na folwarkach szpitalnych, bądź w samym szpitalu lub placach szpitalnych bez dozwolenia Prześwietnej Kapituły i biskupa ekonom, albo prowizor stawiać się nie ważył."
    "Poniewa:ż zaś w wielu miejscach dach domu szpitalnego wymaga naprawy, rozkazujemy, aby ekonom i prowizor jak najspieszniej naprawić go kazali i zapobiegli, aby w izbach, w których ubodzy mężczyzni albo kobiety mieszkają, nie zaciekało. Dwa domy szpitalne, czyli kamienice stykające się z szpitalem a wymagające naprawy,
    a z najmu ich nie mały dochód szpital mieć może, nakazujemy, aby były naprawione z najmu ich przyszłego, i zalecamy, aby nikomu w nich bezpłatnie mieszkać nie dozwolono."
    Innych szczegółów o szpitalu tym nie znajduję w aktach biskupich, prócz tego, że Andrzej z Bnina, biskup poznański, nadał mu w roku 1445 dziesięciny na Czaplinie, Pozdowie i Piasecznie, a Jan Latalski, biskup naówczas poznański podobne dziesięciny w r. 1530. W roku 1684 powierzono zarząd tym szpitalem siostrom Miłosierdzia.
    Szpital ś. Marcina stał jeszcze za czasów Erndtela obok kościoła XX. Augustyanów, dziś (1825 roku) pod tytułem ś. Ducha przeniesionym został w inne miejsce stolicy.

    Szpital ś. Łazarza, stał na ulicy Mostowej. Podług świadectwa Birkowskiego, w kazaniu na pogrzebie sławnego Piotra Skargi mianem, założył go Skarga, Birkowski bowiem mówi: "toż uczynił (Skarga) w Warszawie, kędy do Bractwa Miłosierdzia, ś. Łazarza bractwo przyłączył, od Panów na to jałmużnę wyżebrawszy, a do tego szpital dla ubóstwa tamże przez zacne Pany zbudowawszy." W archiwach kapitulnem i konsystorskiem w Poznaniu nie znalazłem i o tym szpitalu innej wzmianki, jak tą, że przytoczony już wyżej Gaspar Sadłoch, proboszcz warszawski na reperacyą jego przeznaczył w roku 1603 100 ówczesnych złotych polskich.

     Kolegiata i 

    kościół

    jezuickie

    Kościół i kolegium jezuickie. Jezuici mieli już w Mazowszu kollegium pułtuskie i w częstych przejażdżkach swoich z Niemiec do Wilna zazierali nieraz do Warszawy, ale usadowić się w tern mieście nie mieli długo żadnej sposobności, bo biskupi poznańscy założywszy im w Poznaniu kollegium i uposażywszy je oderwanemi od stołu biskupiego dobrami, nie mieli już ochoty uzczuplać dochodów swoich z dóbr mazowieckich na uposażenie Jezuitów. Magnaci zaś zakładali im tylko po swoich miastach kollegia, i to jeszcze daleko później. Dopiero gdy Zygmunt III stolicę z Krakowa do Warszawy na schyłku 16. wieku przeniósł, gdy Warszawa tym sposobem stała się siedliskiem rządu potężnego państwa i miejscem sejmów, gdy w niej zaczęli osiadać magnaci, Jezuici otaczający króla uznali za potrzebę i korzyść zakonu swego, chociażby i o własnych siłach, gdy się żaden fundator nie nadarzał, założyć tu przyszłe kollegium. Królewski kaznodzieja, sławny Piotr Skarga upatrzywszy w starem mieście dom dogodny na przyszłe mieszkanie Jezuitów, wsparty od króla, królowej Anny i Boboli nabył ten dom 1597 roku i urządziwszy go na prędce na mieszkanie sprowadził w następnym do niego kilku Jezuitów. W tym samym roku rozpoczął budować dom professów, a w roku 1609. na placu darowanym od Zygmunta III. zaczęli Jezuici stawiać kościół swój obok kollegiaty Ś. Jana Chrzciciela. Kamień węgielny do tego kościoła pobłogosławiony przez ówczesnego biskupa poznańskiego Andrzeja Opalińskigo położonym został z wielkl:1 uroczystością w przytomności wielu senatorów, całego dworu i tłumów ludu. W tym samym roku za wstawieniem się Zygmunta III. magistrat Warszawy zaopatrzył mieszkanie Jezuitów wodą do picia, na której im bardzo zbywało, poprowadziwszy ją podziemnemi kanałami do ich mieszkania. Do tego dobrodziejstwa im wyświadczonego przyłożył się szczególniej ówczesny burmistrz warszawski Jan Klementyn. Tymczasem mimo znacznych nakładów od Andrzeja Boboli, Gostomskich, Hieronima wojewody poznańskiego, Jana, wojewody inowrocławskiego i Tomasza, wojewody mazowieckiego, od Felixa Kryskiego kanclerza, Stanisława Warszyckiego, podskarbiego, fabryka kościoła szła bardzo opieszale i Jezuici odbywali wciąż nabożeństwo swoje w kollegiacie, bo jeszcze w roku 1620 kościół ich nie był wykończonym. W tym roku zamach Piekarskiego na życie króla Zygmunta III dokonany w kollegiacie, wywołał u władz duchownych zakaz odprawiania nabożeństwa w tej świątyni na długi przeciąg czasu. Jezuici warszawscy nie chcąc w kościołach dalej od ich mieszkania położonych nabożeństwa odprawiać, postanowili niedokończony i niepoświęcony kościół swój otworzyć i w nim nabożeństwo rozpocząć. Oparł się ich zamiarowi Jan Raciborski, dziekan kapituły i naówczas officyał biskupi i zabronił odprawiać nabożeństwa w niepoświęconym kościele. Jezuici wszakże nie uważali bynajmniej na zakaz officyała, otworzyli kościół i publicznie na ambonie ubliżyli powadze officyała, utrzymując, że kościół swój otworzyli na rozkaz króla, że nie podlegają władzy biskupiej i na koniec, że officyał zamiast pilnować tego co do jego urzędu należy, mięsza się niepotrzebnie do spraw samego tylko zakonu się tyczących. Zaczem pomiędzy duchowieństwem kapituły a Jezuitami zawrzała niezgoda i Bóg wic do czegoby były rzeczy doszły, gdyby się w nie nie był wdał król, który nakłonił nuncyusza papiesldego, aby zwaśnione strony pogodził. 
    Tymczasem Jezuici kościół swój, odprawiając już w nim odtąd bez przerwy nabożeństwo, wykończyli około 1628 roku. Znaczniejsze dzieje i zdarzenia kościoła tego i kollegium jezuickiego wyjęte częścią z Rostowskiego historyi Jezuitów prowincyi litewskiej, częścią też z rękopiśmiennej kroniki kollegium warszawskiego, są następujce. W roku 1616, umarł w Domu naówczas profess6w w Warszawie Jezuita Szymon Górski, znany w literaturze naszej z polemiki swojej z Socyanami.W roku 1623 panowało w Warszawie powietrze morowe. Część Jezuitów warszawskiego Domu professów rozjechała się na wsie dobroczyńców zakonu, część została na miejscu, usługując pomocą duchowną zapowietrzonym mieszkańcom. W tym samym roku chodził porękach mieszkańców Warszawy jakiś paszkwil przeciw Jezuitom, napisany przez któregoś z uczni akademii krakowskiej. Na żądanie Jezuitów, którzy mieli po sobie Zygmunta III magistrat warszawski kazał schwycić autora paszkwilu i wtrącić do więzienia, w którem biedak przesiedziawszy trzy miesiące, osmagany rózgami i przymuszony odwołać publicznie na rynku to, co przeciw
    Jezuitom napisał wypuszczonym został na wolność, a paszkwil kat na rynku publicznie spalił.
    W roku 1625. znowu było w Warszawie powietrze morowe; tą razą dostało się i do Domu professów i zabrało w nim siedmiu Jezuitów. W roku 1631. umarła królowa Konstancya, żona Zygmunta III wielka dobrodziejka Jezuitów, między iunemi dobrodziejstwami im wyświadczanemi wyznaczyła Jezuitom warszawskim z dochodów swoich znaczną pensyą roczną, którą aż do jej śmierci pobierali. Wdzięczni tych dobrodziejstw uprosili sobie u Zygmunta III, że serce zmarłej królowej w ich kościele złożono.
    W roku 1635. umarła w Warszawie Urszula Majerin, Bawarka faworytka królowej Konstancyi, wielka dobrodziejka Jezuitów warszawskich, których nie tylko karmiła i odziewała, ale nawet tem samem przywiązaniem do zakonu jezuickiego natchnęła wychowańców swoich, królewicza Karóla i Annę siostrę jego, dzieci Zygmunta III.
    W roku 1640. kollegia jezuickie w całem świecie obchodziły w dniu 31. Lipca stóletnią rocznicę założenia zakonu. Warszawski Dom professów obchodził jąz większą ni~ gdziekolwiek pompą i uroczystościami. Kościół jezuicki w czasie tych uroczystości wysłany był od samE'j posadzki aż do sufitu kosztownemi kobiercami, pożyczonemi z dworu królewskiego. Na wielkim ołtarzu paliło się 100 wielkich pochodni i mnóstwo wielkie lamp sztucznie ułożonych. Obraz zaś ś Ignacego Lojoli w tym ołtarzu ozdobionym był złotem i drogiemi kamieniami. Samo ubranie tego obrazu wartało 500,000 ówczesnych złotych. Otaczało go trzy tysiące lamp palących się różnokolorowym ogniem. Naczynia złote i srebrne, udzielone od królewicza Karola i od wielu magnatów porozstawiane były na różnych miejscach kościoła. Tłumy ludu .zebranego na uroczystość trwającą cały tydzień, były nieprzeliczone, i docisnąć sie nie mogły do kościoła, zresztą nie zbyt obszernego, w którem ledwie znaleźli dla siebie i swoich rodzin miejsce dostojnicy krajowi. Biskupi i prałaci, jedni odprawiali msze, drudzy miewali kazania lub słuchali spowiedzi. Król Władysław IV. z królową i dworem całym znajdowali się codziennie na nabożeństwie. Po nabożeństwie król udawał się co dzień na obiad do refektarza jezuickiego, gdzie zaproszonych na obiady senatorów przyjmował, gdy tymczasem sami ojcowie Jezuici przed bramą swego Domu professów pięciudziesięciu ubogich karmili.
    Tegoż samego roku jeszcze w Kwietniu umarł w Warszawie w Domu professów sławny poeta łaciński Maciej Sarbiewski. W roku 1642. w miesiącu Styczniu zaprowadzonem zostało w kościele XX. Jezuitów warszawskich Bractwo Niepokalanego Poczęcia N. Maryi Panny. Uroczystość z tego powodu odbyła się bardzo świetnie. Znajdowali się na niej król Władysław IV., królowa Cecylia, królewicze Jan Kazimierz, Ferdynand i Karól i mnóstwo wielkie senatorów duchownych i świeckich. Bractwo podzielonem zostało na trzy klassy, to jest, na polskie, niemieckie i włoskie. Do album jego zapisał się nasamprzód król Władysław IV., po nim królewicze, dalej prymas, senat duchowny i świecki. Bractwo to nazwanem później zostało królewskiem, zapewne dla uniknienia uraźliwego dla szlachty polskiej wspomnienia o orderze Niepokalanego Poczęcia N. Maryi Panny, który Władysław IV. chciał utworzyć.
    W roku 1644. umarła królowa Cecylia Renata, żona Władysława IV. wielka dobrodziejka Jezuitów warszawskich. Między innymi wystawiła i ona w ich kościele bogaty ołtarz swej patronki ś. Cecylii z pięknym tej świętej obrazem.
    W roku 1646. w Listopadzie, w dzień błogosławionego Stanisława Kost1d odprawiano uroczyste nabożeństwo w kościele jezuickim warszawskim. Znajdował się na niem król Władysław IV. nuncyusz papieski, posłowie króla francuzkiego i rzeczypospolitej weneckiej. Tłumów ludu pobożnego nie mogła świątynia objąć. Dotęd zdarzenia tyczące się Jezuitów warszawskich  przytaczałem po większej części z Rostowskiego historyi Jezuitów prowincyi litewskiej. Następujące wyjąłem z kroniki w rękopiśmie Domu professów i kollegium jezuickiego warszawskiego, która się zaczyna od r. 1655 i której główną treścią jest nawracanie różnowierców na religią katolicką, wyliczanie poprawionych przez Jezuitów grzeszników i t. p. Lata 1655 i 1656, mówi kronika, były bardzo zgubnemi dla miasta Warszawy, a zatem i dla Domu professów w tem mieście. Przez pół roku srożyło się powietrze morowe. W Domu professów stali Szwedzi, od których Jezuici zarazili się dyssenteryą i na nią i na inne choroby umarło ich ośmnastu. Nie dość na tem. Niechętni .Jezuitom ludzie podszepnęli Szwedom, że w Domu professów znajdują się ukryte wielkie skarby. Zaczem Szwedzi nie zważając na zaręczenie Ojców, że o żadnych skarbach nie wiedzą, przetrząsnęli cały kościół, klasztor, kopali ziemię, otwierali trumny i t. p. i nic nie znaleźli.
    W roku 1657. Rakocy z wojskiem siedmiogrodzkiem, szwedzkiem i Kozakami - powiada kronika - wracając z Litwy obległ dnia 12. Czerwca Warszawę. Jak długo oblężenie trwało, świątynie Pańskie w Warszawie napełnione były dzień i noc wiernymi błagającymi Niebios o odwrócenie od miasta tej nowej klęski. Kronika dodaje, że w czasie tego oblężenia taki był natłok do konfessyonałów po kościołach warszawskich, jakiego najstarsi ludzie nie zapamiętali. Tak pobyt Szwedów skruszył Warszawian! Jezuici na rynku, w kościołach, na ulicach przemawiali do ludu, zachęcając go do skruchy i do dawania dzielnego oporu nieprzyjacielowi religii i ojczyzny. Co takiego ducha Warszawianom dodało, że nawet niedorostki chłopcy (imbellis puerorum aetas) nad siły swoje robiąc z miasta śmiało wycieczki i odpędzając od murów miasta wroga, zabrali mu jednego razu trzy chorągwie i dwa działa. W ciągu oblężenia tego w kościele jezuickim odprawiało się codziennie solenne nabożeństwo, w odprawianiu którego pomagali Jezuitom Bernardyni, Reformaci i Karmelici bosi. Ostatni przenieśli z kościoła swego do kaplicy w kościele jezuickim obraz cudowny N. M. Panny z góry Karmelu (de monte Carmelo), przed którym odprawiały się msze codziennie.
    Tegoż roku po wyjściu Siedmiogrodzian weszli znowu do Warszawy Szwedzi. Do złupienia wybrali sobie znakomitsi z nich (primores, zapewne oficerowie) Dom warszawski professów i ich kościół. Rzeczy kosztowniejsze zakonników i mieszczan warszawskich u nich ukryte zabrali, groby i trumny w kościele otwierali, w sklepach, piecach, pod dachem, zgoła wszędzie szukali, co więcej nawet ziemię raz przy razie w obrębie własności jezuickich łopatami przewracali, azali i tam Jezuici czego nie ukryli.
    W roku 1658 panowało w Warszawie przez trzy miesiące powietrze morowe. Przez cały ten przeciąg i czasu Dom professów i ich kościół były zamknięte. Mimo , tego powietrze wcisnęło się do mieszkań jezuickich i dziesięciu na nie umarło, a między innymi i jakiś Jezuita , Jan Kraus, którego kronika obsypuje największemi pochwałami. Po uśmierzeniu się powietrza w Warszawie . Jezuici wyniósłszy 300 trupów szwedzkich z swego Domu' professów zajęli się czyszczeniem i naprawą mieszkań swoich, co uskuteczniwszy za pomocą ludzi dobroczynnych otworzyli kościół swój solennem nabożeństwem na cześć błogosławionego Stanisława Kostki, w niedzielę przed świętem ś. Szymona i Judy apostołów odprawionem. Na nabożeństwie tem prócz mnóstwa ludu znajdował się także cały magistrat i officyał warszawski. Od tego też dnia Jezuici przerwane w czasie wojny szwedzkiej kazania w kościele Ś, Jana Chrzciciela zaczęli na nowo miewać.
    W latach 1659 i 1660 grasowało znowu w Warszawie powietrze morowe, na które u Jezuitów umarło trzech księży i czterech lajków (coadjutores). W tym samym czasie, po zniszczeniu wzdłuż i wszerz przez najezdników całego kraju, po wyludnieniu go wojną i powietrzem morowem, jasyrami i innemi klęskami nastąpił głód okropny w całej Polsce, a szczególniej w Mazowszu. Rynek i ulice Warszawy zalegali ludzie z głodu umierający. Dla ulżenia głodu Bractwo miłosierdzia wybrało dwóch najznakomitszych członków swoich, aby po domach jałmużnę zbierali, bądź to w pieniędzach, bądź też żywności i odzieniu. Król i królowa wzięli na siebie żywić 200 ubogich. Za przykładem monarchy poszli inni ludzie możni. Między innymi kanclerz w. koronny (Mikołaj Prażmowski) żywił w domu swoim 100 ubogich. Magistrat warszawski - gdy szpitale nędzarzy wszystkich objąć nie mogły - najął osobny dom obszerny, w którym kosztem miasta kilkuset ubogich żywił. Że duchowieństwo świeckie i zakonne włącznie z Jezuitami dzieliło się strawą: swoją: z zgłodniałymi, nie trzeba nadmieniać. W tym samym czasie mieszkańcy Warszawy, których powietrze morowe ochroniło, przypisując ocalenie swoje przyczynie błogosławionego Stanisława Kostki, kazali zrobić malarzowi nadwornemu królewskiemu piękny obraz tego błogosławionego i zanieśli go w uroczystej processyi do kościoła XX. Jezuitów, umieściwszy w wielkim ołtarzu, przy którym przez trzy miesiące odprawiało się solenne nabożeństwo, na którem codziennie kościół napełnionym był ludźmi wszelkich stanów, zwłaszcza zaś podczas agitującego się sejmu.
    W tym też samym czasie odbył się w kościele jezuickim wspaniały pogrzeb panny Małgorzaty de Vilars, Francuzki z frauncymeru królowej i Jana Tańskiego instygatora koronnego. Król przed Wielką-nocą codzień w kościele jezuickim po kilka godzin się modlił, a królowa wezwała jednego z Jezuitów, aby w domu sierot, który założyła dziewczęta eksaminował z postępu w nauce religii, sama będąc na tym eksaminie przytomną i zachęcając nagrodami i pochwałami biedne sieroty do nauki i cnót.
    W roku 1661. znowu grassowało powietrze morowe w Warszawie. Tą atoli razą było na Jezuitów łaskawe, a to, jak kronika powiada, za przyczyną ś. Franciszka Ksawerego. Skoro bowiem Jezuici dowiedzieli się, że ten nieproszony gość wkradł się do Warszawy, uczynili natychmiast ślub (który też wykonali), że się przez przeciąg pewnego czasu w refektarzu biczować będą i że wotum na ołtarzu patryarcby swego, ś. Franciszka Borgiasza, zawieszą. Mieszkańcy zaś Warszawy za prędkie ustanie straszliwej tej zarazy ofiarowali do kościoła ś. Jana Chrzciciela piękny obraz błogosławionego Stanisława Kostki i ogromną świecę woskową. Przyczem w sam dzień błogosławionego Stanisława Kostki odbyło się w kościele ś Jana Chrzciciela tak świetne nabożeństwo, jakie ledwie na Wielkąnoc odprawiać się zwykło. Bractwo literackie w kollegiacie ofiarowało do kościoła jezuickiego wielką świecę woskową i wotum srebrne, zawieszone na ołtarzu bł. Stanisława Kostki.
    W roku 1662. był związek wojskowy i zwołanym został sejm do Warszawy. Na tym sejmie miała być wprowadzoną kwestya o naznaczeniu następcy po królu Janie Kazimierzu. Z tego powodu Grzegorz Schonhoff, niegdyś spowiednik królowej Konstancyi, a teraz prowincyał. jezuicki, wydał rozkaz do wszystkich kollegiów i domów
    jezuickich w Polsce, aby Jezuici ani prywatnie, ani publicznie nie zalecali nikogo na kandydata do tronu, czekając zapewne z mirą i kadzidłem na szczęśliwego.
    W roku 1663. Aleksander VII. papież ogłosił Jubileusz, który się po kościołach warszawskich odbywał z zwykłem w takim razie nabożeństwem. Że Jezuici w słuchaniu spowiedzi, w głoszeniu nauki zbawiennej w kollegiacie i w swoim kościele nie dali sie ani duchowieństwu świeckiemu, ani też innym zakonnikom warszawskim przewyższyć, nie trzeba powiadać.
    W roku 1065 i 1666. za dekretem królewskim ścięto w Warszawie pięciu z szlachty. Kronika jednakże nie przytacza ani nazwisk tej szlachty, ani też zbrodni z którą karę ponieśli, nadmieniając tylko, że byli ścięci za czyn nieszlachetny (ob ignobile facinus.)  Zapewne kronika zanotowała pod tym 1665 rokiem ścięcie Krysztofa Niewiarowskiego, Konstantego Kotowskiego i trzech innych morderców Gąsiewskiego, hetmana polnego litewskiego, których z największemi ostrożnościami, aby się wspólnicy czynu nie pokusili o ich uwolnienie, ścięto
    dnia 5. Stycznia 1665 r. w Warszawie. Na miejsce eksekucyi towarzyszyli im Jezuici warszawscy, którzy ich na śmierć haniebną, ale zasłużoną, jak sam Kochowski twierdzi, przygotowali.
    W tym jeszcze roku biskup poznański dla odwrócenia od narodu gniewu Bożego (Bunt Lubomirskiego słusznie kronika nazywa gniewem bożym na Polskę, bo bez tego buntu możeby Marya Ludwika potrafiła była zaprowadzić tron sukcessyjny w Polsce, ktoryby był byt jej niepodległy zabespieczył. Dziwić się prawdziwie należy, że dziś jeszcze znajdują, się historycy, którzy się oburzają na prawdziwie wielką, tę kobietę, za to, że prawa kardynalne
    polskie łamała. Tym sposobem i Szczęsny Potocki miałby słuszność oburzania się na sejm wielki, bo i sejm wielki polskie prawa kardynalne łamał, ale łamanie tych praw na sejmie wielkim było za późne, daleko byłoby lepiej gdyby się było udało złamanie ich Maryi Ludwice i jednookiemu Prażnowskiemu, który, mówiąc nawiasem, jednem okiem więcej widział niż oczy wszystkiej ślachty z czasów Jana Kazimierza.), nakazał odprawiać co środę w kollegiacie warszawskiej uroczyste nabożeństwa, na które Jezuici do kollegiaty chodzili i po całych godzinach klęcząc przed Najświętszym Sakramentem modlili sie, biczowali, kazania miewali, spowiedzi słuchali. Lata te nie były dla Jezuitów warszawskich pomyślne. Umarł bowiem w tym czasie w ich domu uczony Jezuita Jan Rywocki, rodem z Prus, człowiek już w podeszłym wieku. Wkrótce po nim zszedł tu z świata drugi Jezuita Kazimierz Przyjałgowski. Jan Kazimierz, wyjeżdzając z Warszawy na wojnę domową przeciw Lubomirskiemu, zabrał z sobą jednego z Jezuitów warszawskich, kronika jednakże nie wymienia nazwiska tego Jezuity.
    W roku 1667. dnia 15. Lutego umarł w Domu professów w Warszawie Grzegorz Schoenhoff, niegdyś prowincyał jezuicki w Polsce i spowiednik królowej Konstancyi, rodem z Prus. W tym roku Jezuici warszawscy nawrócili na religią katolicką 72 Lutrów i Kalwinów, a między tymi i sławnego Joachima Pastoryusza, historyka. W miesiącu Marcu król Jan Kazimierz ciężko chorował, a królowa podczas sejmu chorowała na suchoty i przygotowawszy się na śmierć przed jednym z Jezuitów warszawskich, gdy jej się krew z gardła rzuciła, nagle skonała. Ciało jej przewiezionem zostało do Krakowa dnia 3. Września 1667 r. po uroczystem nabożeństwie żałobnem w kościele ś. Jana Chrzciciela, na którem miał kazanie królewski nadworny kaznodzieja X. Adryan Piekarski, Jezuita. ( Piekarski ogłosił kazanie to drukiem pod tytułem: Najjaśniejsze Zwierciadło Majestatu bez Makuly i t. d. Kazanie to jest bardzo ważnym materyałem do biografii niepospolitej tej kobiety. "Jej mądrość obrotna - mówi między innemi Piekarski - dalekie rzeczy przenikająca była zwierciadłem najmędrszych majestatów. Pewien jestem, iż wieku którego żyła mędrszej i mężniejszej na świecie nie było niewiasty. Często o tem mówiła i myślała, jakoby dzikie tej korony pogranicza dużemi fortami i mocnemi kasztelami ogrodzić. Żałowała często, że serca swego nieustraszonego w hetmany i wojsko wlepić nie mogła. - Nie wyliczam codziennych, a rzec mogę co momentowych szczodrot na jałmużnę wysnowanych. Nie wspominam sierot luźnych po ulicach i uliczkach i błocie i gnojach, które odziewała, karmiła, nie rachuję jerozolimskich, carogrodzkich i w dalekiej Persyi apostolskich ludzi, usługę zbawienia bliźniego traktujących, które gaza regali sustentowała. Mijam wiele starych kościołów, szpitalów. których sarta tecta opatrzyła, budynki i place rosprzestrzeniła, spustoszałe fundacye swemi dobrodziejstwy podfutrowała, trzy szpitale, dwa kościoły, dwa klasztory w jednej Warszawie erygowała, albo nadstawiła. Wszystko to fortia de decora opera piękna szaty błogosławionej dziejba, nic jednak piękniejszego jako te fundowała wieczyste wiecznego złotogłowu robotnice, nazbierawszy panieneczek, które w śmieciach i barłogu grzebały, złotąnicią wyrabiać sobie posag nauczyła." - Sam Piekarski był jeszcze kaznodzieją nadwornym króla Michała i króla Jana III. O nim powiada Załuski (Tom III. Epistolarum pag. 327.), ze gdy w jednym z domów ślacheckich na Wołyniu o pewnej w nocy godzinie dusza jakaś pokutująca przyszłość przepowiadała i Jezuita Gniewosz, kapelan hetmana w. koronnego o tem królowi powiadał, Jan III dla zbadania rzeczy wysłał na Wołyń Gołeckiego, starostę bydgoskiego. Gołecki powróciwszy z Wołynia do Warszawy i wpuszczony na pokoje królewskie zastał króla obiadującego wraz z X. Piekarskim, a zapytany od króla o owem przepowiadaniu przyszłości przez jakiegoś nieboszczyka, odpowiedział, że rzecz cała zmyślona przez złośliwych albo łatwowiernych ludzi. Na to oburzony król obrócił się do X. Piekarskiego i rzekł': "Cóż na to powie wasz Gniewosz? A. gdy Piekarski zabierał się Gniewosza usprawiedliwiać, król ofuknął go i wyrzekł słowa, całe Towarzystwo Jezuitów obrażające. Co tak Piekarskiego dotknęło, że powróciwszy do kollegium dostał maligny i w tydzień potem z zmartwienia umarł. Kronika jednak kollegium warszawskiego nie wspomina nic o śmierci Piekarskiego. Sądzę więc, że cała ta rzecz jest zmyśloną, bo Jan III był zbyt oświeconym człowiekiem, aby wierzyć w przepowiadania przyszłości przez nieboszczyków.)
    W roku 1668. umarł w warszawskim Domu professów Jezuita Piotr Stefanowicz. Kronika wspomniawszy o zgonie jego dodaje, że z natchnienia Jezuitów zapadło w tym roku na sejmie prawo, aby wszyscy heretycy nie tylko z Warszawy ale i z innych miast mazowieckich natychmiast ustąpili, albo też w pewnym przeciągu czasu religią katolicką przyjęli.
    W tym samym jeszcze roku otworzyli Jezuici szkoły swoje w Warszawie, którym - jak kronika opiewa Pijarzy owiani duchem akademii krakowskiej różne przeszkody i tamy kładli. Za wdaniem się atoli w tą rzecz nuncyusza papieskiego Jezuici utrzymali szkoły swoje, a Pijarom nakazano wieczne milczenie.
    W roku 1669. Jezuici warszawscy nawrócili mnóstwo wielkie różnowierców na religię katolicką, a między innymi nakłonili jakąś zakonnicę, która w czasie zaburzeń krajowych z klasztoru uciekłszy żyła w małżeństwie z pewnym szlachcicem, do powrotu do klasztoru swego. W tym samym także roku podczas bezkrólewia Wojciech Cieciszewski prowincyał jezuicki w Polsce, wydał okólnik do wszystkich podległych sobie kollegiów i domów jezuickich, aby Jezuici nie mięszali się ani słowem, ani też czynem w przedstawianiu kandydatów do tronu. W tym samym jeszcze roku trzecia część Warszawy pogorzała, ale Jezuitów pożar ten nie dosięgnął.
    W roku 1670. mieli Jezuici warszawscy wiele nieprzyjemności bo - opiewa kronika, - że gdy w roku poprzednim na sejmie koronacyjnym fundacya kollegium warszawskiego potwierdzoną została, i Paweł Tetera Morzkowski, hetman kozaków zaporoskich zapisał dobra swoje Wysock na Polesiu przyszłemu kollegium w Warszawie, a prócz tego 140,000 złotych na dobrach swoich Kolce (Kolcensi) , powstała na to nowe kollegium wielka burza z następującej okoliczności. W dzień Ś. Ignacego odbywało się w kościele jezuickim uroczyste nabożeństwo, na którem znajdował się król, królowa, wielu senatorów i szlachty. Kaznodzieja nadworny Jezuita (zapewne Piekarski) w kazaniu, które miał na cześć patryarchy zakonu swego, wystawiał słuchaczom przed oczy w jak opłakanym stanie był kościół katolicki, gdy ś. Ignacy zakon swój fundował. Kościoły, prawił, obrócone były w stajnie, klasztory w domy nierządne, karność kościelna upadła, mnisi porzucali regułę, zakonnice zawierały związki świętokradzkie z ludźmi świeckimi, lub mnichami apostatami. Przyszedł s. Ignacy z swoim zakonem i jakby ręką przewrócił wszystko od razu naprawił. Religia katolicka znowu zakwitła, herezyi rogów przytarto, klasztory wszelkich reguł zaludniły się i t. p. Słowa te kaznodziei jezuickiego wyrzeczone z ambony do świetnego zgromadzenia, ubodły do żywego zakonników innych reguł klasztory swoje w Warszawie mających. Ich przełożeni, definitorowie, lektorowie i inni dygnitarze zakonni zebrali się na walną naradę w klasztorze księży Karmelitów bosych, na której uchwalili, aby na kazaniach
    w ich kościołach zbijać mylne twierdzenia i przechwałki kaznodziejów jezuickich i zanieść skargę o obelgę do magistratu warszawskiego, do senatu, a nawet do samego króla. Jezuici chcąc uniknąć nieprzyjemności, wysłali do klasztorów warszawskich wymowniejszych i poważniejszych członków zgromadzenia swego, ofiarując się przeprosić obrażonych publicznie z ambony. Wysłańcy jezuiccy używali wszelkich postaci retorycznych wymowy jezuickiej, aby zmiękczyć umysły obrażonych zakonników. Daremna praca! Zakonnicy nie dali się przebłagać. Owszem wydali w łacińskim języku broszurę napełnioną potwarzami i obelgami przeciw niewinnemu (jak się kronika wyraża) kaznodziei jezuickiemu, i rozesłali ją do klasztorów rozmaitych reguł i do kapituł w Krakowie, Wilnie, Lublinie, Lwowie, Poznaniu, Wiedniu, Paryżu, a nawet do Rzymu na ręce generałów zakonów swoich. Tym sposobem dostała się ta broszura i do rąk generała jezuickiego. Ten przeczytawszy ją nakazał natychmiast prowincyałowi jezuickiemu w Polsce wytoczyć śledztwo przeciw kaznodziei jezuickiemu, który obraził inne zakony. Z śledztwa tego - mówi kronika - okazało się, że kaznodzieja jezuicki niewinnym był jak baranek, a tak chcąc niechcąc zakonnicy innych reguł w Warszawie pogodzić się musieli z Jezuitami, bo na dalszej walce z tym zakonem nie najlepiej by pewnie byli wyszli. Do uciszenia też tej burzy przyczyniła się też bardzo beatyfikacya w tym roku Stanisława Kostki przez Klemensa X. papieża. Jezuici warszawscy wyprawili z tego powodu dnia 13. Listopada uroczyste nabożeństwo, trwające tydzień cały, na które pozapraszali zakonników warszawskich innych reguł z kazaniami i mszami. Nabożeństwo to w kościele jezuickim odbywało się z processyami, graniem dzień i noc muzyki, illuminacyami kollegium i kościoła jezuickiego i tym podobnemi, jak w ówczesnym języku nazywano, applauzami. Pierwszego dnia tych uroczystości celebrował mszą; wielką; ówczesny biskup poznański. Król Michał z żoną swoją Eleonorą znajdował się na nich trzy razy.
    W roku 1671. Jezuici, którzy aż dotąd w poście katechizm tylko w kollegiacie miewali, zaczęli go także miewać i w kościele Panny Maryi na nowem mieście po polsku, a w kościele ś. Benona po niemiecku.
    W tym samym roku Konstancya Leszczyńska z domu Czarniecka, córka sławnego Stefana Czarnieckiego obdarzyła kościół jezuicki w Warszawie bogatemi apparatami i naczyniami srebrnemi; mianowicie zaś ołtarz Ś. Franciszka Borgiasza. Taż sama pani kazała nadwornemu malarzowi królewskiemu zrobić obraz ś. Franciszka Borgiasza za 30 dukatów i podarowała go Jezuitom, a poniewaz Ś. Franciszek Borgiasz policzonym został w tym roku przez Klemensa X. w poczet świętych, przeto z tego powodu odbywało się znowu w kościele jezuickim uroczyste nabożeństwo, które kronika obszernie opisuje. W nabożeństwie tem miała udział cała kapituła kollegiacka, wszystko duchowieństwo świeckie, i wszystkie zakony klasztorów warszawskich. Obraz świętego Franciszka Borgiasza darowany od Leszczyńskiej zaniesiony poprzednio do kościoła Ś. Jana Chrzciciela, odniesionym ztąd został do kościoła jezuickiego w uroczystej processyi. Kazanie stosowne do okoliczności miał Bernardyn. Nie obyło się bez muzyki, dawania ognia z armat, illuminacyi kollegium i kościoła jezuickiego, a nawet bez aniołów (ktoby temu uwierzył?) z skrzydłami, których przedstawiało dwunastu uczniów jezuickich, ubranych w białe szaty i z skrzydłami, niosących róźe w rękut. Uroczystości trwały cały tydzień. Kazania podczas tych uroczystości miewali zakonnicy innych reguł, Dominikanie, Bemardyni, Karmelici, Augustyanie, tylko broń Boże, nie Pijary, w których Jezuici przeczuwali niebezpiecznych dla siebie współzawodników.
    W roku 1673. Emerenciana Mleczkowa, wojewodzina podlaska, zbogaciła kościół jezuicki, rozmaitemi kosztownemi apparatami.
    W latach 1675 i 1676. w Domu professów i zaczętem kollegium mieszkało 30 osób, z tych było 13 księży. Zwy--" czajem swoim i w tych latach wylicza kronika nawróconych przez Jezuit6w na religią katolicką heretyków, skruszonych i poprawionych grzeszników, a między ostatnimi jednego, który diabłu duszę swoją zapisał i jemu cyrograf na to dał, a za pomocą Jezuitów cyrograf ten od diabła napowrót odzyskał i duszę swoją z piekła wyratował . Gdy Jezuici kronikę tę tylko dla samych siebie pisali, zdaje się, że i oni, a przynajmniej niektórzy z nich w owym czasie, ciemnoty powszechnej w kraju, w podobne brednie wierzyli. Ale, ponieważ faktem jest pewnym, że cyrograf z rąk diabła wyrwali - bo inaczej kronika by o tem nie wspominała - rozumniejsi z nich dopuszczali się kuglarstw, któremi oczy ciemnego gminu zamydlali, wzbudzając w nim wysoką opinią o rozumie Jezuitów, umiejących i z diabłami przyjść do ładu. "
    W roku 1677. znowu pokazało się w Warszawie powietrze morowe w pierwszych dniach Sierpnia, ale Jezuitów pominęło.
    W roku 1679. do szkół jezuickich w Warszawie przybyła teologia scholastyczna, a liczba osób w nowem tem kollegium urosła do 37, z tej liczby było 17 księży, 4 magistrów szkół niższych, 2 professorów teologii, jeden teologii moralnej, jeden filozofii, jeden retoryki
    W roku 1686. ćwiczenia duchowne odbywało wielu z dygnitarzy świeckich i duchownych w kollegium jezuickiem, a między innymi i biskup smoleński przed swoją konsekracyą. Bractwo Niepokalanego Poczęcia. N. Maryi Panny przy kościele jezuickim przybrało sobie w tym roku za patronkę świętą Barbarę, której obraz biskup inflantki z wielką uroczystością do kościoła tego wprowadził.
    Pod rokiem 1689. opowiada kronika o zgonie tragicznym Łyszczyńskiego. Więzionym był w klasztorze Dominikanów. Na śmierć dysponował go Jezuita. Ściętym został dnia 30. Marca o ósmej z rana, a ciało jego za miastem spalono.
    W roku 1690. Aleksander VIII papież ogłosił jubileusz. O pracach Jezuitów podczas tego jubileuszu opowiada kronika obszernie. Słuchali spowiedzi i miewali kazania w swoim i ś. Jana Chrzciciela kościele. Jak zawsze nawrócili wielu zatwardziałych grzeszników. Na jak długi czas, o tem nie powiada kronika.
    W roku 1691. umarł rektor kollegium warszawskiego Jan Godebski.
    W roku 1695. umarła Katarzyna z Sobieskich Radziwiłłowa, siostra króla Jana III. wielka dobrodziejka Jezuitów warszawskich. Zwłoki jej wystawione były przez kilka dni w kościele xx. Jezuitów, a przy nich odprawiało się codziennie nabożeństwo żałobne, tak przez świeckie jako też i zakonne duchowieństwo. Poczem przewieziono zmarłą z Warszawy do familijnych grobów Radziwiłłów w Nieświeżu.
    Tegoż roku w dniu 14. Stycznia umarł w kollegium warszawskim w 66. roku życia sławny Jezuita Wojciech Tylkowski.
    W tym samym jeszcze roku wieża na kościele jezuickim warszawskim wystawiona w, roku 1624  i wzniesiona na 30 łokci (zapewne stóp) ponad szczyt kościoła, groziła upadkiem. Jezuici znaleźli jednakże dobrodzieja, który im 10,000 złotych na jej wzmocnienie wyliczył. 
    W roku 1696. przybyło z Persyi do Warszawy dwóch Jezuitow do króla Jana III., jako posłowie od szacha perskiego, jeden Polak, drugi Francuz. Ostatni bawił cały rok w Warszawie w kollegium jezuickiem, miewając kazania w francuzkim języku dla królowej i Sakramentek w kościele tych ostatnich. Nazwisko Polaka nie wymienia kronika, ale zdaje się, że to był Krusiński i znany autor dzieła: Prodrommus belli Persici etc.
    W roku 1702. był jubileusz w Warszawie przez całe dwa miesiące. Jezuici jak zwykle, mieli w nabożeństwie z tego powodu jak największy udział.
    W roku 1708. panowało w Warszawie powietrze morowe. Umarło na nie u Jezuitów siedmiu księży, trzech braciszków (coadjutores). Magistrat warszawski dla uproszenia Boga o uśmierzenie tej plagi zamówił uroczyste nabożeństwo w kościele jezuickim w dniu 26. Czerwca, na które udał się w processyi, mając na czele swoim Adama Buchboltza, kommendanta miasta (tak go zowie kronika, ale był to może tylko burmistrz Warszawy), który niósł wotum srebrne dla błogosławionego Stanisława Kostki i toż przybywszy do kościoła złożył na ołtarzu tego błogosławionego.
    W roku 1721. w dzień ś. Piotra i Pawła apostołów Jan Nestorowicz, kasztelan brzeski i żona jego zaprowadzili do kościoła jezuickiego w Warszawie Bractwo Opatrzności Boskiej. Obraz Opatrzności Boskiej przeniesiono w uroczystej processyi z kościoła XX. Bernardynów do kościoła jezuickiego ( Uczony Julian Bartoszewicz w dziele kościoły warszawskie kładzie ustanowienie tego bractwa w kościele jezuickim na rok 1660. Kronika powiada wyraźnie, je Bractwo to zaprowadzonem tu zostało dopiero w roku 1721.)
    W roku 1722. odprawiał się w Warszawie jubileusz ogłoszony od Innocentego XIII. z zwykłem w takim razie nabożeństwem w kościele Jezuitów.
    W roku 1723. Stefan Potocki, referendarz koronny wystawił w kościele jezuickiem piękny oltarz pod tytułem ś. Joachima, a jakaś Grekowa wystawiła swoim kosztem w tej światyni chór do muzyki. 
    W roku 1726. Benedykt XIII. Papież ogłosił jubileusz, a biskup poznański pomiędzy kościołami warszawskiemi, które wierni w czasie odpustu jubileuszowego odwiedzać mieli, wyznaczył także kościół jezuicki. W czasie tego jubileuszu prócz wielu senatorów uczęszczał do kościoła jezuickiego August II i syn jego, panujący później król August III. Jezuici zaś wysłuchali spowiedzi 41000 ludzi, nawrócili na religię katolicką kilkudziesięciu Lutrów, Kalwinów i Żydów, a między tymi Karola Karpia, obywatela z Inflant. Pod tym samym rokiem zanotowała kronika jeszcze następujący fakt. Jeden z prałatów warszawskich (nazwiska jego nie wymienia kronika) utrzymywał w kazaniu mianem w kollegiacie warszawskiej że ś. Franciszek Xawery nie był Jezuitą. Otóż za tę bajeczkę ukaranym został natychmiast, bo ledwie zszedłszy ambony zapadł ciężko na zdrowiu, które dopiero odzyskał przyznawszy, że ś. Franciszek Xawery był istotnie Jezuitą i wyspowiadawszy się z popełnionego przeciw Jezuitom grzechu.
    W tym jeszcze roku król August II. przysłał do kościoła jezuickiego w Warszawie wotum złote na grób i Andrzeja Boboli (ad exuvias Andreae Bobola), za którego wstawieniem (intercessioni) z ciężkiej choroby powstał.
    W roku 1727. z powodu kanonizacyi w dniu 31. Grudnia 1726. roku świętych Alojzego Gonzagi i Stanisława Kostki, odbywały się jak Polska długa i szeroka uroczystości na cześć tych nowych świętych. Nasza kronika tak opisuje uroczystości te w Warszawie odbyte. Zaczęły się one dnia 11. Października 1727. roku. Na wieczór dnia tego na polach ujazdowskich wóz tryumfalny, otoczony młodzieżą doroślejszą szkół jezuickich siedzącą na koniach, oddziałem wojska koronnego, nieprzeliczonym tłumem ślachty i ludu prowadzonym został do miasta przed kościół Panien Wizytek. Wóz ten wyobrażał herby rozmaitych prowincyi polskich, a nad niemi unosiły się gieniusze trzymające wizerunki świetych świeżo kanonizowanych. Przed samemi drzwiami Panien Wizytek zatrzymała się cała processya, a X. Homański, kanonik kollegiaty, sławny w ówczesnym guście mówca kościelny warszawski, wstąpiwszy na wzniesione umyślnie na to miejsce, przemówił do zgromadzenia, wystawiając słuchaczom szczęście,jakie koronę polską spotkało przez policzenie w poczet świętych Stanisława Kostki. Po skończonej X. Homańskięgo przemowie, słuchanej z wielkiem zbudowaniem wiernych, Andrzej Załuski, natenczas biskup płocki, ubrany pontifikalnie obrazy nowych świętych do kościoła Wizytek wprowadził. Nazajutrz ten sam Załuski wyniósł w processyi z kościoła Wizytek obrazy świętych, otoczony wszystkimi zakonnikami klasztorów warszawskich, magistratem, cechami z chorągwiami, muzyką, uczniami jezuickimi, którzy wraz z oddziałem wojska szli tuż przy wozie tryumfalnym. Gdy processya wśród muzyki i bicia z dział zbliżała się do kościoła jezuickiego senatorowie i członkowie kapituły warszawskiej, czekając przed podwojami świątyni na przybycie woza tryumfalnego, zdjęli z niego wizerunki świętych i zanieśli przed ołtarz wielki, przed którym odśpiewano hymn ambrożyański. Poczem mszą celebrował Andrzej Załuski, biskuk płocki, a kazanie miał brat jego sławny Józef Załuski, natenczas archidyakon pułtuski. W podobny sposób odbywały się uroczystości w kościele jezuickim przez cały tydzień. Oktawę zakończył solenną mszą ten sam Andrzej Załuski, a Józef Narzyński, archidyakon pomorski kazaniem. Że przytem nie obyło się bez bram tryumfalnych, rozmaitych godeł, illuminacyi i t. p. łatwo się czytelnik domyślić może. A tak kiedy sąsiedzi nasi wzmacniali się lepszą organizacyą krajów swoich, powiększaniem sił zbrojnych i t. p. Jezuici bawili Polskę, pogrążoną w nierządzie, uroczystościami na cześć swoich świętych!
    W roku 1729. kościół jezuicki warszawski wybielonym został kosztem Grzegorza Winkiera , Jezuity, a Stanisław Wittoff, także Jezuita, wystawił w nim nagrobek ojcu swemu Franciszkowi Wittoffowi (Nagrobok ten znajduje się dziś w kościele ś. Jana Chrzciciela, czyli w dzisiejszej archikatedrze). Ten sam Stanisław Wittoff nim zaczął stawiać nowe kollegium, podarował śrebrną znacznej wagi suknię na ołtarz ś. Tadeusza w kościele jezuickim, Hastowski zaś jakiś urzędnik wysoki koronny na prymicye syna swego Jezuity podarował kościołowi jezuickiemu coś kosztownego od złota, co kronika nazywa auro et eleganti opere elaboratam planetam i bogate apparaty.
    W roku 1730. liczba księży i koadjutorów w kollegium jezuickim w Warszawie bardzo znacznie zmniejszyła się,
    albowiem w tym roku Stanisław Wittoff, jezuita, kazał rozebrać dawne kollegium, a nowe zaczął stawiać; Jezuici więc nie mieli dostatecznych pomieszkań, mieszcząc się po innych kollegiach polskich, albo też po domach prywatnych w Warszawie, dopóki nowe kollegium nie stanęło.
    W roku 1731. po pogrzebie Bielinskiej, marszałkowej wielkiej koronnej, odprawionym z wielka pompą w kościele jezuickim, familia zmarłej ofiarowała kościołowi temu 15 łokci aksamitu, galonów złotych łokci 22 i kilkanaście łokci sukna czerwonego. Bielińska zaś kasztelanowa małogoska darowała miednicę śrebrną, ampułki takież a jakaś Fryzowa. czerwone adamaszkowe zasłony na ołtarz świętego Krzyża (W ołtarzu tym był krzyż św. cudowny z Lubeki tu przyniesiony W roku 1648.)
    W roku 1732. kollegium nowe było już ukończonem, zatem Jezuici zajęli w niem mieszkania swoje w znacznie powiększonej liczbie.
    W roku 1733. Bielińska, kasztelan owa małogoska wielka dobrodziejka Jezuitów warszawskich podarowała do ich kościoła kosztowne antypedium na ołtarz wielki. Franciszek zaś Ogiński, syn wojewody witebskiego, mając pierwszą mszą, jako Jezuita, w tym kościele, (na której się znajdowali ojciec jego, Michał Potocki, wojewoda wołyński, Potocki, wojewoda bełski, biskupi wileński i smoleński,wojewoda trocki i kasztelan witebski ,) ofiarował kościołowi na pamiątkę prymicyi swoich ornat, dalmatykę, albę z koronką złotą i inne kosztowne apparaty. Prymicye te odbyły się w dzień Narodzenia Najświetszej Maryi , Panny.
    W roku 1735. na Podgórzu na brzegu Wisły wystawili Jezuici kapliczkę murowaną pod tytułem ś. Anioła stróża. To Podgórze warszawskie tak kronika oznacza: "ita locus recreationis nostrorum ad ripam Vistulae situs vocatus."
    W roku 1737. był w Warszawie i w kraju całym głód wielki, mimo tego, opiewa kronika: Jezuici warszawscy nie tylko utrzyma wali w kollegium swojem 56 osób, księży i koadjutorów, ale nadto mnóstwu wielkiemu ubogich płci obojej codziennie obiady dawali.
    Na roku 1740. kończy się kronika kollegium jezuickiego, z której powyższe wyciągi przytoczyłem.

    Kościół i 

    klasztor

    XX  Bernardynów

    Kościół i klasztor XX. Bernardynów. Do najdawniejszych kościołów warszawskich należy kościół XX. Bemardynów. Założyła go Anna Xiężna mazowiecka pod tytułem swojej patronki Ś. Anny, a do nowego kościoła i klasztoru wprowadził zakonników tej reguły w r. 1454. Andrzej z Bnina, ówczesny biskup poznański. Kościół, i klasztor pierwiastkowy, postawione z drzewa spłonęły w pożarze 1507. roku. Odbudowane na nowo z trwalszego materyału staraniem zakonników uległy w dwa lata później takiemu samemu nieszczęściu, Teraz z rozmaitych ofiar, do których prócz mieszczan warszawskich przykładały się najznakomitsze w kraju rodziny, jako to Odrowążowie, Anna z Radziwiłłów Xiężna mazowiecka, biskup poznański Jan Lubrański, i inne, powstały z popiołów swoich daleko okazalsze i obszerniejsze. Królowa Anna
    Jagielonka przybudowała do kościoła dzwonicę umieściwszy w niej ogromne dzwony, a kanclerzyna Kryska nową kaplicę, na groby familiine ją przeznaczając. Kaplicę
    tę poświęcono później błogosławionemu Władysławowi z Gielniowa. Podczas pierwszego najścia Szwedów na Polskę klasztor i kościół bernardyński najprzód zrabowane, a potem spalone zostały i to, niestety, podobno świętokradzką ręką własnych krajowców, lubo autor żywota Ś. Władysława z Gielniowa czyn ten szkaradny przypisuje najeźdzcom.
    Po pokoju oliwskim Bernardyni warszawscy powróciwszy z rozmaitych klasztorów reguły swojej, w których po roku 1657. przytułek znaleźli, odbudowali na nowo, kosztem familii Wielopolskich, kościół i klasztor, a Kretkowscy odnowili kaplicę Kryskich, do której szczątki Władysława z Gielniowa, Spoczywające dawniej w samym kościele, przeniesiono. Nareszcie za panowania króla Stanisława kosztem Stanisława Potockiego budowniczy Aigner przerobił facyatę kościoła, a Kwieciński, obywatel warszawski, przybudował doń w roku 1788. kaplicę Najświętszej Palmy Maryi Sokalskiej.
    Bernoulli Jan zwiedzając za panowania Stanisława Augusta Warszawę, oglądał także kościół tutejszy bernardyński i tak o nim wspomina: "kościół bernardyński jest cały al fresco malowany ( Freski te są dziełem Walentego Żebrowskiego, malarza, który wstąpiwszy do zakonu XX. Bernardynów zostawił wiele pomników pędzla swego po rozmaitych kościołach bernardyńskich w Polsce. Kościół warszawski reguły swojej malował w roku 1753. wystawiwszy na sklepieniu żywot ś. Anny) i pięknej architektury; zawiera w sobie wiele ołtarzy, w guście polskim z kolumnami. Mały pomnik Lubomirskich w tym kościele nie jest strasznym. Obrazy atoli w nim nie są do podziwiania "
    W kościele bernardyńskim było kilka bractw. Najdawniejszem z nich było arcybractwo ś. Anny, zaprowadzone tu na proźby królowej Anny Jagielonki w roku 1582. przez sławnego Jana Demetryusza Solikowskiego, a potwierdzone przez papieża Syxta V. Dalej bractwo paska ś. Franciszka i inne.
    W tym samym kościele spoczywały zwłoki bł. Władysława Gielniowczyka, niegdyś przez wiele lat gwardyana klasztoru, o których biograf jego taką czyni wzmiankę: " W roku 1572. w niedzielę przewodnią podczas walnego sejmu warszawskiego w przytomności króla Zygmunta Augusta, siostry jego Anny, dwóch kardynałów, wszystkich senatorów i posłów na tenże sejm zgromadzonych uczynił solenną; sublewacyą śś. kości błogosławionego Ładysława (które w głąb na kilka łokci zakopane spólnie i z ciałem, po odwaleniu kamienia cudem Pana Boga pod samym wierzchem pięknie ułożone pokazały się) Stanisław Karnkowski, naówczas biskup kujawski, cudownie od Pana Boga i za pokazaniem się we śnie bł. Ładysława, naznaczony, który pomienione ś. Relikwie w grobie marmurowym złożył przy ołtarzu, gdzie się ustawicznie msze święte odprawiały, od ludzi nabożnych i uciekających się do tego błogosławionego zakupione. Tenże grób potem i z ołtarzem od grassantów żołnierzy w roku 1657. z gruntu zrujnowany, a śś. relikwie tu i ówdzie rozrzucone, a potem już nie w całości pozbierane, do kaplicy na cześć i honor tegoż Błogosławionego wymurowanej są przeniesione."
    Bernardyni warszawscy - jako zakon żebrzący nie mogąc posiadać ruchomości i kapitałów, wspierani byli od książąt mazowieckich, królów i królowych polskich, od magnatów i szlachty bądź to pensyami (Czasem pobożni, albo dobrodzieje zakonu zapisywali im małe legaty; tak np. w roku 1640 Stanisław Strzałkowski , zapisał im 200ówczesnych zł., ale XX. Bernardyni, którym reguła niedozwalała posiadać majątku, bądź to ruchomego, lub nieruchomego, takich legatów nie kapitalizowali nigdy) bądź in natura produktami. Jednakże datki takie nie wystarczały na opędzenie potrzeb codziennych kilkudziesięciu zakonników, musieli sie zatem uciekać do kwest, których granice statuta zakonu tak określają. Klasztorowi warszawskiemu było wolno kwestować ku Łowiczowi do wsi Kasek włącznie, do rzeki Narwi i rzeki Pilicy, łącznie z ziemią zakroczymską.
    XX. Bernardyni warszawscy utrzymywali nowicyat i studium generale i należeli do prowincyi wielkopolskiej pod tytułem Ś. Maryi anielskiej. W klasztorze ich w ciągu kilku wieków odbyło się bardzo wiele kapituł. Sam klasztor był kustodyą.

    Kościół i 

    klasztor 

    Panien Bernardynek

    Blisko kościoła i klasztoru xx. Bernardynów stał klasztor i kościołek Panien Bernardynek, czyli Klarysek, założony w czasie panowania Zygmunta III., z darów samego króla i kilku magnatów. Poświęconym został 1617. roku pod tytułem Wniebowzięcia N. Maryi Panny. Klasztor murowany stanął daleko później. O gmachach tych i zakonnicach nic więcej powiedzieć nie umiem nad to, że statuta Xięży Bernardynów zabraniały w klasztorze warszawskim Panien Bernardynek więcej nad 20 zakonnic utrzymywać. W czasie gdy rząd pruski na schyłku zeszłego wieku Warszawę zajął, było w tym klasztorze tylko 17 zakonnic. Podług Erndtela klasztor tych Panien tylko ulica od klasztoru X. Bernardynów przedzielała. Dziś tak kościół jak i klasztor P. Bernardynek od lat kilkunastu rozebrano.

    Kościół i klasztor Augustyanów

    Kościół i klasztor Augostyanów pod tytułem Św. Marcina. Ziemowit książę mazowiecki założył w Warszawie w środku 14. wieku, (około 1356.) klasztor i kościół pod tytułem ś. Marcina i oddał gmachy te sprowadzonym z Pragi czeskiej Augustyanom, którym nadto na uposażenie przeznaczył siedm wiosek i miasteczko Cegłowo. Z jakiego materyału gmachy te pierwiastkowo postawione były, niewiadomo, zdaje się atoli, że były z drzewa.
    W piętnastym wieku były już murowane, albowiem w pożarze ich 1478. roku ocalały mury kościelne po zniszczeniu wewnątrz kościoła wszystkiego, co płomieniem zajętem
    być mogło. Wątpię, jednak bardzo, aby - jak P. Bartoszewicz utrzymuje - były wówczas w tym kościele nagrobki starożytne i marmurowe ołtarze, gdy jeszcze w tym samym czasie ołtarzy marmurowych i nagrobków starożytnych (z względem na rok 1478.) nawet kościoły krakowskie nie posiadały. Kiedy i przez kogo kościół w roku 1478. spalony, na nowo restaurowanym został i czy dziś stojący kościół nie pochodzi z późniejszych daleko czasów, nie umiem powiedzieć. Jak wszystkim niemal kościołom naszym nie zbywało na obrazach cudownych i rozmaitych bractwach, tak i kościół księży Augustyanów warszawskich posiadał obraz cudowny N. M. Panny, o którym Pruszcz w "Morzu łaski Bożej" tak wspomina: "W Warszawie mieście w kościele Ś. Marcina u Ojców Augustyanów jest obraz żałosny i mieczem boleści serce przerażone wyrażający Panny błogosławionej, żałosny na weyrzeniu i do wielkiej skruchy patrzących na się i modlących się przed sobą pobudzający." Bractwo zaś paska ś. Augustyna zaprowadzono w nim w 17. wieku.
    Kościół XX. Augustyanów pamiętnym jest jeszcze z tego, że w nim odbywały się sejmiki województwa mazowieckiego. Tu chowali zmarłych członków swoich muzycy warszawscy, i w tym kościele utrzymywali złotnicy warszawscy własną kaplicę, pod którą znajdowały się groby ich bractwa ( Układ o tę kaplicę bractwa złotniczego z księżmi Augustyanami zachował'y nam akta. biskupie. Brzmi on tak: "In Nomine Domini Amen. Ad perpetuam .rei memoriam. Za spólną namową i konsensem konwentu naszego warszawskiego Regulae S. Augustini zgodnie przez nas uczynionym i za potwierdzeniem aktu niniejszego per Reverendum Patrem Provincialem. Uważając porządki i ochędostwa kaplicy, w której z dawnych lat za antecessorów swoich odprawowali i teraz odprawują nabożeństwo swoje P. P. złotnicy starego miasta Warszawy, i którą to kaplicę z dawna a osobliwie teraz tak ołtarzem ozdobnym przez nich sprawionym i apparamentami, jako też i sklepem w tej to kaplicy swym własnym sumptem wymurowanym, także i pawimentem kamiennym, na który też koszt niemały, pomienieni panowie złotnicy wyłożyli, na ostatek znacznem gruntu podmurowaniem ozdobili i poratowali, obiecuje Reverendus Pater Provincialis un cum Patribus Conventus Varsaviensis zachować przy dawnej wolności sławetnych panów złotników warszawskich, to jest, iż niema się kto inszy chować w tej kaplicy okrom panów złotników, deklarując się oboję płeć, to jest mąż, żona i dzieci własne, ekskludując powinnych, których ojcowie chować tam nie dopuszczą, jako tych, którzy nie należą, do Contubernium złotników. Obiecują też przytem Patres suprascripti, iż nie będą, żadnego praejudicium czynić panom złotnikom względem tego sklepu, żadnego tam niedopuszczając chować okrom tych wzwyż pomienionych. Na co ręką swą własną, podpisuje się ojciec prowincyał una cum patribus Conventus Varsaviensis, pieczęć prowincyi niniejszą i konwentu warszawskiego dla lepszej wiary przycisnąwszy. Datum in Conventu Varsoviensi 20 Augusti 1631. Kaplica ta bractwa złotniczego była pod tytułem ś. Anny.W roku 1640 Barocki, Augustyanin, muzyk króla Władysława IV wystawił w niej ołtarz ś. Anioła stróża, jak następujący dokument opiewa: "W Imię Zbawiciela Naszego Chrystusa Jezusa, Amen. Ja X. Stanisław Cornicius S. T. D. natenczas przeor w konwencie warszawskim Ojców Augustyanów przy kościele
    Marcina ś. i za wszystką Bracią pomienionego konwentu wszystkim komu to wiedzieć należy, wiadomo czynię, iż roku od Narodzenia Zbawiciela naszego 1640 zaraz na początku tegoż roku, gdy ojciec Adeodat Barocki zakonnik nasz, muzyk króla J. M. zamyślał wystawić ołtarz Ś. Anioła stroża w kościele naszym, nie mając inszego miejsca oprócz kaplicy Anny świętej, którą z dawnych lat panowie złotnicy warszawscy dla swojego nabożeństwa mają w prowincyi swojej od konwentu naszego i kontentacyę daję klasztorowi doroczną, tamże do tej kaplicy ochędostwo wszelakie opatrują" niechcąc im według słuszności prejudycyą w tej mierze czynić i bez wiadomości ołtarza pomienionego stawiać, gdy wszyscy byli w zgromadzeniu swoim cechowem opowiedziałem im intentum z strony ołtarza, na co wszyscy zgodzili się, aby tam był postawiony z tą jednak kondycyą, aby ich konwent nie trudnił w potrzebach i apparamentach, ani świecach, ani żadnej rzeczy, należącej do ozdoby ołtarza tego, tylko o swoim ołtarzu Anny świętej podejmując się zawiadować. I to też sobie warowali panowie złotnicy, ponieważ sumptem Braci cechowej grób zmurowali sobie w tejże kaplicy Anny świętej, aby do tego grobu względem ołtarza ś. Anioła ani X. Adeodat, ani X. Prior, ani sukccasorowic nieprzywłaszczali sobie żadnego prawa i nikogo niechowali , ani też nie najmowali, ale sami panowie starsi i to tylko Bracią cechową, małżonki i potomstwo za kontentacyą klasztorowi należącą mają chować i wszystko zupełne prawo sobie zostawują. Com ja i swojem i wszystkiego konwentu imieniem przyobiecał, i tak ma być zachowane, I dla tegoż i ja X. Prior natenczas i Bracia w konwencie mieszkający podpisujemy i pieczęć klasztorną przykładam - Działo się w konwencie ś. Marcina die 10 Februarii anno quo supra 1640.  Zresztą w aktach biskupich nie znalazłem żadncj innej wzmianki o kościele XX. Augustyanów warszawskich, prócz tej że w roku 1523. Jan Mrokowski, archidyakon warszawski zapisał temu kościołowi 7 grzywien rocznego dochodu na erygowanie w nim ołtarza nowego. Erekcyą też tego ołtarza wydał w tym samym roku sławny Piotr Tomicki, naówczas biskup poznański
    .) Z pomników dawniejszych w kościele XX. Augustyanów znajduje się tylko popiersie Tomasza Czempińskiego, zmarłego w początkach panowania Stanisława Augusta.

    Kościół i klasztor XX. Karmelitów trzewiczkowych

    Gmachy te na przedmieściu warszawskiem Lesznie, a wówczas w miasteczku tegoż nazwiska, należącem do sławnej rodziny wielkopolskiej Leszczyńskich, powstały
    w drugiej połowie 17. wieku staraniem zakonników tej reguły, a z składek i ofiar rozmaitych dobroczyńców. Kościół wszakże ukończonym dopiero został około 1730. r. i poświęcony pod tytułem Narodzenia Matki Boskiej przez Kamilla Paulucci, nuncyusza papieskiego w Polsce, w dniu 27. Kwietnia 1732. roku. Rzepnicki w żywotach biskupów łuckich utrzymuje, że kościół ten wystawił od fundamentów Bogusław Leszczyński, ówczesny biskup łucki, dziedzic Leszna warszawskiego. Gdy atoli już w roku 1691, z tym światem się rozstał, a kościół dopiero w 40 lat ukończonym był, domyślać się można słusznie, że tylko zaczął kościół ten stawiać swoim nakładem, a po jego śmierci sami zakonnicy, wsparci od ludzi pobożnych, budowę świątyni ukończyli ( W kalendarzu poznańskim na rok 1756. wydanym przez
    Michała Mrugaczewskiego znajduje się na samym końcu Opisanie Dyecezyi Poznańskiej, w którem Mrugaczewski wyliczając klasztory rozmaitych reguł w tej dyecezyi, tak o klasztorze XX. karmelitów trzewiczkowych w Warszawie wspomina: "Drugi konwent księży karmelitów trzewiczkowych warszawski, fundowany jest z jałmużn różnych dobrodziejów, szczególnie zaś z Pańskiej szczodrobliwości JW. śp. Józefa Potockiego, hetmana w. koronnego dokończony i przyozdobiony. W kościele przy tymże klasztorze konserwuje się obraz Najświętszej Matki cudami sławny, także znaczna ś. Walentego Męczennika relikwia.). Jak jednak pogodzić z tem twierdzenie Rzepnickiego , że zwłoki Bogusława Leszczyńskiego, zmarłego 1691. roku złożone zostały w tej świątyni, gdy ją zaledwie budować zaczęto?
    W kościele XX. Karmelitów na Lesznie znajdują się w ołtarzach obrazy Czechowicza. Podług Opisania Warszawy przez Gołębiowskiego były tu, lub też jeszcze są nadgrobki Kossowskich, Dzierzbickicgo, wojewody łęczyckiego i Czarnockiego, których napisów zdjąć nie miałem żadnej sposobności.

    Kościół i kollegiom Xięży Pijarów

    O gmachach tych nic mogąc nic nowego powiedzieć, powtórzę tu to, com o nich powiedział w mojej Historyi szkół. "Z wszystkich kollegiów księży Pijarów w dawnej Polsce, najdawniejszem jest warszawskie. Początek zaś jego był taki. W roku 1642. Szwedzi wtargnąwszy do Morawii wypędzili z tego kraju księży Pijarów, z których 13 udało się do Krakowa z porady kardynała Mathaei, nuncyusza papieskiego w Wiedniu. Z Krakowa sprowadził ich Władysław IV. do Warszawy (Podobno do założenia im kollegium w Warszawie nakłoniła Władysława IV. żona jego Cecylia Renata. Lubo i Władysław IV. nie lubiący Jezuitów sam chętnie Pijarów do Polski wpuszczał-, przewidując w nich antagonistów jezuickich na korzyść kraju) tegoż roku kupił dla nich plac przy ulicy długą zwanej za 14000 złotych ówczesnych, przeznaczając go na kościół, kollegium, szkoły i ogród. Sam z żoną swoją Cecylią Renatą znajdował się przy kładzeniu węgielnego kamienia na kościół, który wraz z wygodnem mieszkaniem dla zgromadzenia XX. Pijarów stanął za staraniem króla roku 1643. i tegoż samego roku poświęconym został. Tak kościół pierwiastkowy jako i kollegium były budowane z drzewa; w ostatniem mieszkało z początku pięciu tylko księży, między którymi znajdował się także jeden Polak, Kazimierz Bogatko, rodem z Wielkiejpolski. Na utrzymanie zgromadzenia oddał Władysław IV. 34000 złotych, na wystawienie zaś kościoła i kollegium z cegły palonej zapisał testamentem 3000 ówczesnych złotych. Wdzięczni Pijarzy tych dobrodziejstw króla Władysława, nazwali kollegium swoje "władysławskiem". Jan Kazimierz odziedziczył przychylność brata swego ku księżom Pijarom warszaskim i między innemi dobrodziejstwami przeznaczył im z żup wielickich 1400 złotych rocznego dochodu. Gdy Szwedzi Warszawę opanowali, kollegium i kościół XX. Pijarów spłonęły w pożarze. Po pokoju oliwskim i uśmierzeniu powietrza morowego, wówczas w Polszcze grasującego, Franciszek Haligowski, rektor kollegium warszawskiego, wsparty znacznemi funduszami od Jędrzeja Olszewskiego, arcybiskupa gnieźnieńskiego, Małgorzaty Kotowskiej i innych dobroczyńców, w miejsce niegdyś
    drewnianego, wzniósł kościół z cegły palonej, który następni rektorowie kollegium, jako to Arnold Żeglicki, Michał Lenarski, a nade wszystko Ludwik Jordan, rozszerzali, przekształcali i ozdobiali, zmieniwszy go w gmach, jakiśmy przed 40 laty oglądali. - O szkołach tutejszych XX. Pijarów, ich konwikcie ślacheckim, zbiorach naukowych itp. mówiłem obszerniej w Historyi szkół polskich, dokąd ciekawego czytelnika odsełam. - Czy kościół XX. Pijarów prócz pięknego nadgrobku Tarły generała ziem podolskich, poświęcony mu w r. 1750. przez Zofią z Krasińskich, małżonkę jego, zawierał w sobie więcej pomników, niewiadomo mi. W ołtarzach jego były obrazy pędzla Czechowicza

    Kościół i klasztor XX. Paulinów

    Kościół i klasztor XX, Paulinów pod tytułem Św. Ducha. Kościółek Ś. Ducha należał do najdawniejszych świątyń w Warszawie Stał na ulicy Freta, był kościołem szpitalnym i ślady jego są już z początków 14. wieku. Akta atoli biskupie w Poznaniu czynią o nim
    pierwszą wzmiankę dopiero pod rokiem 1579. W tym roku Wojciech Pągowski, scholastyk sandomirski, kanonik i officyał warszawski wprowadził do niego bractwo 
    literackie, które biskup Wężyk potwierdził. Kościółek ten sz:pitalny, uposażony od mieszczan warszawskich i innych dobroczyńców, to nieruchomościami, to legatami, miał osobnego proboszcza swego, a w 17. wieku Chawłos, obojga prawa doktor, kanonik warszawski fundował przy nim kollegium mansyonarzy, których fundusze w środku 17. wieku Łucya Gizowa, z domu Chawłosowna, powiększyła darowaniem im kamienicy i półłanu roli. Za rządów biskupa poznańskiego Macieja Łubieńskiego gdy kościółek ś. Trójcy oddanym został Brygitankom, nabożeństwo z tego kościółka wraz z funduszami danemi mu niegdyś przez Jana Figurę, mieszczanina warszawskiego, przeniesionem zostało z wszystkiemi apparatami, naczyniami i sprzętami kościelnemi do kościółka ś. Ducha.
    Po wojnie szwedzkiej za panowania Jana Kazimierza spustoszony kościółek ś. Ducha oddał magistrat warszawski, który był jego kollatorem, sprowadzonym z Częstochowy Paulinom, którzy usadowiwszy się tutaj, pobudowali w miejscu dawnego kościółka nowy okazały kościół (na początku 18. wieku), częścią z własnych funduszów, częścią z darów dobroczyńców, i wprowadzili . doń bractwo pięciu ran.
    Czy kościół popauliński zawiera w sobie jakie pomniki, nie wiadomo mi.

    Szkołę elementarną przy kościółku ś. Ducha utrzymywało bractwo literackie, zaprowadzone w tym kościółku w roku 1579. Szkoła zatem przy kościółku wspomnionym powstała dopiero przy schyłku 16. wieku, a może nawet i później. Uczniom szkoły tej pozwolił Jan Wężyk, naówczas biskup poznański, obchodzić (zapewne po jałmużnę) domy pobliskie kościoła Ś, Ducha, z zwyczajnemi, jednak przyzwoitemi śpiewami, ponieważ, są słowa biskupa, uczniowie szkoły farskiej, to jest kościoła ś. Jana, Chrzciciela, zaniedbywali czynić tego. Gdy w środku szesnastego wieku kościół ś. Ducha przeszedł w ręce xx. Paulinów, zapewne szkoła przy mm przez bractwo literackie utrzymywana upadła, przynajmniej w archiwach katedralnych
    poznańskich nie masz odtąd najmniejszego jej śladu.

    Szpital ś. Ducha. Szpital ten przy kościołku ś. Ducha założył podobno w roku 1388 Jan książę mazowiecki, uposażając go wszelkiemi dochodami i gruntami kościołka ś. Ducha, który już i przed tą datą (1388) musiał być szpitalnym, bo w owej epoce zakładano zwykle po miastach polskich szpitale z kaplicami obok nich pod wezwaniem ś. Ducha.
    Szpital Ś. Ducha zostawał pod zarządem magistratu starego miasta Warszawy, który ustąpiwszy w 17. wieku kościół ś. Ducha Paulinom, szpital zatrzymał sobie, nie ruszając go z dawnego miejsca. Uposażeniem szpitala były znaczne nieruchomości w Warszawie i okolicy. Znajdowali w nim przytułek ubodzy płci obojej. Przywileje jego, nadania i dzieje umieścił Aleksander Wejnert w Starożytnościach Warszawy, do których ciekawego je poznać czytelnika odsełam, w aktach bowiem kapitulnych i konsystorskich poz. nie znalazłem o nim innej wzmianki jak tą, że w roku 1603 na naprawę spustoszałego bardzo wówczas szpitala. ś. Ducha Gaspar Sadłoch proboszcz warszawski, spowiednik królowej Anny Jagielonki przeznaczył testamentem 100 ówczesnych złotych polskich.

    Kościół i (rezydencya) Domicillium XX. Jezuitów

    Kościół ten i dom ten Jezuitów założył w 18. wieku Teodor Potocki, arcybiskup gnieźniński. O gmachach tych sam nie umiem nic powiedzieć. Znajdzie atoli czytelnik o nich obszerną wiadomość w dziele Pana Bartoszewicza; kościoły warszawskie. 

    Kaplica szpitalna ś. Łazarza

    Na ulicy mostowej; stała kaplica wraz z szpitalem pod tytułem Św. Łazarza. Kto i kiedy ją założył nie wiadomo mi. Zdaje się atoli, że była dziełem sławnego Piotra Skargi. Birkowski bowiem w kazaniu na pogrzebie jego mówi o nim między innemi: "Bractwo Ś. Łazarza na te ubogie, którzy po ulicach leżą w Krakowie zaczął i postanowił; toż uczynił w Warszawie, kędy do bractwa miłosierdzia, ś. Łazarza bractwo przyłączył, od Panów jałmużnę na to użebrawszy, a do tego szpital dla ubóstwa tamże przez zacne Pany zbudowany." Gdy Skarga zbudował przez zacne Pany szpital ś. Łazarza, zapewne też razem z nim wzniósł kapliczkę dla ubogich w nim przytułek znajdujących. Kaplica ta stała jeszcze w roku 1730. gdy Erndtel Warszawę opisywał.

    Kościół i klasztor XX. Kapucynów

    Kościół i klasztor XX. Kapucynów, pod tytułem Przemienienia Pańskiego. O kościele tym podał obszerną wiadomość w Allelui na rok 1840. Michał Baliński. Odsełając czytelnika ciekawego, poznać dzieje tego kościoła i klasztoru do dziełka Balińskiego, wspomnę tu tylko w krótkości o tych gmachach. Księży Kapucynów sprowadził z Włoch do Warszawy 1681. roku król Jan III i tak kościół jako i klasztor wzniósł tym zakonnikom w przeciągu kilkunastu lat na ulicy miodowe. Kościół poświęconym został dnia 11. Października 1692. r. a gmachy klasztorne ukończono ostatecznie w r. 1894.
    Na stawianie kościoła. i klasztoru wydał król 160000 ówczesnych złotych. Po śmierci też króla Jana III zwłoki jego i żony jego Maryi Kazimiery długo bardzo spoczywały w kościele xx. Kapucynów warszawskich, nim nareszcie przewiezionemi zostały do grobów królów polskich w katedrze krakowskiej.





       

    Parafia Panny Maryi

     Kościół parafialny Panny Maryi

    Kto i kiedy kościół Panny Maryi w Nowem mieście Warszawie założył, niewiadomo. Jest on zapewne dziełem któregoś z książąt mazowieckich i istnął już jako kaplica książęca w 15. wieku. W aktach jednakże biskupów poznańskich tak wczesnej wzmianki o nim niema. Te pierwszy raz wspominają o nim pod rokiem 1517. W tym roku jakiś szlachcic de Czechanice wystawił w nim i uposażył ołtarz jeden. Sam kościół P. Maryi w r. 1641 podczas wizyty Braneckiego nie posiadał dawniejszego dokumentu, jak uposażenie innego w nim ołtarza z r. 1505 i rok ten, albo środek, albo sam schyłek 15. wieku będzie może datą założenia kościoła Panny Maryi, pomimo
    kamienia znajdującego się w nim z napisem Baleslaus 1492, który mógł tu być zkądinąd przeniesionym, którego znaczenia trudno dziś odgadnąć, i którego przeznaczeniem może co innego było, jak oznaczenie daty założenia lub restauracyi kościoła Panny Maryi. Kościół ten, z daru Zygmunta Augusta od roku 1562. kollacyi kapituły warszawskiej, wyniósł do rzędu parochialnych w dniu 30. kwietnia 1608 r. Andrzej Opaliński ówczesny biskup poznański. W roku 1641 wizytował go Jan Branecki,
    archidyakon pszczewski, scholastyk warszawski, dnia 12.Marca i dni następnych, i tak go opisuje: "kościół Panny Maryi w Nowem mieście warszawskiem jest murowany
    wraz z wieżą swoją, w której sie dzwony znajdują. Prawo kollacyi tego kościoła służy Prześwietnej kapitule warszawskiej, od której rządzca (rector, proboszcz, pleban) jego teraźniejszy ma wyznaczony sobie pewny dochód coroczni. Zresztą w kościele tym odbywa się wszystko w myśl wizyty Wężyka odbytej dnia 15. Kwietnia 1626 roku." Podług wizyty Braneckiego kościół zawierał w sobie 11 ołtarzy ( Jeden z tych ołtarzy, to jest ołtarz Ś. Trójcy uposażyła w roku 1647 Elźbieta Lewińska, mieszczka warszawska) prócz wielkiego ołtarza, posiadał piękne organy, a organistą przy nim był ksiądz Mikołaj Beda. Na wieży prócz dzwonów był zegar, który naprawiał jakiś Kowalewski, zegarmistrz warszawski. Nabożeństwo w nim odprawiało, prócz proboszcza, sześciu mansyonarzy, ustanowionych tu w roku 1523 przez Stanisława de Strzelcze, kanonika wrocławskiego, płockiego i poznańskiego. Kościół sam był świeżo restaurowany przez ówczesnego proboszcza, księdza Mateusza Jagodowicza, który nadto jeszcze kościół upiększył i dał w nim posadzkę kamienną. Kaplica w tym kościele była w roku 1641 tylko jedna (Dziś podług wiadomości historycznej o tym kościele X. Kurowskiego znajdują się w nim trzy kaplice, to jest 1. szkaplerna, 2. ś. Borbary i 3. kaplica ciemna. Kaplice te powstały zapewne po restauracyi kościoła za panowania Jana III) pod tytułem ś. Benona. W niej odprawiało się nabożeństwo w języku niemieckim, dla Niemców katolików osiadłych w Warszawie. W tej samej kaplicy Węgrzy bawiący w Warszawie odprawiali nabożeństwo w swoim języku (zapewne to nabożeństwo odbywało się dla chorągwi węgierskiej w służbie rzeczypospolitej zostającej). Ksiądz ich przebywający na dworze króla Władysława IV. nazywał się Maciej Latowski. Z bractw duchownych znajdowały się wówczas w kościele Panny Maryi bractwo szkaplerzne, zaprowadzone tu w roku 1628 przez Macieja Łubieńskiego, ówczesnego biskupa poznańskiego i bractwo Bożego ciała (corporis Christi) (w 18. wieku przybyło jeszcze bractwo ś. Trójcy). W dziewięciu domach kościelnych, zapewne drewnianych, mieścili się proboszcz, mansyonarze, organista i inni słudzy kościelni. Prócz tego posiadał kościół obszerne place, na których samowolnie pobudowało się wielu mieszkańców Warszawy, z którymi wspomniony;
    wyzej X. Jagodowicz proboszcz Panny Maryi rozpoczął proces w roku 1640 o odmawiany przez tych mieszkańców czynsz kościołowi i nieuznawanie nad sobą zwierzchności proboszcza kościoła Panny Maryi. Proces ten skończył się układem, na mocy którego ciż mieszkańcy obowiązali się utrzymywać osobnego burmistrza i dwóch. ławników, przed nimi wszelkie czynności prawne, jakoto zapisy, przedaże, kupna i t. p. odbywać, czynsze proboszczowi z zajętych kościelnych placów płacić, zwierzchności jego podlegać i t. p. A tak Warszawa zawdzięczała. X. Jagodowiczowi nową jurydykę, która jej przybyła do kilku już innych dawniej istnących.
    Za rządów kościołem Panny Maryi tego samego X. Jagodowicza w administracyi majątkiem kościelnym wkradło się wiele nadużyć. Parochianie nie bardzo sprzyjający swemu pasterzowi podali nań skargę do kapituły, jako kolatorki i tak te nadużycia wyszczególnili:
    ,,1. Punktów inwentarza dawnego kościelnego z roku 1630 nie masz; przeto prosimy, żeby nam był przywrócony.
    2. Summy złotych 200, co był uproszony u króla J. M. kaduk, niemasz.
    3. Kobierców po nieboszyku Lachowiczu dziesięć, i kilimów dwa, niemasz.
    4. J. M. X. Jagodowicz wziął na pozytew złotych 589 i zapłacił roku 1641 tylko złotych 285 z tej summy.
    5. Od roku jak inwentarz spisanym był nie wiemy co przybyło kościołowi do tego czasu tak z srebra, jako i z aparatów.
    6. Pan zakrystyan kościołowi krzywdę czyni, bo sobie woski zlewa kościelne i przedaje, a tego panowie kościelni nie miewali w rachunkach i w regestrach tego

    niema. Na to jest dowód, i  tak jest i miał go odprawić X. pleban.

    7. Ampułki srebrne zgubił (zakrystyan), niech inne da, bo kto zgubi łyczka, musi dać rzemyk.

    8. Srebro z ołtarzów moskiewskich pooddzierali. Mówiliśmy z zakrystyanem, on odpowiedział: nie wiem, gdzie się to podziało.

    9. J. M. X. kanonik (Jagodowicz) przywłaszcza sobie grunta kościelne, z których panowie kościelni czyńsze zbierali kościołowi.

    10. Rolą J. M. X. kanonik (Jagodowicz) przedał, co fundowana na kantora i bakalarza, a od przodków naszych, za którą wziął 1200 złotych i nie wiemy o tej summie, gdzie się podziała.

    11. Za rozkazanie J. M. X. plebana (Jagodowicza) panowie kościelni dali mu 97 złotych.

    12. Od panów szpitalnych X. kanonik wziął do siebie 300 złotych i kazał panom kościelnym dać od tej summy łatunek (sic) szpitalowi 11 złotych.

    13. O summie kaznodziei nie wiemy i w regestrach kościelnych jej też niema.

    14. Summę wziął (X. Jagodowicz) od Ojców Dominikanów czerwonych złotych 26, które król J. M. Kazał dać kościołowi Fanny Maryi.

    15. Nieboszczka Wojciechowa Czajczyna legowała do kościoła Panny Maryi wszystkie dobra swoje tak ruchome jak nieruchome na Mostowej ulicy, o które czynił X. pleban z eksekutorami starej Warszawy i z panem Łukaszem Drewnem i z panem Łukaszem Buserem i nie wiemy koniec jaki uczynił X. pleban z nimi."

    Podczas najazdu szwedzkiego na Polskt} za panowania Jana Kazimierza w kilkakrotnem oblężeniu Warszawy kościół Panny Maryi tak został zniszczonym, że z całej świątyni tylko nadwerężone mury główne ocalały. Z ruiny tej podźwigniono ją dopiero za panowania Jana III z dobrowolnych składek majętniejszych dobroczynnych mieszkańców stolicy, których nazwiska X. Kurowski w wiadomości historycznej o tym kościele, umieszczonej w Alleluja na r. 1842 przytacza.

                Z pomników przeszłości, które się dotąd w kościele Panny Maryi przechowały, przywodzi ksiądz Kurowski w miejscu wyżej przytoczonem następujące:

    1. Portret Marcina Baryczki, który padł ofiarą swojej śmiałości w korceniu obyczajów Kazimierza wielkiego z napisem nic więcej w sobie nie zawierającym nad to, co o tym Baryczce z dziejów narodowych wiemy.

    2. Portret Światosława mansyonarza krakowskiego przy kościele Panny Maryi w Krakowie, współczesnego Jana Kantego, z napisem łacińskim.

    3. Portret ś. Iwona, patrona prawników z napisem łacińskim.

    4. Portret Ś. Konstantego mansyonarza kościoła ś. Stefana, z napisem łacińskim.

    Wszystkie te wizerunki z napisami kazała zrobić po restauracyi kościoła zniszczonego przez wojnę szwedzką, rodzina Baryczków, licząca pomiędzy swoich antenatów także owego nieszczęśliwego Baryczkę napominacza Kazimierza wielkiego.

    5. Nagrobek Jagodowicza z napisem: Matheus

    Kościół Św. Krzyża

    O kościołku tym nieznalazłszy w archiwach katedry poznańskiej żadnej wzmianki, nie mogę więcej powiedzieć jak to, że podług Erndtela stoi w roku 1730 na polach Warszawy przy drodze z Warszawy do Bielan wiodącej i był zapewne z drzewa stawiany
    Kościół Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Panny Maryi

    Kościołek ten, stojący niegdyś na Rybackiej ulicy wystawili i uposażyli w pierwszej połowie 17 wieku Paweł Długosz, rajca miasta starego Warszawy' , wraz z żoną swoją Barbarą Giżanką. W roku 1641 wizytował ten kościołek Jan.Branecki archidyakon pszczewski, scholastyk warszawski. Był on wówczas drewnianym, miał trzy ołtarze, znajdowało się w nim bractwo Św. Benona, ustanowione w roku 1629 przez Adama Nowodworskiego, biskupa poznańskiego. Nabożeństwo w nim oprawiało się w języku niemieckim i plebanem przy nim był Niemiec X. Gerhard Reynhard; dochodem jego było 150 ówczesnych złotych. Na cmentarzu tego kościołka., który właściwie należał do szpitala Ś. Benona, chowanozwłoki ubogich Niemców w Warszawie zmarłych, bądź to stale w niej zamieszkałych, bądź też chwilowo przebywających. Kościołek ten zapewne podczas wojny szwedzkiej za Panowania Jana Kazimierza spalony, więcej odbudowanym nie został, przynajmniej po roku 1660 nie znalazłem najmniejszego śladu jego w archiwach katedry poznańskiej.

    Kościół Św. Benona

    Gołębiowski w Opisaniu Warszawy utrzymuje; że za: panowania Władysława IV rzemieślnicy niemieccy w Warszawie zagrzani przez księdza. Jerzego Lejera Jezuitę, spowiednika królewicza Jana Kazimierza, ze składek pomiędzy sobą zebranych wybudowali kościołek pod tytułem ś Benona, w którym się nabożeństwo w języku niemieckim odprawiało. Kościołek ten był zapewne z drzewa stawiany i istnął jeszcze za panowania Augusta II., gdyż Erndtel o nim w dziele swojem Warsavia physice illustrata wspomina. W archiwach katedry poznańskiej nie znalazłem o nim najmniejszej wzmianki. Niemców jednakże musiało być w Warszawie za panowania Władysława IV bardzo wielu, gdyż aż w trzech kościołach, to jest w kościele Panny Maryi w Nowem Mieście Warszawie w kaplicy Ś. Benona, w kościołku Niepokalanego Poczęcia N. Maryi Panny, i w kościołku ś. Benona, nabożeństwo dla nich odprawiano.

    Kościół i klasztor Bonifratrów pw. Św. Andrzeja Apostoła

    Początkowo Bogusław Leszczyński podskarbi wielki koronny założył w roku 1650 tym zakonnikom klasztor i kościół w miasteczku swojem Lesznie, dziś przedmieściu, albo raczej ulicy warszawskiej. Gmachy te za szczupłe i z względu na cel swój w niedogodnej części miasta postawione przenieśli Tobiasz Łowczy koronny i Andrzej referendarz Morsztynowie w miejsce gdzie obecnie jest ogród saski. Fundacyą ich potwierdziła konstytucya 1673 roku. August II. chcąc w tej okolicy założyć pałac i ogród poskupował od właścicieli wiele domków, a od Bonifratrów nabył za 12000 talarów ich kościół i klasztor z przyległościami. Zakonnicy tedy przenieśli się po trzeci raz w inne miejsce i wystawili sobie kościół i klasztor w miejscu, gdzie, dziś stoją, to jest na ulicy Bonifraterskiej. Kościół poświęcił w roku 1738 Tarło ówczesny biskup poznański, a obydwa gmachy, to jest kościół i klasztor stawiali budowniczy Fontanna Józef i Antoni Solari. - Podług Gołębiowskiego ma się znajdować na korytarzach klasztoru Bonifratrów piękny obraz Plerscha, malarza króla Stanisława Augusta, wyobrażający Samarytana. W kościele niema żadnych pomników z przeszłości.

    Kościół i klasztor XX. kanoników regularnych pw. Św. Jerzego O kościele i klasztorze XX. kanoników regularnych w. Warszawie wspomina Erndtel w przytoczonem wyżej dziele i kalendarz poznański Mrugaczewskiego na rok 1756. Późniejsi, jako to Gołębiowski i Bartoszewicz, milczą o nim. Ja nie znalazłszy także o nim najmniejszej wzmianki w archiwach katedry poznańskiej, nic więcej o tej świątyni powiedzieć nie mogę jak to, że już w 16. wieku istnęła, albowiem w dzienniku poselstwa do Polski kardynała Gaetena w roku 1596 jest między innemi gmachami Warszawy wspomniana, ale kto i kiedy ją założył, nie wiadomo mi. Nie wiadomo mi też kiedy kościół i klasztor XX. kanoników regularnych zniesionym został (a zapewne już nie istnie, gdy go Bartoszewicz swoim opisem kościołów warszawskich i Gołębiowski, nie objęli). Istnął jednak jeszcze za czasów tak nazwanych Prus południowych, bo Holsche w Geografii Prus południowych mówi o nim: "Kościół ś. Jerzego jest najdawniejszym w Warszawie, są przy nim kanonicy, (regularni)." Za panowauia Zygmunta III mieszkał w tym klasztorze Stanisław Zakrzewski, lektor, autor dzieł kilku.
    Kościół i klasztor XX. Teatynów Właściwie filia. Klasztorem księży Teatynów był pałac nuncyuszów papieskich, stoiący na ulicy Długiej, w którym mieli także swój kościół, czyli raczej kaplicę. Tak utrzymuje Gołębiowski. Z innego zaś źródła dowiedziałem się, że Teatyni przybyli do Warszawy 1702 roku, a w roku 1753 wybudowali sobie przy ulicy Długiej za pożyczone u Genueńczyków pieniądze kollegium, w którem otworzyli konwikt szlachecki. W roku 1783. wynieśli się na zawsze z Warszawy. Zakonnicy ci byli Włosi. O nich samych dokładną zaś wiadomość o nich ma Pamiętnik religijno-moralny na rok 1854.

    Kościół i klasztor Panien Sakramentek, pw. Św. Kazimierza

    Kościół i klasztor Panien Sakramentek, pod tytułem Ś. Kazimierza jest dziełem Maryi Kazimiry, żony króla Jana III, która naśladując Maryą Ludwikę, założycielkę warszawskich Wizytek sprowadzonych z Francyi, sprowadziła także z Francyi do Warszawy Sakramentki, założyła im klasztor i kościół i uposażyła. O klasztorze warszawskim tych zakonnic znajdzie ciekawy czytelnik obszerną i dokładną wiadomość w dziele J. Bartoszewicza Kościoły warszawskie i w Pamiętniku religijno-moralnym na rok 1843, gdzie są przytoczone i napisy nagrobków, znajdujące się w kościele PP. Sakramentek.

    Kościół i klasztor Panien Brygidek pw. Św. Trójcy

    Zakonnice te przeniosły się samowolnie, bez pozwolenia i wiadomości duchownej władzy za panowania Zygmunta m. ze wsi Lipie do Warszawy i usadowiły się około kościołka ś. Trójcy. W aktach biskupa poznańskiego Łubieńskiego znajduję następujące upoważnienie dane tym zakonnicom mieszkania w Warszawie. ,,O fundacyi klasztoru warszawskiego Panien zakonu ś.Brygidy i o powinności panny księniej. Acz klasztor ten pospołu z pannami zakonnemi przeniesiony jest z Lipia bez dostatecznego pozwolenia i potwierdzenia władzy biskupiej, a zatem niema gruntownej fundacyi tu w Warszawie, więc i dostatecznej wiadomości i pewności nie masz o elekcyi i obraniu porządnem panny księniej klasztoru tego, które za złożeniem biskupiem i przy nim, albo kommissarzach jego odprawować się ma podług kanonów świętych, a osobliwie koncylium s. trydenckiego. My jednak widząc i upatrując z lepszem to być zakonu świętego, że klasztor ten przeniesionym jest ze wsi Lipia do Warszawy na miejsce bezpieczniejsze i do pomieszkania zakonnego sposobniejsze, idąc za nauką koncylium trydenckiego, które biskupom rozkazuje klasztory panieńskie do miast i na miejsca jako najbezpieczniejsze przenosić, to przeniesienie klasztoru tego z Lipia do Warszawy władzą naszą biskupią tym dekretem wizytacyi naszej potwierdzamy i konfirmujemy, chcąc to przeniesienie mieć mocą wieczną i nieodmienną. A przytem co się elekcyi panny księniej dotycze, że już konsekracyar jej zaszła, za pozwoleniem i kommissyą nieboszczyka sławnej pamięci JWX. Opalińskiego biskupa poznańskiego przodka naszego, i tę elekcyą jej potwierdzamy, tak jednak, żeby nam potem elekcya panny księniej przyszłej zostawała nie w podawaniu jakiej osoby, ale podług kanonów świętych w elekcyi wolnej panien wszystkich Professek klasztoru tego za złożeniem biskupiem; napominając pannę księnią natenczas będącą, żeby nic nie schodziło na wykonywaniu powinności jej w staraniu i dozorze rządu klasztornego według reguły ś. i żeby nie swych, ani powinnych swych dogód i pożytków, ale dogód i pożytków sióstr wszystkich i dobra pospolitego klasztornego pilna była, przestrzegając naprzód pomnożenia doskonałości zakonnej, porządku około odprawowania powinnego nabożeństwa i czyniąc co miesiąc liczbę dochodów i rozchodów przed starszemi siostrami i spowiednikiem u kraty. W wydatkach zaś tak się ma panna księni sprawować i miarkować, żeby wydatki dochodów nieprzechodziły i posagi, które przychodzić będą nie na potrzeby codzienne wydawane, ale na kupienie majętności jakiej zachowywane były." Powiedziałem wyżej, że panny Brygidki osiadły w Warszawie blisko kościołka ś. Trójcy. Kościołek ten w mur pruski stawiany, istnął już od dawna i był kollucyi magistratu starej Warszawy, który tym zakonnicom pozwolił w nim odprawiać nabożeństwo. W 16. wieku Jan Figura, obywatel warszawski fundował w nim ołtarz jeden, uposażył go, a przy tak uposażonym ustanowiono kapelana. Było to więc beneficium duchowne, którego zakonnice tak łatwo zająć nie mogły, a jednakże kościołek ś. Trójcy był im nieodzownie potrzebnym. Aby go więc posiąść uciekły się do protekcyi królowej Konstancyi, na której prośby magistrat starej Warszawy ustąpił Brygidkom kościołka Ś. Trójcy osobną ugodą, na mocy której nabożeństwo z tego kościołka, jego fundusze, aparaty, srebra i inne sprzęty kościelne przeniesiono do kościołka szpitalnego świetego Ducha, później zajętego przez XX. Paulinów. Ugodę tę potwierdził osobnym aktem w roku 1629 Maciej Łubieński naówczas biskup poznański. Dalsze losy i dzieje, klasztoru i kościoła panien Brygidek warszawskich nie są mi znajome; nie wiem także kiedy zgromadzenie to panien zakonnych w Warszawie zniesionem zostało. (Podobno w r. 1813). Jeszcze w r. 1804, kiedy Holsche swoją statystykę Prus południowych wydawał, istnęło i składało się z dziewięciu zakonnic. Gołębiowski w swojem opisaniu Warszawy powiada, że „kościół Brygidek pod tytułem ś. Trójcy był za panował ma Władysława IV. wystawiony około zbrojowni, a zatem zakonnice te musiały dawny ustąpiony im przez magistrat Warszawy kościołek ś. Trójcy znieść i w miejsce jego po roku 1630 nowy wystawić. W kościele panien Brygidek znajdowało się kilka nagrobków, których napisów przytoczyć nie umiem.

    Kościół  i klasztor XX. Dominikanów. pw. Św Jacka

    Obszerną i szczegółową wiadomość o zgromadzeniu XX. Dominikanów warszawskich i ich kościele znajdzie ciekawy czytelnik w dziele J. Bartoszewicza, ja nadmienię tu pokrótce o tem zgromadzeniu tylko to, com o niem wyczytał w Bzowskiego dziełach i w innych historiach zakonu xx. Dominikanów. Podług tedy narracyi Bzowskiego założycielem kościoła i klasztoru dominikańskiego w Warszawie był Wojciech Sękowski, prowincyał dominikański, którego pamięć uczcił mową pogrzebową, w łacińskim języku sławny mówca kościelny Dominikan Fabian Birkowski. W czerwcu 1603 r. zaczął Sękowski stawiać klasztor i kapliczk tymczasową za użebrane li rozmaitych ludzi pobożnych pieniądze. W tym samym roku w miesiącu listopadzie rzucono kamień wegielny, poświęcony przez Wawrzyńca Goślickiego ówczesnego biskupa poznańskiego pod nowy kościół, którego budowa ukończoną została w roku 1605 na ulicy Freta. Nową tę osadę XX. Dominikanów warszawskich uposażył Krzysztof Szymanorowski (sic) wsią Seroki, a pierwszym jej przeorem był sławny Abraham Bzowski. Ten sam Szymanowski opatrzył kościół w bogate sprzęty, a między innemi przepyszną i bardzo kosztowną monstrancją srebrną; Grzegorz zaś Badowski, obywatel warszawski, podarował kościołowi cudowny obraz ś. Jacka. Od samego początku hojnie opatrzony klasztor xx. Dominikanów warszawskich zaprowadził natychmiast w kościele swoim arcybractwo rożańcowe, do którego wpisało się mnóstwo osób płci obojej z najwyższych stanów i z pośród mieszczan warszawskich, i już w roku 1606 utrzymywał 36 księży, jednego lektora i kilku braciszków. Podług Nowowiejskiego (w dziele Phoenix) kościół i klasztor XX. Dominikanów stanął na gruncie dworku i ogrodu, blisko bramy nowomiejskiej położonych, a od familii Oczków przez zakonników nabytych za 2000 ówczesnych złotych polskich. Pobożny Zygmunt III. nowy ten klasztor w stolicy swojej obwarował przywilejem, w roku 1604 danym, tak zwaną nietykalnością (immunitas) kościelną, to jest, wyłączył wszelkie posiadłości jego miejskie, te które już miał i później mieć mógł, od juryzdykcyi i ciężarów miejskich. Dalsze dzieje tego klasztoru tak Nowowiejski przytacza. W roku 1606 wprowadzono do kościoła XX. Dominikanów w uroczystej processyi relikwie z rąk ś. Jacka. W roku 1610 otworzono w klasztorze ich nowicyat. W roku 1620 była w nim kongregacya Qjców (patrum, to jest starszyzny, przeorów, demnitorów i t. p.) pod przewodniwem magistra Damiana a Fonseca, kommissarza i wizytatora apostolskiego. W roku 1638 w miejsce pierwiastkowego drewnianego kościoła postawiono (albo raczej ukończono) murowny, a w roku 1639 z takiegoż materyału nowy klasztor. Na wzniesienie obydwóch gmachów przyłożyły się składki ludzi pobożnych. Kapituły w klasztorze warszawskim odprawiały sie w latach 1623, 16.30, 1690 i t. d. Przeorami tego klasztoru prócz Bzowskiego byli uczeni Dominikanie Jerzy Trebnic, Alan Bardziński , Piotr Drogoszewski , Królikowski i kilku innych. Tu mieszkali także Fabian Birkowski i Hyacynt Mijakowski. Podług Nowowiejskiego znajdują się (lub znajdowały) przy kościele XX. Dominikanów dwie kaplice, to jest: kaplica Radziejowskich, w której to był obraz cudowny Matki Boskiej Śnieżnej, darowany od Grzegorza Badowskiego, mieszczanina warszawskiego, i w której sklepach spoczywają niektórzy członkowie rodzin Radziejowskich i Sobieskich; i kaplica ś. Dominika. W kościele tym mają. się znajdować nagrobki Bieniewskich, Skulskich, Grabowskich, Krajewskich, Kostlewskich. O nagrobkach tych, przytoczonych przez Nowowiejskiego w roku 1752 już Gołębiowski nie wspomina. Natomiast mówi, że się tu znajdują nagrobki Aleksandra Polanowskiego, Adama Kotowskiego i żony jego, Kosińskiej i Kazimierza Baryczki. Napisów tych nagrobków nie miałem sposobności zdjąć. Dodać jeszcze muszę, że XX. Dominikani warszawscy posiadali znaczną bibliotekę, i że Jacek Baryczka Dominikan, z swojej ojcowizny (patrimonio) założył w klasztorze warszawskim swojej reguły, tak zwane studium foffnale, na wzór poznańskiego i lubelskiego.

    Kościół i klasztor XX. Franciszkanów pw. Św. Franciszka. Chcących poznać szczegółowo dzieje klasztoru XX. Franciszkanów warszawskich, odsełam do tylekroć wspomnianego wyżej dzieła p. Juliana Bartoszewicza i opisu klasztorów franciszkańskich w Polsce księdza Jakóba Piaseckiego, prowincyała Franciszkanów, umieszczonego w Pamietniku religijno-moralnym,. Sam nadmienięo tym klasztorze tylko to, com o nim wyczytał w  aktach biskupich poznańskich i w historyach zakonu franciszkańskiego w Polsce. Początek tego klasztoru był taki: Jakób Sosnowski, sekretarz królewski, przyjaźniąc się z Wicentym Skapitą, Franciszkanem, kapelanem królewskim, a poprzednio muzykiem królewskim, postanowił założyć klasztor XX. Franciszkanom w Warszawie. Na proźby jego i Wicentego Skapity Władysław IV. w roku 1645 zezwolił na usadowienie sie tych zakonników w stolicy, a Andrzej Szółdrski, ówczesny biskup poznański zezwolenie to królewskie potwierdził dnia 19. Maja 1646 roku. W tym samym czasie Zygmunt Wybranowski, stolnik warszawski, darował Franciszkanom dom swój, ogród, sad i plac przyległy, (1645 r.) na którym zakonnicy klasztor i kościół z drzewa za pomocą jałmużn ludzi pobożnych wznieśli. W czasie wojny szwedzkiej za panowania Jana Kazimierza kościół i klasztor Xx. Franciszkanów stały się łupem płomieni. Po pokoju oliwskim księża Franciszkani warszawscy odbudowali na nowo, ale w innem (podobno tam gdzie dziś stoją) miejscu, tak klasztor jako i kościół, obydwa gmachy z drzewa. Z cegły gmachy te postawili XX. Franciszkani dopiero w pierwszej połowie 18. wieku. Nowy z tego materyału kościół poświęcił w roku 1737 Stanisław Hozyusz ówczesny biskup powuński. Kościół ten stawiali Dominik Choni, Józef Fontana i syn jego Jakób architekci. Czy kościół ten zawiera w sobie jakowe pomniki, nie wiadomo mi. Jak przy wszystkich klasztornych kościołach franciszkańskich, tak i przy kościele tego zakonu w Warszawie było i zapewne jest jeszcze bractwo ś. Antoniego. W tym samym kościele Durini nuncyusz papieski odprawił solenne nabożeństwo z powodu wstąpienia na stolice apostolską Klemensa XIV. Na tym nabożeństwie znajdowali się między innymi kró1 Stanisław Poniatowski, Gabryel Podoski, arcybiskup gnieźnieński, Młodziejowski, biskup poznański, Ostrowski, biskup Massalski wileński, Giedroyc inflantski, Krysztof Szembek biskup uranopolski, proboszcz katedralny płocki, i mnóstwo wielkie dygnitarzy koronnych i litewskich tudzież szlachty. W klasztorze franciszkańskim w Warszawie był za panowania Augusta III gwardyanem Michał Halkiewicz, który wydał w Warszawie 1740 roku dzieło teologiczne pod tytułem Doctrinae sacrae i napisał żywoty uczonych franciszkanów polskich, których Wading w dziele swojem pominął. Dzieło to zostawił Halkiewicz w rękopiśmie, który może się znajduje jeszcze w bibliotece księży Franciszkanów warszawskich.

    20 kwietnia - 4 czerwiec 2006 r.



     
    @
    Layout i system zarządzania treścią wykonane przez: Lemon IT © 2005