<h1>Janusz Stankiewicz. Genealogia, przodkowie, badania genealogiczne, forum dyskusyjne</h1>Janusz Stankiewicz. Genealogia, przodkowie, badania genealogiczne, forum dyskusyjne<br><p><font size="7"><b>Stankiewicz</b> Genealogia</font>
Genealogia, przodkowie, badania genealogiczne, forum dyskusyjne

Przyjaciele - ich okiem i piórem

  • Zamek w Odrzykoniu: spojrzenie Ani
  • Odświeżanie pamięci
  • Ludzie i wydarzenia - "Wojna, która połączyła"
  • Zostają wspomnienia
  • Końskie w czasie okupacji
  • Wielcy zapomniani
  • Może ktoś wie ?
  • Zapiski Jana Forowicza
  • Życie partyzanckie - wspomnienia
  • Bliskie spotkania I stopnia
  • Jestem potomkiem hetmana wielkiego koronnego
  • Technikum Elektroniczno - Mechaniczne
  • Fantastyka w grafice młodych twórców
  • Stefan Kowalewicz - wspomnienie
  • Komorów - historia i dzień dzisiejszy
  • "Pamietnik Redaktora 1902 - 1985" Adam Grabowski - cz. 1
  • "Pamietnik Redaktora 1902 - 1985" Adam Grabowski - cz. 2
  • Józef Markowicz i jego rodzina w Komorowie
  • Kolejny 1 Września
  • Marysia
  • Wojenne losy Kresowiaka - Bronisław Adamowicz
  • Antoni Marceli Kostka 
  • Korzenie rodu Ejgierd
  • Zamyślenia katyńskie i wileńskie
  • Życie bez Ojca
  • Jan Siwiec
  • Był sobie człowiek
  • Eygierdowszczyzna
  • Wspomnienie o Walentym Nowaku
  • Śladami rodu Eygierd (Ejgierd )
  • Śladami rodu Eygierd (Ejgierd ) cz. 2
  • Zabytkowy Komorów
  • Zabytkowy Komorów cz. 2
  • Zabytkowy Komorów cz. 3
  • Komorów - suplementy


  • Winni przodkom, miastu i sobie


    Odświeżanie pamięci


    Kochamy pomniki, rocznice i jubileusze. Kochamy je święcić i... zapominać. Do drugich należy pierwszy kontakt Warszawy z KL Auschwitz, hitlerowskim obozem koncentracyjnym w Oświęcimiu. Kontakt nie za sprawą coraz straszliwszych wieści docierających do stolicy, lecz z mieszkańcami Warszawy niejako w roli głównej. Rok po roku w zapomnieniu mija dzień 14 sierpnia - gdy transport opuścił stolicę, mija świt 15 sierpnia, gdy bici i popędzani razami opuszczali TAM wagony. Nie za bardzo wiadomo, dla ilu była to ostatnia podróż w życiu, ale wiadomo, że dla wielu. Zetrzyjmy, choćby zacznijmy ścierać, choć trochę kurzu z tamtych kart historii. Ludzi i miasta. W nadziei, że przyczyni się to do szerzej zakrojonego odświeżania pamięci.

    Precyzja niszczenia


    Wspominał kiedyś na łamach adwokackiej, środowiskowej "Palestry" Stanisław Jagusz. Prawnik, doświadczony działacz społeczny i polityczny:

    - Na skutek przemęczenia spałem tej nocy z 11 na 12 lipca doskonale. Toteż nie mogłem się zbudzić mimo ostrych dźwięków dzwonka u drzwi frontowych i gwałtownego dobijania się. Obudził mnie ze snu dopiero głośny, przerażający ryk przy moim tapczanie::Aufstehen! Haende hoch!". Przede mną stało dwóch drabów ubranych po cywilnemu i jeden umundurowany gestapowiec. (...) Gdy przyjechaliśmy na ulicę Dzielną i ukazały się przed nami ponure mury więzienia zwanego popularnie Pawiakiem, szef gestapowców zapytał złośliwie, czy poznaję ten budynek. Oświadczyłem, że owszem - znany mi jest, i to dość dobrze. Na to gestapowiec dorzucił z ironią w głosie: "Ale bywał pan w nim w charakterze sędziego śledczego. Obecnie będzie pan tu przebywał jako więzień".

    Adwokat Tadeusz Rek:

    - Stało się to 12 lipca 1940 roku. Pora była wczesna, ledwie się rozwidniało... Dwaj gestapowcy z trupimi czaszkami i piszczelami na czapkach, z automatami gotowymi do strzału... Na ulicy czekało auto, obok wystraszony dozorca.

    Czyli - "brali z listy", planowo. O tej samej godzinie, wedle tego samego scenariusza. Około 70 warszawskich prawników. Ci, którzy przeżyli wspominali potem, że wiezieni pilnie obserwowali trasę. I oddychali z ulgą, gdy  orientowali się, że nie na Szucha ( siedziba Gestapo - już wtedy napawająca stolice strachem katownia - tam gdzie  dziś MEN), lecz "tylko" Pawiak... Ten na Dzielnej, gdzie  w ruinach dawnego więzienia ( hitlerowcy dbali, by zacierać ślady) jest dziś muzeum. Pouczające, skłaniające do pomyślenia o historii. I -sam widziałem- gromadnie nawiedzane także przez młodych, którzy wychodząc są jakby inni od tych, którzy weszli...

    Okupant planowo zabierał się do eliminowania ludzi, których uznawał za groźnych - bo mogą odgrywać przywódcze role w organizowaniu oporu? Zapewne tak, znany był scenariusz w tym względzie. Poznawała go nie tylko stolica, miało z tym do czynienia wiele okupowanych miast. Prawnicy jednak znaleźli się dodatkowo w specyficznej sytuacji. W połowie grudnia 1939 okupant rozwiązał Naczelną Radę Adwokacką, warszawska też pod przymusem przeszła do historii. Prawo okupacyjne zaczął stanowić wydział sprawiedliwości przy urzędzie gubernatora ( szef dr Gollert), hitlerowcy powołali komisarza do spraw "reorganizacji adwokatury" ( von Wendorff, były adwokat warszawski, Niemiec z pochodzenia)) i zaczęło się "prześwietlanie adwokatury". Żeby zachować pozory, powołano ciało doradcze zwane Beiratem. I oto, gdy okupant sam skreślił z listy adwokatów prawników pochodzenia żydowskiego i szukał w Beiracie poparcia dla tej decyzji:” Spośród 17 obecnych - napisał po latach adwokat Jan Gadomski - przeważająca większość, bo 14 wypowiedziała się negatywnie. Do tej większości należeli wszyscy adwokaci warszawscy". Za karę skreślono ich z listy adwokatów, pozostali dalej podlegali "weryfikacji" a w sumie był to ledwie początek odwetu na środowisku. Jagusz: " Jestem przekonany, że to właśnie dr Gollert przygotował materiały dla gestapo w celu pozbawienia wolności i zsyłki do obozy zagłady w Oświęcimiu kilkudziesięciu patriotycznie myślących polskich adwokatów.



    Jak Warszawa poznawała Auschwitz


    Relacje z 14 sierpnia. Są zgodne. Rankiem wywołani imiennie na dziedziniec Pawiaka  47 prawników z blisko 70 aresztowanych w lipcu. Skromne paczki "na drogę" przygotowane przez "Patronat". Grupa ciż rosnąca o dołączanych więźniów. Wjeżdża kilkanaście "bud" - bicie kolbami, ładowanie. Ruszyli przez uśpione jeszcze miasto konwojem eskortowanym przez uzbrojonych motocyklistów. Na Dworcu Towarowym skład wagonów, tzw. bydlęcych. Już załadowanych ludźmi.

    Jagusz:

    - Tylko przez szpary w drzwiach mogliśmy oglądać z trudem nazwy mijanych dworców kolejowych. Pod wieczór zauważyliśmy w oddali wieżę Sanktuarium Najświętszej Panny Marii w Częstochowie... Nadal nie wiedzieliśmy, dokąd podąża nasz transport...15 sierpnia o brzasku zauważyliśmy podczas dłuższego postoju na dworcu w Oświęcimiu napis w języku niemieckim AUSCHWITZ. Nie przewidywaliśmy wówczas, że słowo Auschwitz oznaczać będzie wkrótce dla całego świata największy obóz zagłady, jaki zbudowali hitlerowscy zbrodniarze.

    Prawników  było w pierwszym w pierwszym warszawskim transporcie 47. Ignacy Chabielski, Józef Chaciński, Wincenty Herdin, Apolinary Kostro, cytowani już Stanisław Jagusz  i Tadeusz Rek, Wacław Lipka-Dukalik, Tadeusz Oberbek, Tadeusz Mikołaj Lewandowski, Henryk Świątkowski, inni. Z owych 47 - 27 zostało w KL Auschwitz na zawsze. Po latach czasem trudno nawet ustalić indywidualne losy. Czasem nawet  numery obozowe i dokładne daty oraz okoliczności pożegnania ze światem. Wiele dokumentów spłonęło wraz z powstańczą Warszawą, o zniszczenie wielu zadbali oprawcy. Niżej podpisany nie zna np. numeru obozowego Ojca, który ( w grupie  prawników znalazł się w pierwszym transporcie do KL Auschwitz. Zachowało się zdjęcie zrobione miesiąc przed aresztowaniem, może jeszcze żyje ktoś, kto pamięta…



    Z ulicy - do obozu


    W pierwszym transporcie było jeszcze 1153 mężczyzn. Przeważnie młodych, z ulicznej łapanki. Kilka lat temu rozmawiałem z panem Kazimierzem Gałązkiewiczem w jego mieszkaniu przy Barcelońskiej. Przez kilka godzin znów był obozowym numerem 2190 Zachowałem tę opowieść na taśmie magnetofonowej. Wraz z odśpiewanym po niemiecku  Marszu Oświęcimia, który musieli w obozie śpiewać pod batutą stawianego na beczce Adama Wysockiego, ze sławnego w międzywojniu chóru Dana. Słuchałem opowieści jak młody człowiek wraz z innymi walczył o przetrwanie, jak w starszym współwięźniu poznał sławnego aktora Stefana Jaracza, którego podziwiał, gdy z wycieczką szkolną odwiedzał teatr, jak dziś, gdy przechodzi ulicą Jaracza na Powiślu wracają tamte wspomnienia.

    Pan Kazimierz 12 sierpnia miał 18 i pół roku i chodził do drugiej licealnej, co jak na tramwajarską rodzinę nie było byle czym. Ojciec zginął podczas oblężenia Warszawy we  Wrześniu 1939, więc chłopakowi wypadło być głową domu. Jechał "9" do ratusza, koło Nowego Światu tramwaj zwolnił i rozległy się okrzyki: "łapanka". Aresztowania i rozstrzeliwania już Warszawa znała, łapanki na taką skalę dopiero poznawała. Ucieczka do bram, wyczekiwanie spokoju i powrót pieszo do domu. Że niby pieszo bezpieczniej, z tramwaju trudniej uciec. Jeszcze na Brackiej wydawało się, że jest bezpiecznie, a tu "Halt!", groźba strzału, jeszcze próba ucieczki w stronę placu Trzech Krzyży, ale na wysokości dzisiejszej poczty - kapitulacja. Zatrzymanych zwożono na tereny ujeżdżalni przy Szwoleżerów. -- - -- Każdy - jak stał. Dozorca z miotłą, tramwajarz w mundurze, listonosz z torbą."

    Potem była selekcja i transport. "Był wśród nas chłopak, który handlował przed Pocztą Główną pocztówkami i papierem listowym. Też go wzięli jak stał. Zaczęliśmy pisać pocztówki i wyrzucać przez zadrutowane okienka. Ja też. Kochana Mamo, zatrzymali nas. Wiozą w niewiadomym kierunku... Wiadomość doszła do Warszawy.... Już po drodze mój wagon przeżył śmierć. Było wielu młodych zuchów. Otworzyli okienka i postanowili uciekać. Niestety, nie, gdy pociąg jechał przez las, ale przez otwarte pola. Trzech zastrzelili w biegu, czwartemu kazali uklęknąć i strzelili w głowę. Zorientowali się, z którego wagonu ucieczka, kazali wysiadać i ogłosili, że za opóźnienie pociągu będzie kara, i co dziesiąty ma być rozstrzelany. Na szczęście, potem ktoś wyższy rangą to odwołał. Zabitych wrzucono do wagonu, żywi resztę drogi odbyli na stojąco.



    Pomóżmy pamięci!


    14 sierpnia odprawiono z Warszawy pierwszy transport do KL Auschwitz. W obozie znalazł się 15 rano. Z Pawiaka wywieziono w nim 513 więźniów dołączono do nich 1153 z łapanek ulicznych. W obozie warszawiacy otrzymali numery 1513- 1899 i 1901- 3179. W transporcie znaleźli się m.in. adwokaci, lekarze, oficerowie, harcerze, członkowie BKS Skra, księża, działacze społeczni i polityczni. m.in. w grupie wywiezionych z Pawiaka byli: Aleksander Iżycki - stary działacz ludowy, Stanisław Gieysztor - komendant straży ogniowej, dr Konrad Okólski - dyrektor szpitala Dzieciątka Jezus.

    Przypominając zarys tamtych dni, równocześnie apeluję o informacje i dokumenty pozwalające uczynić wiedzę Warszawy o pierwszym transporcie bogatszą. Są zapewne jeszcze nieznane szerszemu ogółowi dokumenty w archiwach środowiskowych - Izby Adwokackiej, Izby Lekarskiej, w Episkopacie, w ZHP. Może są ślady "poniemieckie" w zachowanych dokumentach gestapo, Pawiaka. Może zachowały się w zasobach domowych, które wprawdzie przetrzebiły dni Powstania i wypędzenia warszawiaków z ich miasta, ale może coś jednak zostało w zapiskach wspomnień ojców i dziadków.  Ogłośmy wreszcie wielkie poszukiwanie. Warszawa jest to winna swojej historii. Jesteśmy to winni sami  sobie.


                                                                                         Andrzej Lewandowski



    Suplement

    Idąc śladem tematu Pawiak- KL Auschwitz trafiłem w wiele miejsc. Do Pana Profesora Władysława Bartoszewskiego – z pytaniem o materiały źródłowe oraz informacją o moich skromnych zasobach. Stara szkoła dobrego wychowania- na mail odpowiedział mailem; nie pomógł, ale wiem, że mój list czytał, bo powiadomił mnie, że bazował na tych samych źródłach oraz wspomnieniach osób, które znał osobiście. Napisałem też do urzędującego wówczas Prezydenta Warszawy, Że rocznica ważna, że dziwnie zapomniana, że warto i trzeba pamięć odkurzyć. Do tego, że wpisze się to w głoszenie przez Prezydenta szacunku dla bohaterskiej i dramatycznej historii. Do tego myślałem, że prawnik pomyśli choćby o osobistym długu wobec kawałka prawniczej tradycji. Otrzymałem pokwitowania przekazania listu i… zero reakcji. Ani czynem, ani słowem… Dwie osobistości- dwie reakcje…




    20 wrzesień 2006 r.
    @
    Layout i system zarządzania treścią wykonane przez: Lemon IT © 2005