Przyjaciele - ich okiem i piórem "2"

Wiersze Bożeny Dobaczewskiej
z domu Składzińska
Członek Związku Szlachty Polskiej Kresów Wschodnich
Wszelkie prawa do publikacji - zastrzeżone
Zapraszamy do wysnucia refleksji dotyczącej twórczości Pani Bożeny na forum FORGEN - LINK
Dedykuję swoim przodkom Stefanii Pstrokońskiej i Michałowi Karyory {emu }
* * * * * *
W dniu 7 listopada 2009 r. odznaczona od Związku Szlachty Polskiej KW.
" Złoty Krzyż Szlachecki Orderu Świętego Stanisława wraz mężem.
Za szlachetność serca względem ludzi słabych oraz umacnianie idei szlacheckiej - szlachectwo zobowiązuje "
* * * * * *
Podziękowanie Prezydenta Miasta Płocka dla Pani Bożeny Dobaczewskiej za całokształt działaności ..
* * * * * *
List do P. Dobaczewskiej w imieniu Pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego z kancelarii prezydenckiej o takiej treści:
Zastępca Dyrektora
Zespołu Obsługi Organizacyjnej Prezydenta
Jakub Marcin OparaWarszawa 5 pazdziernika 2009roku
Pani Bożena Dobaczewska
Szanowna Pani
w imieniu Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej Pana Lecha Kaczyńskiego serdecznie dziękuję za pełen życzliwości list i opatrzone dedykacją Prezsłania " Aby ocalić od zapomnienia "
Publikacja ukazująca losy Pani Rodziny, zostala przekazana do Biblioteki Prezydenckiej .
Proszę przyjąć wyrazy szacunku oraz życzenia wielu sił twórczych.
Z poważaniem
podpis
* * * * * *
Kilka rodzinnych zdjęć przodków ze strony Składzińskich i Karyory.

Rodzina Składzińskich

Lucjan senior i Zofia Sładzińscy z d. Karyory z dziećmi Rodzinny dom Sładzińskich

Rodzina Składzińskich Siostry Lucjana Składzińskiego seniora
Przeszłość
Przeszłość - to stary dom nocą
Lampy rzucające cienie
Skrzypienie okiennicy jakiś szelest
Jakby - przodków westchnienie
W muślin firan czas wtulony
Powiew - jakby ukłon śle
Wejdż - natchnij nutką czułości
Książki obrazy kurzem powleczone
Płatek róży w albumie zasuszony - jakby
Zalękniony przed okiem przyszłości
Wiatr kuszącym szeptem zaprasza
Czytaj oglądaj wzrokiem zaciekawionym
One nauczą cię miłości
Wskażą - jak kierować rozumem
Te szepty w myślach wirują
Ciągle coś wspominają zapisują
Bo przeszłość to rodu dzieje
To czas radości wzniosłych zrywów - łez
Korzenie własnej tożsamości też
TO testament rodzący nadzieję dla pokolenia co
Wzrastać będzie w nowej rzeczywistości
Z tradycjami swoje Rodu
I wyznawanych przez nich wartości
* * * * *
Być strażnikiem rodzinnej pamięciByć strażnikiem rodzinnej pamięci
I - to wszystko w kufrze zamknąć
Przez czas kurzem otulonym
Nie ważne czy rodzina jest tu ze mną
Cy rozjechała się w różne świata strony
Tej rodziny pragnę każdy dzień zachować zatrzymać
Na jakiejś kartce niech będzie o niej zapisane
A z nią cienie smutku i wesołe szczebiotanie
I że raz miłość czyniła z nich istoty wrażliwe
Pełą szczęścia co mogło być żródłem radości
Innym razem ta miłość sprawiała ból
Raniąc duszę brakiem odpowiedzialności
Czasem - ktoś niecny zapragnął uczuciem manipulować
Posuwać się do okrucieństwa do podłego słowa.
Rodzina - to szeroki horyzont myślowy
Często pojawiały się w niej mądre i zdolne głowy
Bywało że jedno słowo potrafiło lawinę spowodować
Matka pragnęła temu sprostać czasem coś zatuszować
Bo w jej oczach bywa wszystko proste
Powiadała - żal wyrzuć lub do kufra schowaj
Rodzina jak wszędzie w swych trybach się kreci obraca
Niby w sieciach zawiłych - tak jak ciężka praca
A czas - jak dym inspiruje lub nas straszy
Czas - jest drugą po miłości wartością prawdziwą
Nie zdobywa go się umiejętnościami
Tylko los może nam go ofiarować - w darze
Zamknijcie przesłania moje w kufrze lub w komorze
Niech ani czas ani dym ich nie rozwiewa
Proszę w pokorze
Czytając je - w waszych sercach niech raz coś łka a raz niech coś w nich śpiew
* * * * *
Protoplastą naszym jesteś
Z legionami cesarza Napoleona przybyłeś
Swoją grecką Ojczyznę
Z jarzma tureckiego budziłeś
Walcząc dzielnie-
Męstwo twoje krwią oblewane
Medalami było nagradzane
Bratem Polaków stać się pragnąłeś
Za żonę naszą praprababkę pojąłeś
Poświęcałeś życie swojej i jej Ojczyżnie
W wojennej poniewierce
Przez resztę dni w twoim greckim sercu
Biło także polskie serce
Nie mogłeś ujrzeć Matki siwego włosa
Siostry uśmiechniętego lica
Miłość do kobiety i słusznej sprawy
Trzymały cię - tu
Niczym zarzucona kotwica
Wspomnienia były wielką twoją krwawą blizną
Miałeś je zawsze w sercu
Wołając w skrytości duszy
O Grecjo moja Ojczyzno !
My potomkowie dumni z czynów
Prapradziada takiego
Myślą czułą hołd składamy
I - zawiadamiamy że
Wolną Ojczyznę już mamy
Gorącym sercem twój stary ród - tam w Grecji
Z nostalgią wspominamy
Bo wiemy że jest on naszymi korzeniamiDedykuję swojemu prapradziadowi Michałowi Karyory {emu }
* * * * *Różo srebrna
Różo srebrna kurzem przez czas powleczona
Na wyblakłym polu czerwonym
Złotem zaśniedziałym okolona
Jakby - taka zapomniana porzucona
Kiedyś byłaś symbolem rodu
Srebrem szczerym błyszczałaś
Nad dramatem Ojczyzny często bolałaś
To co dla ciebie było chlubą wzorem
Zostało pogrzebane zapomniane
Często wyśmiewane !
Powróć w domowe progi
My -- następne pokolenia prosimy
Ale powróć w blasku srebra
Na jaskrawym polu purpurowym
Złotem szczerym opleciona
Boś ty naszego rodu - wizytówką
Dowodem tożsamości naszej
Autentyczna i nie zmyślonaDedykuję mojej prababce Stefanii Pstrokońskiej
* * * * *
Budujcie domyBudujcie młodzi domy piękne i wspaniałe
Takie jak były dawniej
Kiedy nasze babcie były małe
Gdzie w fotelu zasiądzie
Babcia z koszyczkiem z robótką
Dziadek zapali fajkę i wnukom opowie bajkę
śpiewając polskie pieśni
Co każdy Polak zna
" Nie rzucim ziemi skąd nasz ród "
Wnuczek powie wiersz
" Kto ty jesteś? Polak mały ! "
Wnuczka zaśpiewa dzwięcznym głosem
"Boże coś Polskę przez calutkie wieki "
A wszyscy gromko zawtórują
Mając na twarzy wypieki
Będziecie mówić jak nasi dziadowie i babcie
Obcymi językami
Bo to normalne jest w narodzie
Gdzie kultura i sztuka z człowiekiem jest w zgodzie
Będziecie przyrządzać polskie potrawy ale
Smakować inne również
Dla zabawy i łechtania podniebienia
Dla oceniania i porównywania
Mimo komputerów i wszelkich nowości
Stójcie młodzi na straży polskich wartości
Chłońcie to wszystko co dobre i wspaniałe
Na polską chwałę !
* * * * *
Wizerunki przodkówWizerunki przodków
Jakby strażnicy przeszłości drążą myśli moje
A - ich szept w szeleście liści w oddechu ścian
Słyszę niby polecenia wydawane
Przodkowie mili
Nie martwcie się o przyszłe pokolenia
Potomkowie wiedzą że walczyliście
O Polskę szczęśliwą -
Znają wasze marzenia
Zapamiętali że ocieraliście łżę żyjąc w upodleniu
Bo duma godność wasza była w zapomnieniu
Ale wiele się zmienia !
Wasze poświęcenia są bardziej doceniane
Nawet takim jak wy - honory są oddawane !
Ale ci co obcej ziemi służyli
Patriotami nazywać się ośmielili
Wyćwiczyli znak krzyża medalami piersi obwiesili
Obyście w swych szeptach się nie mylili
Niech Naród patrzy i obserwuje
Czy słowo honor zaowocuje
* * * * *
Twarze na fotografiiPrzyjrzyjcie się !
Przyjrzyjcie się tym twarzom na fotografii
Czy będzie wam ciężko żyć z myślami że
Tych co was kochali nie ma już z wami ?
Nie ujrzycie już uśmiechem rozjaśnionych twarzy
Cieszących się waszymi sukcesami
W ięc - niech odrobina żaru miłości wleje w wasze serca
Trochę troski trochę czułości
Bo czas ucieka !
A - wy bawicie się w życie
Nie zauważając bliskiego wam człowieka!
Niech wasze serca owiane chłodem wiecznym
Rozgrzeje garść promieni słonecznych
Niech przepędzi wiatr złego chochlika szydzenie
Z uczuć tak prawych jak - czułość i troska
Bo będą wasze serca i sumienia obijać się
Niczym kamienie o myśli
I nie pozwolą żyć w spokoju
I nic już nie pomoże że patrzycie na te fotografie
Pozostanie tylko żal !
Może z biegiem lat zrozumiecie że
Największą cenę ma miłość
* * * * *
Nie zapomnieć o przeszłościZa oknem noc nie mogę spać
Tak samo jak byłam młoda
Budziłam się i rozmyślałam o przeszłości
Ułożę mozaikę z ułamków, z rozbitych całości
I ocalałych listów i zasłyszanych słów
Czy uda mi się z tych skrawków odtworzyć
Prawdziwy obraz przeszłości ?
Wywołane z niepamięci fakty są
Jak rozsypane koraliki
Choć nieraz kłuły wspomnienia
Jakimś zatrutym kolcem
Pragnę pomimo to
Zatrzymać je i uporządkować
Wywołać z mroków młodości chwile których
Nie chciałam za nic utracić
Więc powiążę te wspomnienia
Jak te koraliki w różne całości
Abym nie mogła zapomnieć nigdy o przeszłości
* * * * *
Byłeś legionistą ułanem
Ojcze kochany
Myślę o twoim życiu dawnym i wspaniałym
Wśród inteligentnej rodziny dostojnej i prawej
Grającej na fortepianie okarynie skrzypcach
Lubiącej poezję i kulturalną zabawę
Pamiętam twe słowa i opowiadań wiele
Jak byleś z braćmi i swoim kolegą
Zołnierzem dzielnym
Legionistą - ułanem sprawie wierny
Dostawaliście wilcze bilety
Za strajki w szkole aby
Wnuki i ich dzieci
Strzegły języka ojczystego
Tak jak ty z braćmi siostrą i swoim kolegą
Bóg pozwolił wam z rodzinami zwycięstwo świętować
Ale i uklęknąć nad mogiłami tych co
Usłyszeli też ten zew
Na bój na krew !
Lecz oni nie podnieśli się z pola boju
Spią w mogile w spokoju
Tylko wierzby nad nimi szumią
I - deszczem niby łzami płacząDedykuję mojemu Ojcu , jego braciom i tym , którzy walczyli w pierwszej Wojnie Swiatowej
* * * * *Czy zapomnieć?
Zapomnieć - o Powstaniu Warszawskim
To może
Człowiek pozbawiony serca
Nieczuły na
Zło cierpienia na poświęcenia
A poświęcali się wszyscy
Starzy młodzi i dzieci
Nad ich mogiłami
Już tylko słońce i księżyc zaświeci
O tych co walczyli o tych co ginęli
Nieomal wszyscy już zapomnieli
O godzinie " W " stoją
Ci co walczyli i żyją jeszcze
Walczyli o wolność twoją i moją
O to co nazywali słuszną sprawą
Nie pora na mędrkowanie
Na krytykę i zastanawianie
Pomyśl - o zawierusze i huraganie
Co twojemu dobytkowi i rodzinie zagraża
Zawieś flagę biało-czerwoną !
Taki dzień się nie powtarza
O walce i poświęceniu warszawiaków
Pamięta niewielu
Stań na baczność !
O godzinie " W " ze swoimi bliskimi
I zapamiętaj tę godzinę przyjacielu.
Dedykuję kuzynom , którzy walczyli w Armii Krajowej
* * * * *W pięćdziesiątym szóstym
W piędziesiątym szóstym
Moje serce nie wiedziało że
Los mnie splecie z miastem które
Tyle krwi wylało
Robotnicy domagali się chleba godności
Dla okupanta -
Potrzeba wolności człowieczeństwo to
Kategoria słabości -
Ta godność podeptana
Podniosła zaciśnięte pięści wysoko !
że nie wolno szydzić z polskiego Narodu
Flaga biało-czerwona krwią obryzgana
Jakby krzyczeć chciała
Dość - jażma sowieckiego które
Butą czołgami kolbą zaczęło karki zginać
Nie wolno nam zapominać że
Kule które się posypały nadziei zastrzelić
Nie zdołały !
Wszyscy Polacy pamietać mają
Krew łzy groby zbeszczeszczone
Przez tyle lat krzywdy przemilczane
Nie rozliczone !!!
Lecz Naród budzi się już świętuje
Pamięć tych co o wolną Polskę walczyli - szanuje !
Bo dzięki ich ciałom co były czołgami miażdżone
I - krwią zakrzepłą oblepione
Wolność mamy !!!
Jestem dumna że los rzucił mnie do Poznania
Do miasta tego
Podziw szacunek do patriotów piersi rozpiera że
Wybrali zamiast życia śmierć z ręki - kata
Uznajemy was każdego za swojego brata rodaka
I prawego bohatera PolakaDedykuję pamięci wydarzeń w Poznaniu w czerwcu 1956 roku* * * * *Katyń
Rosjanie - nazywacie się jak my Słowianie
Naród nasz i wasz
Poznał czym są krew i łzy
Cierpieliście - wy
Cierpieliśmy - my
Znacie nasze prośby błagania
O uznanie ludobójstwa na naszych braciach
Jest to nasza narodowa rana
W waszej ziemi leżą nasi oficerowie
Kwiat polskiej inteligencji
Czy wiedząc o tym sumienie was nie dręczy
Czy ten czyn był honorowy
Jak oficerom strzelano w tył głowy ?
Bliscy cierpią płaczą że ich nigdy nie zobaczą
Niech Polak i Rosjanin żyje w zgodzie
Niech zagości przyjażń i spokój
W waszym i naszym Narodzie
Las i tak będzie opowiadać
Jaka tu zbrodnia miejsce miała
Pamięć o tym będzie zawsze trwać
My - Polacy musimy domagać się prawdy która
Była i jest ukryta
Zakończmy sprawę Katynia !!!
Ząda i prosi was Rosjanie
Cały Naród polski prosi Rzeczpospolita
* * * * *Solidarność
Najpierw nas Niemiec zniewolił
życie w piekło zamienił
Bolszewik podstępem zniewagą
Karmił pół wieku pokolenia
Bóg nam dał w darze z charyzmą papieża Polaka
On nam kazał wysoko podnieść głowy
"Solidarność " powstała zrywem narodowym zrodzona
Jego słowa w czyn zmieniała
Nie siłą lecz rozumem zwyciężyć wroga miała
I - zwyciężył Naród polski
Obłudny " przyjaciel " bolszewik został wyproszony
Ale to zwycięstwo nie jest sukcesem zakończone
Następne pokolenia dużo pracy mają
Rozliczyć muszą -
Cwaniaków złodziei zdrajców sprzedawczyków w kraju
Niech mądrością i wartościami które przodkowie przekazali
Pokonają te przeszkody
Papież Polak przekazał to zadanie
Więc rozwińcie skrzydła niczym Orzeł Biały
I zbudujcie Ojczyznę dla wszystkich rodaków
Piękną sytą bogatą polscy patrioci młodzi
A duch Ojca Swiętego niech strzeże aby
Nikt w tym dziele wam nie przeszkodził.
* * * * *Walczyliśmy
Mówię do ciebie kolego miły
Czemu te waśnie
Jeszcze się nie skończyły
Walczyliśmy ramię w ramię
My Polacy aby Naród był wolny
Aby nie było biedy iłez
Aby każdy młody i stary
Teraz i potem byl szczęśliwy też
Elity - co sprawują władzę
Zyją jak książęta !!
Dlaczego o Narodzie nikt nie pamięta ?
Oddawaliśmy kolego życie i krew
Aby Polska byla wolna !
Aby nikt nie umierał z głodu
Aby każdy poczuł się zadowolony
Aby każdy mógł być dumny
Ze swojej Ojczyzny
Patrząc w różne świata strony
Tak było kolego gdy byliśmy młodzi
Pragnę aby każdy wiedział
Ze walcząc o Polskę wolna
Nikomu nie chcieliśmy sprawić zawodu
* * * * *Przebaczą ale czy zapomną ?
Zyłeś na tej polskiej ziemi
Nazywałeś ją Ojczyzną
Jednak częściej " tym krajem " pewnie
Miałeś sukcesy zawodowe talony przywileje
Ktoś teraz może szydzić gardzić tobą
Nawet się śmieje bo
Swiadomie stałeś się donosicielem
Będąc rządny władzy pieniędzy sławy
Jak Judasz srebrników
Czy tak postępuje ktoś - prawy ?
Wiedziałeś że los wielu Polaków
Były krwią okupione
Całe rodziny upokarzane niszczone
Ale zdradą się nie skalały
Przeliczyłeś się myśląc że
Przywileje będą wiecznie trwały
Czy twoje sumienie cię nie dręczy ?
Czy te lata obłudy nie były stracone ?
Czy ta małość twych czynów cię nie przeraża?
Zyjąc wśród bliskich mając dwie twarze ?
Tak myślę sobie że
Może zapomną jak się dowiedzą
Ale nie przebaczy ci tego żaden porządny człowiek.
* * * * *Stan wojenny
Narodzie polski uczestnicz w moralnej odnowie
Rozlicz się z komunizmem
Ze "Stanem Wojennym " wprowadzonym wbrew Narodowi
Ten system co trwał
W skali globalnej był niewydolny bo
Komuniści rządni władzy
Stołki wygodne między siebie rozdzielali
Za przyzwoleniem sowieckiego okupanta
Polskę rozkradali
Część społeczeństwa broni PRL-u
Daje przyzwolenie na kłamstwo !
Czyżby wtedy mieli większe korzyści i przywileje ?
A może amnezję mają ?
Jeśli o wielu sprawach zapominają
Nie staliśmy się bogatsi lecz
Potłuczeni pozbawieni marzeń zgoszkniali
Najwybitniejsi rodacy w jedną stronę bilet dostawali
Bici więzieni polscy patrioci
Katom nie ulegali !!!
Choć rodziny własne na szykany i prześladowania narażali.
To była walka o niezależną Polskę
Zrozumcie Polacy !
Stanu wojennego są dwa wymiary
Martyrologiczny i heroiczny.
Generale - twoi bliscy na Sybir zostali zesłani
A ty Ojczyznę rzuciłeś na kolana
Cyżby dla sławy ?
Czy okupant sowiecki był ci bliższy
Za co dostawałeś od niego odznaczenia najwyższe?
Ojciec święty Polak prawy wskazywał właściwą drogę
Abyś nie zapominał o tożsamości narodowej
To nieprawda że groziła nam wojna domowa
To wy komuniści baliście się o własne głowy
Sami żyjąc w luksusie jako sługusy
Czyż byśmy się mylili że ci co nas okupowali
To wami gardzili ?
Nastał już czas pokuty i rozliczeń
Staliście się wyrzutem Narodu polskiego
Należy o tym głośno krzyczeć każdego grudnia trzynastego
Generale nie możesz nosić tych odznaczeń
Nawet ze względu na tych - co zginęli
Bo oni ci niczego nie wybaczą
Masz na rękach cierpienie i łzy matek ojców sióstr braci
Narodzie - musimy ich rozliczyć bo
Historia nam nie wybaczy nie wybaczą ci wszyscy
Co przyjdą na świat następni Polacy
Prawdziwą sprawiedliwością jest przeżyć to, co uczyniło się innym.
* * * * *Polsko kochana
O moja Ojczyzno Polsko kochana
Czemu ta ziemia przez tyle lat
Krwią i łzami się karmi
Czemu tyle sierot płacze od rana ?
Niej jedna matka marzy
Dla dziecka o kromce chleba
Ojciec syn żebrze o pracę
I woła do nieba
O pomstę o zlitowanie
Kiedy skończą to
Sprzedawanie i oszukiwanie
Polak chce pracy dostatku i wolności
Polak nie znosi kajdan i bezczelności
Chce czuć się panem we własnym kraju
A - politycy tylko gadają
Nie zapominajcie - wy!
Co na tych poselskich ławach zasiadacie
że ciężar odpowiedzialności
Wobec przyszłych pokoleń macie
* * * * *Europa Ojczyzn
Europa Ojczyzn - to wielkie słoqo
My - Polacy pragnęliśmy jej zjednoczenia
Ale warunek nasz - to
Zachować odrębność narodową
Kochamy swoje groby i przodków zasługi
Podstawą naszego bytu to rodziny wielopokoleniowe
Nie ma wtedy sierot nie ma łeż samotności
I nie zatraca się szacunku do etapu starości
Rodziny szkoły polskie media - muszą uczyć
Prawości roztropności i lojalności
A nie - rozwiązłości i beszczelności !
Historia - niech uczy prawdy
O całym systemie nieprawości
O krzywdach o łzach wylanych
O grobach zbezczeszczonych i nieznanych
Polacy nie chcą walczyć lecz pomagać
Aby każdy Naród dążył do niepodległości
Rodzina Ojczyzn to _
Inna flaga inne godło inna wiara i inna kultura
Musimy Polacy wszyscy stać za tym - murem !
Więc odsuńcie się wy
Przefarbowane lisy w wilczej skórze
Co macie na twarzy uśmiech i obłudę
Już nikt was nie słucha
Oddajcie ster rządów młodemu pokoleniu
Niech służą Polsce ku jej zadowoleniu
Boże daj szansę mojemu pragnieniu
* * * * *Ziemio ojczysta
Kto cię krytykuje ziemio ma ojczysta !
Chyba ten co nie rozumie
Czym jest miłość prawdziwa i czysta
Wiem - że są ziemie może piękniejsze
Ale nasza jest wyjątkowa
Przesiąknięta krwią ojców i dziadów
Cierpliwa na
Ciemiężców oprawców na zniewolenia
Konania na niej
I na wiele cierpienia
Moi rodacy dzielni i wspaniali
Nie dopuszczą do zapomnienia tego
Co w testamencie od kolebki
Przodkowie nam przekazywali
* * * * *Ojczyzno moja
Ojczyzno moja jedyna
Jak piękna bajka wyśniona
Nigdzie tak nie pachnie
Las kwiat ptak nie śpiewa
Nie ma nigdzie piękniejszego domu
Jak mój rodzony
A w nim
Czułych spracowanych rąk Matki
Ojca troskliwego spojrzenia
Nie ważne gdzie los mnie rzucał
Zawsze do ciebie wracałam
Bo tu jest ojciec matka siostra
Tu wzrastałam
Tu są rodzinne groby
Tu wierzby płaczą
Ja też będę szlochać gdy ich nie zobaczę
Z dumą będę mówić o godle że
To Orzeł Biały
A - Flaga moja jest biało- czerwona!
A - Ojczyzna moja to ta która z kolan wstała
Będę po polsku się modlić
I polskie pieśni śpiewała
O Ojczyżnie gdzie serce moje spocznie
* * * * *Tyś polska biało - czerwona
Flago biało- czerwona
Wisisz w moim domu
Taka samotna jakby zapomniana opuszczona
Mój Ojciec idąc bronić Ojczyzny
Miał na piersi ciebie schowaną
Nie lękał sie że nosić cię zakazano
Przecież twoja wolność
Zyciem niejednym i krwią była okupiona
A teraz wisisz samotnie ?
W innych krajach w święta narodowe
Od flag jest kolorowo
Bo flaga jest dumą narodową
Tylko wiatr tobą porusza
Jakby sam się wzruszał
Jakby cię do snu kołysał
Jakby twój szloch słyszał
Przepraszam cię fago biało - czerwona
Wstyd mi ze brakuje miejsca dla ciebie
Każdy Polak w święta narodowe
Powinien cię wieszać na miejscu honorowym
Boś ty polska biało - czerwona
Czcić cię powinien każdy Polak
Dotąd dopuki na wieki oczu nie zamknie
Dotąd dopuki nie skona
* * * * *Pamięci - Święta odzyskania niepodległości
Przytłoczona życia ciężarem postać pochylona
Pisze słowa w skupieniu zmyślona
Pamiętajcie dzieci i wnuki kochane
Ziemia mowa ojczysta i pamięć
Ma być najważniejszym dla was przesłaniem
Miłość do Ojczyzny i godność narodowa
To najważniejsze słowa
A bóg honor - do wolności prowadziły
Te słowa na sztandarach noszone dodawały siły
To wy młodzi decydujecie w jakich czasach żyć będziecie
Niech pamięć i krew przelana za suwerenny Kraj
Wam przypomina że największy skarb to
Ziemia pamięć mowa oraz duma narodowa którą
W sercach należy głęboko schować
* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *Pierścionek w muszelce
Najpierw życie wspólne kojarzyliśmy - z rajem
W słońcu uśmiech widzieliśmy
Ptaki w porannej radości były rozśpiewane
Księżyc mrugał do nas z ukrycia - obiecująco tajemniczo
Bo miłość zakwitała nam w sercach
W muszelce ukryty pierścionek klęcząc - dawałeś
I kwiaty co w ukłonie pąki rozchylały
W księżycowej poświacie pochyleni nad mostu balustradą
Szeptaliśmy zaklęcia tajemnicze łabędziom dwóm srebrnopiórym -które
W majestacie sunęły po wody błękicie
A matka natura łączyła je - jak nas
Na całe życie
Miłość - to największa potęga na ziemi
Pielęgnować podsycać ją należy drobnymi gestami
Krocząc niestrudzenie ramię w ramię i w siebie zapatrzeni
Z czasem - promienie zimnego słońca
W nasze serca zaglądają
Zmarszczki - jako znaczniki wspólnej wędrówki przez życie
Rzeżbią nam nowe rysy twarzy
Uczucia bledną ziębną powoli się zmieniają
Pozostaje przyjażń -
Rzeczywistość coraz częściej kłóci się z przywiązaniem
A i - fotografia ślubna też przypomina że
Na myśl należy odpowiadać myślą cierpliwie
To tajemnica dobrego dialogu -
Głos czasem potrafi kłamać
A słowa - nie zawsze przekazują myśli właściwe
Księżyc - w noc długą bezsenną mruga szyderczo niczym
Obojętny świadek ludzkich dramatów
Sekrety bywają często bolesne - pełne cieni
Jesień życia -
Bezlitośnie przynosi analizę i wspomnienia z minionych dni
Zadając pytanie -
Czy byliście dla siebie żródłem radości?
Czy łamaliście wzajemnie własne serca ?
Po wspólnie przeżytych latach - kiedy
Będziesz czuł pustkę i osamotnienie
To idż nad staw
Poszukaj srebrnopiórej łabędzicy
Może to będę - ja ?
Karm ją i mów do niej tak jak przed laty
Kiedy księżyc się uśmiechał dawałeś mi pierścionek
I pachniały kwiatyDedykuję mężowi Jurkowi
* * * * *
Róża
Byłaś różą czerwoną na łodydze z kolcami
Jakby broniącymi cię przed złem rękami
Byłaś najpierw pączkiem który powoli rozkwitał
A - jego płatki jak zdziwione oczy
Na świat piękny utoczy-
Na szum liści w śpiewie ptaków
Byłaś piękna tak jak wiosna
Czasem radosna
A - czasem oblana rosą poranną
Jakby łzą spływającą po twarzy
Którą ktoś zauważył
A czasem - nie
Słońce cię ogrzewało i wiatrem smagało
Targało łodygę
Niczym kibić dziewczyny wiotką i wspaniałą
Przestało grzać słóńce bo
Nastały jesienne miesiące
Gałązka jakby powoli usychała
Przestały bronić cię kolce
Chwiejesz się jak bezsilne ramiona
Czyżby z żalu ?
Czyś powiewem wiatru i jego chłodem osłabiona ?
Nie możesz różo isć w zapomnienie !
Więc zasuszę twe płatki czerwone
I - włożę do pudełeczka
I napiszę sercem żeś była różą
Nie stałaś w wazonie ale
Będziesz w mej pamięci
Jak napis wyryty w kamieniu
Piękna - która
Całe życie zamiast błyszczeć i olśniewać
W wazonie kryształowym i w słóńcu
Zyłaś w cieniu -
Wiatr będzie niósł o tobie
Zawodzącą pełną skargi pieśń
W przestworze
O tym o czym ty i ja wiesz
Czym jest cierpienie
* * * * *
Seledynowa wiosnaNie dziwi mnie twój zachwyt wiosną
Bo wiosna seledynowa młoda jest taka
Jak twoja młodość i twoja uroda
Swieża i pachnąca seledynowością
Dojrzeje w soczystą zieleń wnosząc w serca nadzieje
I składać będzie obietnice na dalsze życie
Wiosna dojrzewa staje się w kolorze zdecydowana
Tak jak ty z upływem czasu moja kochana
Słuchając świerszczy i słowików treli
W twoim ogrodzie -
Tak myślałam sobie że
Powoli będą barwy zmieniały na złote brązowe
Aż przestraszą nagością rzucane szarugą i wiatrem
Na różne strony
Jak - człowieka co nadziei został pozbawiony
Przeminie seledynowa i zielona wiosna
Nadejdzie nowa pora roku - lato
Będzie ogrody i pola malować różnymi barwami bogato
Młodość przemija i pory roku się zmieniają
Ale mądrość życiowa zawsze pozostaje
* * * * *Gorycz
Roznosisz z sobą tkliwość
Niczym pachnące woń bzy
A - przebyłaś nie łatwą drogę
Klęczałaś modliłaś się przez łzy
I wynurzałaś najskrytszą swą trwogę
Przed swoim stwórcą
Przed Bogiem -
Pomimo szczęścia radosnych chwil
I słońca co świeciło ci jasno
żal gorycz rozpacz i łzy
Nie pozwalały ci zasnąć
Patrzyłaś w bezkresną dal
Otwierając oczami bramy niebieskie
Prosiłaś stwórcę aby -
Skrócił ten żal serca łkanie
I - dał pozwolenie na kres tego zła
I - z nim rozstanie
Mimo przez życie ran ci zadawanych
Byłaś dobrocią prawością
A dla bliskich jedynie - miłością
Ogrzewałaś serca w potrzebie
Radę dawałaś na smutek duszy
Więc twój żal ta trwoga twoja
Na pewno nie każdego wzruszy
* * * * *Uczucia
Za oknem drzewa kołyszą konarami
Jakby drwiły z rozterek twoich i
W szeleście liści szepczą że
Uczucia są jak otwarta księga
Tylko czytać ją umieć trzeba
Zrozumieć jej sens
Miłość potrzebna jest aby żyć
Jak kawałek chleba
Miłości towarzyszą często
Bezgraniczne smutki i radości
Aby - nie było nudy i zazdrości
Pustej przyjemności romansu chwilka
Czerp siłę i moc ze wspólnej bliskości
Nie zapominając o wzajemnej trosce
Do prawdziwej miłości długa droga
Często wyboista i cierniami wysłana
Czasem ta osoba kochana
Potrzebuje wsparcia bo
Bolesne uczucia mogą być skrywane
Dramatem nazywane
Zastanawiasz się nagle - co zaistniało ?
Kim jest ten obcy człowiek co
Ciągle czyta gazetę i mówi mało
A rozmowa troskliwe spojrzenie
Może przerwać to milczenie
Bo miłość lubi gesty ale i słowa
Lubi śpiewać rzewnie
I - zatańczyć gdy melodię są grane
Czasem - miłość płacze z żalu
Bo wszystko powinno być uczuciem pisane
Dobra miłość nie pali - lecz buduje
A - przeżyte lata ją cementują
Z poczuciem odpowiedzialności
* * * * *
Wiosna
Nadchodzi wiosna
Piękna i radosna
Przyroda budzi się do życia
Rozkwitają pąki na drzewach
I kwiaty
Na łąkach w ogrodach
Budzi się dusza uśpiona
Taka inna
Jakby - młoda
Serce bić mocniej zaczyna
I łudzi się że
Nowe lepsze życie się rozpoczyna
Mąż spojrzy czulej
I dzieci bardziej pokochają
Wnuki przypomną sobie
O nas
I - może zapukają
Człowiek człowiekowi
Spojrzy przyjażniej w oczy
Rodziny przypomną że
Czas ucieka
A my
Wciąż jesteśmy od siebie
Z daleka
* * * * *Tęsknota
Dzień za dniem upływa
Noc za nocą goni
A - me serce za wami
łzy z tęsknoty roni
Czekam - czy ktoś zapuka
Czy może zadzwoni
Zrobi niespodziankę
Trzymając kwiatek w dłoni
Bez was tak tu cicho
Tak smutno stale
Kiedy byliście blisko mnie
Było wspaniale
Moja nagroda to wasze wychowanie
Bo - zasady i normy wam wpajane
Były i są - przez innych zauważane
Tak moje serce czuje
Z tęsknoty często płacze
Ale wierzę że za chwilę znowu
Was zobaczę
* * * * *Otworzysz kluczemOtworzysz kluczem drzwi
Przypomnisz sobie że
Byliśmy tu razem - ja i ty
Ze z radością zawsze me oczy cię witały
A - każde spojrzenie było prośbą błaganiem
O następne spotkanie
Może ta cisza - którą zastaniesz
Będzie krzykiem w rozterce
Bo zrozumiesz że dom jest tam
Gdzie bije zawsze troskliwe serce
Może wtedy załkasz zaszlochasz ?
Szept echa ci powie - że ta cisza
To ja która kocha
I dawała wszystkim dłonią
Kęs chleba
Myślami kołysała uśmiechem głaskała
Ta dłoń ścierała wam smutek z twarzy
Gestem czułym was żegnała
Ta dłoń dzieliła grosz - na trzy
Wszystko - co miała
Bo kochała !
Ta cisza tu - to całe moje życie
TO radość i łzy
* * * * *Będę cię zawsze kochała
Będę cię zawsze kochała
Piękną bogatą
Biedną - ze zranioną duszą twą
Zalęknioną opuszczoną
Może niedocenioną ?
z bliska i z daleka
Pamiętaj !
Zawsze czekam
Pokruszę swoje serce na kawałeczki
Na drobinki -
I - rzucać będę w ciebie
Jak słonecznym promykami
łkając będę Boga prosić
O szczęśliwe same chwile
O brak cierpienia w życiu twym
Każdy dzień niech będzie pasmem powodzenia
Kiedy przyjaciel okaże się wrogiem
Zapukaj do drzwi moich
Bez trwogi -
Nie ważne że ktoś cię porzuci
Zrani upokorzy -
Z serca swojego
Zrobię dla ciebie poduszeczkę przytulankę
A - zwątpienia otulę nutką niczym mgłą
I zanucę ci cichutko
Tę piosenkę którą szczęściem zwąDedykuję moim dzieciom i wnukom
* * * * *
Współczucie
Kiedy cierpienie doskwiera
Fałszywe współczucie jak
Niewygodny but uwiera
Tchórze krytykować zaczynają
Tego -
Co płaci za swoje słabości
Bo duszy wrażliwej ciężko jest
Znieść przezwyciężyć
Poczucie klęski -
Rozum nakazuje mieć
Wielki hart ducha
Ale ciało buntem odpowiada
Nie słucha -
Egoizmowi walkę wypowiada
Refleksji nad czynami oczekuje
A - serce złamane choć sklejone
Coraz częściej się buntuje
Nadzieja która zakwitała
W popiół się zmieniła
Krzyku duszy nikt nie słyszy
Dalej cierpi w ciszy
* * * * *
Natura
Natura jest Matką surową
Wie kiedy -
Karać kochać nagradzać
Szanuje prawdę -
Nie oszczędzi nikogo
Prymitywne natury
Stanem duszy się nie wzruszają
Bo -
Brak w nich prawych wartości
Nie czują lęku przed samotnością
Obnażanie duszy wymaga odwagi
Dla jednych jest to głupotą
Dla innych refleksją przestrogą
Natura i prawda
Krytyki się nie obawia
I na nią nie złości
Gniew -
Podobny jest do wiatru który
Swiatło rozumu gasi
Gdy rozsądek góruje
Krytyką nikt się nie przejmuje
Ani nią się nie przestraszy
* * * * *
Sztuka
Artysta tworząc niech nie zapomina że
Ignorancja to braki w rozumie
Twórcza praca -
Zamiast dzieło doskonalić
Zło może pomnażać
Swiadomie lub nieświadomie
Bo - to mądrość decyduje
Czy dzieło ma być dobrą jakością
Czy ma być jakąś wartością ?
Sztuka musi być prawdą !
Jeśli z fałszu wynika
Zamiast doskonalić
W błąd wprowadza użytkownika
Często rani godność
Człowieczeństwo obraża
Lepiej aby żaden artysta
Takich błędów nie powtarzał
Może błądzić poszukiwać
Ale i złe intencję skrywać
Sztuka -
Jest wytworem ludzkiej pracy
Swoim pięknem nie jednego wzbogaci
Twórczość -
Musi do dna duszy przenikać
Oglądającego użytkownika jak
I czytelnika
* * * * *
Poecie
Pod szatą skromną czasem ubogą
Możesz nagle ujrzeć to -
Czego nie widzą inni
Szlachetność duszy dobroć w sercu
Wrażliwość która wzrusza w wierszu
W ich czytaniu
Przekazując swe odczucia
W graniu w śpiewaniu
Zobaczyć możesz nagle -
Subtelnością zabarwione oczy
A - ich blask cię mile zaskoczy
Możesz w nich ujrzeć radości wiele
Ufność i szczerość intencji -
Możesz zapatrzyć się w przyszłość
W nich nad przeszłością zapłakać
Możesz nagle zrozumieć że
Cel twój jest krętymi ścieżkami
A - droga którą kroczysz to nie ta
Bo inaczej widzi i pisze każdy poeta
* * * * *
Nasz język
Istotną cechu etosu polskiego jest
Nasz język -
Pod wpływem doboru nieodpowiedniego
Osoby - co nie powinny zajmować tymi sprawami
Wypaczają i upraszczają naszą pisownię
Swoimi pomysłami -
Nasz język traci śpiewność i muzyczność
A - poetom nie pozwalają być
Indywidualnościami
Te zabiegi stają się śmieszne
A - i niebezpieczne zarazem
Bo działając konsekwentnie
Mogą zmienić ducha i charakter Narodu
Co powinno podlegać duchowej karze -
Tak oceniał to wielki mąż stanu
Pan Paderewski Polak wielce zasłużony
I bolał nad tym niezmiernie że
Jego język ukochany
Jest coraz bardziej poćwiartowany
* * * * *Troska
Ojcze w niebie - mam w sercu troskę
O Ojczyznę kochaną
O los naszych wnuków i dzieci
Słońce coraz smutniej świeci
Emeryci mają szare twarze
Młody martwi się czy ktoś go zauważy
Doceni - da szansę ?
Spójrz na rolnika twarz zatroskaną
O naszą ziemię kochaną
Robotnik w stoczni martwi się
O dzieci o rodzinę i żali
Za co kupi zeszyt
Co zrobi z domem co cały się wali
Pełno złodziei co Polskę grabią
I - Pozbawiają własności
Proszę Ojcze !
Daj siłę i zapał - wszystkim Polakom
Abyśmy zbudowali Ojczyznę wspaniałą
Pracując uczciwie i szczerze
Trwając ciągle w swojej wierze
Zbierając plony w trudzie i mozole
Młody człowiek - każdy !
Niech znajdzie miejsce w szkole
Miejmy swe tradycje i uczmy tego
Co sprawiedliwe i dobre jest dla każdego
* * * * *PRL - to jak żmija zgubiona
Znalezioną ledwie żywą
Podnosisz litując się
Kładziesz za pazuchę
I - ona w cieple ożywa
Nabiera sił coraz lepiej się czuje
I - znowu knuje !
Narodzie cały
Przemyśl to sobie !
Komunizm PRL - rozsiewał zło !
Wielu Polaków przez ten system
Jest w grobie !
Wiele talentów straconych
Wiele wspaniałych dzieł odkryć
Zaprzepaszczonych -
TO system kłamstwa i podłości
Nie żałuj Narodzie polski
Tej żmii -
Bo kiedy na nowo się odrodzi
Znów będzie kąsać będzie szkodzić
Zatruje ciało a mózg ogłupi
Krew i pot ludzki będzie wysysać
Miej cierpliwość poczekaj!
Nie ulegaj jej złudnej urodzie
Ja wierzę -
Przyjdzie czas że Naród polski - cały
Będzie żył w dobrobycie i w zgodzie
* * * * *
Kiedy ?
Czy doczekam się dnia że
Wszyscy Polacy ramię w ramię
Będą świętować niepodległości odzyskanie ?
A - wodza marszałka Piłsudskiego zasługi
Przez wszystkich rodaków będą pamiętane!
Kiedy cały Naród będzie wiedział -
Dlaczego flaga jest biało - czerwona ?
Dlaczego Orzeł Biały
Ma pole czerwienią wyścielone ?
I - dlaczego patrzy w tę a nie w inną stronę ?
Czy doczekam się chwili kiedy -
Flagi zatrzepoczą na każdym polskim domu
Kiedy z radością łezką w oku i zapałem
Wszyscy będą śpiewać patriotyczne pieśni
W hołdzie tym - co zginęli i tym co pozostali
Obudż sie polski Narodzie !
Rzeczpospolita cię woła
Rozbudżcie swoje sumienia myślenie które
Patriotyzmu są zaprzeczeniem
Ta Polska jest naszym wspólnym domem krajem ziemią
Ona nas karmi kocha - nie zdradza!
Te wartości wieki przetrwały
Spiewajmy polskie pieśni mając wiarę że
W nich jest siła naszego Narodu i naszej chwały
A - Orzeł Biały niech trzepocze na wietrze
Razem z flagą biało-czerwoną
Jako symbol męstwa honoru naszej dumy odrodzonej
Bo te pieśni ta flaga ten Orzeł Biały
Pozwalały przetrwać gorzkie lata
Po których ślady w sercach - do dziś pozostały !
W Europie mieszkaliśmy - zawsze !
Globalizacja różne imiona będzie miała
A - Polskę Ojczyznę jak Matkę - tylko jeną mamy
Musimy pielęgnować ją strzec aby
Pamięć o niej legendą się nie stała
A - wnuki nasze i ich dzieci na jej zgliszczach
Płakać nie musiały
* * * * *
Pragnienie
Pragnieniem moim jest posprzątać cały świat
A w nim - każdy dom
Aby w nich panował spokój porządek i ład
Aby gościło mądre przesłanie
Wielkiego myśliciela Papieża Polaka
Aby każdy na świcie nosił w sercu to
Ciągłe jego wołanie że -
Prawda sprawiedliwość miłość wolność to
Największe wartości w każdym Narodzie -
Słuchając tego co mówił pisał
Duma w nas narasta że
Tak mądry człowiek wywodził się
Z naszej polskiej ziemi - z ziemi Piasta
Pragnę ;
Aby każdy wsłuchując się w te mądre słowa
W których sens życia to -
Czysta myśl prawość w czynach twórcze działanie
Umacniać będzie wiarę w Narodów przetrwanie
To przesłanie -
" Niech zstąpi duch Twój i odnowi oblicze ziemi
Tej ziemi "
Na całym świecie - ateiści i wyznawcy każdej wiary
Ludzie wykształceni i ludzie prości
Słowa tego wielkiego Polaka-
Czcić powinni jako -
Symbol mądrości i dalekowzroczne świata postrzeganie* * * * *
Człowieczy los
Gdy zima topnieje
W śliczną wiosnę i wczesne lato
To tak jak nowa era by się zbliżała
Krew w żyłach szybciej krążyć zaczyna
A - dusza staje się w natchnienia bogata
Miłość i przyjażń rodząca się wiosną
Staje się wielką radością
Jak większość roślin -
Nie od razu się zakorzenia
Ale też szybko zakwita
A - potem rodzą się zwątpienia -
Przyjemnie wtedy marzyć
Pod osłoną starych sękatych drzew
Wdychać -
Ostre zaprawione zapachem mchu powietrze
Patrzyć =
Na przepiękny dywan z dzikich kwiatów
I sobie przypominać -
Jak w dzieciństwie Matka w święta
Za rękę brała i imieniem każdy kwiatek nazywała -
Gdyby można przebywać w tym łagodnym świetle
I karmić się przyrodą
Może zawsze byłabym = młodą ?
Bo choć słońce kłuło w oczy i grzało
To będzie się pamiętało te
Ptaki wyzwolone ze splątanych gałęzi
Co śpiewały w niebogłosy
W koło brzęczały pszczoły
Róże dzikie mocny zapach rozpylały
A - w dali gdzieś na wzgórzu przy kapliczce małej
Wiatr smętnie poruszał gałęziami srebrnej brzozy
W rogu cmentarza -
A - brzoza rosę jak łzy z gałęzi strząsała
Jak gdyby płakać jeszcze nie chciała
Nad człowieczym losem który zawsze się powtarza
* * * * *
Smutek zmienia się w ciszę
Jutro to data
Niby co rok taka sama
Dla nas - dzieci
Jednak
Nie ta sama
Bo umarła kochana Mama
Smutku ze mną nikt nie dzieli
Nie wie co czuję
Czy może pociechy i wsparcia
Ja też potrzebuję
Chciałabym mieć skrzydła
Ptaka lub motyla
Być niewidzialna
Płakać nad jej grobem
I widzieć
Jak ona nade mną się pochyla
I koi mą duszę
Mój smutek zmienia w ciszę i
Widzi że tak ciężko mi na sercu
Bo jej już nigdy nie usłyszę
* * * * *Wspomnienie
Zanurzona myślą w przeszłość
W zapach - maków zawilców i kąkoli
Mam wrażenie że znajduje się
W swym rodzinnym domu
W ogrodzie na łące w lesie
I -serce z tęsknoty już nie boli
Widzę jak :
Kucyki skubią trawę
Pies gdzieś szczeka
Ptaki pięknie śpiewają
Dzieci marzą o psocie
Starsi o zabawie
Sarenka co mieszka w ogrodzie
Pyszczek wyciąga do łakoci
Staw zamienił się burzliwe morze - z piratami
Pamiętam jesienne spotkania z tańcami
Smak pieczonych kartofli - do dziś czuję
Zabawę w podchody w myślach przywołuję
Wspaniałą uciechą były wyprawy saniami
Zaprzężone w konie z dzwoneczkami
Widzę drażniący nozdrza bukiet drzew owocowych
Krzewów malinowych porzeczkowych agrestowych
Modrzew tuje bzy jaśminy
Szyszki pachnące srebrnymi świerkami
Kiedy wieczorne mgły rosą opadały
Wszystkie kwiaty swą woń rozdawały
łubinu z pola zapach się unosił
W ogrodzie róże o pochwałę - prosiły
Niezapominajki - mocą swego zapachu kusiły
Malwy zaglądały ciekawskie do okien
Ach - były to niezapomniane widoki
Często myśli moje tamte czasy wspominają
Dobre uczynki
Ciekawe nowinki
I - złego czasu godzinki
* * * * *Zabawa w teatr
Zabawa w teatr z lat dziecięcych
To - pełen czaru świat
Kapa z łóżka - zamiast kurtyny
Za rekwizyt służył jakiś grat
Krzesła ustawione w rzędzie
Bilety ozdobione sercami
Z bibuły karbowanej kapelusze
Ciotek - sukienki i buty z obcasami
Z pośpiechu nieład wszędzie
Coś przykryte obrusem !
Kufer ściągnięty ze strychu
Pełen babcinych bibelotów
Korali piór
No i wzruszeń !
Były to dziecinne fantazje
Cudowny świat w którym
Brały udział wszystkie siostry
Nawet brat !
Były piosenki tańce muzyka wiersze skecze
śmiech i łzy -
To są niezapomniane dni!
Wtedy mogłam być-
Księżniczką sierotką Marysią Stefkiem burczymuchą
I - małą dziewczynką zagubioną której
Z wielką troską i trwogą
Szukają po ciemku o świcie -
Ale gdy zabawa dobiegła końca
Wracało to samo szare życie
* * * * *Refleksja
Tak na wiosnę
Przyroda budzi się do życia
Dwa serca co kochają
Czują przyspieszone bicie
Lata mijają -
Serca swoje wady dostrzegają
W słowie szczęście -
Pojawiają się wątpliwości
Szkoda że -
Tych zasad norm i racji
Nie ma na co dzień
Przy śniadaniu obiedzie i kolacji
Dlatego - pragnę -
Aby każdy zrozumiał :
"Czego Jaś się nie nauczy tego Jan nie będzie umiał "
* * * * *Samotność smutek żal
Nie musisz używać trucizny
Nie musisz sięgać - po sztylet
Wystarczy -
Nic z siebie nie dać
To już wiele na tyle -
Aby z samotności bezsilności
Starzy wiekiem -
Pragnęli dla duszy wolności !
Słowo miłość - to teraz nudne
Starość to - obrzydliwe
Czy to godne i sprawiedliwe ?
Czy kochać i płacić
Czy być skazanym na to -
Aby was nie zobaczyć ?
Słonko rano wstaje ogrzewa stare kości
Uśmiecha się do ciebie
I - obiecuje że będziesz miała gości
Gości - którzy przyjdą z miłości-
I tak na zmianę ci starzy
Płaczą i się uśmiechają
Do minionych pięknych dni
I - czekają !
A lata mijają
Zmarszczek przybyło włosy posiwiały
Za oknem -
Migoczące gwiazdki śniegu się pokazały
śniegu coraz więcej i zimno wieje
W sercach coraz chłodniej
I sił coraz mniej -
Niech tych starych mróz - owieje
I niech zasną cichym snem
Spowiednikiem - niech będzie sam Bóg
Gromnicą - księżyc
A - cichym mordercą srebrny mróz
I wicher niech wieje
I - niech czarny kruk się śmieje
I - niech wszyscy cieszą się z tego że
Nie zostało już nic starego !!!
* * * * *Wiosenny Dzień Wielkiej Nocy
Wiosna nadchodzi wszyscy się cieszymy
A - z nią w serca nasze
Nowe nadzieje wstąpiły
Poświęcone w Wielką Sobotę
Potrawy spożywać będziemy
Ale najpierw -
Na szczęście jajkiem się podzielimy
Jajko - jest symbolem -
Zdrowia życia dostatku i pomyślności
Szynka - to symbol baranka ofiarnego
Kiełbasa -powrozy, które widzieliśmy
Chrystusa spętanego -
A chleb - jest ciałem Zbawiciela ukrzyżowanego
Baranek z cukru - symbolem zwycięstwa
Jest też symbolem śmierci której się boimy
O Wielkanoco - wzniosła dla nas w tej chwili
Daj nam łaskę abyśmy nigdy nie zwątpili
I - pozwól aby serca nasze i rozumy
Z tą wiosną na nowo się odrodziły
Rozumy - niech nie boją się starości
A serca do bliskich -
Zawsze mocno biły
* * * * *
Nasze polskie dzieci
Dzieci polskie -
Te szczęśliwe i te porzucone
Te marzące w śród przepychu
Pięknych zabawek i dobrze odżywione -
I - te biedne głodne niechciane
Odepchnięte od miłości ...
Upokorzone grzechem najbliższych
Złe złośliwe i mśiwe
Za los zgotowany brakiem odpowiedzialności
Wiem ze -
W sercach noszą dramat-
Nadziei niespełnionych bo-
Miłość im zabrano troskliwość - też
W zamian na na samotność ich skazano
Nawet czule spojrzenie Matki okiem odebrano !
Ojca dotyk ramienia-
Wyrażające dumę zrozumienie -
Poszło w zapomnienie !
Należy te dzieci zrozumieć kochać je umieć
A - wtedy w tych biednych i słabych
Wyzwoli się taka siła że - staną się prawe
Będą - jak kwiaty polne rosą jak łzami zroszone
Będą chlubą naszej polskiej ziemi
Przez niektórych porzuconą
Kochajmy nasze dzieci !
Wtedy niejedno serce przestanie krwawić
Niejedną ranę zaleczy
Wołam proszę - kochajmy wszystkie!
Te małe te dorosłe i te jeszcze nienarodzone
Słowo - brak miłości -
Na zawsze z polskiej mowy niech zostanie wyrzucone
* * * * *
Jesteście
Jesteście - Polską swoją Ojczyzną
Kochacie jej historię
Naznaczoną wielką blizna
Jesteście ziemią ojczystą czarną i żyzną
Jesteście - niby kosz pięknego kwiecia
Co mieni się różnymi barwami
I całą ziemię wami rozświeca
Roznosząc zapach z poranną rosą
Jesteście - ptakami co pilnują swojego gniazda
Zwierzętami co walczą o codzienna strawę
O schronienie w lesie zielonym
Jesteście - wichrem rozumnym który
Wieje we właściwe strony
Jesteście sterem i okrętem swojego życia
Okryci barwami krwi i nieba bieli
Pamiętajcie !
Pragnę- abyście o tym nie zapomnieli
Dedykuję swoim dzieciom i wnukom
* * * * *Bądż piękna w sercu
Moje wnuczki ukochane
Piękne zgrabne i często zadumane
Niech nic waszej radości
W życiu nie zagłuszy
I serca wasze -
Niech zawsze będą młode
Bądżcie szlachetne w - czynie
Prawe w duszy -
A na swych kochanych buziach
Zawsze pogodę
Patrzcie w serca wszystkich
I - myślcie co czują
I- czasem zastanówcie się
Czy was nie potrzebują
Dedykuję moim wnuczkom - Sandrze i Patrycji
* * * * *Wzbij się wysoko
Wnuki moje wyjątkowe
Zamiast podkowy -
Niech los rzuci wam szczęście
A ja będę się cieszyć
Póki me oczy oglądać mogą
Wasze postępy w nauce i inne
Chociaż myśli moje często są - trwogą
Bo - miłość jest śmiechem
A i czasem - żalem
Jenak nic nie ma piękniejszego
Dla Babci -
Jak witać was w chwale
Więc wzbijcie się wysoko
Jak ptak który ma skrzydła
I krocząc przez życie - pamiętajcie !
Co znaczy Bóg honor i słowo Ojczyzna
Dedykuję swoim wnukom Adrianowi i Dorianowi
* * * * *Graj
Otul melodią niczym tkaniną muślinową
W miłość zanurzone każde serce
Wydobywaj dżwięki które koją ból
Pozwalają do marzeń się uśmiechać
To będzie tryumf twój
Czuć - jak bolą rany
Jak przyszłość rodzi lęk że
Nie będziesz kochany -
Melodii Chopina tajemnice poznać warto
I ich siłę jaką w sobie niosą
Jak wszystkie nutki -
Milkną łkają umierają proszą
Och - jak w nich tęsknota potrafi w sercu płakać
Za Ojczyzną Matki widokiem
Rodzinnego domu każdym kątem
Za bociana klekotem -
I za wierzbą która przybyszowi ukłon składa -
Wsłuchując się w te -
Piękne dżwięki w to piękne granie
Zrozumiesz słowo miłość
I - czym jest rozstanie
Czasem - niepokój w melodię się wkradnie
To będzie tylko nutki trwoga że
Talentu nie wolno marnować
Danego wybranym przez Boga
* * * * *Zatroskane serce
Zatroskane serce jeszcze powoli bije
Oczy smutne patrzą jak to -
O czym dusza woła
Podłość zabija -
Wiersz napisane już tak oczy nie cieszą
Zniszczone kartki są obrażone
Bo chciały prawdę odkrywać
A tak podle ktoś chce to zagłuszyć
Gorycz w sercu ciąży-
Tęsknota jak ptak zraniony
Czeka -
Czy jej cierpienie kogoś wzruszy
Może zostanie zauważone ?
Daj Boże temu sercu łaskę
Bez cierpienia umrzeć - we śnie
Wreszcie serce niech powie
Nie!
Chyba odkupiło już swój grzech?
że piękno zawsze wzruszało wywoływało uśmiech
A - muzyka koiła -
Zagłuszała prostactwo które tak raziło
Uwielbiało ciszę w której co się chce -
To się usłyszy
Kochało też -
W każdej muzyce czyjeś cierpienie
Nawet łzy -
Zawsze byłeś w tym sercu Boże też ty
Zwłaszcza w ciszy nocnej o łaskę wołało
Prosiło i często szlochało
* * * * *Pozostał tylko dym
Serce które uznałam za martwe
Jeszcze ciągle żyje
W tym odkryciu było zdziwienie
Jakby na gałęzi nieżyjącego drzewa
Pojawiły się zielone pączki
I - ptaka kwilenie
żal i gniew które nosiłam w sobie
Wygasł niczym ognisko
Pozostał po nim tylko dym-
I popielisko -
Gniew wpędza nas w kłopoty
Duma z nich wybrnąć nie pozwala
Refleksja się dopomina -
Jaka jest tego przyczyna
Nie wystarcza zdobywać mądrości
Trzeba korzystać z niej umieć
Chociaż nas często to złości
Nie naprawi się wszystkiego
Co jest niewłaściwe dla niejednego
Jeśli to zostanie dostrzeżone to -
Moje serce chociaż w części
Będzie uleczone* * * * *
Czy nadzieja umiera?
Zniewolony umysł zniszczone serce
A - duszę przydałoby się wskrzesić -
Na nowo
To takie smutne takie bolesne
Nie żadnego gestu
Nie padnie żadne słowo
Umarła nadzieja -
A - ona umiera ostatnia -
łzy niczym rząd białych pereł
Przemykają się ukradkiem
Wiatr nuci smętną kołysankę -
Ustami twojej Matki
Niewidzialne oczy jak bliżniacze kwiatki
W boleśnym zdziwieniu
Mówią -że wiedzą o zmartwieniu że
Drogę twojego życia spowiły
Upiorne girlandy mgły
Powieki otwierają się ciężkie od łzy
Jakby kurtyna w teatrze
Odsłaniając dekorację
I patrzysz ...
Promieniałaś pogodą
Cieszyłaś się że słońce świeci
Marząc aby być kochaną
I mieć szczęśliwe dzieci
Widzisz że cierpienie to stracony czas
BO zasadnicza bolączka nadal trwa
Przeszłość jest - jak odległe miesiące
Nie znać tu jego śladów
Jak nie znać śladu ptaka prującego powietrze
Zeby coś zmienić trzeba powstać z popiołów
I zacząć od nowa -
Robiąc tamte gesty mówiąc tamte słowa* * * * *To będzie za mało
Powiedziawszy - przepraszam
To będzie za mało
Za to co w przeszłości
Przypadkiem się stało -
Na rozterkę i smutek
Nie zawsze są dobre jakiekolwiek słowa
Nie warto zaczynać czegoś
Co będzie tym samym - od nowa
Serce nie sługa
A - duch jeszcze bardziej
Dla tych co -
Zycie traktują jak strawę
I - często dobrą zabawę
Są dusze słabe i kruche którym
Do życia potrzeba strawy
Ale i mądrej myśli refleksji
I - wsparcia
Korzenie drzewa gdy są mocne i zdrowe
Długo będą jego podporą
A - piękne konary ich ozdobą
Aby tylko ktoś prymitywnie myślący
Nie popodcinał ich czasem
Niby dla igraszki
Lub dla przyjemności
Albo ze złości -
Wkraczając w życie naiwnością zaślepiona
Zapominasz że -
Człowiek każdy jak moneta ma dwie strony
Raz bywa godny zaufania raz przymilny
A - ten co jest naiwny staje się omylny
Często też bywa że -
Ma dwa oblicza
Jak nie zaspokoi zachcianek
Przestaje się liczyć -
Rani to szlachetną twą duszę
I ujmuje godności -
Dlatego taki człowiek
Może stać się tylko gościem* * * * *Domy
Bywają domy piękne i wspaniałe
Takie duże -
Ale właściwie
Małe -
Pełno w nich kwiatów -
Na zewnątrz
Pachną pięknie ale
Tylko w ogrodzie -
Pełno w tych domach
Przedmiotów i mebli wspaniałych
Ale - jak zajrzy się do jego wnętrza
To te domy -
Wydaja się takie małe !!
Dzieci - ci młodzi
Mają piękne lica samochody
Ale uśmiech na ich twarzach
Już - nie jest taki młody
Mimo przepychu i wspaniałości
Z tych pięknych domów powiewa chłodem
Często -
Cierpieniem żalem strachem zmęczeniem rozczarowaniem
I - myśl krąży w okół tych domów
Czy przyjdzie opamiętanie
Czy rozstanie ?
Czy te domy będą piękniejsze
Czy będą się kurczyły malały
A - w końcu serca pękną tym
Co je scalały* * * * *Kwiatek wyjątkowy
Podarowałam wam kwiatek doniczkowy
Taki niby nijaki nieciekawy
Ale - wyjątkowy
Kiedy będzie się rozrastał
Wydobywać się zaczną z niego
Barwy wczesnej jesieni
Raz będzie zielony a raz
Jakby ze wstydu chciał się czerwienić
Zakwitną też kwiatki -
W kształcie serduszek różowych
Każde będzie moje - dla was
Po jednym serduszku kolorowym
Nie zapominajcie karmić go wodą
Aby gałązki nie pousychały
Bo woda jest jak - miłość
Bez niej usychając będą cierpiały
Kiedy podrośnie i będzie w rozkwicie
Będę to ja -
Patrząca na was -
Bo w liściach są moje oczy
Czuwające nad waszym życiem
Gałązki kwiatka - to moje ramiona
Oplatając was nimi
W wiaterku troski wasze ścieram
Może - łżę ?
Bo ten kwiatek to moja troska
A - serce moje myśląc o was stale
Nie będzie umierać
* * * * *
Była piosenka i humoru wiele
Gdy deszcz po szybach spływa obficie
Patrzę na świat i zastanawiam się
Nad naszym długim życiem
W dzieciństwie mieliśmy -
Wiele łez rozterki
Czasem nawet poniewierki
Ale pomimo tego -
Zaśmiewaliśmy się z niczego
Była piosenka i humoru wiele
Nawet jedno po drugim wesele -
Wkraczaliśmy w życie nowe
Z wiązanką zasad i urodą
Pamiętając o tym -
Aby jak nasze babki i nasi dziadowie
Dumnie nosić głowę
Aby - nasze dzieci
Ta nasza gromadka
Pamiętała upomnienia i przestrogi
Dziadka i pradziadka
Historia nam mówi że szkoła to wielka
Bo matka Polka była ostoją ogniska
A - mężczyzna każdy bronił Ojczyzny
I własnej zagrody
Tak i my to czyni
Miłości w nas wiele ale żalu za dużo
Za tym co było marzeniem a stało się złudą
Lecz mimo łez wylanych na tym ziemskim padole
Możemy byc dumni i uśmiechać się skrycie
Ze tak naprawdę nie było zmarnowane nasze życie
Dedykuję - swojemu rodzeństwu* * * * *
Mów do mniePiszę wiersze bo -
W nich płaczę śmieję się
Kocham w nich dzieci
W nich rozmawiam z tobą
Jestem w nich rozumiana !
I - nie czuję że mam duszę ubogą
Porozmawiaj ze mną o życiu
O jego barwach odcieniach kolorach
Porozmawiaj -
O radościach zwątpieniach nadziejach
Tak bardzo cię proszę -
Jeśli nic nie powiesz
To z tego życia z tobą nic nie wyniosę
Chcesz mi coś powiedzieć ?
No - słucham !
Mów mową -
Możesz mówić - głośno szeptem
Przekazać myśli w śpiewaniu graniu
Możesz to zrobić dotykiem -
Płaczem zreferować łkając szlochając
Możesz też tańcząc krzycząc wołając
A i - możesz na migi mówić
Będę cię zawsze rozumiała
Bo to właśnie w tobie kochać chciałam
* * * * *
Niepokójłza
Spływa po twarzy
Bo serce czuje niepokój
Kocha
Więc ostrzega krzyczy rozpacza
Szlocha
Dlaczego intencje szczere są niezrozumiane
Milczy
Choć cierpi - przebacza
* * * * *Może znów odzyska radość
Mając ochotę lub jej brak
Niewiele miał do powiedzenia
A - jednak wbrew jego woli
Napłynęły wspomnienia
O domu -
W którym spędził
Dzieciństwo i młodość
To tam -
Przez wiele lat nauczono go
Nie kochać -
Uważał że miłość odbiera rozsądek
Pozbawia kontroli nad własnym losem
Czuł - jak w jego życiu gasną światła
Tak jak w domu szykującym się do snu
Jego serce przeszywał ból
I przerażająca pustka
Wróciło poczucie krzywdy
Wrócił żal -
Za to że go odrzuciła
Jej chłód utwierdził go w decyzji
Zerwanie wszelkich więzi
W jego sercu zagościł smutek
Może wszystko się zmieni ?
Może znów odzyska radość i nadzieję ?
Musi nauczyć się wyrażać uczucia
A - jeśli nie zrobi tego -
Pozostaje mu - samotność* * * * *Urodziny
Obudził mnie pocałunek
I - zapach lawendowy
Delikatny jak lot jaskółki
Niespodzianką też był
Bukiet kwiatowy
Radością -
Były gniazda jaskółcze na balkonie
Jak filiżanki -
Przylepione z błota i trawy
I te ich ćwierkania te ich krzątania
Przypominały - rodzinę moją
Jej śmiech i zabawy
Pełna szczęścia i zachwytu
Wsłuchałam się w świergot ptaków
W różowości świtu -
Upajając sie mym zadowoleniem że
Byłam doceniana i niezależna w życiu
I - rzadko spotykałam się z cierpieniem
Wiem że bez użalania można myśleć
o ponurej przeszłości
A - o przyszłości mówić bez skarg i złości
Nie mam poczucia klęski
Bo cząstkę zachowałam z siebie
Mogłam zawsze liczyć na bliskich
Kiedy byłam w potrzebie
Szczęście -
Należy szanować i doceniać umieć
Kiedy los daje go w darze
Kiedy jestem bardziej doświadczona* * * * *
Wiem że kochasz kwiaty
Wesprzyj się siostro mą myślą - o tobie
Myślą sercem -
Wesprzyj się troską moją która
Rodzi się we mnie
Gdy ty jesteś w rozterce
Nie płacz gdy kwiat usycha
Lub więdnie powoli
Czy woń się ulatnia
Bo czas ucieka -
I taka jest kolej każdego kwiatka
I taka jest kolej każdego człowieka
Wiem że kochasz kwiaty i
Każde jego odmiany
Wiem - że rozmawiasz z nimi
Bo ciężko jest żyć -
Gdy jest się nierozumianym
Siostro nie rań mi serca
I powstawaj !
Ja też często padam i się podnoszę
Bo ani fałszu ani zawiści nie znoszę
Nie płacz więcej poranną rosą-
Z tymi kwiatami
Dam tobie malwy i słoneczniki
Co przypominają dom naszej Mamy* * * * *Pytanie
Mgły wilgotne z wona opadają
Jednocząc się z poranną rosą
Stapiając się w jedną całość
I łagodny zapach unoszą
Na ogrody pola zielone
I - na dziewczę siedzące w ogrodzie
Na ławce - zamyślone
I zadające wciąż sobie pytanie
Co to jest miłość ?
Czym jest kochanie ?
Ta żądza poznania tych uczuć
Wciąż nią miota
I targa jej duszę ta ciągła tęsknota
Za odpowiedzią na to pytanie
Co to jest miłość ?
Czym jest kochanie ?
A - odpowiedż jest prosta
Tak jak mgła stapia się w całość
Z poranną rosą
I wspólnie ten błogi zapach unoszą
Taka jest odpowiedź na to jej pytanie
Miłość musi tworzyć jedność
Właśnie z tym kochaniem* * * * *
Przychodziliście
Przychodziliście do mnie - ale
Tak naprawdę was nigdy nie było
Zaczynała się uczta
Na uczcie się kończyło
Serce ściśnięte z żalu
Na coś wiecznie czekało
Na - muśnięcie siwego włosa
Czy zmarszczki -
Pod pudrem skrzętnie ukrywanej
Na garść słów serdecznie wypowiedzianych
Na gest prosty z dotykiem
Na ukojenie żalu w skołatanym sercu że
Zostało czasu już mało -
Myśl plącze się ucieka
Szkoda że -
Oczy wasze nie dostrzegały prośby
O - zrozumienie wysłuchanie
Inaczej myślącego człowieka
O troskach które mnie przygniatały
Aby wasze piersi w tarcze się zamieniały
łzę uronić może zaszlochać
I - powiedzieć wam o sobie !
że zimno mi jest!
że zimno będzie mi w grobie !
Zycie przeżyć jest o wiele prościej
Gdy w nim są gesty czułości
Szczere myśli wypowiadane
W tedy serce bije silniej z radości
Bo nic nie ma zimniejszego
Od martwej miłości -* * * * *Wyroki losu
O - wyroki losu
Ile w was goryczy sprzeczności
Twórczej podstępnej i niszczącej
Czy wy to widzicie ?
Jak często plączecie czyjeś życie ?
Dlaczego podłości ludzkiej dajecie przyzwolenie ?
Sercu zawiedzionemu duszy skołatanej
Pozwalacie podeptać marzenie
Zawiedziona dusza w wewnętrznym chaosie
Szuka oparcia szuka miłości
Takiej co nie rani nie upokarza
Lecz rodzi nadzieje na spełnienie potrzeb
Na ziszczenie pragnień
Przynosi szczyptę ukojenia
W doznanym zawodzie -
To serce rozedrgane ta dusza skołatana
Leci niczym ćma -
Ku szczęściu ku przeznaczeniu
I - będzie spełniona
Jeśli znalazła ciebie
Ten bezpieczny port dla siebie
Pamiętać jednak zawsze należy że
Poczucie odpowiedzialności w czynach i słowach
To sprawa honorowa* * * * *
Byłyśmy
Byłyśmy ty i ja
Były rozstajne drogi
Ale los rzucił nas w te same progi
Młode i ładne pragnące wolności
Nie wiedziałyśmy że los spłata nam figla
Dając życie - pełne zawiłości
Mimo wysiłku i starań
Mając szczerą wolę
Nie dane nam było dać duszy swawolę
Lat przybyło włosy posiwiały
Powoli już umieramy
Staniesz kiedyś w ciszy jesieni
Nad grobem
Może uronisz łzę
Może to będziesz - ty
Może to będę - ja
I ta łza nam powie
Jakie było nasze życie
Kiedyś niespodziewanie usłyszysz szept
Cichy i radosny
Otrzesz łzę
I nagle
Poczujesz zapach wiosny
Będziesz kochaną
Docenią twej duszy potrzebę
Ogrzeją ci serce owiane chłodem
Otrzymasz tę dawną urodę
Będziemy ty i ja
Znowu młode
Zawsze pomocne sobie w potrzebie
Tam razem
Jak na ziemi
Tam też - w NiebieDedykuję - Eli
* * * * *
Czy źle kochałaś ?
Dosyć już płakało twoje serce
Dosyć już chwil tych
Zmagań w duchowej poniewierce
Ta miłość nie dała ci nic a nic
Te parę chwil rozkoszy
Te parę chwil zabawy
Nie przysłoni ci myśli że
Ten co ofiarował ją
Może zwać się prawy
Nie rozumie -
Czym jest zranienie godności
I czym jest poczucie odpowiedzialności
To należało mu wpoić wcześniej
By - miłość jego nie ubliżała
Tylko kochała-
Zycie twoje stało się
Jak górska dolina po przejściu huraganu
Bez przyszłości bez planu
Iskierki gasną które się tliły
Zyjąc namiętnością
Nie dostrzegałaś że cię zwodziły
Ciągła niepewność ochładza ostudza
Wciąż uczucie rujnuje
A twoje serce stabilizacji oczekuje
Nadaremnie roztrwoniłaś czas
W pogoni za taką miłością
Uleciały w przestworza twe dawne marzenia
Pozostała pustka
Szczęście które umyka -
Nie starcza odwagi ze strachu
Przed samotnością
Aby powiedzieć
Dość - przegrałam bo za mało wymagałam
A - może żle kochałam ?Dedykuję Marcie
* * * * *
Serce
Zjawiłaś się ze swoją prostotą
Niczym w poświatę księżyca otulona
Z troską na twarzy
Z sercem pełnych rad współczucia
Twoja twarz z oczami jak bławatki
Przez czas rozjaśnione
Są balsamem na ranę
Ta twarz okolona wichrem srebrnych nitek
Jakby - myśli rozbiegane
Takie czułe takie opiekuńcze prawe
A - w uśmiechu tyle miłości skrywanej
Tej uśpionej Boga rozkazem _-
Zachwycił mnie twój uśmiech szczery
Taki dziecięcy żadną obłudą nie skalany
Zobaczyłam w twej twarzy też
Dziewczę w swej skromnej postaci
Spragnione uczuć tylko kobiecie znane
Co przez tę jedną okrutną chwilę przeznaczenia
Zostało ci zabraneDedykuję Joli
* * * * *
Listopadowy dzień
Smutek zagląda w oczy
Bo listopadowy dzień -
Zbliża się ciężkimi krokami
Zmęczony morzem łez wylanych
Nad waszym życiem nagle przerwanym
Jesień wam groby liśćmi martwymi otula
Kobierce tka różnymi barwami
I - zaprasza nas
Nie zapominamy o was !
Pamiętamy !
Przyjdziemy odświętnie ubrani
Przystoimy groby kwiatami
A - dusze wasze -
Myślą naszą w miłość poubieramy
List - pisany -
Płomieniem lampki przyniesiemy
Zwierzyć się w nim pragniemy
O modlitwę i pomoc poprosimy
Nieśmiało z żalem szeptać będziemy
Ze nasze serca już nie są takie gorące
Nogi nie noszą nas tak sprawnie
I ciała nie są sprężyste
Często - już ciężko jest zbierać
Te martwe z grobów liście
Oczy wyblakłe łzami niczym
Perłami policzki przystrajają
Bo jesień każda swych praw się dopomina
Rzuca liście wiatr nucąc pieśń smutną
I w szeleście swym przypomina
Ze - czas ucieka
Ze każdego człowieka wybije godzina
I - my tu przyjdziemy
Spełniamy Boga polecenia
I z pokorą czekamy na łaskę zbawienia
I marzymy skromnie
Ze grzechy pójdą w zapomnienie
A - Chrystus otoczy nas szatą ze swych zasług
Niczym troskliwym ramieniem
Dedykuje wszystkim najbliższym , którzy już odeszli
* * * * *
Wigilia
Pędzą sanie pędzą do domów
Dzwonią janczary dzwonią
Sniegiem jakby puchem białym
Pokryte lasy drogi
Wszędzie biało bielutko
A w domu cicho cichutko
Kąty wszystkie wysprzątane
Zapachów różnych moc się unosi
Choinka o przystrojenie prosi
Mikołaj -
Spiesznie worki z prezentami rozdziela
Bo już pora
Pod choinkę postawić mikołajowego wora
I- czekać na gwiazdkę -
Tę pierwszą - która najjaśniej zaświeci
Z niecierpliwością największą
Wypatrują jej na niebie - dzieci
Wszyscy odświętnie ubrani
Za stołem siadają
Rumieńce radośnie policzki zabarwiają
Bo - opłatkiem dzielić się będziemy
Przy wspólnej wieczerzy
I - życzyć dobrego sobie
Ty mnie ja tobie
I zewsząd słychać kolędę że
"śliczna panna syna narodziła "
W nastrój nostalgia się wkrada
Z radością się przeplata
Jakaż to tradycja - piękna !
Dla każdej polskiej rodziny - rzecz święta
Wszyscy kolęd z uwagą słuchają
I dumają
Co - Nowy Rok przyniesie dobrego?
Oby nic złego
Niech ten Rok Nowy
Wleje we wszystkie serca serdeczności
Dzieciom najwięcej i tym co doczekali starości* * * * *Kobiety żony tego świata
Wichrze, który hulasz i po wszystkich krajach latasz
Opowiedz- szumem wierzby paczącej
Jej gałęziami jak opadłymi z żalu ramionami
Do ziemi czarnej niczym do łona
Jak - kobiety,żony tego świata
Ciągną swój krzyż, swój garb
Ze smutkiem na twarzy z pochylonymi głowami
Po kres swych dni , swego istnienia
Powiedz - jak mają żyć z prawdą bez obaw
Z odwagą w sercu, aby nie przygniatał ich ten głaz
Wyrzut sumieniaZawierucho - prowadząca przez życie niczym zwodnicza zjawa
Która ,się naigrawa z ich smutku płynącego jak z rozdrapanej rany
Ze , ktoś stał się niechciany przez mężczyzn kochanych
Zostały , brak lojalności i odpowiedzialności
Czemu mężczyzną nie są zadawane pytania -
Czy wyrzuty sumienia mają że
Kobietom ,żonom w łonie blizny zadawane tylko są pamę
Dlaczego one tylko mają być karane ?Huraganie - co rozniecasz żar w sercach, niczym ogień płonący
Zachęcałeś do pieszczot gorących
Zachwycić się smakiem czułości
Czemu nie roznieciłeś w ich duszach , przezorności
Gdzie twa w szumie i w tym wiewie, ta grożna przestroga!
że odrobina namiętności doprowadzi do lęku przed karą BogaSłonko - niczym ziarno piasku w odcieniach bursztynu
Wysyła uśmiech delikatny i radosny, jako zwiastun wiosny
Wstaje z rosą na krzewach wiszącą niczym pajęczyna
Szumem i szelestem liści ciągle szepcze i przypomina żonom, kobietom
Mimo słońca, które uśmiechem raczy ich serca są w rozpaczy
Czy oprócz ciebie słoneczko, ktoś je rozumie , wie co to znaczy ?Księżyc - niby srebrny pieniążek, rzucający zalotnie swój blask
Nie wznieci żaru, nie ogrzeje serca ich potrzeby
Tylko chłodem będzie je otulał
A tęsknota, jak dziecka kwilenie, tęskne szczebiotanie
Kobietę, żonę każdą przygniata , serce w nich płacze
Może usłyszę, może zobaczę ?
Rozkładają te opuszczone ręce, przyciskają do piesi, łona
Szepczą modlitwę cichą i szlochają, bo kochająWiaterku letni, delikatny - kobietom ,żonom tego świata
Otul ramiona, ogrzej ciepłym powiewem ich cierpienia
Tym duszom spracowanym, obmyj żal poranną rosą
Niech tak nie cierpią, niech tego krzyża nie noszą
Niech za życia nie umierają
Pozwól i ty , im Boże, niech bez trwogi kochają
A, kiedy zegar ostatnią ich godzinę im wskaże
Twoja wola będzie dla nich rozkazem* * * * *
Jawa czy sen ?
Kiedy przekroczyłam bramy niebieskie
Wstępując w zaświaty,
Zobaczyłam światło ogromne,
Niczym zorza, niczym łuna szeroka,
Przetykana srebrnymi i złotymi nitkami
Jakby , kobierzec utkany aniołów rękami.
Płynęłam , jakby nimfa oczarowana tymi tęczami
Nagle , ujrzałam ogród usiany pięknymi barwami
Ile tam było kolorów, ile kwiatów !
Nie jestem w stanie opisać , słowami,
Wszystkie były jakieś inne , nieznane
Ich zapach - roztaczał uczucie szczęścia i miości
Patrzyłam na to zjawisko oczarowana.
Wtem, ujrzałam moja siostrę ukochaną,
Otaczała ją jakaś głębia tajemniczości.
Wokół niej, roztaczało urok światło niezwykłe ,
Biło jakimś blaskiem, który przenikał od niej,
Uszczęśliwiając moją duszę,
Razem z nią czerpałam ciszę, czułam ciepło, spokój
I - bezgraniczną miłość.
W tej przeogromnej światłości ujrzałam,
Piękno, doskonałość - Raj
Krainę bez cierpienia, nienawiści i podłości.
Patrzyłam i patrzyłam , pełna zachwytu, oczarowana,
I , nagle przemówiła do mnie , bez słów,
Ta siostra -
Nie rozpaczaj po mnie, jestem szczęśliwa , kochana.
Spojrzyj , na dzieci i wnuki moje,
Powiedz im ,że życie nie kończy się na ziemi,
To jest fragment naszego istnienia,
Moja dusza ma wszystko czego jej potrzeba,
Bo dostąpiłam łaski nieba.
Byłam zachwycona, zazdrościłam jej szczęścia,
Jakie biło z jej promiennej twarzy.
Kiedy ocknęłam się zimna jak głaz,
Nikt nie zauważył, że
Na moich policzkach błyszczały - łzy.,
Bo usłyszałam , że muszę tu wracać,
Bo czeka mnie praca.
Byłam bardzo osłabiona, roztrzęsiona,
I - żałowałam , że nie mogę być tam , gdzie ona.Dedykuję mojej siostrze Lali
* * * * *
Czy to będzie...
Czy to będzie w nocy w dzień czy rano
Nie będzie mnie już męczyć codzienne wstawanie
Nie będę kłopotać się żadnym ubraniem
Nie będę już zawracać głowy rodzinie
Mam nadzieję że pamięć o mnie będzie trwać
Nie zginie -
Niech dzieci i wnuki mówią pacierze
I pamięć o mnie -
Niech każdy w życie zabierze
Zasad i norm przestrzegać musicie
Aby prawe było wasze życie
Kochajcie na co dzień Ojczyznę i rodzinę
To odpowiedzialna praca człowieka
Więc niech każdy z was to robi
Już teraz zaraz !
Niech z tym nie zwleka
To jest ostatnia prośba moje wołanie
Niech ono w sercach waszych na zawsze pozostanie
Dedykuje - swoim dzieciom , wnukom, mężowi i rodzinie
* * * * *Jak zloty kurz
Siedzę przy oknie i patrzę na świat
Na świat który -
Powoli o mnie zapomina
Na zamknięte oczy padają promienie słońca
I - igrają na moich rzęsach -
Jak złoty kurz -
Po zmaganiach z trudami życia
Najbardziej pragnę -
Ciszy w muzyce.
Już - nie będę podrywać się
Na dżwięk każdego dzwonka
Czuje się jak dom - którego
Urok gaśnie po zamknięciu okiennic.* * * * *
Dzwoń dzwonie
Kiedy mnie już nie będzie - dzwonie
Uderz w tony
W każdym dniu o każdej porze
Gdy ktoś odchodzi kogo znałam
I - opowiadaj w melodii
Czy był młody czy doczekał wieku sędziwego ?
Czy jego dusza szczęśliwa była czy cierpiała ?
Pożegnaj ich w mym imieniu
W tej ostatniej godzinie
Niech ten dżwięk ta melodia
Co z głębi serca dzwonu płynie
Niech łka niech płacze
Pozwoli ujrzeć pozwoli zobaczyć
W tym dniu w tej ostatniej chwili
Ich wszystkie troski i problemy
Dzwoń dzwonie !
O matki rozpaczy za córką co żyć nie chciała
O nieudanym życiu - innej
O synach co - nałogu żadna siła ich wyrwać nie umiała
O żonach mężach bezsilności w swych problemach
Dzwoń dzonie głośno i weselej
O ich radościach i powodzeniach
A - dzwoń cicho smutno smętnie
O nagłych w samotności konaniach
Wydobywaj wtedy najpiękniejsze tony
I opowiadaj w tej ostatniej ich godzinie
Im wszystkim co znałam !
Swym dzwiękiem niczym płacz smyczka skrzypiec
Ze - bywali szczęśliwi że też się uśmiechali
Ze zawsze mieli nadzieje że cierpliwie czekali
Poświęcając całe życie
Rodzinie Ojczyżnie miastu swemu
Pracując w trudzie i zapale
Niech wiedzą że pamięć o nich
W mym sercu tkwi stale
Niech dzwięk twój piękny i doniosły
W tej ostatniej chwili
Będzie zespoleniem moim z nimi
I ziemi matce - podziękowaniem
Dzwoń dzwonie - dzwoń zawsze pięknie
Gdy następuje rozstanie
Proszę cię w potrzebie- dzwoń aż ujrzą Boga
Aż znajdą drzwi do niego w Raju - tam w Niebie* * * * *Baśń życia
Zgasł duch istniejącego życia które dał Bóg Pan
Gasnąca nadzieja jest gorsza niż samotna śmieć i duszy stan
Nikt nie słyszał krzyków płynących z udręczonego serca
Ukryty egoizm - jest jak bestia krwiożercza
Dusza posuwała się do dalekiego światła pochodni
Która stanie się jej duchem przewodnim
Na próżno czekała na skruchę na okazanie żalu
Posłuchajcie wiatru zawodzącego -
Chyba jakby ze skargą nucił jej pieśń -
"Baśń życia " - tego smutnego balu której dał sam Bóg
Pan ziemi światła powietrza i wody
Głęboko w ludzkiej duszy pulsują potężne strumienie
Miłości tęsknoty nienawiści rozpaczy
Czy ktoś to rozumie ?
Wie co to znaczy ?
Czy poruszył ktoś czułą strunę na pożegnanie ?
Dom zdawał się ją brać w objęcia i szeptać przez pokoju ściany
Ze była kochana
Słońce nad jej mogiłą jak lśniąca tarcza zachodziło smugą niczym łzą
Zbłąkane porywy wiatru gwizdały że ją ukoją że ją popieszczą
Martwa pustka i martwa mogiła tak jak ta sprzeczność - co ich dzieliła
Na jej policzku złożył pocałunek lekki podmuch wiatru i łzę osuszył
Ta ostatnia podróż położyła cień na niejednej duszy
Odgłos rzucanej ziemi powodował smutek przytłaczał żalem
Krzyk ptaka żałobnika będzie dżwięczał w uszach stale
Wsłuchując się w szum wiatru możesz usłyszeć o krętych ścieżkach jej życia
Co czasem smucić może a czasem zachwycać
Być może to wspomnienie czułe serca poruszy o tej trosce pajęczynie dnia codziennego
Która przędła czasem zrywała wiązała tę nić i tkała i tkała...
Ta pieśń to jakby drogowskaz do niepojętego świata aż do sądu ostatniego
Kończy się ponura pieśń dnia codziennego " Baśń życia "
Gawrony odleciały trzepocząc skrzydłami jak żałobnymi wstęgami
Twarda rzeczywistość przygniata żal i tęsknota narasta
Wspomnienie może wzruszać a wiatr osuszać tylko - łżę* * * * *
Jesteś Boże we mnie
Jesteś Boże we mnie jak me istnienie
Na zawsze - po me ostatnie tchnienie
Jesteś stwórcą drzewa ptaka motyla
Pszczoły która nektarem kwiaty zapyla
Tak Ty swą miłością tkliwą
W swym postanowieniu
Zdecydowałeś o moim istnieniu
Kocham cię za to Panie
Proszę o wieczne zmiłowanie
Zdążając z nadzieją w sercu do ciebie
Ku wieczności -
Wierzę że ty Boże
Jeden mnie wysłuchasz
Jeden mnie zrozumiesz
Bo nikt - jak ty
W każdej duszy czytać umie* * * * *
Nie zniknij w tłumie - Patrycji
Pamiętam - jak cichutko leżałaś w łóżeczku
A ja - z miłością wielką
Okrywałam Cię kołdereczką
Karmiłam cię mlekiem
A także melodią cichą
Abyś w życiu dorosłym
Miała serce czułe wrażliwe i młode
Abyś miała możność
Wykorzystać i talent i urodę
W takt melodii biegnij
Przez życie swoje całe
A ono niech sypie
Radości wspaniałe
Niech twe szare oczy
Dostrzegą mądrość prawość i czułość
Czas dany przez opatrzność
Wykorzystaj i nie zniknij w tłumie
* * * * *
Wdziękiem promieniujesz - Patrycji
Wdziękiem tchniesz cała
Wdziękiem promieniujesz
Wdzięk płynie z twej duszy
Wspaniale nim czarujesz
Masz serce jak płatek róży
Jak uśmiech wiosny
W sercu masz wielką miłość
Jest ono jak poranek radosny
Twa dusza jest czysta jak kryształ
Pachnie jak jaśmin
Delikatna jak mgła poranna
Pełna prostoty delikatności
Twe oczy są jak gwiazdy srebrzyste
Pełne czaru słodyczy i sprytu
No i nad wyraz - bystre
Kiedy w twe oczy spoglądam z uwagą
Widzę twą duszę przetkaną rozwagą
Widzę jak płaczesz
Jak się radujesz
Kiedy liczko ze złości pokrywają wypieki
Zawsze cię widzę
Widzę cię na wieki* * * * *
Sandra
Twoje wierszeCzytając twoje wiersze
Dusił mnie szloch dusiło mnie łkanie
Szczęście rozjaśniło mi duszę że
Nie będę o ciebie się martwić
Gdy nastąpi rozstanie
Uśmiech rozjaśnia mi oczy
Tracące blask swój jesienną mgłą zasnuwane
Serce nie ogarnie trwoga
Żeś płoch żeś nieczuła
Na łzę ukradkiem ocieraną
Na rękę w troskliwym geście
Wyciągniętą do ciebie
Tą czułą tą spracowaną
Bądz szczęśliwa w rozumnej myśli
Bądz prawa i sprawiedliwa w swym działaniu
A - uwierzysz że wiara czyni cuda że
Los niesprawiedliwości sam osądza sam nagradza
Za czyny które są pozbawione sensu
A które często piołunem się osładza
Komu tak naprawdę dane jest
Przewidzieć przyszłość?
Czy przejrzeć ciemności które są przed nami
Pamiętaj !
Styl jednego nie może być wzorem dla innych
Bo każdy kieruje się innymi serca potrzebami
Cieszy mnie że słowo twe pisane to -
Pragnienie największej miłości doznanie
Największa uczynność niech będzie w działaniu twym
Największe cierpienie twoje
Niech będzie wzorem i sił zmaganiem
Najsurowsza prawda szlachetnej duszy - krzykiem
Najserdeczniejsza rada
Balsamem na cierpienie i smutek
Czy serca krwawą ranę
Wiedz ze :
Największe zjednoczenie umysłów
To wzór do naśladowania
To treść dwojga ludzi na wspólne przetrwanie
Te wiersze są i niech będą nadal
Wołaniem protestem działaniem
Bo wartości wyznawane przez ciebie
Maja sens
I niech będzie opatrzności za to podziękowaniem* * * * *
Adrian
Nie wiń mej duszy
Nie wiń mej duszy za to co czuje
Za tym za czym tęskni
Czego oczekuje
Za troskę o ciebie
Robię to w serca gorącej potrzebie
Z chęci przekazania czegoś
Wartościowego nieprzemijającego
Myśli moje są z serca płynące
Niczym płomień i łzy gorące
Przez me serce wybrany
Pnący się jak bluszcz
Wnuku kochany
Popychany przez wiatru ramiona
W melodii ich szumie
Możesz usłyszeć możesz zrozumieć
Niczym zawodzenie-
Niby przestrogę niby przestrzeganie
Bądż rozważny kochanie
Dorian
Bądż prawy w duszy
Nadszedł dzień piękny i wspaniały
Kiedy przyszedł na świat
Nasz chłopczyk mały
Czekałam z niecierpliwością
Kiedy cię zobaczę
I mienię nazwę jakie ci wyznaczą
Dorian cię nazwano.
Patrzyłam na ciebie
Zawsze z miłością tkliwą
Bo widząc ciebie
Siebie widziałam szczęśliwą
Wnuku mój kochany
jeśli myślisz to myśl
Mądrze i szczerze
Bądż prawy w duszy
W sercu miłość noś i dumę
Nie zapominaj słów babci B
Bo kiedy dorośniesz
To je zrozumiesz.
Kiedy przyszedł na świat
Nasz chłopczyk mały
Czekałam z niecierpliwością
Kiedy cię zobaczę
I mienię nazwę jakie ci wyznaczą
Dorian cię nazwano.
Patrzyłam na ciebie
Zawsze z miłością tkliwą
Bo widząc ciebie
Siebie widziałam szczęśliwą
Wnuku mój kochany
jeśli myślisz to myśl
Mądrze i szczerze
Bądż prawy w duszy
W sercu miłość noś i dumę
Nie zapominaj słów babci B
Bo kiedy dorośniesz
To je zrozumiesz.
* * * * *
Sukces
Sukces
Sukcesem jest mieć w życiu szczęście dane
Ale nie wszystkim jest ono pisane
Więc pozostaje nauka i praca
Może to i lepiej !
Bo to każdą duszę bardziej wzbogaca
To przewodnik do okazywania siły i męstwa
To droga do godnego życia
Czyli - zwycięstwa !
Idąc przez życie nic was nie zaskoczy
Gdy z honorem ludziom będziecie patrzeć prosto w oczy
Wykształcenie wasze wysiłki doceni
I - pozwoli złe losy z czasem odmienić
Nie zapominajcie o cnotach jak :
Prawość uczciwość wytrwałość dyscyplina
One pozwolą poszukać własnej tożsamości
Będzie temu towarzyszyć wam po drodze
Trochę przesadnej wrażliwości trochę próżności
Czasem w rozpacz popadniecie
Ale mimo tego - bądżcie ciekawi
Co dzieje się w świecie
Okres młodości - to bunt i niezgoda z sobą
Dlatego trzeba mądrze wybierać
Jaką chce się iść drogą
Pamiętać należy że -
Dom rodzinny to busola to drogowskaz młodego człowieka
Każdy powinien ten dom doceniać
A - w nim ci co was kochają
Zawsze na was czekać
Przestrogą was moi drodzy nawołuję
Ze - brak wiary w siebie pustkę wywołuje
Więc szczypta patriotyzmu rozumowi przydać się może
Bo w obecnej rzeczywistości mogło by brzmieć hasło
"Uczucia i poczucie tożsamości "
Dobrze by było gdyby to hasło z waszej świadomości
Nie wygasło !!!
Bądżcie w życiu codziennym sympatyczni ale
Nie służalczy i obłudni
Podążajcie naprzód - ale nie przepychajcie się łokciami
Nie tratujcie po drodze nikogo stopami
Nie mylcie dumy z pychą
Cieszcie się z osiągnięć - skromnie
Tak po cichu
Strzeżcie wartości jakie mieliście przez przodków przekazane
Oni musieli je krwią oblewać
Męstwem wywalczyć
Wam - to zostało dane
Pamiętajcie !!!
Nie macie prawa mówić że
Ojczyzna może być niczyja
Czy tacy co tak mówią wiedzą po co żyją ?
Ale nie wszystkim jest ono pisane
Więc pozostaje nauka i praca
Może to i lepiej !
Bo to każdą duszę bardziej wzbogaca
To przewodnik do okazywania siły i męstwa
To droga do godnego życia
Czyli - zwycięstwa !
Idąc przez życie nic was nie zaskoczy
Gdy z honorem ludziom będziecie patrzeć prosto w oczy
Wykształcenie wasze wysiłki doceni
I - pozwoli złe losy z czasem odmienić
Nie zapominajcie o cnotach jak :
Prawość uczciwość wytrwałość dyscyplina
One pozwolą poszukać własnej tożsamości
Będzie temu towarzyszyć wam po drodze
Trochę przesadnej wrażliwości trochę próżności
Czasem w rozpacz popadniecie
Ale mimo tego - bądżcie ciekawi
Co dzieje się w świecie
Okres młodości - to bunt i niezgoda z sobą
Dlatego trzeba mądrze wybierać
Jaką chce się iść drogą
Pamiętać należy że -
Dom rodzinny to busola to drogowskaz młodego człowieka
Każdy powinien ten dom doceniać
A - w nim ci co was kochają
Zawsze na was czekać
Przestrogą was moi drodzy nawołuję
Ze - brak wiary w siebie pustkę wywołuje
Więc szczypta patriotyzmu rozumowi przydać się może
Bo w obecnej rzeczywistości mogło by brzmieć hasło
"Uczucia i poczucie tożsamości "
Dobrze by było gdyby to hasło z waszej świadomości
Nie wygasło !!!
Bądżcie w życiu codziennym sympatyczni ale
Nie służalczy i obłudni
Podążajcie naprzód - ale nie przepychajcie się łokciami
Nie tratujcie po drodze nikogo stopami
Nie mylcie dumy z pychą
Cieszcie się z osiągnięć - skromnie
Tak po cichu
Strzeżcie wartości jakie mieliście przez przodków przekazane
Oni musieli je krwią oblewać
Męstwem wywalczyć
Wam - to zostało dane
Pamiętajcie !!!
Nie macie prawa mówić że
Ojczyzna może być niczyja
Czy tacy co tak mówią wiedzą po co żyją ?
* * * * *
Kruk krukowi oka nie wykole
Kruk krukowi oka nie wykole
Kruk krukowi oka nie wykole
Tak było w przedszkolu
Tak było i w szkole
Bywało też na zebraniach
Jednej opcji jak kruki się spotykały
Biły sobie wzajemnie brawa
i wzajemnie sie wspierali
Układy układziki ta potworna zaraza
Istniała i istnieje i ciągle się powtarza
Ten co nie jest krukiem
Tym krukom przeszkadza !!
Bo inność kruków drażni
I drażnić nie przestaje
Każdego kto nie jest z ich stada
Czarną owcą nazywają
Choć smutna to refleksja
To wam kruki powiem
Tej czarnej owcy
Wzrok w inną stronę bieży
Więc nigdy do stada kruków
Nie będzie należyć
Tak było w przedszkolu
Tak było i w szkole
Bywało też na zebraniach
Jednej opcji jak kruki się spotykały
Biły sobie wzajemnie brawa
i wzajemnie sie wspierali
Układy układziki ta potworna zaraza
Istniała i istnieje i ciągle się powtarza
Ten co nie jest krukiem
Tym krukom przeszkadza !!
Bo inność kruków drażni
I drażnić nie przestaje
Każdego kto nie jest z ich stada
Czarną owcą nazywają
Choć smutna to refleksja
To wam kruki powiem
Tej czarnej owcy
Wzrok w inną stronę bieży
Więc nigdy do stada kruków
Nie będzie należyć
* * * * *
Do rządzących
Do rządzących
Czy Wy to widzicie że
Polskę do zagłady prowadzicie?
Sprzedajecie kłamiecie!
Kto Wam dał takie prawo ?
Bo moi Przodkowie - Nie !!!!
Walczyli o wolność i suwerenność
Szli ma ból na krew !!
A Wy - ściskacie się całujecie
I tak nie macie poważania w świecie
Nie obrzucajcie błotem naszej dumy narodowej !!
Schylcie przed Narodem Polskim w pokorze głowy
Bo zaufał nadzieję miał
I co dostał ?!!
Obskurne wagony po szynach się toczą
Wiozą na Sybir zesłańców
Dniem i nocą.
W brudzie i ścisku o głodzie i chłodzie
Brak powietrza i wody doskwiera
Dzieci kwilą ktoś szlocha
Ktoś Boga wzywa jęczy
Ktoś zaczyna umierać
To Sybir teraz ich domem
Ich świat będzie inny zmieniony !
Luksusem kawałek powierzchni w baraku
Śmierdzący stęchlizną i zapluskwiony
łóżko - a pod nim spiżarnia i szafa
Fotografie na kawałku ściany powieszone
I poniżany niewolniczą pracą Polak zniewolony
Z cudzymi ludzmi i na cudzej ziemi niechcianej
Ten los Sybiraka splótł się z wieloma pokoleniami
Podążającymi tymi samymi szlakami
To tu cierpienie osobiste przerodziło się w narodowe
Dlatego w pamięć wbite są tylko dwa słowa:
Ofiara i prześladowca !!!
Bo Sybir to miejsce upodlenia i odbieranie godności
Ci - którzy to piekło przeżyli
Zrozumieli !
Że należy szanować drugiego człowieka
I czym jest sens dążenia do wolności
Bo kiedy już ją mamy
Często o tym zapominamy
O zmartwychwstałym Chrystusie
Rodzice nam opowiadali i Jego
Dziesięć przykazań - to żelazne zasady
Abyśmy je przestrzegali
Mówiii =że Chrystus umarł
Dla naszego zbawienia
Kazali też być czuli
Na cudze cierpienia
W kadże Święta tej Wielkiej Nocy
Następowała cisza w rodzinie
Odnowa cały dobytek ogarniała
Następowało duchowe oczyszczenie
Rozumu mowy i serca
Przepraszając się wzajemnie
Za przykre przewinienia
Spowiedż - była wielkim przeżyciem
Komunia Święta - ukojeniem
A Pierwszy Dzień Święta wielkim wydarzeniem
Były jajka -
Przez nas dzieci pięknie malowane
Baranek żytko zielone
W koszyczku z potrawami poświęcone
To wszystko jako symbol życia
Na nowo narodzone
Czciliśmy w ten dzień
Twoje Chrystusie zmartwychwstanie
Siedząc odświętnie ubrani
Przy stole przystrojonym
Dzieląc się jajkiem poświęconym
Przyrzekając skrycie że
Życie dane nam przez Stwórcę
Nie będzie zmarnowane
W Lany Poniedziałek
Tatuś wszystkich domowników
Oblewał wodą kwiatową
Krzycząc - śmigus dyngus!!!
Było czuć to życie
Odradzające się na nowo
Zapamiętaliśmy wszyscy
Na zawsze!
Przy stole świątecznym
Przez Tatusia wypowiedziane
Każde słowo !
O wzniosła tajemnico tej Wielkiej Nocy
Zmartwychwstałeś Chrystusie - dla nas
Bo wiesz że codziennie
Szukamy u Ciebie pomocy
" Skromność ducha jest jednym z najpiękniejszych dowodów wielkości "
Polskę do zagłady prowadzicie?
Sprzedajecie kłamiecie!
Kto Wam dał takie prawo ?
Bo moi Przodkowie - Nie !!!!
Walczyli o wolność i suwerenność
Szli ma ból na krew !!
A Wy - ściskacie się całujecie
I tak nie macie poważania w świecie
Nie obrzucajcie błotem naszej dumy narodowej !!
Schylcie przed Narodem Polskim w pokorze głowy
Bo zaufał nadzieję miał
I co dostał ?!!
* * * * *
Sybiracy
Sybiracy
Obskurne wagony po szynach się toczą
Wiozą na Sybir zesłańców
Dniem i nocą.
W brudzie i ścisku o głodzie i chłodzie
Brak powietrza i wody doskwiera
Dzieci kwilą ktoś szlocha
Ktoś Boga wzywa jęczy
Ktoś zaczyna umierać
To Sybir teraz ich domem
Ich świat będzie inny zmieniony !
Luksusem kawałek powierzchni w baraku
Śmierdzący stęchlizną i zapluskwiony
łóżko - a pod nim spiżarnia i szafa
Fotografie na kawałku ściany powieszone
I poniżany niewolniczą pracą Polak zniewolony
Z cudzymi ludzmi i na cudzej ziemi niechcianej
Ten los Sybiraka splótł się z wieloma pokoleniami
Podążającymi tymi samymi szlakami
To tu cierpienie osobiste przerodziło się w narodowe
Dlatego w pamięć wbite są tylko dwa słowa:
Ofiara i prześladowca !!!
Bo Sybir to miejsce upodlenia i odbieranie godności
Ci - którzy to piekło przeżyli
Zrozumieli !
Że należy szanować drugiego człowieka
I czym jest sens dążenia do wolności
Bo kiedy już ją mamy
Często o tym zapominamy
* * * * *
Wielkanoc
O zmartwychwstałym Chrystusie
Rodzice nam opowiadali i Jego
Dziesięć przykazań - to żelazne zasady
Abyśmy je przestrzegali
Mówiii =że Chrystus umarł
Dla naszego zbawienia
Kazali też być czuli
Na cudze cierpienia
W kadże Święta tej Wielkiej Nocy
Następowała cisza w rodzinie
Odnowa cały dobytek ogarniała
Następowało duchowe oczyszczenie
Rozumu mowy i serca
Przepraszając się wzajemnie
Za przykre przewinienia
Spowiedż - była wielkim przeżyciem
Komunia Święta - ukojeniem
A Pierwszy Dzień Święta wielkim wydarzeniem
Były jajka -
Przez nas dzieci pięknie malowane
Baranek żytko zielone
W koszyczku z potrawami poświęcone
To wszystko jako symbol życia
Na nowo narodzone
Czciliśmy w ten dzień
Twoje Chrystusie zmartwychwstanie
Siedząc odświętnie ubrani
Przy stole przystrojonym
Dzieląc się jajkiem poświęconym
Przyrzekając skrycie że
Życie dane nam przez Stwórcę
Nie będzie zmarnowane
W Lany Poniedziałek
Tatuś wszystkich domowników
Oblewał wodą kwiatową
Krzycząc - śmigus dyngus!!!
Było czuć to życie
Odradzające się na nowo
Zapamiętaliśmy wszyscy
Na zawsze!
Przy stole świątecznym
Przez Tatusia wypowiedziane
Każde słowo !
O wzniosła tajemnico tej Wielkiej Nocy
Zmartwychwstałeś Chrystusie - dla nas
Bo wiesz że codziennie
Szukamy u Ciebie pomocy
* * * * *
Las katyński opowiada .....
Dedykuję, ku pamięci Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego i wszystkich ofiar
W katyńskim lesie drzewa opowiadają, że
Już siedemdziesiąt lat dusze zamordowanych
W bestialski sposób Polaków
Cierpiały i cierpią nadal.
Bo , nie chcieli uznać sowieccy kaci, że
Ludobójstwa dokonali na naszych braciach.
Jadą więc w poranek kwietniowy
Prezydent z żoną i wielcy patrioci
Aby złożyć im hołd i kwiaty
Lecz nie dotarli do ich mogił,
Samolot rozbił się tam,
Gdzie mieli pochylić głowy.
Może opatrzoność zadecydowała i
Życie ich w ofierze złożył
Aby wreszcie świat usłyszał -
Krzyk rozpaczy !!!
Dzieci wychowanych bez ojców,
Matek krzyk, sióstr i braci.
Naród czuje się osierocony, bo
Zginął Prezydent RP !
Wielki Polak, wielki patryiota,
Mąż Stanu, wielce zasłużony.
Na Wawelu biją dzwony
Ludzie modlą się i płaczą
Flagi z kirem wywieszają
W sercach trwogę i żal mają.
Wreszcie świat, zrozumiał, zauważył, że
Ta śmierć była ceną !
Aby o lesie katyńskim usłyszano, że
Ludobójstwa na Polskich Oficerach - dokonano !!!
W katyńskim lesie drzewa opowiadają, że
Już siedemdziesiąt lat dusze zamordowanych
W bestialski sposób Polaków
Cierpiały i cierpią nadal.
Bo , nie chcieli uznać sowieccy kaci, że
Ludobójstwa dokonali na naszych braciach.
Jadą więc w poranek kwietniowy
Prezydent z żoną i wielcy patrioci
Aby złożyć im hołd i kwiaty
Lecz nie dotarli do ich mogił,
Samolot rozbił się tam,
Gdzie mieli pochylić głowy.
Może opatrzoność zadecydowała i
Życie ich w ofierze złożył
Aby wreszcie świat usłyszał -
Krzyk rozpaczy !!!
Dzieci wychowanych bez ojców,
Matek krzyk, sióstr i braci.
Naród czuje się osierocony, bo
Zginął Prezydent RP !
Wielki Polak, wielki patryiota,
Mąż Stanu, wielce zasłużony.
Na Wawelu biją dzwony
Ludzie modlą się i płaczą
Flagi z kirem wywieszają
W sercach trwogę i żal mają.
Wreszcie świat, zrozumiał, zauważył, że
Ta śmierć była ceną !
Aby o lesie katyńskim usłyszano, że
Ludobójstwa na Polskich Oficerach - dokonano !!!
" Skromność ducha jest jednym z najpiękniejszych dowodów wielkości "
Aby nie zapomniano
Rozpłynęła się kraina mojego dzieciństwa, młodości, żyje ona tylko we mnie.
W moim sercu.
Oglądając fotografie z różnego okresu życia każdy z was będzie miał inne odczucia,
inne wyobrażenie o dniach , które przeminęły bezpowrotnie.
W każdej rodzinie są okresy porażek i zwycięstw, dlatego moi kochani , musicie zmagać się,
z trudami zadanymi przez los.
A zwycięstwami i radościami nauczcie się cieszyć, choćby małymi.
Każde osiągnięcie w życiu się liczy. Porażkom należy stawiać czoło i walczyć z nimi.
Poszukujcie nowych wartości i żyjcie dopóki dano wam żyć.
Przez całe życie pragnęłam być osobą, która dobrze starała się wypełnić zadanie, jakie przynosił los.
Byłam powściągliwa w okazywaniu uczuć nawet w stosunku do dzieci, które kochałam miłością
wielką i mądrą.
Byłam osobą energiczną, często słów nie odmierzałam, gdy mnie coś rozzłościło
Jednak jak zachodziła potrzeba , potrafiłam być cierpliwa, łagodna wyrozumiała dla chorych, cierpiących, będących w potrzebie i słabych psychicznie, zwłaszcza dla tych, co nie mieli
oparcia i poczucia bezpieczeństwa wśród najbliższych.
Ale zawsze byłam bezwzględna dla łajdaków.
Wymagając wiele od siebie żądałam tego samego od innych.
Odznaczałam się zajadłą bezkompromisowością, nawet wtedy, kiedy szkodziła mnie samej.
Nie miałam zwyczaju przed nikim zamykać drzwi, ale sama lubiłam chodzić tam, gdzie ja tego chciałam.
Zycie jest układanką złożoną z wielu fragmentów i nigdy nie jest jednym pasmem szczęśliwości.
Najważniejsze dla mnie były sprawy wychowania dzieci, aby nie uwypuklały się różnice co do
pojmowania zasadniczych spraw.
Jakie wartości, jakie zasady, podejście do moralności, postawy obywatelskiej i co najważniejsze, jak powinna wyglądać rodzina, polska rodzina, która przekazuje z pokolenia na pokolenie, wartości prawe, żyje w nich w oparciu o miłość, zaufanie, poczucie bezpieczeństwa i odpowiedzialność za nią i za swoje czyny.
Dzieci widzą zachowanie rodziców i wewnętrzne przepychanki, okutnie oceniają rodziców nie zdając sobie sprawy, że czasem , ta walka jest po to, aby obronić coś wartościowego, co będzie owocować w przyszłych pokoleniach.
Miłość moja jako matki była mądra i wymagająca, ale muszę przyznać nie pozbawiona błędów.
Tego jednak nie da się uniknąć.
Mimo wszystko pragnęłam w głębi serca swojego wychować was na mądrych , wartościowych ludzi, którzy swoją postawą zawsze i wszędzie budzą szacunek.
Jeśli o tym zapomnicie, zaprzepaścicie coś bardzo pięknego i ważnego.
Pragnęłabym abyście umieli radować się z rzeczy prostych i zwyczajnych oraz aby dawało wam to zadowolenie ze spełnionego obowiązku
Byłam człowiekiem niedoskonałym jak wszyscy, ale i jak tylko niektórzy - wyjątkowa
Chcę przeprosić was za brak pełnego zrozumienia i za własną niedoskonałość, która mogła was martwić i boleć a nawet ranić.
Mądrość, doświadczenie w rozumieniu ludzi zdobywa się z biegiem lat.
Może zbyt póżno?
Bożena Dobaczewska zd. Składzińska
Bożena Dobaczewska - " Aby ocalić przeszłość "Przesłania
RecenzjaSą ludzie, którzy zastanawiają się, czym jest poezja?
Starają się sobie odpowiedzieć na to pytanie lub nie chcą, albo nie potrafią.
Są tacy, co zajmują się poezją, w tym sensie, że ją tworzą, piszą o niej, a przyznają się do tego, że nie wiedzą czym jest poezja.
Dla Zbigniewa Herberta poezja była skupieniem nad gałązką tarniny.
Dla księdza Wacława Buryły - poety jest nadzieją i siłą, która niesie dobro, zmiany na lepsze. Niesie człowieczeństwo.
Najwyższe ludzkie wartości.Dla Bożeny Dobaczewskiej największymi wartościami są te, które znajdują się w haśle: " Bóg - Honor - Ojczyzna "
Wartością niezaprzeczalną jest rodzina.
Z niej czerpie siłę, nadzieję, inspirację twórczą, czyli wszystko to, co stanowi sens i treść poezji.
Już pierwszy wiersz mówi o tym ( pierwszy w tomiku), o czym świadczy nawet tytuł, bardzo wymowny tytuł, tj. " Być strażnikiem rodzinnej pamięci "
" Być strażnikiem rodzinnej pamięci ", to pragnąć zatrzymać, zachować każdy dzień "
" Rodzina - to szeroki horyzont myślowy " - wyznaje autorka.
Na rodzinie opiera się cały potencjał intelektualny, który może wszystkim pomóc.
Autorka ma rację, bo największą wartością w dzisiejszym oszalałym i niespokojnym świecie jest rodzina.
W rodzinie " często pojawiały się mądre i zdolne głowy ".
W tym prostym, oczywistym stwierdzeniu kryje się siła i nadzieja, a także niewypowiedziana myśl, że dzięki rodzinie można wiele osiągnąć, znaleźć intelektualne wsparcie.
Obserwując życie, ludzi, zdarzenia w swoim życiu czasem mówię, że drugi człowiek może nas zniszczyć, pokonać, czy tylko zdenerwować jednym zdaniem.
W wierszu " Być strażnikiem rodzinnej pamięci " czytam: " Bywało, że jedno słowo potrafiło lawinę spowodować "
Niestety, tak w życiu bywa i to uzmysławia nam autorka wiersza.
Wypowiada to w sposób prosty, mądry, oczywisty i cichy.
W jej wierszach znajdujemy wiele tego typu mądrości, wypowiedzianych delikatnie, refleksyjnie.
W wierszach Bożeny Dobaczewskiej nie ma agresji, nachalności, a jest bardzo mądra cisza.
Wszystko zostało przemyślane: każdy szczegół życia. To życie składa się na tę mądrą poezje. Życie, jego zjawiska, ludzkie gesty, uczucia , przeżycia.
Życie to wielki bagaż, skarbiec. Można z niego wysnuć wiele wierszy.
Życie inspiruje, pobudza do refleksji, a te znajdują ujście w poezji, tzw.
" mowie wiązanej "
W naszym życiu przepada wiele rzeczy, wiele zdarzeń przemija bezpowrotnie, przepadają też uczucia.Czym jest zatem poezja dla Bożeny Dobaczewskie?
Jest utrwalaniem, odzwierciedlaniem uczuć, myśli, poglądów, a sam proces tworzenia, dobierania słów jest sztuką, trudem, wysiłkiem, który służy różnorodnemu przekazowi tego o czym " pomyśli głowa "
Juliusz Słowacki pisał w poemacie " Beniowski "
" Chodzi mi o to, aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa "
" Strofa być winna taktem, nie wędzidłem "
Bożena Dobaczewska podjęła się trudu jasnego, zrozumiałego pisania.
Przemyślała całe życie w różnych jego aspektach, ujęciach, dziedzinach.
Ważna jest rodzina, ważna jest ojczyzna, ważne miejsce, w którym się żyje.
Wszystko bierze się z wnikliwych obserwacji, głębokich przemyśleń i doświadczeń życiowych, które gromadzą się przez całe lata. Nie można ich zatrzymać w sobie.
Po to są wiersze, by utrwalać w nich uczucia, myśli.
Leopold Staff w wierszu " Ars poetica " określił rolę poety, który przekazuje myśli i uczucia." Echo z dna serca, nieuchwytne,
Woła mi: Schwyć mnie, nim przepadnę...
Łowię je spiesznie jak motyle,
Nie, abym świat dziwnością zdumiał,
Lecz by się kształtem stała chwila
I abyś bracie, mnie zrozumiał " ( Leopold Staff )Każdy, kto pisze, pragnie być zrozumiany.
To ma być końcowym efektem tworzenia: być zrozumianym.Podziwiam piękno, dyskrecję, kulturę, ciszę ( tu chcę ja być zrozumiana) tworzenia Bożeny Dobaczewskiej, u której " kształtem staje się chwila", uczy nas też kultury obcowania z poezją, życiem, człowiekiem.
Nie można swojego życia, losu człowieka, losu ojczyzny zostawić bez słowa pisanego.
Skoro autorka tak wielką wagę przywiązuje do rodziny, to wielką rolę w niej odgrywa matka.
Matka najważniejsza osoba w rodzinie. Jej brak niczym, nikim nie da się zastąpić.
Żalu nie można utulić .
" Chciałabym mieć skrzydła
Ptaka lub motyla
Być niewidzialna
Płakać nad jej grobem
I widzieć
Jak ona nade mną się pochyla
I koi mą duszę "
Wiersz poświęcony Matce jest dla mnie jednym z piękniejszych wierszy o naszych Matkach, bardzo przejmującym uczuciowo i najbardziej wzruszającym.
Wyraża ogromny żal; to co większość z nas przeżywa, z czym nie można sobie poradzić i czego nie można ukoić.
Smutek po śmierci Matki zmienia się w ciszę.
U nikogo nie znalazłam czegoś podobnego, bardziej przejmującego i pięknego, niezwykłego wyrażenia najgłębszych ludzkich uczuć.
Sam tytuł to już zapowiada: " Smutek zmienia się w ciszę ".
" Zmienia się w ciszę ", bo nic innego nie może być. Nie jest to zamierzona metafora („ smutek zmienia się w ciszę "), a najbardziej szczere, prawdziwe wyrażenie przeżycia, stanu ducha.
W życiu jest śmierć i w życiu jest miłość, a w tle srebrna poświata księżyca, a w perspektywie, tej najdalszej - zmarszczki - znaczniki wspólnej wędrówki przez życie "
Gradacja uczuć od miłości, co jest " największą potęgą na ziemi " do przyjaźni, gdy uczucia bledną, ziębną, powoli się zmieniają "
Ciekawe są w tym wierszu przemyślenia na temat miłości i etapów, jakie po niej następują: przyjaźń, przywiązanie, a ślubna fotografia " przypomina, że na myśl należy odpowiadać myślą i to cierpliwie "
Cierpliwość, jest " tajemnicą dobrego dialogu".
Zawsze uważałam, że słowa, niezależnie od wszystkiego ograniczają nas, wiele myśli, obrazów znajduje się poza wierszem.
W życiu, między ludźmi też tak jest
" A słowa nie zawsze przekazują myśli właściwe ("Pierścionek w muszelce")
" Księżyc " natomiast jest obojętnym świadkiem ludzkich dramatów
(" Pierścionek w muszelce ").
Przypomina to scenę z filmu z filmu "Doktor Ż wago", kiedy to główny, tytułowy bohater pędząc pociągiem na Syberię, w nieludzkich warunkach, uchylił drewniane maleńkie okienko, wyjrzał na świat i zobaczył piękny, mroźny, srebrny , obojętny księżyc.
Świecił tak samo w Moskwie, na Syberii, nad nieszczęsnym pociągiem.
Ta sama obojętność i to samo piękno, wystarczająco bezduszne, by smutku w życiu nam dodało.
Wiele prawdziwych refleksji zawiera wiersz " Pierścionek w muszelce ".
Zadziwiający opis miłości zwiera, gradację i metamorfozę rzekomo największego uczucia na świecie, jakim jest miłość.
Przyczyną ludzkich rozstań jest żal, także smutek i rozczarowanie, o czym mówi wiersz " Wierzyłam ", stanowiący bezpośrednią poetycką wypowiedź.Oddzielną partią wierszy stanowią wiersze dedykowane dzieciom i wnukom.
Są pisane prostym, szczerym językiem, płynącym z głębi serca, przesyconym uczuciami: miłości, podziwu, zachwytu, uwielbienia, wdzięczności itd.
Niezależnie od tego nie brak w nich życiowych wskazówek, a przede wszystkim miłości, toteż można zazdrościć młodym ludziom, że są otoczeni miłością, troską, szacunkiem, zrozumieniem.
Przez wiersze te przewija się sprawa ojczyzny,, miłości do niej, Boga, honoru, czyli najwyższych, największych wartości. Przewija się to, choćby w tytułach:
"Bądź prawy w duszy "
"Zwyciężaj każdy dzień "
"Nie zniknij w tłumie "O wnuczce Patrycji pisze: " wdziękiem promieniejesz"
Nie ma dla mnie nic piękniejszego!
A ileż mądrości życiowej zawierają te wiersze:" Być dumą rodziców i dziadków"
Dorianowi - " że będzie dla ciebie najważniejsze w życiu
Dziesięć przykazań "
" Bo musisz pamiętać
Że masz wyrosnąć na porządnego człowieka"
"Mężczyzna, którego zwą Polakiem
Musi mieć zawsze honor, miłość do ojczyzny"
Adrianowi - "I krocząc przez życie – pamiętaj!
Co znaczy słowo honor i słowo ojczyzna"
Wrodzona delikatność charakteru i serca każe autorce napisać:
" Nie wiń mej duszy za to co czuje
Za czym tęskni czego oczekuje
Za troskę o ciebie" (" Nie wiń mej duszy")
W tym bezpośrednim, bardzo szczerym i przejmującym wyznaniu dość subtelnie, a wręcz wyraźnie brzmią słowa:
" Robię to w serca gorącej potrzebie
Z chęci przekazania czegoś
Wartościowego, nieprzemijającego. ( " Nie wiń mej duszy ")
Właśnie o to chodzi, by przekazać coś, co jest wartościowe, nieprzemijające. Nie ma żadnej wątpliwości, że najważniejsza jest miłość tak hojnie nagromadzona w sercu i w wierszach autorki.
Wiersze te mają charakter rodzinny, osobisty i wychowawczy. Najpiękniej wychowuje się miłością w aspekcie rodzinnym, patriotycznym, duchowym, religijnym, co nie trudno zauważyć w myślowym i intelektualnym przekazie, przesłanie tych wierszy, na czym najbardziej zależy autorce, wszak pod tytułem " Aby ocalić przeszłość " umieszcza słowo ( podtytuł intencyjny ) " Przesłania "
Swoje intencje autorka zaznaczyła na samym początku, niczego nie ukrywając. Tak też zbudowała swój tomik. Na początku są przesłania dla rodziny. Wiersze i fotografie rodzinne uwydatniają elegancję życia.Wśród wierszy rodzinnych znalazł swoje miejsce utwór poświęcony protoplaście rodu pradziadkowi Michałowi Karyory, który z legionami Napoleona przybył.
"Swoją grecką ojczyznę z jarzma tureckiego budził ".
Wierszem poświęconym protoplaście rodu, słowami tam nakreślonymi, składa mu hołd, jego czynom, jego życiu, poświęceniu dla dwóch ojczyzn. Od niego pochodzą korzenie rodziny.
Jego trud został nagrodzony, a przyszłe pokolenia zawiadamiają go ,
"że wolną ojczyznę już mają "
Dobrze jest z książki dowiadywać się o przeszłości rodziny, poznawać swoje korzenie, sięgać pamięcią, wspomnieniami w głąb życia minionych pokoleń, mieć choćby poetyckie wyobrażenie o nich.
W życiu pojawia się miłość, szczęście, rodzina, ale i rozczarowanie, jak np. w wierszu " Wierzyłam "
Najwięcej szczęścia, radości, siły i nadziei daje rodzina.
To jedno z głównych przesłań Bożeny Dobaczewskiej.
Tak dokładnie przemyśleć życie, dać poetycki obraz, zapis członków tej rodziny, nie każdy chce, umie.
Trzeba znaleźć w sobie siłę ducha, ocean miłości żeby wszystko opisać.Bożena Dobaczewska jest prekursorką na gruncie płockim, bo nikt wcześniej z obecnych autorów nie złożył takiej książki: wiersze i rodzina, przepiękne fotografie.
Mamy w tej książce podwójną lekturę, lekturę słowa i obrazu.
Czytamy wiersze. To mało. Czytamy z fotografii. To swoisty fenomen. Ile z tych fotografii można wyczytać. To oddzielna lektura.
Jest w nich dawne i obecne życie. Nigdzie nie widziałam takich zdjęć, może w bardzo dawnych książkach, może w " Księdze wspomnień " Jarosława Iwaszkiewicza
Uderza mnie szlachetność i wyjątkowa duchowość twarzy całej rodziny. I ogólna elegancja!
We współczesnym świecie nie znajduję elegancji. Ludzie z niej zrezygnowali. Wyparli się jej.
Można tę elegancję znaleźć w książce Bożeny Dobaczewskiej. W wierszach, w fotografiach, w tym co tak subtelnie nam przedstawiają.
Pełno w nich urody ludzi, życia, zdarzeń. Pełno urody i elegancji.
I znów wielkie znaczenie miłości w wierszu " Twarze na fotografii "
W wierszu tym występuje tzw. „ty liryczne”( w liczbie mnogiej), bezpośredni zwrot do tych, co mają przyjrzeć się fotografiom i zrozumieć ( z biegiem lat) , że największą cenę ma miłość "
Autorka woła :
" Przyjrzyjcie się " !
Przyjrzyjcie się tym twarzom na fotografii
Czy będzie wam ciężko żyć z myślami że
Tych co was kochali nie ma już z wami ?
W życiu wszystko przemija, a nade wszystko życie przemija, a wraz z nim przepada wiele rzeczy, przepada wiele uczuć, myśli zdarzeń.
Fotografie utrwalają z życia wybrane chwile, zdarzenia.
Część rodzinną dedykacyjną jakby zamyka wiersz " Dla rodzeństwa ".
Analiza etapów wspólnego życia kończy się refleksją:
„Że tak naprawdę nie było
Zmarnowane nasze życie” („Dla rodzeństwa”).
Każdy wiersz charakteryzuje ciąg przemyśleń. Są to liryki refleksyjne opierające się na szczerej wypowiedzi, na bezpośrednim wyznaniu.
Przemyślenia górują na tzw. obrazowaniem poetyckim w postaci np. metafor.
Wiersze cechuje budowa ciągła. Składają się z kilkunastu wersów. Nie zawsze występują rymy.
W wierszu " Sztuka" - będącym przemyśleniem na temat tworzenia autorka pisze, że " sztuka ma być prawdą " Autorka hołduje prawdzie. Źródłem inspiracji jest życie, najbliższa rodzina, są fakty, zdarzenia, które zaistniały i wywołały szereg refleksji, cennych myśli, będących w epicentrum prawdy.
Marzenie nie wystarczy, dopiero, gdy się spełnia, ma sens, daje radość.
" Żyjąc samotnie w ciszy i w melodii szumie
Trudno być dostrzeżonym
Łatwiej- gdy jest się w tłumie (" Marzenie nie wystarczy”)Niekoniecznie zgadzam się z autorką.
Nie zawsze tłum daje poczucie bezpieczeństwa, nie zawsze zdobywa się w nim pewność siebie
Człowiek na ogół w swych niespełnionych marzeniach czuje się i " miota jak motyl, jak pszczoła na szybie, szukając wyjścia, powietrza, światła. („Marzenie nie wystarczy".
Do wiersza wkradła się w sposób zamierzony zwykła obserwacja i posłużyła obrazowaniu poetyckiemu, wyrażeniu głębi uczuciowej.
Przywołuję wiersz Wisławy Szymborskiej " Kałuża " z tomiku „ Chwila".
Jakże ciekawe wydaje się spojrzenie małej dziewczynki na kałużę, jakże niezwykle brzmi lęk dziecka,” przed zakleszczeniem się” w kałuży.
" Potem kałuża wyschnie,
zamknie się nade mną,
A ja na zawsze zatrzaśnięta - gdzie -
Z niedoniesionym na powierzchnię krzykiem "
„Kałuża”- W. Szymborska
Gdy marzenia zderzą się z rzeczywistością, nie spełnią się, gdy życie” się zakleszcza”, to czujemy się jak motyl czy pszczoła, gdy szukają wyjścia na powietrze.
Naturalną potrzebą jest marzyć, niezależnie od tego, co życie czyni z naszymi marzeniami.
Ten wiersz bardzo mnie wzrusza, porusza niekłamaną szczerością, nieukrywaną bezpośredniością wyznania.
Nie każdy ma odwagę tak pisać.
Ten wiersz zestawiony jest z pięknym i wymownym zdjęciem samej autorki, w stroju łowickim, zdjęciem z młodości, kiedy to snuje się marzenia i dopiero trochę później dowiaduje się czy rozumie, że „nie wszystkie złe przygody mieszczą się w regułach świata i nawet gdyby chciały, nie mogą się zdarzyć .
(" Kałuża- Wisława Szymborska )
Trzeba przeżyć i przemyśleć całe życie, zderzyć się z nim i z marzeniami.
W życiu niekiedy jest tak, jak w wierszu" Jesteś Boże we mnie ", to znacz, że tylko Bóg może człowieka wysłuchać i zrozumieć
" Wierzę, że ty Boże
Jeden mnie wysłuchasz, jeden mnie zrozumiesz
Bo nikt - tak jak ty
W każdej duszy czytać umiesz” (" Jesteś Boże we mnie”).
Znajdujemy w wierszu odniesienie się do Boga.
Dalszą część tomiku stanowią wspomnienia.
Układ książki jest bardzo przemyślany.
Nie ma nic piękniejszego od wspomnień związanych z domem rodzinnym( " Nadleśnictwo ").
Zabawy dziecięce miały czar, ale gdy zabawa dobiega końca, wracało to samo szare życie. („Zabawa w teatr”).
Smutek dominuje. Jest zwykłym smutkiem, ale " w ciszę się zmienia”. Smutek i cisza wiążą się ze sobą.Najpiękniejszym wspomnieniem jest wspomnienie o dawnej rodzinnej Wigilii (" Wigilia "), gdzie to sanie pędziły do domów, dzwoniły janczary, wszędzie było " biało bielutko ", a w domu " cicho, cichutko ".
Specjalnie dobrane słowa oddają rodzinny charakter tego pięknego wiersza, w którym gości cisza i refleksja.
To właśnie liczne przemyślenia, cały szereg myśli, nadaje wierszom spokoju.. Cisza to również mądrość. To pragnienie uspokojenia, ukojenia życiowego.
Dla autorki duże znaczenie mają zdarzenia patriotyczne, rocznice, wymowne daty
Kalendarz rocznic. Nie przechodzi obok nich obojętnie, np. obok rocznicy odzyskania niepodległości przedstawionej w wierszu
("Kiedy?"), a wzbogaconego zdjęciem Marszałka Józefa Piłsudskiego
i zdjęciem pomnika w Płocku
W wierszu „Solidarność " ( w 25 -tą rocznicę) przedstawia swoje poglądy, występuje z apelem do młodych.
" I zbudujcie ojczyznę dla wszystkich rodaków "
„Więc rozwińcie skrzydła niczym orzeł biały
I zbudujcie ojczyznę dla wszystkich rodaków
Piękną sytą bogatą polscy patrioci młodzi "
Przypomina mi to wiersz Adama Asnyka " Do młodych "
" Ale nie depczcie przeszłości ołtarzy,
Choć macie sami doskonalsze wznieść
Na nich się jeszcze święty ogień żarzy
I miłość ludzka tam stoi na straży,
I wy winniście im cześć” ( Adam Asnyk).Prawda, bezkompromisowość, szczerość wypowiedzi, uczciwość, dążenie do dobra, do zmian na lepsze, do sprawiedliwości, do rozliczeń w życiu politycznym Polski - to cechy charakteryzujące takie wiersze jak " Solidarność", " W pięćdziesiątym szóstym ", " Największa pora skończyć ", " Czy wytrwają ", " Moja Ojczyzno ", " Jak żmija ",
" Przebaczą ale czy zapomną "
" Świadomie stałeś się donosicielem
Będąc żądny władzy pieniędzy sławy
Jak Judasz srebrników."
" Może zapomną jak się dowiedzą
Ale nie przebaczy ci tego żaden porządny człowiek "
(" Przebaczą ale czy zapomną ")
Porządny człowiek znajduje najwyższe miejsce w hierarchii wartości.
W wstrząsającym wierszu z powodu obrazu odżywającej żmii,
(„PRL - to jak żmija zgubiona”) znajdujemy apel do narodu:
" Narodzie cały przemyśl to sobie
Komunizm - PRL przynosił zło ! "
Jest jednak nadzieja:
" Przyjdzie czas że naród polski - cały
Będzie żył w dobrobycie i w zgodzie " (" Jak żmija”)
" Człowieczy los " to zbiór myśli, obrazów i wspomnień.
Jak u Kochanowskiego w pieśni - " Serce roście ", po zimie następuje wiosna i to ona niesie radość, nadzieję.
" Miłość i przyjaźń rodząca się wiosną
Staje się wielką radością (" Człowieczy los ")
Gdy pojawią się zwątpienia, przyjemnie jest marzyć.
Tylko Zygmunt Krasiński umiał przetrwać zwątpieniem.
Pojawia się obraz brzozy, która jakby jeszcze płakać nie chciała nad człowieczym losem.
Piękny obraz, znany w polskiej literaturze:
" Przy kapliczce małej
Wiatr smętnie poruszał gałęziami srebrzystej brzozy
W rogu cmentarza -
A brzoza rosę - jak łzy z gałęzi strząsała
Jak gdyby płakać jeszcze nie chciała
Nad człowieczym losem który zawsze się powtarza "
(" Człowieczy los ").
„Każdy człowiek jak moneta ma dwie strony"
I to nie jest proste, łatwe w kontaktach międzyludzkich. Nie jest łatwo
wtedy żyć.Oddzielny " rozdział" w książce stanowią wiersze typowo refleksyjne, ale nie ma w nich pustki, lecz zastanowienie nad losem ludzkim, nad życiem, nad wszystkim. Człowiek nie żyje w pustce.
Żyje nade wszystko w ojczyźnie, wśród ludzi, wśród rozlicznych problemów.
Autorka zastanawia się nad losem dzieci niekochanych, porzuconych zaniedbanych
Rozległe czułe serce. Wszędzie dobro, wszędzie zabije. Zadrży nad ludzką niedolą.
Dbałość o czystość języka wyraża wiersz " Nasz język "
" Pan Paderewski Polak wielce zasłużony
I bolał nad tym niezmiernie
Że jego język ukochany
Jest coraz bardziej poćwiartowany”( " Nasz język ").W wierszach pojawiają się wielcy Polacy stanowiący wzór godny naśladowania, budzący podziw.
Serce jest sercem. Ciągle bije.
"Serce, które uznałam za martwe jeszcze ciągle żyje "
Motyw serca w wierszu " Pozostał tylko dym "
Autorka tak po prostu stwierdza, że
" Gniew wpędza nas w kłopoty "
" Nie wystarcza zdobywać mądrości
" Trzeba korzystać z niej umieć
Choć nas często to złości " (" Pozostał tylko dym ")Nie naprawi się wszystkiego w życiu, milczenie może „być pełne ukrytej treści” .
" Czy ta odrobin przezorności w głowie może się zmieścić
Jeśli to zostanie dostrzeżone
To moje serce choć w części będzie uleczone "
(" Pozostał tylko dym ").Martwe serce może być uleczone.
Smutek zostaje przezwyciężony przez nadzieję. To znów gaśnie.
Powodują to wnikliwe obserwacje, głębokie przemyślenia.
" Czuję się - jak dom którego
Urok gaśnie po zamknięciu okiennic"
(" Jak złoty kurz ")
Cóż za wstrząsające wyznanie. Cóż za niebywałe obrazowanie poetyckie. Ileż uczucia w tej wypowiedzi.
Nigdy czegoś podobnego nie przeczytałam.
Życie dostarcza nam tylu niespodzianek !
" Siedzę przy oknie i patrzę na świat
Na świat który powoli o mnie zapomina "
Tu nie mogę znaleźć nadziei, ale jest piękno. Subtelność. Cisza.
Człowiek zmęczony życiem ukrywa się w ciszy.Książka zawiera 87 wierszy, od spraw rodzinnych, po sprawy ojczyzny, od refleksji osobistych, po refleksje ogólne, ponadczasowe, bo zawsze aktualne.
Wiersze patriotyczne, społeczne mówiące o dużym zaangażowaniu poetki.
Nadzieja raz się pojawia, raz umiera, ale " musisz powstać z popiołów i zacząć od nowa "
W wierszu " Baśń życia ", zgasł duch istniejącego życia",, ale "wspomnienie ciągle wzrusza, a wiatr może osuszył czyjąś łzę ".Wśród licznych wierszy wyróżniają się i na uwagę zasługują:
"Sumienie ", " Katyń ", " Stan wojenny ".
,Odwaga myślenia, uczciwość myślenia, postępowania, prawda, nade wszystko prawda i czystość serca.
To są znamiona poezji Bożeny Dobaczewskiej.Gdy ujrzałam wiersz " Sumienie ", jego szeroką frazę, strofy, sądziłam, że to wiersz o charakterze patriotycznym czy politycznym, ale to utwór o roli kobiety i mężczyzny w życiu, o ich wzajemnych relacjach, o tym, kto ma więcej w życiu szczęścia, kto bardziej pokrzywdzony jest przez los, kto bardziej odpowiedzialny, szczęśliwy.
Zdumiewające są dla mnie apostrofy, zwroty bezpośrednie do wichru, zawieruchy, huraganu, do żywiołów, które nie tylko w przyrodzie, ale i w życiu
ludzkim.
Autorka rozmawia z nimi, wręcz zmaga się z nimi.
W wierszu pojawia się słońce, księżyc. Wszystko to razem stanowi tło, harmonizuje z przeżyciami, pomaga wyrażeniu myśli i jest siłą wiersza.
Pierwszy wiersz to "Być strażnikiem rodzinnej pamięci ", a ostatni wiersz to " Katyń ".
Pamięć ujawniła prawdę. Ziemia katyńska odkryła prawdę.
Te wiersze mają wspólną nić: pamięć.
Ojczyzna, rodzina to dla Bożeny Dobaczewskiej obowiązek.
Nie można żyć obojętnie z dala od historii, nie można wyrzucić, pozbyć się pamięci.
" Poezja to pieśń odwieczna ludzkości ", tak w liście do K. Gaszyńskiego pisał Zygmunt Krasiński, który doszedł do wniosku, że przyszło mu przetrwać zwątpieniem.
Autorka żywo reaguje na zjawiska życia, na fakty historyczne, na to co dzieje się w Polsce.
Czasem zadajemy poetom szczegółowe pytania odnoszące się do procesu tworzenia, do szczegółów z życia, a niejednokrotnie słyszymy odpowiedz,
że wszystko znajdziemy w poezji, że całe życie jest w niej zawarte.
Bożena Dobaczewska dzieli się z nami swoimi wierszami, czyli myślami, uczuciami, przeżyciami, poglądami.
Dzieli się sercem, dobrem, troską. Wszelkim pięknem swojej duszy również.
Rozumie potrzebę dzielenia się i zachowania przez to samo pamięci o całym życiu.Dość dokładnie prowadzi rozmowę ze sobą, z ludźmi, ze swoją rodziną i czytelnikiem, do którego tę rozmowę kieruje..
Odbiorcę swych wierszy traktuje uczciwie, jak kogoś bliskiego, kogo rozumie i kto ją powinien zrozumieć, bo mówi o sprawach oczywistych, prostych, zwykłych i wielkich..
Używa eleganckich słów, zwykłych i pełnych emocji.
Jeśli żąda, wymaga, to prawdy i przyzwoitości, odpowiedzialności i rzetelności.
Autorka daje odbiorcy mądrą poezją, możliwość rozmowy z nią.
Pierwsza rozpoczyna rozmowę, podkreślając jej wagę, dla rozmówcy i dla siebie bo chce przekazać piękno i cały szereg myśli.
Wiersze służą temu, by wypowiedzieć siebie, zaistnieć w nich, nie dla siebie, chociaż poprzez siebie.
Poetka pozwala wejrzeć do swojej duszy, do swego serca, do swych myśli i do warsztatu pisarskiego..
Nie ukrywa trudu pisania, trudu, jakiego się podejmuje dla wyrażenia myśli i uczuć, po to, by nadać właściwy kształt językowy niekiedy niełatwym sprawom, o których mówi.
Wiersze zarysowują prawicową postawę autorki, postawę wobec życia i ludzi, postawę kobiety.
Poeta musi czynić swoje, a kiedy to czyni rozwija się poezja, rozwija się myśl, dojrzewa, nie zastyga, nie umiera, bo poezja musi żyć ze swoim pięknem, prawdą.Intencje twórcze Bożeny Dobaczewskiej można scharakteryzować słowami księdza Jana Twardowskiego :
" Piszę to co widzę, niczego nie zmyślam .
( "Piszę " ksiądz J. Twardowski.)Książka - to podwójna lektura. Czytany tekst pisany, czytamy też ze zdjęć. To oddzielna lektura. Fascynująca.
" tylko fotografie nie liczą się z czasem "
(„Stare fotografie " ksiądz J. Twardowski)Życie posłużyło temu, by " wzlatywać na skrzydłach "
" odróżniać ból
od wszystkiego, co nim nie jest "
" mieścić się w wydarzeniach,
podziwiać w widokach "" Wyjątkowa okazja,
żeby przez chwilę pamiętać,
o czym się rozmawiało,
przy zgaszonej lampie,
i żeby raz przynajmniej
potknąć się o kamień,
zmoknąć na którymś deszczu,
zgubić klucze w trawie
i wodzić wzrokiem za iskrą na wietrze,
i bez ustanku czegoś ważnego
nie widzieć
" Notatka " W. SzymborskaW przypadku Bożeny Dobaczewskiej jest odwrotnie,
" i bez ustanku coś ważnego widzieć "Szukałam wiersza, by podsumować, uogólnić charakter poezji Bożeny Dobaczewskiej i znalazłam
" Notkę " Wisławy Szymborskiej
Życie natchnieniem i cisza natchnieniem.
" Ta cisza tu - to całe moje życie
To radość i łzy "
( " Otwórz kluczem drzwi "- B. D. )
Do końca życia nie zapomnę słów" Czuję się - jak dom którego
Urok gaśnie po zamknięciu okiennic"
(„Jak złoty kurz"- B. D.)
Zastanawiająca metafora, czy porównanie, czy jedno i drugie.
Nie gaśnie tylko tej szczerej i prawdziwej poezji.
Napisała - poetka Wanda Gołębiewska
Zawsze pragniemy być młodzi
Mimo opuszczonych rolet pokój , w którym się znajduję wypełniło słońce
Za oknem lekki wiatr porusza gałęziami drzew, których konary pojaśniały nagle od blasku.
Okna są otwarte, a przez wolne przestrzenie wdziera się do środka długimi strugami światło nasycające swym ciepłem i złotą poświatą nawet zaciemnione miejsca.
Pióro , jest najlepszym moim powiernikiem trzymającym na uwięzi wszelkie namiętności i rozczarowania.
Na tych kartkach mogę prześledzić swoją drogę do zrozumienia wszystkiego co przeżyłam.
Spisywanie ma na celu dostarczenie wzorów moralnych mym najdroższym dzieciom i wnukom.
Mam nadzieję, że w przyszłości chociaż w jakimś stopniu pomoże właściwie pokierować im swoim życiem.
Życie, to nie żałosne skomlenie, jest w nim jakaś potęga dlatego nie wolno zaprzepaścić otrzymanych szans, bo tak naprawdę nigdy nie wiadomo co przyniesie życie i co chowa dla nas przeznaczenie.
Ta ostrożność w osądach i decyzjach podejmowanych wypływa chyba z przeżytych doświadczeń i przez życie zadawanych ran.
Jest to skutek również nabytej wiedzy o życiu i ludziach, o ich braku wrażliwości, o ich egoiżmie, grubosóurnośći, obojętności.
Czem trafiają się też porządni i dobrzy ludzie ale niewielu i rzadko.
Ostatecznie z naszymi kłopotami i bólem zostajemy zawsze sami.
Kiedy sięgam głęboko w siebie do samej istoty mojego jestestwa, mojej psyche, to tam znajduję ukryte zasoby siły, które zawsze w sobie dostrzegałam.
Ta siła charakteru zawsze pchała mnie na przód, ale nigdy nie doprowadziła do niczego, pozostawiła ,tu , nie nawiedza go już szept przeszłości, nie rozbrzmiewa wśród pustych ściana tu, gdzie teraz jestem jakby to było moim przeznaczeniem.
Spoglądając w okno zauważyłam, że obłok dotychczas niewidoczny przesłonił słońce niby ręka zasłaniająca twarz, która nie chce zobaczyć przeszłości.
Wszystkie przeżycia zostały pogrzebane m murach tego domu i już nie zmartwychwstaną.
Zawsze będę myśleć o domu z mojej młodości, z mojego snu tajemniczego i cichego niczym westchnienie.
Jakże miłe są te kaprysy wyobrażni, łagodzą gorycz i żal, osładzają nam nasze dobrowolne pogodzenie się z rzeczywistością.
Będę zawsze wspominać ogród w lecie, ptaki śpiewające o świcie, podwieczorki pod modrzewiem, będę myśleć o kwitnących bzach, o moim domu szczęśliwym.
Widzę niebo usiane puszystymi obłokami, czuję wiatr na twarzy i słyszę własny serdeczny śmiech.
Rozkwitłe róże w ogrodzie mają jednak w sobie coś pospolitego, płytkiego i jaskrawego niczym kobiety, które nie uczesały włosów.
Jednak w domu, w wazonach stawały się nadzwyczaj tajemnicze i subtelne.
Często wracam myślami do mojego dzieciństwa, do mojej młodości.
I wtedy myślę , że mając osiemnaście lat nie jest się zbyt odważnym, a pierwsza miłość, to gorączka i bżemie, zarazem, dni pełne drobnych tchurzostw, bezpodstawnych lęków.
Dlatego niezmiernie mnie cieszy, że gorączka pierwszej miłości nie może się powtórzyć.
Tak łatwo wtedy można poczuć się urażonym, tak szybko dotkniętym, tak rani każde ostre słowo.
Dziś pod osłoną pancerza obojętności i dojrzałości drobne ukłucia zdarzające się co dnia są zaledwie lekkimi muśnięciami i szybko o nich się zapomina.
Jakże długo dzwięczało w uszach jakieś niedbale wypowiedziane słowo stając się płomieniem, stgmatem, a rzucone przez ramię spojrzenie nabierało cech wieczności.
Byle wykręt kojarzył się z trzyktotnym pianiem koguta, a każdy wybieg przypominał pocałunek Judasza.
Dorosły człowiek potrafi kłamać z niezmąconym spokojem sumienia zachowując się beztrosko., ale gdy ma się osiemnaście lat, wówczas, nawet drobne kłamstwo paliło język i rzucało nas na stos.
Młodzieńcze łzy są tuż pod powiekami i płyną przy byle sposobności.
Podłe łzy zachwycone swoim zwycięstwem i płyną po policzkach, powstrzymać ich nie można
w żaden sposób, choć przyszły nieproszone.
Natomiast duma dorosłej osoby często idzie w zapomnienie
Przychodzi z biegiem lat dar rozumienia innych ludzi, dostrzeganie szczegółów.
Umiejętność słuchania innych powoduje szczególną zdolność widzenia oczami wyobrażni tego co
zdarzyło się naprawdę.
Być młodym, to coś , czego się nie rozumie dopóki młodość trwa.
Kiedy odejdzie, dopiero wtedy pojawia się przebłysk świadomości czyniąc nas trochę mądrzejszymi niż poprzednio.Przygoda , dreszczyk emocji, smutek i miłość to tylko pewne etapy naszego życia.
Patrząc wstecz , można pomyśleć, że były to lata stracone,że może zmarnowaliście piękno młodości pozwalając jej przeciekać przez palce.
Pomyślicie, że gdybyście jeszcze raz byli młodzi z pewnością wszystko potoczyło by się inaczej.
Z okna mojego domu spoglądam w przestworza, drzewa są zielone a w powietrzu rozchodzi się świeży, czysty zapach jak zawsze po deszczu.
Gdzieś na gałęzi śpiewa ptak, śpiew dobiega z daleka, jest słodki i czysty jak szept,brzmią w nim piękno i smutek , zagubienie i szczęście.
To tęsknota, to zadowolenie " zawsze pragniemy być młodzi ", zdaje się mówić ta pieśń.Bożena Dobaczewska zd. Składzińska.
StrachObudziły mnie nagle cętki na pościeli i migocące odbicie światła na suficie.
Letni świt wstaje bardzo wcześnie, wyskoczyłam z łóżka i podeszłam do okna.
Poranek wróżył ładną pogodę, zadowolona pomyślałam o śniadaniu i wtedy nie do wiary,
Usłyszałam głos jak zawsze czuły i troskliwy.
Ten głoś powiedział : " Co z ciebie za niemądra staruszka, przecież jadłaś już śniadanie dwie godziny temu., znowu o tym zapomniałaś."
Wróciłam do łóżka i leżałam obserwując jak słoneczny punkcik pełznie po pościeli.
Leżąc tak, zastanawiałam się, czy to był sen czy rzeczywistość.
Przychodzi moment, drobna milcząca , jasna eksplozja świadomości sygnalizująca koniec jednego z tych długich łagodnych zawieszonych okresów w sposób tak pewny, jak wycie syreny wielkiego statku, gdy zbliża się do portu.
Na samą myśl o tym zamiera mi serce ze strachu ,czuję się tak jak wpadłabym w jakąś otchłań.
Jestem pewna, że ci, których ta świadomość pochwyci czują na karku rozległy, zimny podmuch początku i końca, oraz ukłucie zapowiedzi, której nie umieją nazwać.
Spoglądając w okół siebie widzę jednak poza znanym wewnętrznym krajobrazem cień nadchodzącej zmiany, czuję powiew jej skrzydeł.
To są przerażające momenty , nikt ich nie jest w stanie objąć.
Gdy przyjdą, większość ludzi wkłada wiele wysiłku w udawanie, że ich wcale nie było.
Ale nie możesz nie znać przyszłości, gdy raz już miałaś jej odczucie i już zawsze te przełomy będą dla ciebie sygnalizowane przez ów pierwszy moment gdy zobaczyłaś ich zarysy przed sobą.
Czekam, bo już nic mi nie pozostało jak czekać, samotna jak zawsze, czekam kiedy zrówna się dla mnie dzień z nocą.
Jak na razie spędzam czas na rozmyślaniach, słuchaniu muzyki, czytaniu książek, pisaniu i wykonywaniu drobnych prac domowych.
Och, gdyby nie ciągłe te stresy, ta szarpanina z życiem codziennym o ile więcej byłoby łagodności i spokoju.
A, przecież ja nie mam wielkich wymagań, cenię sobie życie na poziomie, poczucie bezpieczeństwa i troskę.
Obserwując przez okno klucz ptaków sunących mozolnie pod wiatr, rozmyślam.
Jedno wiem na pewno, przedmiotem gry w życiu, nie są pieniądze, lecz czas.
Pieniądze, stają się obsesją sprawiają, że sprzymierzamy się z wrogami, niszczymy miłość, szacunek , przyjażnie.
Tak naprawdę, to czas jest drugą po miłości prawdziwą wartością na tym świecie.
Oczy moje zapatrzyły się w dal jakby śledziły lot niewidzialnego ptaka, łzy zgęstniały na rzęsach i osiadły chłodne na skórze.
Szare chmury za oknem zaczęły pojawiać się zaciągając niebo płachtą cienia.
Zaczyna być mroczno, chociaż słońce nieśmiało też przedziera się przez nową chmurę pędzoną przez wiatr.
Patrzę przez okno i chłonę piękno krajobrazu lata i dalej rozmyślam, bo nasuwają mi się nowe refleksje.
Na przykład zazdrość, też jest nieprzyjemnym uczuciem, ale rzadko popycha do działania.
Za to nienawiść, wymaga jakiejś reakcji od osoby, która jej doświadcza i czyni odpowiedzialnym za czyny jakie mogą nastąpić.
Człowiek otrzymuje w rzeczywistości tak mało prawdziwych szans w życiu, a i na te nieliczne
czyhają inni, młodsi, bardziej chciwi, a również zdolni, którzy jak wyspecjalizowane sępy
wyczyszczają pole pozostawiając same resztki.
Ach moi drodzy, mimo wszystko , życie jest piękne i gorzkie zarazem, ale to życie jest tylko dymem, przybiera kształty, które mają nad nami magiczną władzę i inspirują lub nas straszą
Zadawalają nas ,lub nas karzą, a potem dym się rozwiewa.
Przyjemnie byłoby do końca tego życia żyć w pełnej świadomości, kochać i poznawać bliskich i do końca wiedzieć, że to jest słońce , to jest księżyc,, to jest morze.
Dom stał się ciemny i spokojny, patrząc w okno widziałam blady księżyc, który powoli przesuwał się, jakby płynął, pragnąc zajrzeć do każdego okna i odkryć każdą tajemnicę, zobaczyć każdą miłość i patrzyć swym jasnym blaskiem niczym zimnym okiem na każdą łzę.
W dali słychać było pieśń, która swą tęskną melodią usypiała.
Bożena Dobaczewska zd. SkładzińskaNiepokój
Niepokój ogarnia mnie na myśl co czeka moją Ojczyznę w przyszłości.
Niektóre kręgi polityczne dążą do tego, aby wszystkie kraje europejskie stały się w przyszłości supermocarstwem - federacją.
Dla mnie jest to nie do przyjęcia, głosowałam za wejściem do Unii Europejskiej Polski ale tylko na zasadzie " Europa Ojczyzn "
Ta mieszanina Narodów z całego świata zalewająca wszystkie kraje europejskie zmienia wizerunek i charakter każdego państwa, powodując z biegiem czasu zanikanie odrębności.
Obce nazwy we własnym kraju budzą we mnie niesmak, powodują smutek w moim sercu.
Pozwalają na myślenie , że odchodzi coś dla następnych pokoleń bezpowrotnie.
Odchodzi słowo Ojczyzna, patriotyzm, miłość do tej Ojczyzny jedynej- jak do Matki, która nas urodziła, karmiła i w której powinniśmy spocząć na wieki.
Czy nie poczuje się kiedyś , przez nas Polaków , zdradzona ?
Jeśli , Wy młodzi nie będziecie pielęgnować tradycji, tych wartości jakie nam przekazywali od pokoleń nasi przodkowie, to jaki będzie w przyszłości nasz Naród , nasza architektura, nasza kultura narodowa.
Jakie będą Waszych przodków groby?
Zobaczcie, ile piękna w sobie mają pomniki sprzed wieków.
Jeśli o tym zapomnicie to tylko będą żywym świadectwem przeszłości te groby i te kamienie.
Obcy przybysze z innych krajów robią u nas biznes, a my Polacy jaką mamy odgrywać rolę we własnym państwie? Czy , niewolników, najemników.?
Mamy zarabiać i tworzyć nowe obcym krajom ?
Jak myślicie , czy obcy przybysze będą z miłością patrzyć na nasze wierzby płaczące, które kryją w sobie tyle tajemnic, które pochylały się nad nie jedną mogiłą, widziały nie jedną tragedię, nie jedną mogiłę zbiorową, które osuszały swym łagodnym powiewem nie jedną łzę.
Obawiam się , aby wasze młode serca nie skupiały się tylko na własnych sprawach, tylko żyły w symbiozie z polskimi problemami,
Działać można na różny sposób, bo żyjąc z dnia na dzień , człowiek staje się ubogi duchowo.
Wasze zadanie to kochać i pielęgnować przeszłość a historią własnego kraju
wzruszać się aż do łez.
To Wy , młodzi będziecie w przyszłości decydować o losach naszej Ojczyzny.
Uczcie się, zwiedzajcie świat, pogłębiajcie wiedzę, ale pracujcie i mieszkajcie we własnej Ojczyżnie.
Musicie tu być i stać na straży, aby w przyszłości znowu ktoś nie zapragnął naszego dorobku zniszczyć i zawłaszczyć dla siebie.
Pomnażajcie jej wielkość i piękno !
Pamiętajcie , że marzenia mogą się spełnić jeśli im tylko na to pozwolicie.
Och gdyby w naszej Ojczyżnie wszyscy byli syci i mieli dostatnie życie , wtedy byłabym naprawdę szczęśliwa.
Wiem , że wasze marzenia są odległe od moich, ale zbiegiem lat wierze , że będziecie myśleć podobnie.
Choć minęło sporo lat, ci , którzy walczyli o wolna Polskę do dziś leczą po ranach blizny, znieśli nie jedno upokorzenie.
A pomimo tego w święta narodowe drżącymi od starości rękami zawieszają flagę i czczą orła w koronie.
Ufność i wiara w życiu są najważniejsze , ja Wam wierzę i ufam !!!
Może ci , którzy naszym krajem będą rządzić będą przywracać rangę należytym słowom.
A te słowa to - Bóg, Honor i Ojczyzna., które dla pokolenia moich przodków miały wielkie znaczenie i były najważniejsze ponad życie.
Mam nadzieję, że ci , którzy okryli się hańbą odejdą ze sceny politycznej bezpowrotnie,
przestaną udawać demokratów i europejczyków.
A , Wy młodzi swoją postawą i całym swoim życiem udowodnijcie swoim dzieciom i wnukom, że wychowano Was na porządnych ludzi i wartościowych Polaków.
Oby któreś pokolenie pochopnie nie przebudziło bestii, która zapragnie uśmiercić i pogrzebać na zawsze wszystkiego ,
Stójcie na straży !!!
Bożena Dobaczewska zd. Składzińska
Lęk
Dziewczynka szła piaszczystą drogą a popołudniowe słońce świeciło jej prosto w twarz.
Tuż przed nią leciał kolorowy motyl, a ona śmiejąc się próbowała go dogonić.
Biegła coraz szybciej i już, już miała go schwytać, ale w ostatniej chwili wymknął jej się z rąk
Poczekaj , krzyczała, poczekaj !!!
Słońce nagle skryło się za chmurą i zerwał się lekki wiatr.
Motyl zniknął jej sprzed oczu.
Zatrzymała się i spojrzała w górę
Na niebie zaczęły gromadzić się czarne złowrogie chmury, zbierało się na deszcz.
Wiedziała, że musi się pospieszyć, bo nie wolno jej zmoknąć, więc zaczęła biec co sił w nogach w kierunku stojącego na końcu drogi domu.
Za wszelką cenę chciała dotrzeć do niego, zanim spadną pierwsze krople.
Jej ciemne włosy rozwiewał wiatr, a spódniczka unosiła się nad kolana.
Serce kołatało jej mocno w piersi , ale dom był coraz bliżej.
Wiatr szarpał gałęzie i wzniecał tumany kurzu na drodze.
Z domu wyszła kobieta i wołała ją po imieniu, błagając by się pospieszyła.
Nagle drzwi się zamknęły, a kiedy dziewczynka postawiła nogę na schodach, cały dom po prostu - zniknął.
Upadła twarzą na ziemię i wtedy zaczął padać deszcz.
Nie !!!, wołała przerażona, poczekaj na mnie , poczekaj !!!
Zapłakana podniosła się z ziemi i biegając w koło, rozglądała się za domem, ale nie pozostał po nim żaden ślad.
Tymczasem deszcz przemienił się w ulewę, włosy przylepiły się jej do twarzy, a z sukienki strumieniami spływała woda.
Dziewczynka była pewna,że to niebo roni nad nią prawdziwe łzy.
Tuż, pod jej stopami utworzyła się wielka kałuża, ale kiedy spojrzała w nią, nie zobaczyła swojego odbicia.
Zniknęło, tak jak dom i kobieta, która wołała ją po imieniu.
Usiadłam na łóżku i obserwowałam promienie słoneczne, nieśmiało przedzierające się przez rolety
Sen zniknął, a z nim senny koszmar.
Pomyślałam o latach spędzonych z dala od Rodziny
Może dlatego te senne koszmary zawładnęły mną bez reszty.?
Myśli i obrazy, które podsuwa mi podświadomość są zbyt realistyczne, abym mogła o nich zapomnieć.
Spojrzałam na leżący album z fotografiami i otarłam spływające łzy, które zamazały mi pole widzenia.
Minęło wiele lat odkąd ostatni raz widziałam te twarze żywe.
Dzięki tej garstce żywych i bliskich mi osób czułam się szczęśliwa.
Pamiętam , te wieczory, kiedy wiatr ze świstem chłostał ściany naszego domu, panowało przytulne bijące od kuchni kaflowej ciepło.
Teraz ze smutkiem , ale i z zadowoleniem będąc na cmentarzu spoglądam na zapalone lampki
i położone kwiaty na grobach tych co już odeszli i cieszę się, że wiernie stoją na straży
i strzegą ich spokoju.
Szczęśliwi, którym w siwych latach życia wolno cieszyć oczy widokiem znajomych ogrodów, lasów, drzew,, choć te również są dalekie od mojego dzieciństwa.
Pomimo wszystko pragnę z całego serca, aby choć pamięć pozwoliła przywołać ich wspomnienia.
Pragnę, aby przez mgłę minionych lat raz jeszcze zaśmiały się do mnie wesołe plamki słońca rzucone przez kolorowe szkiełka na schody rodzinnego domu.
Niech chociaż myśl pozwoli raz jeszcze przejść znajomymi ścieżkami ogrodu mojego dzieciństwa.
Na mój rodzinny dom patrzę w snach, wsłuchuję się w rytm życia mojej rodziny.
W upalny dzień idę między łany dojrzewających zbóż słuchając śpiewu ptaków, szepczących w szumie wiatru liści i tysiące świerszczy grających na swoich delikatnych skrzypeczkach.
Z rozrzewnieniem wspominam stare drzewa wysokie i kanciaste, które zdawały się walczyć o swoje miejsce wśród młodych rozpychających się gałęzi.
Nieco niżej bujne krzewy broniły swojej przestrzeni, kurczowo trzymając się skrwka ziemi, w której tkwiły już ich korzenie.
I mnie przyszło w życiu walczyć o swoje miejsce, o uczucie , o prawdę, o dobro.
Przyszło mi walczyć nawet o poszukiwanie moich korzeni , przeszłości, co powinno to być dobrem wspólnym.
Ale warto walczyć, zło dobrem zwyciężać.
Bo przemijają lata , przemijają ludzie, pozostaje tylko historia, a i ona pójdzie w niepamięć jeśli nie zostanie zapisana.Leżąc na łóżku zmyślona wpatruję uporczywie w sufit.
Do pokoju wkrada się coraz więcej światła, zaczyna się nowy dzień
Postanowiłam się wykąpać i coś zjeść.
Niewiele myśląc poszłam do łazienki, a po chwili poczułam się odświeżona i odprężona.
Gdyby tylko w taki sam sposób można by było zmyć niektóre ślady z przeszłości i zapomnieć o życiu , które było krzykiem, głosem prawdziwej rozpaczy.....Bożena Dobaczewska zd. SkładzińskaJaka Rodzina taki Naród
Nagle zapragnęłam napisać parę słów, ponieważ różne wspólne spotkania pozwalają przemyśleć pewne sprawy, pozostawiają również niedosyt w ukrytych myślach, słowach , które zostały niewypowiedziane.
Największym obowiązkiem, który spoczywa na nas współczesnych a zwłaszcza na młodym pokoleniu to obowiązek do przeszłości historycznej
Drugą wiodącą i bardzo ważną rolą w życiu każdego człowieka jest Rodzina
Z niej to właśnie tworzy i kształtuje się Naród.
Jaka rodzina , jakie wartości wyznaje, taki jest Naród.
Również istotną rolę odgrywa w życiu każdego dorosłego człowieka - małżeństwo
Każde małżeństwo tak naprawdę powinno być spełnieniem potrzeb duszy, serca , rozumu, godności, sumienia.
Jeśli tych potrzeb w małżeństwie nie spełnimy będziemy ich mordercami.
Małżeństwo niedobrane możemy porównać do statku a właściwie do podróży tym statkiem po morzu
W moim odczuciu w takiej podróży statkiem jest coś nierealnego, ponieważ jest to osobny zamknięty świat oderwany od rzeczywistości.
Dominuje w tym świecie zwykła monotonia, rutynowość czynności i zjawisk, bierność z czego tak naprawdę nic nie wynika..
Jeśli nagle pojawi się huragan, sztormy, wtedy pojawiają się i dni grozy.
Tam, gdzie nie ma dyskusji dla dobra ogółu, gdzie dominuje egoizm i chęć zaspakajania własnych potrzeb, życie w takiej Rodzinie, w takim małżeństwie jest podobne właśnie do podróży statkiem.
Taki dom nie będzie portem ani dla dorosłych , ani dla dzieci, taki dom nie będzie dla nikogo przystanią.
Są tacy , co twierdzą, że jesteśmy kowalami własnego losu, inni wierzą w przeznaczenie, a jeszcze inni uważają, że jesteśmy panami własnej woli.
Trzeba czasem sobie uświadomić jak rzadko w życiu urzeczywistniają się ideały.
Często też pojawiają się korniki w drzewie .
Taka jest rzeczywistość , taka jest proza życia.
Uważam , że nie można wiecznie obarczać i winić siebie za wszystko w czym zawinił los.
TO ta przeszłość była zbyt blisko nas i ciągle wywiera wpływ na terażniejszość
Bo przeszłość była bliższa ideałom jakie mieliśmy w sobie i jakie ceniliśmy.
Obserwując rzeczywistość i aby móc zajrzeć do niejednego mieszkania i do dusz ludzi, którzy w nich mieszkają, to zastanawiam się czy nie lepiej wyjechać do kraju gdzie są zielone łąki, lekki deszczyk, chodzić na egzotyczne spacery i pić herbatkę z Panem Bogiem i Aniołami.
I może ci wszyscy , tam dowiedzieliby się co naprawdę znaczy słowo - szczęście.
Nic gorszego nie może spotkać kobietę, jak pewnego dnia po przebudzeniu stwierdzi, że była zakochana w samej miłości.
A, najgorsze jest to że zdała sobie sprawę z tego, że różnica w uczuciach była taka jak blade światło księżyca różni się od żaru słońca.
Dramatem wtedy staje się życie, jeśli odkryła w sobie nową istotę
Kobietę zmysłową, wymagającą, która pragnie kochać, napawać się własnymi osiągnięciami, sukcesami zawodowymi.
Nic tak w kobiecie nie zabija uczucia jak poniżenie jej własnej godności.
"Kiedy ją dotknął cichy głos serca rozśpiewał się ze szczęścia a kiedy ona dotknęła jego delikatne palce dowiedziały się raz jeszcze, że taka pieszczota to dar o wiele większy niż
talent.
A póżniej, gdy zapadł wieczór w swej radosnej i czułej miłości odkryli najpiękniejszą muzykę świata"
Namiętność, to choroba, rodzaj opętania a już kiedy spadnie na głowę w póżniejszym wieku to jest niczym pożar w suchym lesie.
Godność, ambicja i rozum - jeśli dana osoba go ma z reguły podejmuje walkę z grożnym żywiołem.
Jeden stawia wszystko na jedną kartę a inny rezygnuje bo nie zna konsekwencji, jaką cenę przyjdzie mu zapłacić.
Wtedy zadaje sobie pytanie - czy warto ?
Nadzieja jest ważniejsza od drogi , którą wybieramy.
W okół mnie panuje martwa cisza a bezchmurne niebo jarzy się błękitem
W mojej duszy panuje spokój
Bożena Dobaczewska zd. Składzińska
Dom
Samotność duchowa coraz częściej otacza mnie niczym gęsta mgła, ale nie mam ochoty zmagać się z tymi odczuciami, przyzwyczaiłam się do nich.
Gromadząc dokumenty, pisząc swoje odczucia na miarę swoich sił i umiejętności zapragnęłam zapanować nad czasem przeszłym, terażniejszym i przyszłym.
Robię to , bo lubię, ale i również dlatego, że wydaje mi się, że kobieta z rozbudzoną duchowością staje się bardziej ciekawa, więcej warta, mądrzejsza.
Wydaje mi się, że jest to naturalne dążenie każdego człowieka.
Największe osiągnięcie w tej dziedzinie maja pamiętnikarze, to oni potrafią popłynąć pod prąd
Dotrzeć do lat minionych, zatrzymać w biegu a potem na powrót uruchomić wskazówki zegara, zmusić czas do powtórnego obrotu i obserwować pilnie w jakim kierunku zmierza i co nam przynosi.
Owa zegarmistrzowska sztuka wymaga od pamiętnikarza połączenia rzadkich cech serca, rozumu i charakteru, oraz ścisłości, fantazji, surowości, tolerancji, skromności i ambicji.
Aby uzyskać władzę nad czasem bobrze mieć przekazane tradycje rodzinne, które aż się proszą aby ocalić je od zapomnienia., które powinny na zawsze pozostać w naszych sercach.
Często niektóre wspomnienia w sercu ciążą jak kamień a inne kłują jak ciernie.
Jednak przeszłości nie da się wymazać, bo ona tkwi w nas jak korzenie.
Często wspominam swój dom rodzinny swoje dzieciństwo, okres młodości, który przepełniony był miłością wielką do osób mi bliskich.
Pamiętam do dzisiaj jaką wielką wagę Rodzice przywiązywali do zasad dobrego wychowania do norm przestrzegania , jak ubrać się na daną okazję, jak siedzieć przy stole , w jaki sposób jeść.
Wielką wagę Rodzice przywiązywali do wszystkich rocznic tak osobistych i narodowych
Przeżycia jakie towarzyszyły tym wszystkim uroczystością ich nastój podniosły tkwią we mnie do dzisiaj.
Kiedy założyłam własną rodzinę te wartości bezcenne przeniosłam do swojego domu i to przekazywałam swoim dzieciom i wnukom.
Były to czasy komuny , niby rządziła klasa robotniczo - chłopska , ale tak naprawdę to była fikcja, byliśmy pod okupacją niemiecką a potem sowiecką.
A ludzie z inteligenckich środowisk musieli przepraszać, że żyją.
Te zasady ,co nam wpajali przez wieki były śmieszne i wyszydzane zarazem.
Jenak my , nasza Rodzina jest dumna , że je mamy w sobie.
" Kto nie szanuje i nie ceni swojej przeszłości, ten nie jest godzien szacunku terażniejszości ani nie ma prawa do przyszłości" - tak powiedział 20 lutego 1920 roku Marszałek Józef Piłsudski.
Ten okres spędzony w domu rodzinnym pamięta się przez całe swoje życie dlatego bążcie niezłomni, nieustępliwi w podtrzymywaniu tych wartości, tradycji jakie macie w sobie.
Kiedy tego domu rodzinnego już nie ma, rani to okropnie serce i ciężko jest z tym żyć.
Szkoda, że rozumie się to zbyt późno , ... za późno...
Moje czasy dzieciństwa był to czas czytania książek, wymiany myśli, poglądów, uczono rozmawiać, dyskutować.
Przyjemnie było siedzieć na kolanach Taty , czy starszej siostry i słuchaj bajek lub historyjek z okresu zaborów i wojen.
Był też śpiew na głosy przy akompaniamencie muzyki.
To były czasy , gzie marzyło się o wolnej Polsce o którą walczyli nasz Tata i jego
przodkowie.
Właśnie wpajanie tych norm i zasad pozwalały dokonywać wyboru , zachować umiar i roztropność.
Przestrzeganie tych zasad pozwala przeżyć życie z sensem , będzie dominować rozwaga i mądrość w podejmowaniu przemyślanych decyzji.
Prawdziwy mężczyzna nie krzywdzi dziecka , nie krzywdzi kobiety , nie krzywdzi starszego człowieka
Nie należy myśleć tylko o sobie , należy też czas poświęcić innym, ale należy to robić
z pasią.
Pamiętajcie , że myśl jest bronią.
Nie ma srebrzystej poświaty księżyca, która mogłaby by mnie uspokoić, tylko mroczny lodowaty deszcz zacina w okna niesiony podmuchem wiatru.
Nagle niebo rozświetlił rozbłysk pioruna, a po chwili w oddali przetoczył się głuchy dżwięk grzmotu.
Poczułam , że ogarnia mnie niepokój, jak zwykle , gdy myślami jestem wśród drogich mi osób.
Bożena Dobaczewska zd. Składzińska
Kucyk
Z moich pierwszych i ważnych wspomnień z dzieciństwa są przejażdżki bryczką z moim Tatą .
Objeżdżałam z nim lasy i okolice i zachwycałam się otaczającym mnie światem.
Drzewa w koło odchylały się na boki i zaczynały podrygiwać.
Czułam na twarzy wiosenny wiatr i cień.
Las z lewej strony stawał się rzadszy a strome pobocze obniżało się, więc mogłam dostrzegać za drzewami pola, już wiosenne, zieleniące.
A, potem pobocze, które całkiem zrównało się z polami i żywopłotem a my , jechaliśmy w milczeniu po grubej warstwie liści użyżniających ziemię, przez bukowy zagajnik.
Oszałamiający zapach bukowego drzewa drażnił nos a promienie słońca na końcu lasu wyglądały jak świetlisty wylot jaskini gdzieś o całe kilometry oddalone od nas.
Nie pamiętam wiele z czasów kiedy jeszcze nie kochałam świata.
Dla mnie poza słońcem był Bóg, Aniołowie mój Tata , moja Kochana Mama i Rodzeństwo.
Pamiętam drogę przez las, która prowadziła do naszego domu pomalowanego na bordowo
Dom bordowy, a w koło sama zieleń, zieleń lasów, zieleń traw, zieleń łąk i kolory, które tworzyły jakby dywan z kwiatów, owoców, zbóż i krzewów kolorowych.
Bliska była też memu sercu ta woń ziemi mokrej po deszczu, która wypełniała przestrzeń pod sklepieniem drzew jak ptasi śpiew.
Kołysałam się w bryczce jak na huśtawce w ogrodzie to do przodu to do tyłu, gdy koń przechodził do kłusa.
Jadąc tak , świat objawiał mi się niczym magiczna stronica w książce z obrazkami oglądanej po raz pierwszy.
Wiatr cały czas wiejąc dość silnie niósł woń świeżej trawy i zaoranej ziemi.
Patrzyłam na nie jak skowronek z góry i widziałam bujne konary drzew.
Liście miały barwę szmaragdu jak zawsze gdy zaczynają rosnąć, kasztany pokazywały tłuste jak usteczka pączki a srebrne brzozy drżały jak strumyki z zielonego światła.
Co jakiś czas słychać było poszczekiwanie wiernej suki Sondy, która jak zwykle w tych objazdach nam towarzyszyła.
Pewnego razu Tata nas wszystkich zaskoczył pewną niespodzianką.
Wywołana z łóżka powoli wyszłam na podwórze i oczom moim ukazał widok niepowtarzalny, który zapamiętałam na całe życie.
Na podwórku obok koni dużych stał kucyk o sierści ciemnej i gładkiej jak brunatny aksamit. i czarnej grzywie opadającej na mały pysk.
W kilka sekund oplotłam go ramionami i szeptałam mu coś do ucha.
Kiedy opanowałam jako tako jazdę, jeżdziłam na nim po , podmokłych łąkach, a miękka ziemia
przy moich upadkach zachowywała się jak poduszka.
A, kucyk , kochany kucyk nie zawsze był łagodny, czasem bałam się go i nie wiedziałam dlaczego.
Ale ja nie rezygnowałam, wydawało mi się wtedy, że urodziłam się do walki z przeciwnościami.
Co jakiś czas odbywały się polowania, pamiętam przygotowania z tym związane.
Czyszczono broń , gromadzili się myśliwi a dżwięk klekotek, które miały za zadanie wypłaszać zwierzynę ,pamiętam do dziś.
Zawsze było mi smutno ,że będą zabijać zwierzęta, do tej pory nie mogę znieść widoku zabitego zająca obdartego ze skóry.
Najbardziej z tego całego rytuału podobało mi się , jak Tata grał na trąbce a psy wyżły zbiegały sie i aportowały.
Pamiętam , jak patrzyły z uwielbieniem tymi swoimi psimi oczami na Tatę.
Często w myślach sadziłam drzewa naśladując pracowników, którzy robili to w ciszy.
Pewnego dnia pożegnałam lasy, ziemię , kwiaty i drzewa w ogrodzie, sarenkę, staw i kucyka też. - wyjechałam.
To były złote lata mojego dzieciństwa , które noszę głęboko w sercu.
Pozostały wspomnienia i przeświadczenie, że Tata był taki mądry, kulturalny, szlachetny, taki wspaniały, taki inny niż wszyscy mężczyżni.
Nasz Tatuś był po prostu wyjątkowy.
A, nasza kochana Mama była zawsze troskliwa, pełna poświęcenia.
Nasza kochana Mama była też wyjątkowa.
Bożena Dobaczewska zd. Składzińska
Patrycja
Moja kochana wnuczko Patrycjo, ponieważ co jakiś czas pragnę przekazać Wam swoje odczucia piszę parę słów i do Ciebie.
Stajesz się już dorastającą panienką, domyślam się co czujesz, uwierz mi , że każda dziewczynka przeżywa dokładnie to samo co Ty ,kiedy zaczyna dorastać
Najlepiej zrobisz, kiedy pozbędziesz się obaw, wyprostuj się, podnieś wysoko głowę i wydobądż cały swój wdzięk i idż tak przez całe życie swoją wybraną właściwą drogą.
Bycie dziewczyną jest prawie tak ciężkie jak żeglowanie po wzburzonym morzu.
Pragnę, aby tęcza, która pojawia się po deszczu była Twoja gwiazdą, która będzie prowadzić Cię przez całe dorosłe życie.
Kiedy dopadną Cię troski i zwątpienia zawsze pomyśl sobie, że kiedy zobaczysz tęczę, życie Twoje rozjaśni się i znikną troski.
Ta tęcza będzie oznaczać zawsze obietnicę i nadzieję
Każda rzecz na świecie ma swoją tęczę, swój promyk nadziei.
Twoja osobowość , ma wiele uroku, wiele kryje w sobie tajemnic ,o których sama jeszcze nie wiesz.
Kochasz życie i to jest najważniejsze.
Nie wszyscy potrafią cieszyć się każdym dniem, który został mu dany. Ty , to robisz doskonale.
Masz w sobie niepowtarzalny czar, jesteś dziewczynką o niespotykanym umyśle, wdzięku
oraz złożonej osobowości a to jest cecha wyjątkowa.
W jednej chwili potrafisz płonąć jasno niczym pochodnia a zaraz potem, stajesz się smutna i zamknięta w sobie niczym najciemniejsze lochy kościoła.
Powoli wkraczasz w dorosłość, stajesz piękną panienką, zaczniesz interesować się chłopcami, będą rodzić się dotąd nieznane uczucia, które będziesz emocjonalnie przeżywać.
Więc , wiedz zatem , że miłość może być piękna ale zarazem uciążliwa, jest wyczerpującym okresem w życiu człowieka.
Chłopcy, mężczyżni nie zawsze dokładnie rozumieją czym jest miłość.
Ich pojęcie o tym uczuciu jest tak ulotne jak motyl, który żyje tylko przez jeden dzień.
Pamiętaj , nigdy nie ignoruj swoich emocji, zawsze pozwól im dojść do głosu.
Nauczona jednak na własnych błędach muszę przyznać, że od dziecka już należy je kontrolować
i trzymać na wodzy.
Kiedy będziesz w coś mocno wierzyła to będziesz się czuła tak, jak gdyby ogrzewało Cię słońce a na innych padał deszcz.
Pragnę, aby Twój Anioł stróż strzegł i prowadził Cię przez całe życie, a kiedy będzie trzeba
niech broni Cię przed samą Tobą.
Pamiętaj - kobieta powinna wiedzieć, że ciało jej jest jak każda świątynia.
Powinna czuć siłę i potęgę, kiedy patrzy na nią chłopak , mężczyzna.
Bo dom każdy bez kobiety jest jak ciało bez duszy.
Wiem, że będą dopadać Cię smutki i zwątpienia, bo smutek jest balastem, którego nie można się pozbyć, nawet cisza nie potrafi ukoić cierpienia.
Mimo porażek jakich doznasz staraj się zawsze odzyskać radość życia.
Pisząc te słowa nie myślę tylko o terażniejszości, myślę o całym Twoim życiu na zapas, bo w moim wieku liczy się każdy dzień, nawet chwila.
Dlatego pragnę moja kochana Patrycjo , abyś na zawsze to co piszę zachowała w swoim sercu.
Kiedy będziesz dokonywać wyboru kogoś na całe życie, to wybierz tego, który potrafi rozumieć to co czujesz,że to ten mężczyzna, że to kawałek Raju.
Spojrzałam w okno, świat wydaje się taki senny, ale pełen słońca.
Nagle dostrzegłam tęczę, która wyłoniła się zza chmur, po przelotnym deszczyku.
Tęcza rozciąga się na Niebie niczym uśmiech obiecując mi, że będziesz miała szczęśliwe życie.
życzę Ci tego z całego serca.Bożena Dobaczewska zd. Składzińska
Sandra
Rozpoczął się nowy rok szkolny, zaczęłaś uczęszczać do nowej szkoły.
Jesteś starsza o rok w swoje życiowe doświadczenia.
Wczoraj siedziałam na ławce w parku i przyglądałam się młodzieży ze szkoły do której obecnie
uczęszczasz do tzw. " Małachowianki "
Tak szybko dorastacie na moich oczach, tak czas szybko goni i nie wiecie jak każdego z was
jest los mi bliski.
Jak bardzo bym chciała, aby jak najlepiej ułożyły się wasze losy, spełniły się wasze marzenia, bo wasze szczęście jest moim szczęściem.
Pragnę, aby jak najlepiej ułożyło się Wam wasze dorosłe życie.
Pamiętaj Sandro, że tego co właściwe należy uczyć się w domu, aby takim być wśród ludzi.
Staraj się być zawsze słonecznym promykiem a polubią Cię jak słońce.
Nie zapominaj nigdy , ze tylko prawda gwarantuje sukces.
Gdzie pracuje uczciwość i prawdomówność, tam przysięgi są zbyteczne.
Nie wymyślaj nigdy własnych teorii, nie osądzaj , nie potępiaj bo i tak to połowa każdej historii.
Wiem , że jesteś na wszystko wrażliwa, jaka jesteś subtelna, więc boję się aby gruboskórność
zbytnio nie raniła Cię, bo na co dzień jej nie brak, musisz być odporna na ciosy.
Pragnę jednak , abyś zawsze pamiętała, że wrażliwość nie zawsze jest sprawą umysłu, często wypływa z serca.
Proszę Cię, abyś daleko latała marzeniami ale twardo stąpała po ziemi na co dzień.
Chcę abyś też wiedziała, że coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że jesteś inteligentną i mądrą młodą panienką, co bardzo mnie cieszy i jestem z tego dumna.
Wiedz, że wspomnienia i marzenia ogrzewają każde serce i ciało, ale też wiedz, że nawet w największej biedzie nie wolno nam sprzedawać marzeń.
Nauczona też własnym doświadczeniem, mogę stwierdzić, że opłaca się pielęgnować przyjażnie tak z okresu dzieciństwa jak i z młodzieńczego wieku, bo to są niezmiernie cenne wartości.
To jedyne , co nie umiera wcześniej niż my.
Wato mieć wspomnienia, bo przecież przeszłości nie da się wymazać, nie da jej się wykreślić, przeszłość po prostu , jest.
Mądrą dewizą życiową zawszeb było - " Czytaj , aby być mądrym "
Wiem , że w obecnym czasie jest wiele innych możliwości zdobywania wiedzy, ale mimo to nie porzucaj nawyku czytania książek.
Pragnę, aby u każdego z bliskich mi osób był głód wiedzy, słowo " głód " kryje w sobie tak wiele - tęsknotę, pragnienie, potrzebę.
A cóż może powodować taką potrzebę u człowieka ambitnego, chyba tylko wieczne poszukiwanie.
Na szczęście ambitny człowiek potrafi czerpać siłę jak potrzeba , nawet z wyschniętego żródła
Nie zapominaj uczyć się skrytości i lęku co zawsze się może w życiu przydać.
Kiedy jednak czasami w sercu zaczyna kiełkować zwątpienie, więc najwyższa pora aby zaczynać od nowa , nie zrażając się i nie upadając na duchu, że coś tam nie wyszło.
Więc rób to lepiej i mądrzej niż inni, to " coś " - co najlepiej potrafisz.
Nic nie pozostanie z naszej pracy i naszego wysiłku, jeśli nie spełnimy jej z zaangażowanie i honorem.
Dobrze mieć na uwadze, że ludzie najszczęśliwsi , to ludzie najmniej zazdrośni.
Człowiek, szczęśliwy jest tylko wtedy , kiedy kocha i coś z siebie daje.
Szczęście , rzadko bywa ciągłe, tylko wybrańcy losu osiągają ciągłość szczęścia.
Pragnę gorąco, abyś z wielkim zaangażowaniem i rozsądkiem podchodziła do wyznaczonego celu.
Abyś obserwując życie, otaczający Cię świat, powoli i z rozsądkiem podejmowała każdą decyzję.
Szturmem można brać mury, ale nie ludzkie dusze, dusza znajduje wyraz w jasnej myśli i uczciwym czynie.
A , jeśli, któregoś dnia Twoja sikorka zapuka w szybę twojego okna i wystuka dziobkiem na niej słowo - miłość, to niech tam miłość przysporzy ci wiele radości i nie pozbawiając rozsądku jak dotąd.
Niech wtedy twoja dłoń spoczywa w ręku, która będzie niczym kotwica utrzymująca ją na bezpiecznych wodach.
A, sierp księżyca będzie świecił w Twoje okno i rozmawiał z Tobą o Twoich marzeniach.
W słoneczny piękny dzień skowronek, jakby zawieszony na nitce będzie wyśpiewywał swoje
trele, drzewa pełne chwały będą sypać Ci pod stopy różnobarwne liście, a Twoje piękne kochane oczy będą iskrzyły się uciechą, albo pałały oburzeniem, albo lśniły jak lód, albo jaśniały miłością i zdradzały każdy Twój nastrój.
A, po jakimś czasie, myśl znowu będzie ulatniała się jak strzęp mgły w podmuchu wiatru.
A , ja będę prosić blady księżyc , aby zaciągnął swoją samotną straż nad Tobą i nad Twoim domem.
A wiatr, będę prosić, aby podmuchem swoim odpędzał Anioła o czarnych skrzydłach, aby nie mącił waszych serc i waszych umysłów.
A mały pyzaty Aniołek niby promyk słońca zawsze uśmiechnięty i radosny niech szybuje niczym ptak nad Tobą i Twoimi bliskimi i niech rzuca w Was niczym srebrnymi gwiazdkami, to uśmiech, to szczęście , to wiarę.
I niech ta wiara pomoże Tobie osiągnąć to, co najbardziej pożyteczne i wartościowe., co daje poczucie niezależność i poczucie spełnieniaBożena Dobaczewska zd. Składzińska
Adrian i DorianKim jestem i dokąd zmierzam
Ponieważ zbliża się kolejna rocznica Waszych urodzin, zgodnie z moim zwyczajem pragnę napisać do Was parę słów.
Pragnieniem moim jest aby to co piszę było przez Was zachowane, ponieważ z każdym kolejnym rokiem będziecie bardziej dorośli, mądrzejsi i wtedy coraz bardziej zrozumiecie ich sens.
Moi kochani chłopcy, moi wnukowie Adrianie i Dorianie, słowa " głowa do góry" - niech będzie przewodnikiem w Waszym życiu jako zachęta do okazywania siły i męstwa.
Niech staną się apelem, abyście nie zapomnieli o własnej godności.
Pragnieniem moim jest, abyście szli przez życie z podniesionymi głowami, patrząc ludziom prosto w oczy.
W słowach tych znajdujcie siłę i mądrość i niech tkwią całe życie w Waszych sercach i umysłach i wyznaczają Wam drogę właściwą.
Niech nie pozwolą utonąć Wam bezradnie w jakichkolwiek niepowodzeniach.
Pamiętajcie , że z perspektywy przeżytych lat niezłomnie wierzę w wagę wykształcenia, tylko ono może zapewnić należyte miejsce w społeczeństwie, a może i w świecie.
Pamiętajcie również, że niezależnie jak potoczą się Wasze losy, to moja dewiza życiowa jest , że ludzie powinni przynależeć do miejsca gdzie się urodzili.
Tu w tym miejscu nigdy nie będziecie odczuwać, że jesteście drugą kategorią.
W konsekwencji Waszej dalszej nauki pragnę abyście zrozumieli podstawowe przykazanie pozytywizmu, które głosi , że" Żyje się dla innych nie dla siebie "
Pragnieniem moim jest również, abyście w przyszłości tak w szkole jak i w życiu dorosłym angażowali się w życie społeczne
A co za tym idzie , trzeba być odpowiedzialnym, bezinteresownym, uczyć się ofiarności, być ciekawym świata, posiadać zapał do nauki i pogłębiać swoje wiadomości i zainteresowania.
Młodość ,jest okresem buntu i niezgodą z samym z sobą.
Często jest okresem wybujałych ambicji, przesadnej wrażliwości, która uzewnętrznia się często
w popadanie w wielką euforię albo w skrajną rozpacz.
Młodość , też jest okresem szukania własnej tożsamości.
Brak wiary u młodego człowieka wywołuje pustkę, dlatego musicie poszukiwać własnych drogowskazów.
A składa się na to- uczciwość, wytrwałość, dyscyplina, one pomogą Wam w odnalezieniu własnej drogi i pomoże stać się porządnym i wartościowym w przyszłości człowiekiem.
Pamiętajcie , że wzorem powinien być każdy dom rodzinny, on jest Waszą busolą pomagać
w poszukiwaniu właściwej drogi i dobrego wychowania.
Idżcie naprzód nie rozpychając się łokciami i nie tratują nikogo po drodze.
Bądżcie zawsze dumni ze swoich osiągnięć, ale nie mylcie dumy z pychą.
Walczcie również z poczuciem niższości oczywiście nie popadając w euforię.
Pragnę gorąco moi kochani chłopcy aby gorycz nie zamieniała się u Was w rozpacz z jakiś tam niepowodzeń
Jeśli będziecie starać się dbać o ludzką sympatię, oczywiście bez służalczości i obłudy , to ludzka dobroć pozwoli Wam przetrwać złe okresy jakie zdarzają w życiu , a tego nie da się uniknąć.
Starajcie sukcesywnie budować wewnętrzną zgodę z samym sobą, to najlepsze lekarstwo i sposób
aby dać sobie radę w każdej sytuacji życiowej.
Oczywiście nie opuszczając rąk i zachowując własną godność.
Tak naprawdę, to prawda o ludziach składa się ze świateł i cieni, a wpływ na to nie tylko geny mają, ale i odmienne dzieje losu mogą ukształtować inaczej charaktery.
Pamiętajcie moi kochani wnukowie Adrianie i Dorianie, że ludzie wykorzenieni, ogołoceni z pamięci z przywiązań do wartości przekazane przez poprzednie pokolenia nie wiedzą po co żyją i nie mają nic do przekazania własnym dzieciom.
Dlatego nie traćcie z oczu wewnętrznej kultury swojego Taty, wrażliwości i dobrego wychowania.A Mamę szanujcie i kochajcie za jej szlachetne serce i czułość.
Proszę Was moi kochani chłopcy, bliscy memu sercu - strzeżcie tradycji i wartości jakie mieliście wpajane.
Starajcie się odpowiedzieć sobie na podstawowe pytania:
Kim jestem i dokąd zmierzam ?Bożena Dobaczewska zd. Składzińska
Mój tajemniczy ogród
Dochodzę do wniosku , że niepewność jest najgorszą chorobą.
Nie chodzi o to, że jestem zmęczona życiem , ale skoro odejście jest nieuniknione
to mam nadzieję, że nastąpi to nagle.
Najbardziej boję się bólu
Cżęsto rozmyślam o czasie , który już przeminął.
Rozmyślania tego rodzaju wpędzają mnie w stan melancholii.
Czasem przytłacza mnie smutek, odczuwam ból serca i mam wrażenie, że gdybym wyrwała je piersi
okazałoby się, że jest ono takie cienkie i blade.
Kiedy zaciągam w oknach rolety pozostawiając na zewnątrz popołudniowy zmierzch, zapalam lampę
i wciskam się w fotel, zamykam oczy i wtedy widzę swój " Tajemniczy ogród ", ogród moich marzeń, gdzie nie ma cierpienia , a jest tylko miłość
Wiem , że istnieje, byłam w nim , kiedy odeszłam na jakiś czas z tego świata, ciało pozostało, ale dusza moja była w tym pięknym ogrodzie.
Od tej pory w myśli zamykam oczy i wchodzę do niego i zastanawiam się dlaczego moje serce jest takie martwe, podobne do wyschniętej łuski z nasieniem czekające na deszcz.
Często też przytłacza mnie smutek i myślę wtedy, że samotność jest chyba karą, więc nie pozostaje mi nic innego jak z tym żyć.
Jednak jak dłużej się nad tym zastanawiam to mam przeświadczenie , że zawsze byłam samotna,
samotna tak , jak każdy człowiek bez względu na to jak wielu bliskich i drogich osób go otacza.
Żyjąc przeszłością, najlepiej czuję się wśród ulubionych przedmiotów.
Dotykam je i pragnę doznać tych uczuć, którymi niegdyś były przesiąknięte - miłością, śmiechem, szczęściem.
Słyszę za oknem szum wiatru, taki samotny monotonny dżwięk i moje serce czuje się też samotne.
Ogarniam wzrokiem przedmioty, zdjęcia w ramkach, obrazy , muszelki, kamyki, widoczki, bursztyny, ale najbardziej drogie memu sercu są laurki w kształcie serca.
Pragnę wspominać , przeżywać wszystko na nowo, czasem wydaje mi się, że nie powinnam tracić czasu na sen , pragnę powrócić do czasów , kiedy byliśmy wszyscy razem.
Tylko wtedy życie nabierało dla mnie sensownego znaczenia.
Wkrótce będzie noc i ja znowu pójdę do swojego " Tajemniczego ogrodu " to tu mieszały się ze sobą wspomnienia, niedostatek, dobrobyt, próżność, łzy, radość oraz szlachetne ideje
Moi kochani , nie wolno lekceważyć własnego losu, nie marnujcie szans jakie daje wam zycie.
Pamiętajcie- poczucie, że jest się kochanym to jak port, wypoczynek, obrona przed samym sobą, spokój i może dopiero , szczęście.
Nie zapominajcie, że człowiek jest tyle wart o ile działa, tworzy i służy drugim, nie tym , którym chce, ale którym powinien.
Najbardziej smutny jest fakt, że darowujemy wszystko tym , których sami ubraliśmy w różne cnoty, aby upozorować przed rozumem bezsensowną sympatię.
Wydaje mi się, że człowiek, który wiedziałby, że kocha go choć jedna osoba, nie musiałby bezustannie wszystkich uwodzić.
Wasze sukcesy i wasze szczęśliwe twarze wyzwalają zawsze we mnie energię, a moje serce niczym to wyschnięte ziarno czekające na deszcz uczuć cieszy się, że jest ktoś , kto je podleje to uśmiechem, to dotykiem, i wtedy zaczną wypuszczać znowu delikatne pędy, które zwą się miłością i szczęściem
Kochani moi , niezależnie od moich nastrojów i odczuć, pragnę was zapewnić, że jestem z was
wszystkich dumna
Pamiętajcie, że kiedy na zawsze znajdę się w swoim " Tajemniczym ogrodzie "- zawsze będę czuwać nad Wami wszystkimi.
Bożena Dobaczewska zd. Składzińska
Zostań rzeżbiarzem swojego wnętrza
Zostańcie rzeżbiarzami swojego wnętrza, swojego charakteru.
Charakter z języka greckiego oznacza rzeżbienie, ostrzenie, ćwiczenie.
Człowiek rodząc się dostaje do ręki dłuto -Rodzinę.
Jedni dłuto wyrzucają, bo stwierdzają, że nie jest im ono potrzebne, drudzy zapominają, że je mają, inni sukcesywnie wykorzystują dłuto i rzeżbią swój kawałek drewna, czyli siebie.
Można zostawić swój kawałek drewna i stać się kameleonem, który zmienia tylko swój kolor w zależności od sytuacji, bo tak jest prościej i wygodniej.
Być człowiekiem o jednym kolorze i bronić tego co mnie określa i trzymać się tego wbrew wszelkim trudnościom i niepowodzeniom, to są właśnie cechy człowieka z charakterem.
Człowiek, który posiada dwa oblicza, jest człowiekiem obłudnym i dwulicowym, któremu nigdy tak do końca nie można zaufać.
Być człowiekiem z charakterem , to trzymać się zasad, swoich racji i wartości, zwłaszcza kiedy z wami nikt się nie zgadza.
Należy być przekonanym o słuszności tego w co się wierzy i według tego postępować.
Nie może to być ślepe i bezpodstawne opierające się tylko na ślepej przekorze.
Chyba nikt nie chce aby określano go mianem chorągiewki poruszającej się w zależności od wiejącego wiatru.
Wszystko co jest trudniejsze jest bardziej wartościowe i piękniejsze, dlatego warto podnosić sobie poprzeczki.
Charakter u człowieka nie rodzi się sam, aby stał się wartościową istotą należy mu zaszczepić to co dobre, prawe , szlachetne.
Was moje kochane dzieci i wnuki uczono tego w domu , chyba się nie mylę ?
Zawsze należy myśleć, że sztuka jest indywidualnością i człowiek - też .
Bożena Dobaczewska zd. Składzińska
Ratujmy Polskę, ratujmy Naród
W ostatnich wyborach wypowiadaliśmy się w większości za programem narodowym, za programem umacniania rodziny, za programem suwerennego i niepodległego państwa.
W następnych wyborach nie powinniśmy głosować na ludzi , którzy nas zdradzili, którzy będą ponownie kandydować.
Nie powinniśmy jako Polacy , jako katolicy głosować na ludzi z ugrupowań, które opowiadają się przeciw rodzinie, przeciw suwerenności państwa , przeciw wartościom chrześcijańskim.
Nie powinniśmy głosować na ludzi służącym z wielkim zaangażowaniem w najwyższych władzach
partii komunistycznej, która przez cały okres swojego istnienia niszczyła najbardziej patriotyczną tkankę naszego polskiego narodu.
Nie powinniśmy głosować na ludzi, którzy swoim postępowaniem udowodnili, że nie szanują życia ludzkiego { zabijanie dzieci nie narodzonych, popieranie eutanazji, zabieranie zasiłków dla rodzin wielodzietnych , nie wspieranie takich rodzin}
Rodziny należy wspierać , pomagać im, mieć szczególne uwrażliwienie na rodzinę, na ich codzienną egzystencję.
Każdy ma prawo do decydowania o modelu rodziny jaką zakłada, a państwo , rząd, powinien tworzyć prawo takie aby wielodzietne rodziny mogły godnie egzystować, a nie wegetować.
Zabijanie dzieci nienarodzonych to nie podłość i nieodpowiedzialność kobiet, to sytuacje w jakich się znalazły zmuszały je do podejmowania takich decyzji.
Piętno wyryte w ich sercach noszą w sobie przez całe życie.
To bezradność, brak pomocy często nawet od najbliższych zmuszały je do podjęcia takiej decyzji.
Bez przyrostu i rozwoju rodziny zdrowej moralnie - Naród ginie !!
Nie powinniśmy głosować na spadkobierców tej ideologii, którzy w swojej dotychczasowej działalności politycznej stali się w wielu przypadkach jeszcze bardziej gorlywymi od swych tatusiów jej wyznawcami.
Przez swoje głosowanie wybieramy przyszłość dla siebie, dla naszych dzieci , dla naszych wnuków, dla naszej Ojczyzny.
Musimy wybierać przyjażń, partnerstwo, ale i suwerenność i niepodległość , a nie uległość dla zaspakajania niecnych celów kosztem całego Narodu.
Naród , który traci pamięć - ginie !
Polacy jako Naród musi strzec każdego skrawka ziemi, musi strzec rodziny aby była moralnie czysta, silna, ambitna.
Polacy , to mądry Naród, ale przez lata trzymany w niewiedzy, zabory, wojny, komunizm zniszczyły w człowieku moralność, bo o to zaborcom chodziło.
Głupim Narodem łatwiej rządzić.
Niech jedzą, śpią, oglądają telewizję a inni będą rządzić i za Polaków myśleć.
Kiedy stanęliśmy w obliczu wojny,sąsiedzi, przyjaciele stali obok, czekali jak Naród się wykrwawi.
Wtedy myśleli o własnych interesach.
Nie wolno było mówić o Katyniu , o wielu zbrodniach.
My Polacy zapalamy świeczki na wszystkich grobach
Zawsze każdy porządny człowiek o prawym sercu będzie kochał każdego człowieka., szanował jego wyznanie, jego prawa do wolności, do szczęścia, do miłości do nauki , do własnej Ojczyzny.
My Polacy nie pragniemy władać nad światem
Nad światem niech włada ten, co go stworzył, a dziękujmy za to, że matka - ziemia dała nam schronienie, że mogliśmy stworzyć rodziny i cieszyć się ich szczęściem w spokoju.
Pilnujmy wszyscy razem spraw naszej kochanej Ojczyzny , Polski niepodległej.
Polskie kobiety były zawsze wspaniałe, mądre, imponowały światu, były prawe, wierne i pełne zasad moralnych.
Oglądajcie mądre rzeczy w telewizji , czytajcie mądre książki , wartościowych autorów, aby wiedzieć jakim być Polakiem, jakim być ojcem w rodzinie, obywatelem, i matką Polką. W trosce o przyszłość moich tych co kocham, o ich los przestrzegam przed tym złem co niosą inne państwa. o ich zazdrości o naszą inność, o to że żyjąc za żelazną kurtyną nie daliśmy złamać sobie kręgosłupów i zachowaliśmy swoją tożsamość narodową.
Byłabym szczęśliwa , gdyby w każdej polskiej rodzinie , dziecko znało ten wiersz.Kto ty jesteś ?
Polak mały
Jaki znak twój ?
Orzeł Biały
Gdzie ty mieszkasz ?
Między swymi
W jakim kraju ?
W polskiej ziemi
Czym ta ziemia?
Mą Ojczyzną
Czym zdobyta ?
Krwią i blizną
Czy ją kochasz ?
Kocham szczerze
A, w co wierzysz ?
W Boga wierzę.
Bożena Dobaczewska zd. Skladzińska
Zagubiona w mroku
Była kobietą niezwykłą, piękną, elegancką inteligentną.
Lubiła interesujących ludzi obdarzonych talentem i darem kreatywności.
Uwielbiała piękne przedmioty w każdej postaci.
Praca , której poświęciła się bez reszty była dla niej wszystkim, poczuciem spełnienia misji.
Małżeństwo było dla niej rodzajem pętli , bała się uduszenia.
Nie każdy pragnie być czyjąś własnością, nie chciała czuć się jak w klatce.
Ale pomimo tego w głębi duszy przyznawała, że lubiła istotę małżeństwa.
Jenak nie wierzyła w życie " na zawsze " , bo na koniec zawsze czekał ból.
Często zastanawiała się, czy życie solo jest rzeczywiście ciekawsze bo pozwala spełniać wszystkie oczekiwania duchowe i nie tylko.
Bo jeśli coś w małżeństwie nie wychodzi to jest bardzo bolesne.
To tak jak skok z palącego się domu.
Jeśli masz szczęście wylądujesz na siatce, którą strażacy rozpięli nad jezdnią, ale na ogół ląduje się na bruku.
Jenak trzeba mieć odrobinę szczęścia i trafić na odpowiedniego mężczyznę.
Pomyślała o tych wszystkich zmarnowanych latach , o nieudanych związkach.
To była raczej polisa ubezpieczeniowa przed samotnością na starość , a nie związek umysłów i dusz.
Jednak kiedy przyszła chwila ,że niespodziewanie spotkała tego jedynego a miłość, która wybuchła tak nagle może być prawdziwym uczuciem. zaczęła myśleć o stałym związku, na zawsze.
Bo miłość zdarza się w każdym wieku.
Po upojnej nocy ogarnął ją lęk, jak potoczy się jej dalsze życie , czy będzie szczęśliwe ?
Pragnęła aby to był partner na całe życie , który byłby skłonny tolerować jej nastroje,
i skupiał w sobie wszystkie cechy jakich oczekiwała.
Ale przecież to w życiu jest niemożliwe.
Pomyślała, jak ludzie sobie poślubieni odchodzą od siebie, umierają ranią się nawzajem, rozczarowują, niespodziewanie się ulatniają
Ale mimo wszystko marzyła aby po długiej wędrówce,dotarła w końcu do domu, gdzie byłaby bezpieczna, że wreszcie temu mężczyżnie może powierzyć się duszą i ciałem bez cienia wątpliwości.
Wzięli ślub i wszystko uległo drastycznej przemianie.
Oboje skakali sobie do oczu, krzycząc na siebie i oskarżając się wzajemnie.
Pomimo , że kochała go nie mogła zaakceptować jego córek.
On chciał aby jego dzieci pokochała, żeby była dla nich matką, która umarła przed laty.
Prosił stanowczo aby zrobiła wszystko aby żyła z nimi w przyjażni, ponieważ jest do nich głęboko przywiązany i bardzo je kocha.
Pomimo wysiłków jakie wkładała nie chciała z niczego rezygnować, ze swoich przyzwyczajeń , nawyków.
Pragnęła by on przywykł do jej stylu bycia i aby jego córki jakimś cudem zniknęły , choć wiedziała , że to jest niemożliwe.
Jeśli chciała zatrzymać ukochanego musiała gościć je u siebie bez względu na ich arogancję.
Ponieważ ich stosunki małżeńskie bardzo się skomplikowały to tyrady córek trafiały na podatny grunt i zaczynały skutkować.
On postanowił rozstać się z żoną, stwierdził , że musi odejść z jego życia.
Nagle przypomniała sobie , że tak naprawdę małżeństwo było jedyną rzeczą, którego nigdy nie pragnęła.
Od tej chwili spędzała wolny czas w domu samotnie liżąc rany, czuła się jak zjawa w ciemnym tunelu, zagubiona w mroku.
Wszystko na co liczyła, co kochała zostało jej odebrane.
Znalazła się w głębokiej depresji, że w pracy , którą tak kochała nie była w stanie funkcjonować.
Po wielu rozważaniach uzmysłowiła sobie, że praca dla niej znaczyła tak wiele, pozwalała odsunąć jej całą resztę istotnych spraw na dalszy plan.
W imię pracy gotowa była na poświęcenie zostać matką własnego dziecka.
Postanowiła zmienić styl życia, była zbyt młoda aby odciąć się od reszty świata.
Z goryczą wspominała, jak wstrętnie postąpił ten , którego naprawdę pokochała.
Nie mogła wybaczyć tego, że dopuścił aby dzieci szantażowały i zmusiły aby zerwał z kobietą, którą naprawdę pokochał i podziwiał.
Prosił , aby powróciła do niego , aby zaczęli od nowa, jednak postanowiła zostać sama.
W jej duszy i sercu zapanował ład i spokój.
Bożena Dobaczewska zd. Składzińska
Bądż orędownikiem prawdy
To wielkie zadanie dla nas wszystkich, aby obok miłości i czci jaką otaczamy naszego Papieża Jana Pawła II z otwartością i gorliwością również przyjmować jego nauczania.
To nauczanie to nic innego jak głoszenie prawdy.
Prawdy o Bogu i miłości ku nam, prawdy o człowieku i jego przeznaczeniu, prawdy o świecie i jego funkcjonowaniu.
Prawdy o życiu i Rodzinie, o miłości i miłosierdziu, o przebaczaniu i wierności, o życiu społecznym i politycznym .
Czy przez ten okres od śmierci Papieża Polaka narodziła się w nas potrzeba coraz większego zgłębienia tego świadectwa ?
Czy nasze myślenie , nasze wybory, nasze postępowanie w jakiś sposób uwzględniają dziś prawdę, której we wszystkich sferach życia człowieka orędownikiem był Jan Paweł II "Wielki "
Pytanie o prawdę, to pytanie o lepszy świat, o lepszego człowieka, o godniejsze życie, o bezpieczniejszą przyszłość.
Bez prawdy o Bogu i o człowieku, bez prawdy o życiu rodzinnym, społecznym , politycznym
stajemy się ofiarami pozorów manipulacji, stajemy się niewolnikami w rzekomo wolnym świecie.
Ci, którzy zwalczają prawdę robią to nie dlatego, że są w błędzie, ponieważ bez swej winy nie
mogliby poznać prawdy.
Ich oblicza pokrywa maska dobroduszności, zaciemniając podstęp kryjący się w ich umysłach
i zaćmione zostało ich bezrozumne serce, a prawdę zamieniają na kłamstwo.
Kłamstwo i nienawiść jest stałymi elementami w strategii podpuszczania, jużenia i mącenia
innych umysłów.
To metoda, która wypacza młodym charaktery i nie pozwala wpoić im prawdziwych zasad i prawdziwych wartości.
Tacy ludzie nie lubią być otoczeni takimi, którzy prawością i niesieniem prawdy w życiu się wyróżniają.
Tragiczne jest to, że nienawiść, wsparta kłamstwem, tych , którzy uchodzą za znających prawdę
jest zarażliwa i zaszczepia się bezwiednie w umysłach bezkrytycznego otoczenia.
Kiedy kogoś oczerniamy, krytykujemy i pozwalamy sobie na własne sądy - przypomnijmy słowa Pana Jezusa wypowiedziane do uczniów w mowie pożegnalnej." Jeśli was świat nienawidzi, krytykuje i nie akceptuje, wiedzcie, że mnie pierwej znienawidził.
Gdybyście byli ze świata, świat by was kochał jako swoją własność.
Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo ja was sobie wybrałem ze świata, dlatego świat was nienawidzi "
Bożena Dobaczewska zd. Składzińska
Najlepszą metodą wychowania seksualnego są przede wszystkim rozmowy Rodziców z dziećmi.
Nie bójmy się stawiać młodzieży wysokich wymagań.
Młodzież świetnie wyczuwa nasze oczekiwania.
Stawiajmy także wysokie wymagania w swerze etycznej a młodzież stopniowo do nich dorośnie.
Mitem jest edukacja seksualna, której nie towarzyszy przekazywanie wartości.
Wychowanie - to życie w Rodzinie , zdrowej moralnie Rodzinie.
Przestrzegać należy dzieci i młodzież przed zboczeńcami i pedofilami.
" Droga, kochana Mamo tę refleksję dedykuję Tobie z miłością i wdzięcznością za wszystko
czego mnie nauczyłaś, za wszystko czym się ze mną dzieliłaś, i za wszystko co starałaś się dobrego dla mnie zrobić.
Mam nadzieję, że tam w Niebie dobry Bóg nie radzi się Ciebie w każdej sprawie i znajdziesz czas aby ją przeczytać.
Ta historia nie mieszka w zakurzonych książkach- łzy, żal, strach, cierpienie trawi serce i nie pozwala o tym zapomnieć."
Krzyk zaprzeczający prawdzieDziewczynka obudziła się z płaczem.
W jej spokojny sen wdarły się nagle jakieś szorstkie dłonie zakrywające jej usta i szarpiące nerwowo pościel.
W absolutnej ciszy jego dłonie lubieżnie kontynuowały podróż po jej brzuchu, chudych udach i malutkich delikatnych pośladkach.
Na pewno w tym momencie zaświtała mu myśl, ile ona ma lat, a miała dziesięć.
Mdlił są jego nieświeży oddech i wydobywające się z ust sapanie.
Dziwny ból przeszył jej dół brzucha.
Dziewczynka wiła się w ramionach prześladowcy, walcząc o oddech.
Strach ścisnął jej gardło, krew boleśnie pulsowała w skroniach.
"Cicho dzieciaku " - syknął znajomy głos.
Jeszcze poprzedniego dnia , gdy kobieta układała ją w łóżku do snu, świat wydawał się jej zupełnie bezpieczny.
Nie, nie !! - zaszlochała dziewczynka próbując oswobodzić głowę.
Przygryzła dolną wargę i skręcając się z bólu i przerażenia, a w dwóch wielkich łzach zalśnił złoty blask słońca jakby obojętnego na wszystko.
Z piersi dziewczynki wydobył się cichy szloch, ale nie było w pobliżu nikogo, kto by mógł go ukoić
Wtulona w pościel drżała lodowata ze strachu.
Prześladowca odszedł.
Bolało ją krocze, zaciśnięte kurczowo dłonie, gardło, głowa i dławiły łzy.
Skulona postać w pościeli wyglądała jak popsuta porzucona lalka,dalej leżały porzucone jej białe majtki zdarte z jej ciałka.
A w koło małego otworu rozkwitła czerwona róża z zaschniętej krwi.
Dziewczynka drżała, jej gardło dławił spazmatyczny płacz.
Nagle świat zniknął, był tylko krzykiem zaprzeczającym prawdzie, wymazującym z pamięci ten dzień.
Taki krzyk może zabić, jeśli nie pozwoli mu się trwać.
I trwał, trwał bardzo długo, a potem powoli gasł w umęczonym gardle.
Spazmatyczne dreszcze przestały wstrząsać ciałkiem dziewczynki wtulonej w pościel.
Przez ścianę urywanego płaczu docierały do niej tylko strzępy rytmicznych słów.
Pozwoliła im sączyć się w jej rozpacz i po chwili podpłynęła do niej ciemność.
Poddała się jej i zatonęła w ciszy dającej spokój zapomnienia.
Z góry spoglądały na nią obrazki wielu świętych i jak gdyby z gniewem ci święci wpatrywali się w twarz tej nieszczęsnej małej dziewczynki, która była daleka jak księżyc i przez te przeżycia trudno dostępna..
I byli pewni, że minie wiele czasu zanim zazna prawdziwego spokoju.
Ich wzrok obiecywał, że Bóg ukarze nikczemnika.
Za oknem zawył dziki wiatr, ale liście drzew nagle zamarły, przeraziły je to co zobaczyły.
Dziewczynka podświadomie czuła obecność widm, wiedziała , że między nimi a nią zawiązuje się jakieś przymierze., że od tej chwili będą nad nią czuwać, bo zrozumieli , że czuje się samotna.
Wiedziała, że nie jest już sama, wokół niej wyrosła nagle tęczowa mgła duchów przodków, czuła ich obecność, dziwiła się tylko,
że obecność Boga , spojrzeniem złoczyńcy nie zabiło.
Dziewczynka zawsze myślała , że kobieta , która codziennie układała ją do snu posiadała wielkie serce, takie wystarczająco duże aby móc kochać wszystkich.
Kiedy obudził dziewczynkę trzask zamykanych wyjściowych drzwi, powoli obolała wygramoliła się z pościeli i drobnymi kroczkami powędrowała do kobiety siedzącej ze złożonymi rękami jak do modlitwy.
Łkanie nie wzruszyło kobiety, nawet słowa, które usłyszała od szlochającej dziewczynki
nie przeraziły jej.
Była zimna i nieczuła , jakby w środku martwa.
Słowa, które usłyszała przerywane szlochem uznała za kłamstwo.
Dziewczynka zdecydowanym ruchem ręki otarła łzy i ze zdziwieniem przeraziła ją przejmująca cisza, taka jakby umilkły wszystkie ptaki i owady.
Z przerażeniem pomyślała, że może będzie odczuwać tę straszną pustkę i ból nawet wtedy, gdy będzie w tym wieku jak ta oschła kobieta.
" Droga , moja kochana Mamo często widzę we śnie swoje serce
Jest pęknięte, leży na podłodze potrzaskane jak zabawka.
Schylam się, podnoszę je , próbuję skleić, ale zanoszę się płaczem, trzęsą mi się ręce i nic nie mogę zrobić.
Uwolnij mnie od wspomnień, otwórz wieko skrzyni i wyciągnij wszystkie smutki na światło dzienne, wygnaj cienie z mojego świata moja ukochana Mamo . "
"Choć złotej doli nie dały ci losy, na fali życia z sił nie opadłaś,
czyny twe były, niby skromne wrzosy, choć w znojnym trudzie zagon swój orałaś "
Maria Rodziewiczówna
Bożena Dobaczewska zd. Składzińska
Miłosne zaklęcia
Była malarką, w malowanych przez nią pejzażach kryła się dominująca samotność.
Jej postacie emanowały współczuciem, zdawało się, że krzyczały aby je poznawać.
Siedząc z daleka obserwowała reakcję ludzi na jej twórczość.
Oczy jej błyszczały, a twarz promieniała ożywieniem.
Zobaczył ją z daleka, wiedział, że to ona , ta jedyna.
Do tej pory kobiety go nie interesowały, kiedyś znał ich wiele.
Szukał czegoś więcej - charakteru, indywidualności.
I - wreszcie znalazł.
Ale ona była zbyt długo samotna żeby zbyt łatwo ulegać.
Wiedziała zbyt dobrze co znaczy ból samotności, ból porzucenia, który nie opuszczał jej od czasu, gdy w dzieciństwie oddano ją do sierocińca.
Nie zapomniała w tym sierocińcu chłodu sal, zapachu obcych ludzi i odgłosu poranka, kiedy leżąc w łóżku, tłumiła łzy.
Będzie to pamiętała do końca życia.
Przez długie lata była pewna, że nic nie jest w stanie wypełnić pustki w jej duszy.
Myślała tak dotąd , dopóki nie poznała jego, był przystojny , elegancki, wyglądał jak prawdziwy dziedzic fortuny.
Ich związek nie był zawsze łatwy, ale mocny, zbudowany na miłości i szacunku.
Ich światy połączyły się, tworząc coś pięknego i wyjątkowego.
Jego Matka nie akceptowała tego związku -była pewna , że ich nie rozumie, że nie dostrzega różnicy między szczęściem a śmiesznością, między prawdziwym światem a światem marzeń.
Matka nie wierzyła , że ona będzie w stanie podołać obowiązkom rodzinnym i towarzyskim.
On przyszedł na świat w rodzinie z tradycjami byli wszyscy wykształceni i majętni.
A ona pochodziła z innego środowiska z innego świata.
Mimo tych przeszkód postanowili wziąć ślub.
Nie dojechali jednak do celu , mieli wypadek, samochód ich zderzył się z innym samochodem.
A on zapadł w śpiączkę .
Lekarze co do niego mieli dobre rokowania , powiedzieli że szybko powróci do zdrowia.
A jej stan był gorszy wymagał długiej rehabilitacji i związanych z tym kosztami.
W przypadku jej sytuacji materialnej było to barierą nie do pokonania.
Matka troskliwie zajęła się synem.
Postanowiła wykorzystać sprzyjającą sytuację aby pozbyć się raz na zawsze z życia osoby tak nieodpowiedniej, o niewiadomym pochodzeniu,aby nie przeszkodziła w dalszej karierze i nie tylko.
Zaproponowała jej zawarcie umowy.
Ona zapomni o jej syny a Matka jego pokryje koszta leczenia i rehabilitacji niezależnie od kosztów.
Ona zgodziła się na propozycję, wierząc w duchu , że ukochany jej nie zawiedzie i nie opuści.
Kiedy on wybudził się ze śpiączki Matka powiedziała , że jego narzeczona umarła.
Na wieść o tym ukrył twarz w poduszkę i zaszlochał jak dziecko.
Matka trzymała go w ramionach a on szlochając powtarzał wciąż jej imię.
Patrząc mu w oczy , zobaczyła coś, czego dotąd nigdy nie widziała.
Wydało jej się, że płacząc po stracie ukochanej istoty , stracił jakiś fragment samego siebie.
Jakby , część jego duszy umarła, wykrwawiła się na śmierć.
A ona zgodnie z umową została przewieziona do najlepszej kliniki.
Ponieważ czas upływał a On nie dawał znaku życia i nie interesował się jej losem, pomyślała , że doszedł do wniosku , że dziewczyna z takim nieciekawym pochodzeniem zaszkodziłaby mu w interesach.
Pomyślała ,że czas odpowie na te pytania , tylko czas.
Chwilami była na siebie zła, że zgodziła się na ten układ.
Po chwili napływały następne myśli jak kłębiące się chmury, że nie zgodziła się z próżności,
zrobiła to aby dano jej szansę żyć jak inni ludzie, być sprawną fizycznie i móc cieszyć się
życiem.
Czy w tym wieku to taki błąd, była jeszcze taka młoda.
Zapragnęła , aby wszystko było w niej inne , nowe, oprócz jednego.
Nie mówiła wiele , nie żaliła się , ale oczy wyrażały żal, że nie było ukochanego przy niej.
Zastanawiała się co On teraz robi, a On siedział samotnie w parku na ławce i patrzył na zieleń , na kwiaty wybuchające życiem, bo jego życie było martwe.
Był pewien , że w tym odludnym zakątku nikt nie zakłóci jego samotności.
Myślami odbiegł gdzieś daleko starając się zatrzymać i podsumować miniony rok.
A Ona za namową lekarzy postanowiła zrobić wystawę swoich prac, które malowała będąc w klinice.
Wystawę zorganizowała pod innym nazwiskiem, recenzję były rewelacyjne i wróżyły niezłą przyszłość.
Kiedy człowiek staje przed faktem, że życie jego może zakończyć się w każdej chwili zaczyna
robić rachunek sumienia z przeżytych lat i czynów.
I Matka zaczynała mieć wyrzuty sumienia patrząc na syna.
Ale z drugiej strony uważała ,że nikogo nie zniszczyła a wręcz odwrotnie, zapewniła wspaniałą karierę swojemu synowi a jego narzeczonej podarowała coś, czego nie dostałaby od kogo innego.
A , wypadek jaki mieli nie był jej udziałem tylko zdecydował o tym los.
Przypadek zrządził,że będąc służbowo w gabinecie lekarza zauważył swojej ukochanej obraz, przez nią namalowany.
Poczuł się tak , jakby stanęło mu serce, zamarł.
Był przekonany , że obraz po jej śmierci został skradziony razem z rzeczami.
Nagle zrozumiał wszystko.
Krzyk wydobywał się z jego gardła, i jak oszalały zadawał pytania, gdzie Ona jest, co z Nią zrobiliście.!!
Lekarz spokojnie wyjaśnił, że pojechała w to miejsce, gdzie przysięgali sobie miłość, aby zrobić z tego miejsca dowód ich miłości.
Wybiegł jak opętany aby pierwszy dotrzeć do tego " magicznego miejsca"
Kiedy ujrzał ją szlochającą i szukającą ich " miłosnych zaklęć" objął ją i powiedział :
Nie możesz zabrać tego, bo to należy do nas, a ciebie kocham i nigdy nie zapomniałem o naszej miłości, nadal noszę cię w swoim sercu.
Ona na jego widok zaniemówiła, łzy szczęścia popłynęły jej oczu, ożyły wszystkie wspomnienia, cudowne chwile spędzone z nim.
Uczucie ożyło z wielką siłą, ktore tkwiło w niej na zawsze.
Padli sobie w ramiona i zatopieni w swej wielkiej miłości zapomnieli że żyją na tym świecie.
Las cicho jakby w szumie liści śpiewał melodię o ich miłości, a zza chmur wyjrzało słońce.Bożena Dobaczewska zd. Składzińska
Specjalny obóz koncentracyjny - KL .WARSZAUZyje w Polsce jeszcze wiele osób pamiętających lata grozy, lata niemieckiej i bol-
szewickiej niewoli.
Większość polskich rodzin opłakiwała poległych i zamęczonych przez oprawców w obozach i na zsyłce a także wielu zaginionych w tajemniczych okolicznościach.
Bywało, że wyszedł z domu i wszelki ślad po nim zaginął.
Zdarzało się to głównie w okresie intensywnych łapanek ulicznych., także ludziom, którzy walczyli w I wojnie światowej, którzy znali teren.
Zakończone śledztwo w roku 1996 przeprowadzone przez główną komisję badania zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu niezbicie dowiodło iż w Warszawie istniał powołany na wiosnę 1942 roku rozkazem Heinricha Himlera - ministra do spraw bezpieczeństwa III Rzeszy, specjalny obóz koncentracyjny - Kl. WARSZAł.
W obozie tym skrytobójczo stracono ponad 200 000 tysięcy mieszkańców samej Warszawy i okolic.
Najczęściej byli to ludzie z łapanek, z konspiracji, najwięcej ze środowiska inteligenckiego.
Tę liczbę ofiar potwierdziło również śledztwo prowadzone równolegle przez prokuraturę w Monachium w Niemczech.
To właśnie Wy - wypędzeni warszawiacy doznaliście najwięcej bólu i grozy, bo na Waszych oczach ginęło miasto , rodzina i przyjaciele. To , Wy byliście świadkami owej apokalipsy.
Jednak rok 1945 nie przyniósł kresu Waszym cierpieniom, nie tylko Wam, bo wszystkim Polakom.
Wam nie było wolno wracać do ukochanego miasta na groby bliskich i przyjaciół, Wy zostaliście wypędzeni z Warszawy i wielu z Was nigdy już do niej nie powróciło.
Inni Polacy z małych i dużych miast., którzy mogli być zagrożeniem dla zbrodni cichych i tego co się działo , byli ciągle represjonowani, oni i ich rodziny , dzieci w szkołach, na uczelniach, w pracy.
Traktowani byli jak coś zbędnego , niepotrzebnego.
Siłą stawali się ci, co korzystali z przywilejów i wiernie wysługiwali się bezpiece.
Pamięci tym, co brali udział w II wojnie światowej, w obronie Warszawy i tym co nie zaakceptowali ustroju komunistycznego w Polsce i dominacji rosyjskiejBożena Dobaczewska zd. Składzińska.
Ona i jej przeznaczenie
Olśniona słońcem uznała , że nadeszła chwila rozliczenia się ze sobą.
Miasto , w Którym mieszkała zmuszało ją do refleksji.
Nie mogła odpędzić się od myśli , których większość, a bodaj i wszystkie wywoływały w niej nostalgię.
Zastanawiała się, dlaczego wybrała to miasto. w gruncie rzeczy nie był to nawet wybór, tylko próba ucieczki przed myślami, które jak wierny pies dopadały ją i tutaj.
Marzyła o wielu rzeczach , ale one nigdy się nie spełniły.
Zaprawdę wytrwałość i cierpliwość przynoszą niekiedy cierpkie owoce, a czas gdy mu się nie dotrzyma kroku płata niemiłosierne figle.
Szczególnie gdy człowiek nie kieruje własnym losem, lecz zda się
na jego łaskawość.
Różne zmagania z życiowymi porażkami okaleczył jej umysł i co gorsze serce.
Rozmyślając tak dopadło ją poczucie samotności to samo, które dręczyło ją , kiedy dorastała.
Gryzła ją myśl , że jej życie było godne politowania. Do tego doszedł smutek , którego nie miała z kim dzielić, który niebezpiecznie ogarniający wszystkie myśli, po raz wtóry opanowywały wolę.
Nie dosyć , że cierpiała fizycznie to cierpiała na uporczywe wpatrywanie się w przeszłość, tak pochłaniającą jej umysł, że terazniejszość wydawała się zbędnym dodatkiem, znakiem na piasku. A może nie było niczym więcej ?
Wyjeżdżając z domu już wtedy wiedziała , że jej przyszłość o której marzyła legła w gruzach.
Siedząc tak, dokonywała oceny swego życia i z przerażeniem spostrzegła, że zionęło od niego pustką.
Szukała zawsze wolności, pełnej wolności duchowej dla siebie by powetować sobie niedostatki tych mrocznych lat.
Tak naprawdę wiodła życie wypełnione staraniami by wszystkim było lepiej.
Patrząc na słońce i na przyrodę miała nadzieję, że one ją uspokoją, przypomną, że oprócz śmierci i rozkładu jest na świecie budzenie się do życia i rozkwitanie.
Miała wrażenie, że dni już będą się dłużyły i nie zawsze będzie mogła uczestniczyć w różnych spotkaniach.
I że nie będzie miała tych dni monotonnych czym wypełnić, że telefony przestaną dzwonić , albo zupełnie umilkną, które były jedynym dającym oparcie punktem dnia.
Pogodzenie się po części z losem towarzyszyło jej przez całe życie
Nikomu serce nie bije szybciej gdy ma się tyle lat i nikt w tym wieku nie przyprawia innych o szybkie bicie serca.
Westchnęła na myśl o tym i otarła ściekającą łzę po policzku.
Niebo nabrało matowego połysku jakby przygotowując się na przyjęcie ciemności.
Przez godzinę mogła jeszcze pisać, ale póżniej czekał już pusty czas.
Pomyślała o liściach opadających w parku, o ciszy w czytelni, o ruchliwych domach towarowych.
I nagle poczuła ukłucie w sercu, czy to dawało o sobie znać poczucie samotności, czy tęsknota za ruchliwym i pełnym niespodzianek światem ?
Ciemność jak co dzień zapadała niepostrzeżenie cisnąć się do okien.
Serce zawsze zostaje w domu , smutek też.
Zawsze z dala od domu ogarniała ją jakaś tęsknota, zawsze chciała wracać jak najprędzej aby zaszyć się przed światem.
A gdy już się zasiedziała w swej kryjówce otoczona spokojem i ciepłem, dom wprawiał ją w rozdrażnienie, że nie zapewniał jej porozumienia duchowego.
Spokój , który tak ceniła wywoływał w niej wewnętrzną burzę i nie potrafiła znależć sposobu na rozerwanie tego błędnego koła nastrojów.
Spojrzała w okno i dostrzegła w szarości dnia drzewo.
Wiosną jest oblepione zielonymi iyśćmi, wygląda cudownie, a teraz wisi na gałęziach kilka zwiędłych liści czekając bez życia aż porwie je silniejszy podmuch wiatru i przyklei je do krawężnika, który zroszony deszczem rysuje się czarną smugą.
W półmroku pokoju siedząc tak w myśli stwierdziła że najbardziej pociągała ją sztuka, przez swą niezwykłość i niepowtarzalność..
Przypominała jej jakieś niesprecyzowane dążenie do miłości, lecz mimo wysiłku jaki wkładała nie można było jej do tego sprowadzić.
Sztuka, która w jej rozumieniu były , rzeżbiarstwo, malarstwo, literatura, muzyka, poezja, wywoływały w niej przeczucie istnienia jakiegoś świata znacznie przekraczającego jej niepozorny świat doznań.
Podniosłe idee i szlachetne tematy otwierały jej umysł i serce..
Była sama zadziwiona subtelnością własnych odczuć.
Sama tworzyła na miarę swoich umiejętności, ale doceniała efekt twórczości i to jej wystarczało.
Każdemu nadzieja jest potrzebna, każdemu są potrzebne marzenia, co człowiek ma w tym życiu jak nie może mieć marzeń
Najbardziej wszystkie żale koiła w niej muzyka więc włączyła magnetofon i cudowny głos napełnił pokój, wbił się pod sufit, siedziała zasłuchana , poddała się muzyce, której piękno i smutek zawsze ją wzruszały.
Tęskniła za czymś, właściwie nie wiedziała za czym.
Pomyślała, wiem ,że jest , musi być w życiu coś więcej !
Nagle zaczęło z nią się coś dziać , umieram pomyślała , nie ,jestem martwa.
Widziała swoje ciało, uniosła się nad nim patrząc w dół na pustą powłokę, Nie bała się, czuła się szczęśliwa, wolna od wszelkiego bólu i smutku, nie miała już żadnych trosk.
Ukazał jej się najpiękniejszy krajobraz jaki kiedykolwiek widziała
Nagle oślepiona klarownością światła zmuszona była oswoić z nim wzrok
Zobaczyła swoje życie minione, widziała siebie i pojęła natychmiast, dlaczego nic w tym ziemskim życiu jej się nie udało
Zrozumiała , ile zmarnowała możliwości, ile darów odrzuciła przecież jej zesłanych, poczuła skruchę i żal.
A, potem zobaczyła mężczyznę, który jakby stanął przy niej i nagle doznała spełnienia , powstało jakieś ciepło między nimi i duchowa więż.
Jego i swoje życie zobaczyła jak film, było wspaniałe , ukazywały przeszłość , terażniejszość i przyszłość.
Nagle usłyszała , że musi wracać, opierała się, pragnęła zostać.
Poczuła wstrząs i szum, otworzyła oczy, miała okropny ból głowy, jakby ktoś młotem walił ją w czoło
Straciła rachubę czasu, na wspomnienie co przed chwilą przeżyła, westchnęła i ponownie pogrążyła się w rozmyślaniach.
Marzenia też się spełniają, trzeba tylko je pielęgnować, bo gdy rozkrzewią się w naszych sercach będą mocne jak twierdzaBożena Dobaczewska zd. Składzińska.
Nasze myślenie, nasze wybory
Ciągle przeżywamy w naszym życiu codziennym nieobecność naszego umiłowanego Papieża Jana Pawła II "Wielkiego " w ziemskim wymiarze.
Oczami ciała wszyscy odczuwamy brak, oczami wiary widzimy naszego Ojca Swiętego błogosławiącego nam i orędującego za nami w Niebie.
Każdy dzień zaprasza nas wszystkich do refleksji nad prawdą, której , tak niestrudzonym orędownikiem był Papież Jan Paweł II.
To wielkie zadanie dla nas wszystkich aby obok miłości, z otwartością i gorliwością przyjmować Jego nauczania, to nauczanie to nic innego jak głoszenie prawdy.
Prawda o Bogu i miłości ku nam, prawdy o człowieku i jego przeznaczeniu, prawdy o świecie , prawdy o państwie w , którym żyjemy i jego funkcjonowaniu.
Prawdy życiu i Rodzinie, o miłości i miłosierdziu, o wierności zasadom , o honorze w pełnym tego słowa znaczeniu, prawdy o życiu społecznym i politycznym.
Wielkie jest bogactwo papieskich dokumentów, przemówień , homilii, wielkie jest świadectwo jakie dawał swym życiem aż po ostatnie jego chwile.
Czy okres jaki upłynął od śmierci naszego umiłowane Papieża Polaka narodziła się w nas potrzeba coraz większego zgłębiania tego świadectwa?
Czy nasze myślenie, nasze wybory, nasze postępowanie w jakiś sposób uwzględniają dziś prawdę /, której we wszystkich swerach życia człowieka,orędownikiem był Jan Paweł II?
Pytanie o prawdę to pytanie o lepszy świat, o lepszego człowieka, o godniejsze życie, o bezpieczniejszą przyszłość.
Bez prawdy o Bogu i o człowieku, bez prawdy o życiu rodzinnym, społecznym, politycznym stajemy się się ofiarami pozorów, manipulacji, stajemy się niewolnikami w rzekomo wolnym świecie.
Ci , którzy zwalczają prawdę robią to nie dlatego, że są w błędzie, ponieważ bez swej winy nie mogliby poznać prawdy.
Ich oblicza pokrywa maska dobroduszności, zaciemniając podstęp kryjący się w ich umysłach i zaćmione zostało ich bezrozumne serce, a prawdę dla swych niecnych celów zamieniają w kłamstwo.
Bóg wydał ich na pastwę nic niezdatnego rozumu.
Kłamstwo i nienawiść jest stałymi elementami w stradegi podpuszczania, jużenia i mącenia innych umysłów.
To metoda, którym wypacza młodym charaktery i nie pozwala wpoić im prawdziwych zasad moralnych , prawdziwych wartości.
Tacy ludzie nie lubią być otoczeni takimi, którzy prawością i niesieniem prawdy w życiu się wyróżniają.
Tragiczne jest to, że nienawiść wsparta kłamstwem tych, którzy uchodzą za znających prawdę jest zarażliwa i zaszczepia się bezwiednie w umysłach bezkrytycznego otoczenia.
Przypomnijmy sobie słowa Pana Jezusa."Jeśli was świat nienawidzi, krytykuje i nie akceptuje, wiedzcie, że mnie pierwej znienawidził
Gdybyście byli, ze świata, świat by was kochał jako swoją własność.
Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo ja was sobie wybrałem ze świata, dlatego świat was nienawidzi "
Bożena Dobaczewska zd. Składzińska.
Wstydzić się należy jedynie włąsnych błędówSłońce wlewało się przez otwarte okno strumieniami a łagodny powiew wiatru pieścił delikatnie twarz.
Na parapecie przycupneły jednocześnie dwa ptaszki i wdały się w hałaśliwą sprzeczkę o prawa terytorialne.
Ich gniewne ćwierkanie przeniknęło wreszcie do mojej świadomości wyrywając mnie z radosnych marzeń o moich bliskich.
Pragnieniem moim zawsze było, aby tych co kocham byli doskonali,
chociaż sama taka doskonała nie jestem i zdaję sobie z tego sprawę, że jest to niemożliwe.
Pragnęłam aby moi bliscy żyli w taki sposób w jaki ich uczyłam.
Aby pracowali solidnie i zawsze i wszędzie dbali o dobre maniery.
Aby walczyli z przeciwnościami losu i nigdy nad sobą się nie użalali.
Aby pamiętali w każdej życiowej sytuacji , że kiedy dosięgnie ich
problem finansowy, pamiętali ,że ubóstwo, jeśli nie wypływa z lenistwa , nie jest wstydem, więc nie należy się wstydzić biedy
i nie należy załamywać się wobec trudności jakich życie nikomu nie oszczędzi .
Wstydzić się należy jedynie własnych błędów popełnionych świadomie, więc należy czynić wszystko , aby ich uniknąć.
Moim pragnieniem było aby wystrzegali sie litości nad sobą, aby nie poddawali się uczuciu rozgoryczenia, gdyż one najbardziej niszczą człowieka.
Teraz, kiedy powoli docieram do bezpiecznej wysepki pomiędzy wzburzonymi odmętami, mogę spokojnie spojrzeć na powodzie, sztormy, fale, z którymi przyszło mi walczyć, patrząc wstecz , widzę to jak na dłoni.
Drogę mojego życia mogę porównać jak niejeden człowiek do statku , który płynął do portu pośród zielonej gęstwiny,pomiędzy stromymi zboczami i rozległymi połaciami lasów.
Spojrzałam w niebo i stwierdziłam ,że zbyt często niesie ono obietnicę szczęścia, czasami i złudzenie , które jest dobrym lekarstwem na ból.
Istnieje coś silniejszego od wyczerpania i zniechęcenia coś co dostarcza więcej energii niż możemy zużyć, coś co nieznużenie wytryska i tworzy nowe - historię i upływający czas.
Każda epoka powinna pozostawiać wciąż nowe świadectwa tego czym była - swoich nadziei, dokonań, sukcesów , porażek.
Kiedy zaczęłam rozpamiętywać zjawiska otaczające mnie, kiedy wsłuchałam się w jakieś zdarzenie i zaczęłam zapisywać, zrozumiałam, że osobista twórczość jest jest kluczem do mojej osobowości.
Ludzie obdarzeni prawdziwym smakiem mogą budzić podziw tylko u tych co oczekują czegoś więcej od życia niż tylko jak pieniądze , pieniądze.
Często iskierka prawdy wypowiedziana wywołuje nienawiść i bunt.
Jakie to trywialne , a jakie małostkowe.
Zawsze kierowała mną chęć przekazywania innym , tego co we mnie było najlepsze, kierowałam się tylko dobrą wolą, takie tylko przyświecały mi intencję.
Nie pozwólcie umarłym umierać na dobre, sprawcie, aby choć cząstka ciepła ich przetrwała w waszej pamięci, choć cząstkę z tego ocalcie.
Modlę się codziennie , aby Bóg pozwolił aby moja Ojczyzna rosła w siłę, aby wszyscy żyli w niej dostatnio , aby moi bliscy byli w niej szczęśliwi." Rzeczy nie zawsze są takimi jakie się wydają " - Platon
Bożena Dobaczewska zd. Składzińska.Ona
Jest zimny pżdziernikowy dzień i w powietrzu czuje się zapowiedz deszczu.
Podniosła głowę i popatrzyła w niebo,było zaciągnięte ołowianoszarymi chmurami przez, które bezskutecznie próbowały
przebić się słabe promienie słońca.
Miasto, w którym tyle lat przeżyła, powoli budziło się ze snu.
Dla niej było miastem pełnym nostalgii i wspomnień miłych i smutnych.
Otoczyła się nieprzenikalną zasłoną, aby nie pozwolić się więcej dać zranić.
Była wtedy przekonana, że na zawsze pożegnała się z uczuciem, że komuś zaufa.
Jenak z biegiem czasu wyleczyła zranione boleśnie serce
Bo jeśli w życiu kobiety nie ma miłości i mężczyzny to jej egzystencja staje się niepokojąco sterylna i przesiąknięta chłodem.
W myśli stwierdziła , że najlepszą częścią jej samej są dzieci, są klejnotem, które bardzo kocha.
Zawsze uważała , że jej dzieci mają dusze, które przeżyły już nie jedno wcielenie.
Pomyślała też o swojej Rodzinie.
Była wystarczająco inteligentna by zdawać sobie sprawę, że ona i jej rodzeństwo nie przystoi do dzisiejszej rzeczywistości, że wśród ludzi, którzy ich otaczają na co dzień panują inne zasady, inne normy, że różnią się tym od innych i budzą albo zawiść, albo niechęć.
Na ich skomplikowane charaktery złożyło się w pewnej części rozdarcie między przeszłością, w której żyli ich Rodzice a terażniejszością, w której przyszło im wszystkim żyć.
Jednak na wspomnienie o Rodzinie uśmiechnęła się do siebie .
Niezależnie od tego czym ją uczynili nie miała żadnych wątpliwości
kim była i kim jest, była dumna , że należy do tej Rodziny.
Dzień wydawał się być zimnym, wiatr gwizdał w gałęziach, lecz niebo jakby pojaśniało błękitem a słońce złociło ściany w pokoju chociaż jego promieniom brakowało ciepła.
Pomyślała , jak dobrze jest żyć, nawet niezbyt zdrowa.
Tylu jej bliskich , znajomych odeszło już do innego świata.
Podniosła się nagle i popatrzyła w głąb pokoju, stanęła przed
witryną, której blat był zastawiony fotografiami oprawione
w ramki.
Popatrzyła na nie z rozczuleniem.
Chociaż twarze się zmieniały to rysy pozostały te same.
Nie trudno było dostrzec, że wszyscy pochodzą z tej samej Rodziny, ciemne włosy, przystojne twarze oto ich cechy.
Jakby byli dotknięci duchem magii , część magii tkwiła w miłości do muzyki , malarstwa, żerzby, do słowa śpiewanego, pisanego
i mówionego.
Te zdolności , które posiadali były darem od Boga.
Popatrzyła na fotografię córki a potem syna, na ich widok uśmiech zagościł na jej twarzy.
Dla niej byli wyjątkowi, najlepsi, silni, odpowiedzialni lojalni, jak skała twardzi. byli , jak rasowy koń wyścigowy o najlepszym rodowodzie.
Usiadła opierając głowę o poduszkę na fotelu i wpatrzyła się na portret namalowany przed laty, jej portret, młodej dziewczyny w balowej sukni.
Przymknęła oczy i zatopiła się we wspomnieniach, tyle zapamiętanych chwil, które wypełniały jej chore serce.
Jej umysł już nie młody, pełen wiedzy, głębokiej , niewygodnej
wiedzy o ludziach i naturze ludzkiej ze wszystkimi słabościami
ale też i mocnymi stronami.
Problem większości ludzi polega na tym , że nie mówią o swoich
uczuciach i milcząc stawiają żądania, których nikt nie jest w stanie
usłyszeć.
Patrząc przed siebie dojrzała za oknem drzewa, które jakby wyciągały nagie , ciemne gałęzie, ostro odcinające się od nieba,
jakby o coś prosiły , jakby kogoś wołały, ten widok w jej sercu wywołał smutek.
Zadała sobie pytanie, czy w ogóle można dogłębnie poznać drugiego człowieka i doszła do wniosku, że zdarza się to bardzo
rzadko.
Większość osób pozostaje tajemnicą nie tylko dla innych,
ale również dla siebie.
Jest zimny pażdziernikowy wieczór, plac za oknem oświetlał jedynie blask padający z okien wydobywający z ciemności nagie gałęzie samotnego drzewa.
Ten widok przesiąknięty był smutkiem i osamotnieniem stanowiąc dokładnie odbicie uczuć w jej sercu.
Zadrżała lekko, czując jak jej gardło dławi lodowata dłoń przygnębienia.
Zacisnęła powieki, rozpaczała już od dawna , jak wdowa, która nie może pogodzić się ze stratą.
Wiedziała, że już nigdy nie wydobędzie się z gęstej sieci smutku.Bożena Dobaczewska zd. Składzińska.
Czy tym razem sprawiedliwość i prawda zwycięży?
Od wielu lat polskie sądy nie mogą sobie poradzić z oceną
dokumentu - jednej kartki zadrukowanego papieru.
Chodzi o szyfrogram gen, Czesława Kiszczaka, przekazujący uprawnienia o możliwości użycia broni przez oddziały ZOMO pacyfikujące górników podczas Stanu wojennego.
Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że szef owianego złą sławą MSW
legalnie przekazał swoje uprawnienia a jego jedyna wina to nieumyślna, polegała na tym, że nie określił szczegółowych przepisów użycia broni. Oznacza to umorzenie procesu, w którym generał Kiszczak był oskarżony o przyczynienie się do śmierci dziewięciu górników kopalni " Wujek " w 1981 roku.
Przedstawiciele ofiar pacyfikacji nazwali orzeczenie skandalem i hańbą.
Oskarżyciele zapowiadali odwołanie od wyroku.
Panuje zadziwiająca niechęć sądów orzekających w sprawach dotyczących zbrodni Stanu Wojennego.
Drugą kwestią jest stosowanie przedawnienia.
Dopiero w trzecim wyroku w sprawie pacyfikacji kopalni " Wujek"
uznano , że wobec plutonu specjalnego ZOMO można orzekać, kwalifikując ich czyny , jako zbrodnię komunistyczną.
Tu jest analogia do sposobu oceny gen. Kiszczaka, albo trzeba go uniewinnić , albo skazać.
Jego działanie podobnie jak zomowców, czy sędziów, którzy działali w tamtym czasie należy w podobny sposób oceniać.
Mamy tu do czynienia z przedziwną ochroną ludzi, którzy dopuszczali się zbrodni komunistycznych, stosowana już nie jednostkowo, ale w wielu orzeczeniach przez sądy różnego pułapu.
Przyjęcie, że oskarżony działał nieumyślnie, jest dowodem braku podstawowej wiedzy historycznej ze strony sądu .
Gen. Kiszczak podczas mów końcowych powiedział, że był wówczas osobą , która wiedziała wszystko. Więc ta świadomość wyklucza
nieumyślność.
Po wyroku sądu w sprawie milicjantów pacyfikujących górników z kopalni "Wujek " społeczeństwo poczuło ulgę, że pokazano ze ktoś strzelał do górników i ktoś ich zabił.
W tedy mówiono , że została ukarana ręka a nie głowa.
Jeśli wprowadzony jest Stan Wojenny i wydawana jest broń to jest jasne , że może zostanie ta broń użyta.
dr. Antoni Dudek - doradca prezesa Instytutu Pamięci Narodowej , podkreślił, że w polskim orzecznictwie przeważa skłonność do wynajdywania okoliczności usprawiedliwiających wobec tych, którzy
w aparacie władzy PRL-u odpowiadali za represje.
Wprawdzie prawomocny sąd apelacyjny w Katowicach skazał na kilkuletnie wyroki 14 byłych członków plutonu specjalnego ZOMO.
którzy strzelali do strajkujących górników.
Dziś nie może tak być, że winni są tylko ci, którzy bezpośrednio strzelali .
Nagle się okazuje, że wszyscy ich dowódcy są niewinni, że tylko plutonowy ponosi karę.
Ta wina też wyżej musi puść, to byli najwyżsi urzędnicy państwowi, którzy muszą brać odpowiedzialność za swoje czyny.
Oparłam się na relacjach opisanych po procesie, by pokazać swoim dzieciom i wnukom prawdę o tamtych wydarzeniach o " Stanie wojennym " wprowadzonym wbrew NarodowiCiekawe jaki zapadnie dzisiaj wyrok w tej sprawie to zn 29 pazdziernika 2009 rokuBożena Dobaczewska zd. Składzińska.
Zesłańcy
Tą samą asfaltową trasą, którą nocą śmigały karetki więzienne czyli " suki ", za dnia kroczyło młode pokolenie ze sztandarami i kwiatami śpiewając pełne pogody pieśni.
W nocy zrywa cię dzwonek do drzwi i walenie kolbami i słyszysz"
"jesteście aresztowani " , " Ja za co ?
Czy warto mówić, że to chwila co łamie twoje całe życie , że to piorun, co z nóg wali, że to wstrząs duchowy nie do pojęcia, ż którym nie każdy może się oswoić i często nabawia się pomieszania zmysłów.
Turkoczą pociągi, ale żaden napis nie wskazuje na nich dokąd jadą.
Jadącym w pociągach ludziom wydawało się, że tam gdzie ich wiozą, w tej świetlistej przestrzeni nie ma miejsca na grzech.
Ci, którzy jadą pilnować, trafiali tam z poboru. Ci , którzy jechali tam umierać , trafiali wyłącznie poprzez aresztowania.
Aresztowanie dla normalnego obywatela to rażący przeskok , przewarstwienie z jednego życia do całkiem innego.
Otóż to właśnie w zenicie wspaniałego XXwieku w społeczeństwie opartego na socjalistycznych założeniach popełnione zostało nie
przez jednego niegodziwca, nie w jednym jakimś zakamarku, ale przez dziesiątki tysięcy specjalnie wyszkolonych ludzkich bestii, pastwiących się nad milionami bezbronnych ofiar.
Czy w ogóle normalny Rosjanin mógłby w to uwierzyć ?
Kto potrafiłby pogodzić się z takim oczernianiem świetlanej przyszłości ?
Kto byłby w stanie uwierzyć, że ta socjalistyczna przyszłość będzie z sobą niosła w Rosjii tortury przy śledztwie, że będą człowiekowi ściskać glowę obręczą, zanurzać go w wannie z kwasem, że będą go nagiego i skutego wystawiać na ukąszenia mrówek i pluskiew, że mu będą wpychać rozżażony na prymusie wycior w odbytnicę, że będą powoli rozgniatać butem genitalia a już co najmniej męczyć całotygodnową bezsennością i pragnieniem i biciem na krwawy
befsztyk.
Nie mówiąc już o wyszukanych psychicznych torturach.
Im więcej mija głuchych lat, tym trudniej dziś zebrać rozproszone wyznania tych ocalałych
A, wódz Stalin swoim zwyczajem nie mówił ostatniego słowa, podwładni sami powinni się domyślać, on zaś zostawiał sobie szakali przesmyk.
Nie mógł jednak oczekiwać sukcesu z pewnością absolutną przy planowym łamaniu dusz ludzkich i przy całym ogromie swojej władzy.
W XX wieku nie wolno przez dziesięciolecia nie znajdować różnicy między zbrodnią sądową a tymi strasznymi sprawami, których podobno nie należy " jątrzyć "
Nie karząc , nawet nie ganiąc złoczyńców, my nie tyle dbamy o spokój ich nędznej starości a raczej wyrywamy spod nóg nowych pokoleń wszelkie podstawy sprawiedliwości.
Dlatego to młodzi wyrastają na obojętnych.
To nie jest wina braków w pracy wychowawczej.
Młodzi utrwalają sobie w pamięci, że podłość nigdy w świecie nie podlega karze, zawsze natomiast zapewnia dostatek.
Nieoczekiwany zwrot w naszych dziejach sprawił, że ujawnia się jakąś część prawdy o naszych zesłańcach.
Ale te same ręce, ktore zesłańcowi zakładały kajdany, teraz wystawiają dłonie z pojednawczym gestem " Nie trzeba ", " Dajcie spokój przeszłości " , " kto starą złość wspomina, bodaj oko stracił"
Ale to porzekadło ma ciąg dalszy - " A , kto ją zapomni, bodaj obu nie miał "
Zesłańcy całe dalsze życie zabliżnali blizny i szramy przeszlóści
Kto tam był, tego co przeżył zapomnieć nie mógł, nie potrafił .
Niech nasza pamięć o zesłańcach płonie jak żywy ogień i nigdy nie gaśnie
Bożena Dobaczewska zd. Składzińska.Święty Mikołaj czy krasnoludek
Jak co roku od kilku lat na ulicach polskich miast pojawiają się krasnoludki.
Z wyjątkiem wzrostu, zazwyczaj słusznego charakteryzują się wszystkimi krasnoludkowymi atrybutami.
Czerwonym płaszczem, lamowanym białym futerkiem, takąż samą czapką z pomponem, siwym włosem i zarostem, spomiędzy którego tryskają czerwone rumiane policzki.
Nie byłoby nic w tym złego, gdyby nie fakt iż owe krasnoludki nazywają się Świętymi Mikołajami.
Zdecydowanie należy temu zaprzeczyć., ponieważ krasnoludek podszywa się, pod Świętego Mikołaja , z którym nic go nie łączy.
Święty Mikoł i żeaj jest postacią historyczną, żył na początku IV wieku
w Azji Mniejszej { tereny obecnej Turcji } i był biskupem
Komu tak zależy bardzo , aby nasze tradycje , nasze zwyczaje poszły w zapomnienie ?
To jest ode mnie prezent dla wszystkich , aby się zastanowili ,że niby nowoczesna zabawa stanie się powoli przyzwyczajeniem .
Zaczyna się właśnie od małych dzieci, które nie mają pojęcia jakie są podteksty tych nowoczenych form obchodzenia swiąt, które dla każdego Polaka są takie wielkie , takie istotne, zwłaszcza u
katolików .
A Święty Mikołaj jest symbolem dobroci, szlachetności i dzieleniem się z innymi tym co posiadamy.Bożena Dobaczewska zd. Składzińska
Babcia
Wnuczka siedziała bez ruchu na krześle obok łóżka trzymając babcię za rękę.
Za oknem drzewa w najpiękniejszych odcieniach jesiennego złota i czerwieni jaśniały w porannym słońcu.
Tak siedząc przy łóżku chorej, zamknęła oczy i poddała się fali wspomnień z dzieciństwa.
Pamięta, że zawsze był dziadek roześmiany, pełen radości i pogody i babcia,troskliwa, serdeczna i kochająca wszystkich.
Wszystko co było w niej najlepsze było babci zasługą i nie tylko.
To właśnie babcia sprawiła, że jest tym, kim jest, bo to ona ciągle zaszczepiała najpierw w dzieciach swoich a potem w wnukach wszystko to co wartościowe i piękne.
Nagle , jakby odgadła o czym wnuczka myśli i na ustach chorej pojawił się uśmiech. i nieoczekiwanie załzawione jej oczy rozpogodziły się i jakby ożyły intensywnym blaskiem.
Wnuczka pomyślała spoglądając na babcię.
Czym były dla niej te dni wypełnione czekaniem i rozpaczliwą tęsknotą za tym , co minęło bezpowrotnie.?
Nagle babcia odezwała się słabym głosem jak byłoby to oczywiste
" kochana moja , ja umieram "
Wypowiedziawszy te słowa westchnęła i poczuła ból w sercu .
Nie mogła znieść smutku jaki ujrzała w oczach wnuczki, ale mimo to jeszcze chciała jej powiedzieć, że aby być szczęśliwą, trzeba od siebie dawać , nie tylko brać.
Sama już dawno wyparła z pamięci wspomnienia ,o których wolała nie myśleć , wspomnienia i związane z nimi emocję zostały za zamkniętymi drzwiami.
Tylko ona miała do nich klucz.
Wreszcie odsunąwszy te myśli jak zły sen odezwała się do wnuczki :
" Pamiętaj moja kochana wnuczko, że każdy mężczyzna potrzebuje ciepłego posiłku gdy wraca z pracy do domu. oraz kochających ramion, które go obejmą.
Potrzebuje czułej kobiety , która zapewni mu spokój, ciepło, zrozumienie , pochwali go kiedy będzie tego potrzebował i podbuduję jego wiarę w siebie. "
Powieki babci nagle opadły, ale jakby napędzone nową siłą uniosły się a jej lekko pobladła twarz nagle się rozjaśniła, jakby zepchnięte w najciemniejszy kąt pamięci to co dobre wypłynęło na powierzchnię.
Jesienne niebo jakby pociemniało a zachodzące słóńce zabarwiło wiszące nisko chmury na kolor lawendy.
Babcia patrzyła z zachwytem na wspaniały zachód słońca.
Pomyślała, że może jakaś jej część tęskni do takich pogodnych wieczorów, kiedy spędzała je w gronie rodzinnym.
Pomyślała o swoim mężu i w duchu stwierdziła, że tak w ogóle to był dobrym człowiekiem, dobrym mężem, a na starość nie zawiodła się na nim, zwłaszcza w jej chorobie był opiekuńczy i troskliwy .
Był dobrym ojcem i dobrym dziadkiem dlatego dzieci i wnuki go kochały.
Babcia spojrzała na wnuczkę i zobaczyła jej zatroskaną twarz.
Poprosiła, aby nie płakała nad nią, bo stwierdziła , że miała dobre życie, czasami smutne i bolesne, bo dobru musi zawsze towarzyszyć - zło !.
Chora pogrążyła się w myślach usiłując zebrać resztki sił .
Za bardzo wszystkich kochała, ale doświadczenie mówi, że nie można za bardzo kochać, bo taką miłością robi się krzywdę.
Dlatego z tego powodu jej serce często cierpiało bo starała się być rozsądna aby nie zaszkodzić komukolwiek głupią miłością, ślepą miłością.
Popatrzyła jeszcze raz na wnuczkę długo i przeciągle, jakby próbowała dokładnie zapamiętać jej twarz a potem zamknęła oczy i wydała długie westchnienie zanim zastygła w zupełnym bezruchu.
I tak wyczekując z nadzieją chwili, która zakończy jej życie osunęła się w atramentowe ciemności.
Wnuczka skierowała wzrok na dłonie ich złączone na kołdrze, odczuła , że ręka babci zwiodczała w jej uścisku.
Poczuła dławiący ucisk w gardle i pieczenie łez pod powiekami.
Odeszła , pomyślała wnuczka z rozpaczą ale jednocześnie przyszła jej nowa myśl ,że osiągnęła spokój , że już nie cierpi.
Pochyliła się nagle i pocałowała ukochaną staruszkę w jeszcze ciepły policzek.
Po chwili , kiedy przestała bronić się przed smutkiem, który zalewał jej serce, łzy popłynęły z oczu rzęsiście.
Była tak głęboko pogrążona w rozpaczy, że nawet nie usłyszała , gdy dziadek ze swoimi dziećmi i wnukami wszedł do pokoju.
Kiedy odwróciła się i spojrzała w ich oczy, ujrzała ból i łzy na ich twarzach.
Przytuliła się do nich chcąc ich pocieszyć i sama szukając u nich pocieszenia.
A, łzy , którym nie dane było spłynąć utworzyły jezioro w jej duszy.
Nie tak wielkie jak morze, ale zbyt duże i zbyt głębokie by mogła je przekroczyć miłość jaką czuła do babci.
Powierzchnia jeziora mogła wydawać się spokojna, lecz było to tylko złudzenie bo w jego odmętach kłębił się gniew i rozpacz.
A, gdy zbliżało się Boże Narodzenie, wtedy łzy zmieniały się w bryły lodu.
Miłość ?! - nie ma na świecie nic lepszego, to jedyna rzecz, która się liczy w ostatecznym rozrachunku.
Bożena Dobaczewska zd. Składzińska" Spieszmy się kochać ludzi , tak szybko odchodzą "
Ksiądz Jan TwardowskiDwa ptaki ze złamanymi skrzydłami
Był pogodny dzień, na jaskrawym łuku nieba słońce widniało niczym doskonała złota kula i wszystko zdawało się trwać nieporuszenie w kojącym spokoju.
Nie drżał żaden liść tylko słychać było plusk wody płynącej wartko
w dół po kamieniach łożyska rzeki.
Marysia siedziała na skale wznoszącej się ponad brzeg rzeki, z łokciami opartymi na kolanach, podpierając piękną twarzyczkę dłońmi.
Trwała w bezruchu śledząc wzrokiem niebo a na nim chmury przyjmujące różne kształty.
Jej ogromne , piwne oczy czasem były poważne a czasem figle
chmur wywołyały na jej buzi lekki uśmiech
Marysia trwała nieporuszona, zauroczona wszechświatem, dopiero wołanie matki obudziło ją i ten głos przywołał do rzeczywistości.
Młoda kobieta wzięła córeczkę w objęcia i powoli skierowały się
w stronę domu.
To w nim koncentrowało się ich życie, było to ciepłe i przytulne miejsce.
Przy boku mamy Marysia czuła się szczęśliwa , bezpieczna i bardzo kochana.
Pewnego poranka dziewczynka obudziła się i stwierdziła , że w domu panuje jakaś złowroga cisza.
Kiedy weszła do kuchni ujrzała przerażona , że jej matka leży nieprzytomna i we krwi.
Zszokowane dziecko widokiem nie wiedziało co począć.
Nagle przypomniała sobie słowa matki, która ciągle przypominała
" jeżeli coś się wydarzy a nie będziesz w stanie z tym sobie poradzić, to zwróć się o pomoc.
Wybiegła z domu z twarzyczką zalaną łzami i okropnie szlochając
rzuciła się w ramiona przechodzącej osobie, wołając urywanym głosem , że mamie coś się stało.
Od tej pory Marysia już nie ujrzała matki oddano ją do sierocińca jednego a potem kolejnych gdzie zniekształcano jej nazwisko.
Minęło wiele, wiele lat ,w których zawsze we śnie przeszłość
dawała o sobie znać, bo ona przeszłości nie znała, nie pamiętała.
Po raz pierwszy pojawiły się koszmary, gdy znalazła się w miejscu
gdzie nikt jej nie kochał Szczegóły były zawsze te same, pusty krajobraz, ponury i zapomniany przez Boga.
Czuła ogromną tęsknotę za troską i miłością matczyną , której
brakowało jej przez wiele , wiele lat.
Nawet małżeństwo , które zawarła nie dało jej ukojenia,
nie żałowała, że ten mężczyzna odszedł, bo niewiele miał też cech ojca.
Jednak z tego nieudanego związku kochała bezwarunkowo dzieci,
z całkowitym oddaniem i wyłączeniem kogokolwiek innego.
Być może , że to był wynik porzucenia , którego doznała
w dzieciństwie.
Często jej dzieciom wydawało się, że matka usiłuje im wszystko
to dać, czego sama nie miała, a nawet o wiele więcej.
Kiedy dzieci dorosły i zaczęły żyć własnym życiem Maria poczuła
pustkę wokół siebie.
Zapragnęła rozwikłać zagadkę swojego dzieciństwa,i dlaczego znalazła się w tym okropnym sierocińcu.
Zwłaszcza , że jakaś siła nadprzyrodzona ciągle ją ponaglała
aby zaczęła drążyć w przeszłości , aby chciała ją poznać.
Udała się więc do stosownego urzędu, w którym okazało się,
że nie jest to takie skomplikowane przedsięwzięcie.
Metrykę odnaleziono, z której dowiedziała się jak naprawdę się nazywała i jak nazywali się jej rodzice.
Odetchnęła z ulgą ponieważ już pierwszy krok został zrobiony.
Po skomplikowanych poszukiwaniach dotarła do właściwego adresu.
Okazało się ,że los tak chciał , że matka nie umarła , że żyje.
I wreszcie, nadszedł ten upragniony dzień, który mógł wyjaśnić wszystko, dzień , który wyzwoli ją z koszmarów nocnych i pozwoli dowiedzieć się prawdy dlaczego została porzucona przez ukochaną matkę.
Był śliczny dzień na czystym , błękitnym niebie gdzieniegdzie pokazywały się chmury, które zawsze w dzieciństwie ją zachwycały.
Zwłaszcza ich figle i przeobrażenia.
Nie mogła życzyć sobie piękniejszego dnia na taką uroczystą chwilę
na , którą czekała i marzyła o niej całe długie lata.
Stanęła wreszcie przed drzwiami gdzie mieszkała jej matka.
Zadzwoniła drżącą ręką i z bijącym mocno sercem.
Otworzyła jej niemłoda kobieta , nie była już tak piękną młodą mamą o bujnych włosach o , której śniła w dziecięcych marzeniach.
Maria ważąc każde słowo powiedziała, że chodzi o Marysię.
Matka drgnęła i nadal wpatrzona w Marię kurczowo uchwyciła się framugi drzwi.
Maria nadal szukała właściwych słów, którymi mogłaby wyjaśnić kim jest naprawdę.
Zbliżyła się do matki i patrząc jej prosto w oczy powiedziała zdziwiona własnymi słowami
" Mamo , to ja jestem Marysią "
Matka nie mogąc wydobyć z siebie głosu , blada i zszokowana
łamiącym się głosem wykrztusiła " Marysiu moja , czy naprawdę to ty ?'
Nagle dwie kobiety rozdzielone przez zły los na wiele , wiele lat padły sobie w objęcia i przytulały się do siebie mocno , coraz mocniej.
Wreszcie po tylu latach cierpienia połączyła je miłość, te dwa ptaki ze złamanymi skrzydłami, zapłaciły tak wysoką cenę że nie miały rodziny, która jest najwyższą wartością, która w razie potrzeby wesprze i pomoże , kiedy matka musi iść do szpitala na dłuższy okres, aby zupełnie wyzdrowieć.
Usiadły na pobliskiej kanapie i trzymając się za ręce, przyglądały się
sobie wypatrując podobieństw, a na ich twarzach widniał ten specyficzny rodzaj zdumienia jakie przeżywa matka, gdy patrzy na swoje nowo narodzone dziecko, bo w pewnym stopniu dla matki Maria była tego dnia takim nowo narodzonym dzieckiem.
Za oknem, liście drzew , jakby ciesząc się z ich szczęścia połyskiwały malowniczo w jaskrawym słońcu mieniąc się wszystkimi odcieniami czerwieni, rudości, różu i złota.
Upływający czas przynosi nam mądrość, a wtedy miłość i uczucia zyskują nowy kształt.
Bożena Dobaczewska zd. Składzińska
Wigilijny wieczór
Kiedy w Wigilię Bożego Narodzenia padał śnieg,
całe miasto rozmywało się w mglistych nierealnych półtonach.
Odnosiło się wrażenie, jakby każda z jaskrawych barw miasta
z osobna mieszała się ze śniegiem.
Gdy spoglądało się przez okno, było widać, jakby jednolitą ścianę
białych płatków otulał świat białą pierzyną.
Wszystko wydawało się takie spokojne, takie ciche, mimo, że na ulicy rozbrzewały odgłosy miasta.
Panował nastrój podekscytowania, słychać było klaksony, tupot kroków i gwar ulicznego ruchu.
Tylko, że te dżwięki były w jakiś osobisty sposób oddalone
i wytłumione.
A, przecież ten wieczór, to szczytowy moment powszechnej euforii
towarzyszący Wigilii Bożego Narodzenia, atmosferą przesiąkniętą
tym szczególnym, cudownym napięciem, które miało wybuchnąć
kaskadą zachwytów z otrzymanych prezentów.
W tym dniu, spieszą przechodnie do swoich domów obładowani stosami pakunków.
Mimo przejmującego zimna, wsłuchują się w treść kolęd i melodii,
które ukoją każdą duszę i wleją w nią nadzieję ........
Swój ostatni wieczór celebrują lekko wstawieni Święci Mikołaje.
Kobiety mocno ściskają rączki swoich pociech, w jednej chwili krzyczą na nie , żeby uważały bo się przewrócą a zaraz
w następnej chwili zanoszą się wesołym śmiechem.
Wszyscy wołają " Wesołych Świąt", wszystkim w ten wigilijny wieczór udziela się niepowtarzalny pogodny nastrój.
Kiedy minie ten dzień, to całe uniesienie będzie zapomniane, prezenty rozpakowane, pieniądze wydane.
Dla dzieci , to kulminacja wielomiesięcznych wyczekiwań, dla
dorosłych - kres tygodni pełnej gorączkowej krzątaniny, robienie zakupów, poszukiwanie upominków.
To , czas nadziei, jasnych jak świeży śnieg, nostalgicznych uśmiechów wywołanych wspomnieniami odległego dzieciństwa i dawno zapomnianych uczuć.
Wieczór wigilijny, to czas wspomnień, marzeń i miłości.
Śnieg wciąż sypał nieustannie a uliczny gwar powoli zaczynał zamierać.
Zapanowała niezwykła cisza tylko z rzadka dobiegał dżwięk klaksonu lub czyjeś przytłumione wołanie o taksówkę.
Na ulicach zapalone światełka migotały przeróżnymi kolorami.
A , w domach zaczynały zapalać się lampki na choinkach a w powietrzu unosił się zapach wigilijnych potraw.
Nadchodził wigilijny wieczór, śpiewanie kolęd, składanie sobie życzeń, dzielenie się opłatkiem.
To , najważniejsza chwila w roku, bo stajemy przed niepojętą tajemnicą przyjścia na świat Syna Bożego , naszego Zbawiciela.
Niech w tym dniu co roku nowo narodzony Chrystus otwiera wszystkie serca na potrzeby ludzi zwłaszcza ubogich, samotnych i cierpiących.
Niech ta Boża Dziecina błogosławi nam we wszystkich dobrych inicjatywach podejmowanych w imię poszanowania godności każdego człowieka oraz w pracy, w służbie Bogu i umiłowanej Ojczyżnie.
Bezlistne drzewa oblepione błyszczącymi kryształkami lodu stały
samotnie, a fale świeżo spadłego śniegu przewiewane przez wiatr niczym białe wydmy, jakby czuwały nad tym wigilijnym wieczorem.
Nad miastem zapanował spokój, zbliżała się biała noc, świecił biały księżyc i panowała biała cisza.
Bożena Dobaczewska zd. Składzińska
Wigilijna noc - 2009 r..
Jej życie i treść
Był upalny dzień póżnego lata Słońce migotało
na złocistych włosach Julii spływających gładką falą na ramiona.
Jej ogromne oczy o kształcie migdałów miały kolor błękitnego nieba.
Były to oczy skłonne do uśmiechu a zarazem szepczące coś czułego,
Oczy w jednej chwili przepełnione pieszczotą lub kpiną , a już
w następnej zadumane, jakby oglądały fantastyczny pejzaż
.równie odległy od rzeczywistości.
Poznali się minionej zimy . Franciszek uznał , że spotkał swoje marzenie.
W wieczór pierwszego spotkania , uroda jej zaparła mu dech
w piersiach.
Sprawiała wrażenie nieziemskiej i nieosiągalnej a zarazem kruchej istoty.
Kiedy ją ujrzał elegancko i drogo ubraną, nie oszołomiło go złoto ani sobole, lecz ona sama. - jej odmienność, jej milczenie wśród zgiełku sali a wreszcie jej oczy.
Wpatrywał się w nią i stwierdził, że stanowiła całkowite zaprzeczenie jego wyobrażeń.
Była dystyngowana lecz pozbawiona wszelkiej wyniosłości.
Żywił podejrzenie, iż hałaśliwy tłum i wścibskie oczy napawają ją lękiem.
Z przyjęcia ulotniła się wcześnie.
Korciło go , by za nią pobiec odnależć ją i raz jeszcze spojrzeć w te cudne błękitne oczy.
W dwa tygodnie póżniej spotkali się przypadkowo w parku.
Julia w tym miejscu często bywała z nianią.
Dzieciństwo Franciszka było całkiem odmienne.
Musiał godzić pracę z nauką, dni spędzał w szkole,, natomiast poranki, popołudnia i wieczory w piekarni rodziców.
Jego świat stanowił całkowite zaprzeczenie tej złocistej istoty.
Od spotkania Juli w parku , regularnie zaczął chodzić na spacery wmawiając sobie, że po wielogodzinnym pisaniu potrzebny jest mu ruch i świeże powietrze.
Jednak spacery po parku miały inne motywy.
Szukał tej twarzyczki, oczu, włosów, i na koniec ją znalazł.
Nie chciał, aby rozpłynęła się we mgle, pragnął ją oglądać, rozmawiać z nią i ją dotykać.
Julia też sprawiała wrażenie , że jest zadowolona z tych spotkań.
I wkrótce zapanował między nimi rodzaj nie wypowiedzianego
porozumienia.
Franciszek wyruszał na spacer a Julia już na niego czekała.
W trakcie spotkań doskonale się rozumieli, chciwie czerpali szczęście ze wszystkiego co ich otaczało, dzielili się wspomnieniami z dzieciństwa i odkrywali przed sobą marzenia .
Julię fascynowały Franciszka monologi o tworzeniu, o uczuciu jakie staje się udziałem autora kiedy jego dzieło odnosi sukces.
A Julia marzyła o teatrze, no może chociaż o napisaniu sztuki.
Franciszek dostrzegał jak z każdym spotkaniem słabnie lęk przyczajony w jej oczach. a zagościło coś nowego, beztroskiego,.
Jej życie i treść stanowiły dziesiątki eleganckich sukien, tysiące oficjalnych kolacji, w tym stylu życia czuła się jak w diamentowej klatce.
Z Franciszkiem było inaczej , z nim łączyła ją więż duchowa i miłość.
Kiedy skorzystała z zaproszenia ukochanego aby zwiedziła jego dom , wszystko ją zachwyciło w nim , cudowne mozaiki parkietów ,
wysokie rzeżbione sufity, kandelabry, a najbardziej przypadł jej do gustu pokój w którym Franciszek pracował.
Czuła się tak , jakby znalazła się wreszcie w domu , w którym jest szczęśliwa i kochana.
A, potem leżeli wtuleni w siebie przez wiele godzin, ich usta, dłonie, ciała i serca stapiały się w jedno.
Julia poczuła smak prawdziwej miłości. a u Franciszka twórczość
nabrała nowej głębi, nowej siły płynącej z z najdalszych zakamarków duszy autora.
Obydwoje tworzyli własny świat z doświadczeń swoich tak różnych światów, z jego uporczywej twardej walki by odnieść sukces a ona by wyzwolić się z diamentowych więzów.
Lecz, kiedy wracała szczęśliwa do męża domu ogarniała ją trwoga co przyniesie jutro ?
Miała męża o wiele starszego od siebie , którego jej rodzice uznali za doskonałą partię.
Zdawała sobie sprawę, że jej życie zostało przykrojone
i ukształtowane przez ręce sprawniejsze w tej sztuce niż jej własne i tradycję silniejszą niż jej wola.
Od pierwszych dni małżeństwa był między nimi dystans, a pomysł oddzielnych sypialni podsunął jej mąż.
Nie miała pojęcia czym jest miłóść, czym jest prawdziwe uczucie , tkliwość.
Nawet dzieci wychowywane na żądanie męża przez nianię nie były czułe .
Julia zdawała sobie sprawę , że dopuściła się zdrady wobec męża i swojego świata.
Zastanawiała się dlaczego ma pomagać mężowi osiągać jego życiowe cele a nie własnych dzieci ?
Zegar wybijał kwadrans po kwadransie takiego samego ich wspólnego życia , bez uczuć , monotonnego i trudnego do zniesienia młodej kobiecie.
Kiedy szła do Franciszka chciało jej się żyć, śpiewać , tańczyć bo czuła się kochana .
Ta miłość ją uskrzydlała , ale kiedy wracała do domu swojego męża
dopadały ją zwątpienia jak szarańcza
Czy tak właśnie do końca będzie wyglądało jej życie ?
I, co potem ? Następny kochanek jak miłość u tego przeminie ?
I jeszcze jeden ? Albo żaden !
W Juli pięknych oczach pojawił się smutek , strach i łzy.
Płacz moje serce - szepnęła .
Bożena Dobaczewska zd. Składzińska
Już jakaś obca
Jerzy nie był w dobrym nastroju i bynajmniej
nie czuł się tak, jakby życie miało dla niego w prezencie jakąś ciekawą pracę.
Został na lodzie z ostatnim wypłaconym zasiłkiem ,który ukrył między
dokumentami w biurku, został z psem , który jadł o wiele za dużo
i z żoną Jadwigą nie pracującą prawie od roku.
Nawet nie starała się gdzieś zaczepić , aby przetrwać dla nich trudny okres.
W dzień i w nocy siedział nic nie robiąc albo spała.
Nie kochali się ze sobą już od paru miesięcy, jakgdyby miiłość dla niej przestała istnieć.
Zaczęła przed laty od tabletek odchudzających, potem przeszła
na środki pobudzające i morfinę, potem na środki uspakajające
i heroinę i w końcu na kokain, a ostatnio połaczenie heroiny z kokainą uważając , że to utrzymuje ją na wysokich obrotach.i nadaje jej pozory istoty myślącej logicznie - ale to tylko pozory .
Jerzy stwierdził z żalem , że jego ukochana żona stała się narkomanką.Już zaczynał wątpić , czy z tego nałogu w ogóle wyjdzie.
Jego samochód musieli sprzedać i jeśli nie zapłacą czynszu za mieszkanie to znajdą się na bruku, co poniekąd mogłoby przynieść
jakiś wstrząs i żona się opamięta.
Nawet trochę się rozczulił na wspomnienie ich pierwszego spotkania.
Była taka śliczna , taka bezbronna, bezradna , wciąż szukała
ucieczki od presji życia i coraz głębiej popadała w nałóg.
Wymagała żeby Jerzy rozwiązywał ich wszystkie problemy i co naj-
gorsze aby zarabiał na jej narkotyki.
Jerzy miał już dosyć takiego życia, znienawidził widok nie pościelo-
nego łóżka, pustej wiecznie lodówki, resztek wczorajszej kolacji rozrzuconej byle gdzie.
Nie cierpiał tego domu, tego bałaganu i ciągle nieprzytomnej żony.
Nawet pies sprawiał wrażenie nieszczęśliwego.
W myśli obwiniał się, że gdyby miał pracę, umieścił by Jadwigę w luksusowej klinice , gdzie mogłaby się leczyć.
Kiedy wrócił do domu w wyprawy w poszukiwaniu pracy , sądził,
że żona śpi po zastrzyku z heroiny, albo z kokainy i wtedy powita go ożywiona.
Ale Jadwigi nie było.
Zastał jak zwykle wielki bałagan , naczynia walały się brudne w zlewie a garderoba jej była porozrzucana po podłodze.
Tylko pies rozszalał się na widok pana spragniony serdeczności.
Jerzy był pewny , że poszła po narkotyki zabierając ostatnie pieniądze jakie były w domu.
Jerzy spojrzał na fotografię i serce mu zapłakało z żalu , na myśl
jak ta jego żona ukochana ,taka śliczna zmieniała się.
Schudła niesamowicie, oczy miała ciągle szkliste , jakby nieobecne,
zawsze potargana , ubrana byle jak, odurzona albo spragniona,
abo zbyt chora żeby normalnie funkcjonować.
Zabrał się z obrzydzeniem za sprzątanie tego znienawidzonego domu a kiedyś tak ukochany do którego wracał z przyjemnością.
To co zobaczył w łazience , przyprawiło go o mdłości.
Miał tego już dosyć, nie miał siły tak dalej żyć.
Zrozumiał ,że brzydził się nią i jej przyjaciółmi i tym wszystkim co sobą przedstawiali.
Sam kiedyś palił trawkę dla draki, ale to co robi Jadwiga nie było rozrywką to było samobójstwem i nie chciał spaść na dno za nią.
Nagle rozmyślania jego przerwał telefon.
Powiadomiono go ,że żona jego została zatrzymana na policji,
a zdarzyło się to już dwa razy z czego raz przedawkowała.
Musiał wtedy sam wezwać policję, przysłano policyjnych sanitariuszy
Którzy utrzymywali ją przy życiu w drodze do szpitala.
Cudem z tego wyszła.
Na komisariacie dowiedział się, że jego żona została aresztowana razem z dwoma czarnymi mężczyznami i jedną dziewczyna za posiadanie nielegalnego towaru z zamiarem sprzedania go oraz
jak ta druga dziewczyna za prostytucję.
Jerzy poczuł się tak , jak gdyby jakieś szpony ścisnęły mu serce,
Jak gdyby patrzył na umieranie.
Otarł łzy z policzków ale popłynęły nowe wspominając jak było kiedyś.....
Jaka jego żona była piękna , jak byli wariacko w sobie zakochani,
a teraz całe życie w otchłani piekieł z kobietą, którą kochał i kocha nadal, chociaż tak naprawdę już dawno jej nie ma.
Ta kobieta , jego ukochana żona Jadwiga została aresztowana
za prostytucję - to już jakaś obca !!........
Po prostu , - nikt .
Bożena Dobaczewska zd. Składzińska
Patologiczna zbrodnia komunistycznego systemu
Patoloiczną perfidią zbrodni czerwonego systemu było popełnienie ich w imię " wzniosłych celów "
W krzywym literackim wymarze stanowiły niemal modernistyczne wyrywanie chwastów, a najwięksi bandyci wypełniali w tym wypadku estetyczną rolę najlepszych ogrodników
System komunistyczny oprócz zbrodni ludobójstwa popełnił również zbrodnie we wnętrzu człowieka.
Ich rozmiar w swerze psychiki ludzkiej jest trudny do obliczenia i zazwyczaj ignorowany mimo,
że jest ogromny i wywiera trwałe piętno na żyjące i przyszłe pokolenia.
Warto o tym pamiętać, szczególnie teraz, kiedy jeszcze nie zdążyliśmy oczyścić naszych wnętrz z naleciałości naszego dawnego systemu.
Jeszcze nie została odbudowana nasza moralność a już na zgliszczach tamtego systemu urządają nam nowe ogrody.
I tak kiedyś tworzono klasę dla systemu, tak i teraz tacy "architekci " działają z ukrycia.
Pozostaniemy już bez wolnej woli i w brew prawidłóm architekta świata.
Dawna komasacja przerodziła się już w globalizację i rośnie gwałtownie nowa wieża Babel.
A jeśli nas wchłoną te nowe ogrody, obdartych z miłości, nadziei i wiary, będziemy już
wtedy jak rośliny zwykłe, podlegli prawu wyrywania chwastów.
Bożena Dobaczewska zd. Składzińska
Czy to się zmieni ?
Budzi mnie często młodzież wracająca z dyskotek, ich obelżywe słowa, krzyki, wrzaski
to jest ich rozmowa na codzień. Tak rozmawia większość młodzieży XXI wieku w naszym kraju.
Dziewczęta młode nie przywiązują wagi do zachowań chłopców w ich wieku a również kobiety dorosłe, które są matkami też dają przyzwolenie na tego rodzaju zachowania.
Nnie mają wymagań aby byli wobec kobiet i dziewczy szarmańccy
Rozmawiają wspólnie takim samym wulgarnym językiem.
Dają przyzwolenie swoją postawą na takie zachowania.
Kiedy włączam telewizor na pierwszy rzut oka moją uwagę zwracają mężczyzni siedzący w czapkach,
rozkraczeni co według mnie nie licuje to z przyzwoitącią.
Panie siedzą przy nich roześmiane , zadowolone i nie przeszkadza im taka postawa mężczyzn.
Są to panie z tytułami profesorów, doktorów, magistrów , nauczycielki i nauczyciele.
Ja się pytam tych pań i panów a co z zasadami dobrego wychowania.?
Wydaje mi się , że ci panowie i panie nie mają pojęcia o co mi chodzi.
Komuna dała im przyzwolenie na tego typu wychowanie dzieci i młodzieży i tak już pozostało.
Ja z przyjemnością oglądam filmy, gdzie mężczyzna kobiecie podsuwa krzesło jak siada przy stole.
Jak kobieta wchodzi to wstaje, nie mówiąc już o starszych, którym ze względu na wiek należy się szacunek .
Moim marzeniem jest aby powstał taki kanał teizyjny dostępny w całym kraju dla wszystkich ludzi, aby od rana do wieczora uczono zasad dobrego wychowania. to zn. jak jeść, jak ubierać sie na daną okazję, jak zachowywać w różnych życiowych sytuacjach.
A te osoby , które chcą uczyć innych powinny zdać egzamin z tego co powinni właściwie przekazywać innym jako autorytety za , które się mają.
Co wyniosły z domów rodzinnych ? A jak nie wyniosły, to niech zdają najpierw egzaminy z podręcznika dla takich jak oni .
A ten podręcznik ma tytuł " Zasady dobrego wychowania "
Niech najpierw się tego nauczą a potem niech uczą innych
Uważam , że w naszym kraju komuś bardzo zależy , aby tak się nie działo i żeby Polska nasza Ojczyzna nie miała eit do naśladowania.
W dzisiejszym naszym świecie, kto zachowuje się według prawdziwych zasad to staje się śmieszny i nienowoczesny.
To chamstwo wyparło wszystko co było dla naszych przodków wartościowe, szlachetne, prawe.
Ludzie , którzy walczą o prawdę o zwalczanie korupcji są w beszczelny sposób wyszydzani i wyśmiewani.
A ja pamiętam słowa , które wryły mi się do mojej świadomości.
" Narody , które tracą pamięć, giną "
W narodzie polskim powinien zapanować szyk i elegancja i poprawne w dobrym stylu zachowania..
Wtedy , kiedy będziemy szanować naszą przeszłość, naszych przodków, to wtedy inne narody
będą nas szanować.
Dlaczego musimy być jak wszyscy , jak cały świat?
My mamy swoją tożsamość narodową, swoją wiarę, swoje tradycję i pielęgnujmy to !!!
Bożena Dobaczewska zd. Składzińska
Czy marzenia się spełniają?Był upalny dzień póżniego lata, słóńce migotało na złocistych włósach Julji
spływających gładką falą na ramiona.
Jej ogromne oczy w kształcie migdałów miały kolor błękitnego nieba
Były to oczy skłonne do uśmiechu a zarazem szepczące coś czułego, oczy w jednej chwili przepełnione pieszczotą lub kpiną a już w następnej zadumie, jakby oglądały fantastyczny pejzaż równie odległy od rzeczywistości.
Poznali się minionej zimy na przyjęciu.
Franciszek uznał , że spotkał swoje marzenie. Jej uroda zaparła mu dech w piersiach.
Sprawiała wrażenie nieziemskiej i nieosiągalnej a zarazem kruchej istoty.
Kiedy ją ujrzał elegancko ubraną, nie oszomiło go złoto ani sobole, lecz ona sama -
Jej odmienność, jej milczenie wśrod zgiełku sali a wreszcie jej oczy.
Wpatrywał się w nią przez chwilę i stwierdził, że stanowiła całkowite zaprzeczenie jego wyobrażeń. Była dystyngowana, lecz pozbawiona wszelkiej wyniosłości.
Ulotniła się wcześnie.
Korciło go by za nią pobiec, odnależć ją i raz jeszcze spojrzeć w te fijołkowe , piękne oczy.
W dwa tygodnie póżniej spotkali się ponownie w parku.
Julja w dzieciństwie do tego parku częśto przychodziła z nianią.
Dzieciństwo Franciszka było całkiem odmienne.
Musiał godzić pracę z nauką, dni spędzał w szkole, poranki i popołudnia i wieczory w drukarni.
Jego świat stanowił całowite zaprzeczenie świata tej złocistej istoty.
Franciszek od spotkania Julji w parku zaczął chodzić na spacery wmawiająć sobie,
że po wielogodzinnym pisaniu potrzebny mu jest ruch i świeże powi
Jenak spacery po parku miały inne motywy.
Szukał tej twarzyczki, oczu, włosów i na koniec je znalazł.
Nie chciał, aby rozpłynęła się we mgle, chciał oglądać, rozmawiać i dotykać.
Julja też sprawiała wrażenie zadowolonej z tych spotkań.
I wkótce zapanował między nimi rodzaj nie wypowiedzianego porozumienia.
Franciszek wyruszał o określonej godzinie na spacer a Julja już na niego czekała.
W trakcie spotkań doskonale się rozumieli, chciwie czerpali szczęście ze wszystkiego co ich otaczało, dzielili się wspomnieniami z dzieciństwa i odkrywali przed sobą marzenia.
Julję fascynowały Franciszka monologi o tworzeniu, o uczuciach, jakie staje się udziałem autora, kiedy dzieło odnosi sukces.
A, ona marzyła o teatrze , no może chociaż o napisaniu sztuki.
Franciszek dostrzegał jak z każdym spotkaniem słabnie lęk przyczajony w jej oczach.
Od chwili kiedy poznali się w niej zagościło coś nowego, coś beztroskiego.
W jej życiu jeden dzień był podobny do drugiego, nudny i monotonny.
Miała wrażenie , że Franciszka zna od dawna, że łączy ich jakaś więż duchowa.
Na którymś spotkaniu Franciszek zaprosił Julję do swojego domu.
Była oczarowana jego pięknem, zachwycało ją wszystko, jednak najbardziej zachwycił ją pokój w którym pisał.
W myśli stwierdziła , że czuje się tu jak w domu , w którym czuje się szczęśliwa i kochana.
Żyła do tej pory tak , jak tego od niej oczekiwano.
Stwiedziła w myśli , że jest w środku pusta i liczyła , że Franciszek wypełni treściąjej życie.
Dla jej ukochanego była darem Bożym ale z drugiej strony rodziły się wyrzuty czy nie skoplikuje jej życia.
Julja w porywie serca rzuciła się w ramiona Franciszka jakby bojąc się , że to tylko sen
A potem leżeli wtuleni w siebie przez wiele godzin, ich usta , dłonie i ciała stapiały się
w jedno.
Od tego dnia obydwoje się zmienili. Julja była szczęśliwa, uśmiechnięta, bo poznała czym jest smak prawdziwej miłości.
A Franciszek, jego twórczość nabrała nowego imetu, nowej głębi, nowej siły płynącej
z nadalszych zakamarków duszy autora..
Obydwoje tworzyli własny świat z doświadczeń swoich tak różnych światów, z jego uporczywej walki by odnieść sukces a ona by wyzwolić się ze złotych więzów.
Lecz , kiedy wracała szczęśliwa do domu, ogarniały ją wątpliwości, czy może mieć nadzieję że u boku Franciszka będzie zawsze wiodła szczęśliwe życie , beż trosk.
Miała męża , który dla jej rodziców był doskonałą partią, który zapewniał córce stabilizację i życie na pozimie w kręgach najwyższych swer.
Zdała sobie sprawę, że jej życie zostało przykrojone i ukształtowane przez ręce sprawwniejsze w tej sztuce niż jej własne. i tradycję silniejszą niż jej wola.
Do tej pory , rodziną jej był mąż o wiele starszy i dzieci.
Od pierwszych dni małżeństwa mąż zachowywał dystans w kontaktach między małżokami, nawt pomysł oddzielnych sypialni podsunął jej mąż.
Julja zdawała sobie że dpuściła się zdrady wobec męża i swojego świata.
Bolała nad tym bardzo ale uczucie zwyciężało.
Tu , W męża domu była tylko piękną panią, żoną swojego męża, która miała za zadanie tak bawić gości aby dobrze stosunki wpywały na karierę męża,
To ich życie było nudne i monotonne, każdego dnia takie samo.
Kiedy szła do Franciszka była szczęśliwa , chciało jej się tanczyć, grać , spiewać
Kiedy wracała do męża , do jego domu , zadawała sobie pytanie
Czy tak właśnie aż do końca będzie wyglądać jej życie?
I co potem? Następny kochanek jak jemu się znudzi ? I jeszcze jeden ? Albo żaden.
W Julji oczach pojawił się strach i łzy.
Szepnęła " Płacz moje serce "
Bożena Dobaczewska zd. Składzińska
21 marzec 2009 r. - 26 lipiec 2010 r.







