<h1>Janusz Stankiewicz. Genealogia, przodkowie, badania genealogiczne, forum dyskusyjne</h1>Janusz Stankiewicz. Genealogia, przodkowie, badania genealogiczne, forum dyskusyjne<br><p><font size="7"><b>Stankiewicz</b> Genealogia</font>
Genealogia, przodkowie, badania genealogiczne, forum dyskusyjne

Lata 1939 - 1947 Informacje cz. 3

  • Cichociemni
  • 27 Pułk Piechoty
  • Polskie dzieci w Nowej Zelandii
  • Organizacje niepodległościowe na terenie Wielkopolski 1945 – 1956
  • Niepowtarzalni - Lekarze weterynarii ofiary II wojny światowej
  • Nauczyciele tajnego nauczania - woj. kieleckie
  • Żołnierze, którzy powrócili z zachodu do Polski po II WŚ
  • Wspomnienia nauczycieli tajnego nauczania
  • 11 Batalion Łączności - 2 Korpus Polski
  • Palmiry - lista zamordowanych
  • Straty wśród duchowieństwa łódzkiego w czasie II wojny światowej
  • Więźniowie Radogoszcza - listopad 1939 / styczeń 1940
  • Wykaz żołnierzy polskich przybyłych z Archangielska do Glasgow 3.10.1941
  • Wykaz osób przybyłych z Afryki do Londynu i Glasgow
  • Wykaz osób przybyłych do Liverpool
  • Wykaz osób przybyłych do Southampton nazwiska na literę " A - K "
  • Wykaz osób przybyłych do Southampton nazwiska na literę " L - Ż "
  • Żołnierze AK spoczywający na Cm. we Wrocławiu
  • Cmentarz Obrońców Lwowa 1939 r.
  • Lublin w okresie okupacji (1939-1944). Na podstawie badań sądowych Miejskiej Komisji Badania Zbrodni
  • Lista zmarłych w więzieniu w Wilejce w latach 1940-1941


  • Wspomnienia nauczycieli tajnego nauczania

     
      
    opracowanie Krzysztof Artur Dławichowski
    źródło:  „Szkoły jakich nie było”; Koszalińskie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne;
     Koszalin 1983, tom 1 - 4.







    W opracowaniu zamieszczono wspomnienia z lat okupacji 1939 - 45, nauczycieli - pod listą z nazwiskami zamieściliśmy niektóre z nich - zachęcając Państwa jednocześnie do zapoznania się z ich wszystkimi, zamieszczonymi w czterech tomach:
      





    Biskup Jan - z Prandocina.
    Brzeziński Władysław - z Bytowa
    Burowa Helena - z Mielca.
    Cieśla Urszula - z Warszawy.
    Czoskówna Edyta - z Szymankowa k. Malborka Sylwetki profesorów:
    Dławichowski Artur Jan - z Goliny k.Konina
    Dzięgielewska Florentyna - z Szumania k. Sierpca.
    Emme Stanisława - z Żytomierza na Wołyniu
    Garncarek Elżbieta - z Bydgoszczy.
    Gębala Antoni - z Stryszowa k. Krakowa.
    Górska Anna - z Ropii pow. Gorlice.
    Górski Konrad - Sylwetki profesorów:
    Grajcar Wincenty - z Warszawy.
    Grzybowski Antoni - z Buczacza Sylwetki profesorów:
    Hudymowa Maria - z Monasterzysk na Podolu.
    Jankowski Ryszard - z Częstochowy.
    Jarosz Zdzisław - z Częstochowy.
    Jawor Janina - z Chorzynika k.Krasnystawu
    Kielar Julian - z Częstochowy.
    Kielar Antoni - z Częstochowy.
    Kielar Janina - z Ostrołęki.
    Konowalczyk Bronisław - z Zabor pow. Dzisna.
    Kosmalska Krystyna - z Warszawy.
    Kowalski Antoni - z Uszewa woj. Tarnów.
    Kozik Anzelm - z Poznania.
    Krajewska Czesława - z Krosna k. Jasła.
    Kruszyński Wincenty - z Mławy
    Kudelski Mieczysław - z Częstochowy.
    Kuzański Bronisław - z Gieczna k. Łodzi.
    Łazowski Jan - z Częstochowy.
    Łuniewska Maria - z Łunina k.Grodna
    Malawska Jadwiga - z Magierowa w woj. Lwów
    Małolepszy Henryk - z Częstochowy.
    Mindur Zofia - z Bieniakoni pow. Lida.
    Moskwa Jan - z Rzepczyc k.Biłgoraju
    Możarowski Teodor - z Żytomierza
    Mytnik Karol - z Tłumacza w woj. Stanisławów
    Orzeszek Tadeusz - z Czarnej k. Pionek.
    Paniec Władysław - z Julianowa k. Opatowa.
    Petrykowska Władysława - z Janowa Podlaskiego.
    Pieszko Michał - z Jodłówki w woj. Przemyśl.
    Przewłocki Jan - z Warszawy.
    Reutt Elżbieta - ze Stawisk k. Łomży.
    Rojewski Julian - z Łomży.
    Rojszyk Eugenia - z d. Rak z Lysobyk pow. Łuków.
    Rydzewski Tadeusz - ze Stawisk k. Łomży.
    Samol Józef - z Bukowca Górnego k.Leszna
    Sobolewska Kazimiera - z Terespola.
    Suchara Zdzisław - z Brześcia Kujawskiego
    Suchoń Józef - z Kust k. Wilna.
    Sybis Bogusław - z Częstochowy.
    Szczuka Kazimierz - z Tarasiuk k.Grodna
    Świdniccy Zofia i Tadeusz - ze Skolem pow. Lwów.
    Tarnawska Władysława - z Sujek pod Kutnem.
    Terpiłowski Lech -
    Trzebiatowski Klemens - z Gdańska
    Trzebiatowski Klemens - z Łąk Sylwetki profesorów:
    Wójcik Wacław - z Ruszon na Łotwie
    Wróbel Zbigniew - z Otmuchowa.
    Wyszogrodzki Mieczysław - z Częstochowy.
    Zmysłowska Janina - z Józefowa pow. Nida.
    Żukrowski Wojciech - z Krakowa










    „ Krzyżyki”
    Dławichowski Artur Jan

     
    Był rok 1942. Głębia nocy okupacyjnej. Gdzieś na wschodzie tliła iskierka nadziei – Stalingrad. Skądś z zachodu dochodziły echa czynu żołnierzy. Polskich żołnierzy. A więc nie wszystko stracone. W Warthegau, czyli Kraju Warty jak chciał Niemiec, a  po prostu w Wielkopolsce przyłączonej do „tysiącletniej Rzeszy” , jak całemu światu grzmiał Goebbels noc ta była okrutniejsza, że pozostałe po masowych wysiedleniach, łapankach i wysyłkach na roboty przymusowe  społeczeństwo polskie stanowiące niezbędną siłę roboczą, otoczone było miejscowym i napływowym elementem niemieckim. Niepewność tego, co przyniesie najbliższa noc i jutro. Brak pocieszających wiadomości tak potrzebnych dla pokrzepienia pewnej, choć wątłej nadziei. Pozostało wyczekiwanie i „ciche rodaków rozmowy”.
    W tym to czasie przebywałem w Golinie, miasteczku przed wojną trzytysięcznym, leżącym na trasie Warszawa – Poznań, dwanaście kilometrów na zachód od Konina.
    Pracowałem jako robotnik niewykwalifikowany w ogrodnictwie miejskim. Którejś soboty wczesną wiosna, mój szef ogrodnik miejski Nawrocki wezwał mnie do siebie i powiedział, że otrzymujemy z urzędu pracy, czyli osławionego arbeitsamtu, czterdziestu miejscowych chłopców w wieku 10 – 14 lat  do pracy, a ja będę ich brygadzistą. Skończyłem wtedy właśnie 20 lat. Zadania dzienne otrzymywał będę od niego. Wręczył mi listę obecności z wyszczególnieniem imienia i nazwiska, z poleceniem zgłaszania mu nieobecności, gdyby się któryś do pracy nie zgłosił.
    Czytam  nazwiska znane, mniej znane i nieznane.
    W poniedziałek rano sprawdzenie obecności. Przyszli wszyscy.
    Zaczęliśmy od pielenia zagonów, noszenia wypielonych chwastów na specjalnych tragach w ustalone miejsce i formowania pryzmy kompostowej. Pracę rozdzieliłem według kondycji poszczególnych chłopców i stopnia trudności pracy. Schodził pierwszy tydzień. W  piątek mój szef oświadczył, że do moich obowiązków należy również sporządzanie listy płac dla chłopców, gdyż jak mu w urzędzie powiedzieli – Rzesza Niemiecka za wszystkie prace płaci i nikogo nie wykorzystuje. W tym miejscu niezbędna jest dygresja  dla osób nie znających realiów tamtego okresu w Wielkopolsce.
    Otóż na terenach przyłączonych do Rzeszy, wszystkie uczelnie i szkoły dla Polaków zostały zlikwidowane. Jeżeli w Generalnej Guberni choć w szczątkowej formie pozostały szkoły nauczające czytania, pisania i arytmetyki, oraz zawodowe – to u nas, wszelka działalność oświatowa została zaliczona do przestępstw. Nauczyciele zostali zamordowani bądź wywiezieni do obozów koncentracyjnych, lub w najlepszym wypadku, wysiedleni.
    Wszystkich mężczyzn od lat dziesięciu obejmował obowiązek pracy. Dziewczęta w zasadzie szły „na służbę” do rodzin niemieckich, niemieckich po osiągnięciu czternastu lat, jeżeli nie miały zatrudnienia na miejscu, zostały wywożone na roboty przymusowe do Niemiec.
    Ale wracajmy do wątku wspomnienia.
    Jak więc napisałem, Rzesza Niemiecka za wszystko płaci i należy sporządzić dla chłopców listę płacy. A po ileż to oni zarobili, pytam. Po 4 fenigi za godzinę, to jest za 30 godzin tygodniowo jedną markę i 20 fenigow. Struchlałem. Ja otrzymywałem wprawdzie za 60 godzin pracy 14 marek, wynagrodzenie głodowe biorąc pod uwagę, że kaczka na wsi kosztowała 30 marek – ale markę dwadzieścia?
    Sporządziłem listę płacy, podpisałem, podpisał szef i poszedłem w sobotę do Urzędu miejskiego po pieniądze, jako że i wypłata należała do moich obowiązków.
    Przyszedłem – wypłata.
    Cyferkowski podpisz – nie umiem pisać. Co? Taki duży chłopak i podpisać się nie umie – wstyd, pisz trzy krzyże.
    Nadolny podpisz – ja też nie umiem pisać. I Ty również, pisz trzy krzyże. Grzegorek podpisz – rysuje jakieś kulfony mające oznaczać litery bo przed wojną chodził już przecież do pierwszego oddziału.
    Górka podpisz – to samo. Karczmarek – krzyże. Inni – krzyże. Las krzyży! Coraz ciszej mówię – podpisz.
    Wstrząs, zastanowienie, decyzja.
    A ja tak niewiele jeszcze sam umiem.
    I tak to się zaczęło.
    Od początku następnego tygodnia rozpoczęliśmy naukę pisania. Ponieważ chłopcy pracowali po trzy dni w tygodniu, jednorazowo miałem grupę dwudziestu uczniów. Początkowo nie mieliśmy podręczników ani zeszytów, więc nauka odbywała się podczas pracy na wygrabionym kawałku ziemi, litery zaś pisane były patykiem. Miało to dobrą stronę, ze przyswajanie liter nosiło elementy zabawy, a ponadto było bardzo bezpieczne, gdyż  nie pozostawiało żadnych śladów. No, ale w ten sposób chyba jeszcze nikt pisania się nie nauczył, gdyż jak wiadomo pismo trzeba ćwiczyć, jak również czytanie tekstów.
    W krótkim czasie chłopcy zorganizowali sobie kilka elementarzy oraz zeszyty i ołówki. Rozpoczęło się zadawanie zadań domowych. Gdy jako tako uporaliśmy się z literami, dołączyliśmy arytmetykę w zakresie czterech działań, oraz pamięciowego opanowania tabliczki mnożenia.
    Do końca 1942 roku wszyscy moi chłopcy względnie opanowali zasady czytania i pisania – oczywiście bez pełnej znajomości ortografii i gramatyki, oraz liczenia do stu. Wtedy doszedłem do wniosku, ze system ten dalej mnie nie zaprowadzi zwłaszcza, że w okresie zimowym pracowaliśmy w pomieszczeniach zamkniętych wspólnie z dorosłymi. Ponadto zamierzałem wprowadzić naukę historii i geografii, oraz ortografii i gramatyki – a to już wymagało opracowania odpowiednich programów i zgromadzenia podręczników, oraz przyborów i pomocy szkolnych. Wymagało również opracowania nowych i pewnych form organizacyjnych a  to ze względu na bezpieczeństwo, jak i zasady dydaktyki.
    O ile do tego czasu nauka miała charakter zabawy i odbywała się spontanicznie, to wraz z rozszerzerzeniem  zakresu zadań i wprowadzenia programu nauczania, musiałem wprowadzić  dyscyplinę i rygor nauki.
    Niestety, nie wszyscy moi chłopcy do tego się nadawali a to ze względu na poziom, zainteresowanie oraz bezpieczeństwo jakby nie było, już organizacji. Dlatego też, po osobistych rozmowach z poszczególnymi uczniami, a następnie ich rodzicami – dokonałem selekcji. Muszę tu zaznaczyć, że na tym etapie wszyscy rodzice wiedzieli o nauce swoich synów, a to za przyczyną organizowania podręczników, zeszytów i  przyborów szkolnych oraz zadań domowych. Co prawda nigdy ich na wyrażenie zgody na naukę ich dziecka nie nagabywałem. Różne też były zainteresowania i reakcje rodziców, od takich co nigdy na ten temat ze mną  nie rozmawiali, do takich, co często pod pretekstem przyniesienia dziecku „zapomnianego” śniadania, przychodzili po prostu na wywiadówkę.
    Miałem więc dość materiału, by dokonać selekcji i podziału na komplety zwłaszcza, że zapoznałem się w międzyczasie z  warunkami rodzinnymi i mieszkaniowymi poszczególnych kandydatów.
    Nie mogę tu pominąć zasadniczego motywu wprowadzenia do programu nauki historii i geografii a zwłaszcza historii. Otóż, oprócz zapoznania uczniów z  historią Ojczyzny i pojęciu Państwa Polskiego w określonych granicach, jak również charakterystyki poszczególnych regionów i ziem – głównym celem było odbudowanie godności narodowej Polaka i pozbycie się poczucia niższości wobec ich niemieckich rówieśników. Ci rówieśnicy chodzili do prawdziwej szkoły i paradowali w mundurkach Hitlerjugend z różnymi odznakami, no i mieli „finki”. Było im wszystko wolno, nawet bezkarnie palić a nawet zabić polskiego chłopca. Gdy naprzeciwko szedł umundurowany Niemiec lub chłopak niemiecki, Polak musiał zdjąć nakrycie głowy i zejść z trotuaru i iść obok krawężnika. (gdy na początku wojny byli jeszcze Żydzi, mogli się Oni poruszać li tylko po jezdni przy krawężniku)pod karą pobicia w najlepszym przypadku.
    Przykładowo więc podane przyczyny których było dużo więcej, spowodowały w polskich dzieciach poczucie niższości wobec herrenvolku, czyli narodu panów. Koniecznym się więc stało wyzbycie poczucia  pariasa a odbudowanie narodowej dumy.
    Tak więc w początku 1943 roku rozpoczęliśmy pracę w trzech kompletach, razem 30 uczniów i  uczennic. Podczas organizowania kompletów okazało się, że z zasadniczej grupy czterdziestu „robotników”, objąłem nauczaniem programowym około dwudziestu chłopców – to przybyło mi dziesięć uczniów i  uczennic będących braćmi ii siostrami już przyjętych.
    Pracowaliśmy w oparciu o program przybliżony do programu szkoły powszechnej z przed 1939 r., bazując na podręcznikach i lekturach tego okresu. Praca oparta była na samokształceniu, gdyż z natury rzeczy z każdym z kompletów spotykać się mogłem w godzinach popołudniowych co trzeci dzień. Zajęcia odbywały się przeważnie na peryferiach miasteczka w parterowych domach wolnostojących, charakterem gospodarstwa rolniczego (duże izby)by czujka na czas mogła ostrzec o niebezpieczeństwie a  uczniowie mogli się rozpierzchnąć po różnych zabudowaniach gospodarczych i obejściu markując prace, a część zabawę. Zimową zaś porą porozchodzić się pod osłoną ciemności wiadomymi sobie ścieżkami.
    Od 1944 roku wyłoniłem osobny komplet uczniów szczególnie zdolnych i pilnych stawiając przed nimi program szerszy i szybszy w realizacji. Nauka odbywała się aż do wyzwolenia, to jest stycznia 1945r. z krótka przerwą na jesień 1944, kiedy to zostałem wywieziony do kopania okopów w okolice Ślesina. Z Einsatz jednak uciekłem i odtąd w warunkach ukrywania się prowadziłem swoje komplety do końca.
    Okres ten zaliczam do najwspanialszych lat mojego życia. Wiem, że w tym ciężkim i okrutnym czasie byłem potrzebny innym.
    Po przeczytaniu tego tekstu może się czytelnikowi nasunąć myśl, dlaczego tak młody mężczyzna nie walczył z okupantem z bronią w ręku. Otóż wyjaśniam, że jestem inwalidą niezdolnym do pełnienia służby wojskowej. W sposób więc dla mnie możliwy spłacałem swój dług Ojczyźnie.
                                                                     Koszalin marzec 1980 roku.
     
    Tekst wydany drukiem przez Koszalińskie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne p.t: „Szkoły jakich nie było” w 1983 r. w tomie II „Wspomnienia nauczycieli tajnego nauczania 1939-1945”.
     
     







    Tajne nauczanie w Krasnymstawie.
    Jawor Janina


    Po wkroczeniu wojsk niemieckich w Październiku 1939 r. w pow. Krasnystaw zostały wydane zarządzenia wzywające ludność do podjęcia pracy, otwarcia sklepów, a także zezwalające na podjęcie pracy szkół. Zabroniono używania nazwy gimnazjum lub liceum. Dzieci niemieckie miały uczęszczać do szkół niemieckich, zaś dzieci polskie do szkół polskich. Język polski był dopuszczony zarówno w urzędach jak i w szkołach mimo wprowadzenia języka niemieckiego. Dotychczasowe prawo polskie zachowało swoją moc w tych artykułach, które nie kolidowały z przejęciem władzy i administracji przez niemieckie władze wojskowe. Powiat krasnostawski podlegał okręgowi w Lublinie. W dniu 26 X 1939 r. nastąpiło proklamowanie generalnego gubernatorstwa na okupowanych obszarach polskich. Mimo wprowadzeniu wielu ograniczeń w stosunku do ludności polskiej w każdej dziedzinie życia, władze wojskowe nie były w stanie opanować całkowicie sytuacji, co stworzyło możliwość rozpoczęcia nauki w jedynej na terenie powiatu szkole średniej, której dyrektorem był Kazimierz Wojtowicz.
    Od grudnia nastąpił okres powstawania i funkcjonowania niemieckich urzędów szkolnych. Szkolnictwo w generalnej Guberni podporządkowano Wydziałowi Nauki, Wychowania i Wykształcenia Ludowego przy Urzędzie Generalnego Gubernatora. Przy urzędach Szefów Okręgowych utworzono wydziały szkolnictwa, w miejscach zaś siedzib starostów powiatowych czy miejskich ustawiono powiatowych lub miejskich radców szkolnych. Wszyscy urzędnicy zarządu szkolnego musieli posiadać niemiecką przynależność państwową lub przynależność do narodu niemieckiego. Inspektorami dla szkół polskich mogli być Polacy, zaś dla szkół ukraińskich Ukraińcy. Inspektorów szkolnych powoływano na przeciąg dwóch lat.
    Od 15 IV 1941 powiatowym radcą szkolnym w Krasnymstawie był Rudolf Ćwikl, który 2 VII 1941 r. zmienił nazwisko na Reinhard. Inspektorem zaś szkolnym na cały czas okupacji był Władysław Łyszczarz, przedwojenny inspektor tego powiatu, który też pełnił tę funkcję i przez wiele lat po wyzwoleniu. Funkcja Kreischulrata była dla nauczycieli tego powiatu niezwykle ciężka, gdyż polegała na szpiegowaniu nauczycieli, rewizjach po szkołach, niszczeniu bibliotek, pomocy szkolnych i innych.
    Już na początku okupacji hitlerowskiej zaostrzony został kurs polityki okupanta w stosunku do ludności polskiej i żydowskiej. Zaczęto izolować Żydów w gettach w Izbicy, Turobinie i innych miejscowościach. Dzieci żydowskie mogły uczęszczać tylko do szkół utrzymywanych przez radę żydowską, pod nadzorem władz niemieckich. Realizując faszystowskie cele okupant zamknął szkołę średnią ogólnokształcącą w Krasnymstawie i poważnie ograniczył działalność szkół powszechnych. Zezwolono jedynie na jawną działalność Szkoły Rzemieślniczej w Krasnymstawie i rozrzuconym po powiecie szkołom rolniczym o bardzo niskim stopniu organizacyjnym. Poddano je w dodatku uciążliwej opiece i zwierzchnictwu Kreischulrata w Krasnymstawie, który miał bardzo szerokie uprawnienia. Jego rozporządzenia znajdujące się w zachowanych okulnikach trzymały się sztywno rozporządzeń odgórnych. Posypały się więc polecenia dotyczące wycofania książek z bibliotek szkolnych, czy podręczników, likwidacja samorządu szkolnego, zniesienia dozorów szkolnych i komitetów rodzicielskich. Zakazano udzielania lekcji prywatnych. Nakazano zbierać zioła lekarskie, makulaturę i inne odpady użytkowe. Rozesłano po szkołach ulotki o bolszewizmie celem wykorzystania na lekcjach. W okólniku nr 8 z dnia 2 V 1941 r. Kreischulrat Rudolf Ćwikla polecał kierownikom szkół wyuczyć się dobrze w mowie i piśmie języka niemieckiego, aby mogli łatwo porozumiewać się z władzami. Inne jego rozporządzenia dotyczyły przekazania do Urzędu Szkolnego w Krasnymstawie wszystkich obrazów (z wyjątkiem religijnych i przyrodniczych), usunięcie ze szkół nauk historii, geografii szczegółowej i politycznej. Kreischulrat Ćwikla nie ograniczał się tylko do wydawania nakazów czy zakazów. Jeździł on również do poszczególnych szkół sprawdzając ich działalność na miejscu. W szkole powszechnej w Kraśniczynie wizytacja polegała na poszukiwaniu zakazanych książek ( z pomyślnym dla radcy rezultatem). Podobnie było i podczas wizytacji w Turobinie. Reinhard zauważył u jednej z nauczycielek na lekcji w kl. IV „Płomyk” z kartą tytułową „Dar Pomorza” i obrazkiem tego okrętu. Zaczął straszyć nauczycielkę rewolwerem, ale później sprawa ta przycichła. Obok wizytacji radca szkolny miał załatwić w Urzędzie Gminnym w Turobinie sprawę opału. Nic jednak w tym kierunku nie zrobił i dzieci nadal marzły, lub musiały przynosić opał z domu. W szkole powszechnej w Anielpolu wizytacja polegała na przeprowadzeniu rewizji w budynku szkolnym i poszukiwaniu  podręczników zakazanych przez władze. Podobne wizytacje przeprowadzono również w Orłowie Drewnianym, Rudniku, Borowie i innych.
    Obok radcy szkolnego w Inspektoracie Szkolnym  w Krasnymstawie zatrudniono trzy osoby, a mianowicie: Władysława Łyszczarza – inspektora, Irenę Szwedziuk – sekretarza i Grzegorza Kuryłowicza. Był jeszcze drugi inspektor do szkół ukraińskich mgr Dmytro Sokulski. Miejscem jego urzędowania była szkoła ukraińska w Stężycy gm. Łopiennik.
    Wskutek zajęcia budynków szkolnych na magazyny zbożowe, szpitale, kwatery dla wojska, czy na inne cele dzieci polskie były pozbawione miejsca do nauki w wielu miejscowościach jak: w Tarnawce, Gardzienicach, Izbicy, Pilaszkowicach, Wólce Orłowskiej, Gorzkowie, Żółkiewce i wielu innych.  Przerywano też naukę z powodu braku opału, aresztowań nauczycieli. Żeby utrudnić jeszcze bardziej pracę szkół powszechnych okupant pozbawił je gospodarczych podstaw egzystencji. Uposażenie nauczycieli, fundusze na wydatki rzeczowe szkół miały jedynie charakter symboliczny. Stawki w budżetach szkolnych pozostawały na poziomie kwot przedwojennych, gdy tymczasem ceny wielokrotnie wzrastały.
    W związku ze słabą frekwencją oraz ze zwolnieniem nauczycielek mężatek w dniu 30 I 1940 r. obniżył się poziom i stopień organizacyjny wielu szkół. Mimo tego, że w zachowanych materiałach źródłowych nie ma urzędowych rozporządzeń dotyczących obniżania stopnia organizacyjnego szkół, to jednak siłą rzeczy w praktyce zmiany te musiały zaistnieć. W odpowiedzi na dyskryminacyjną politykę okupanta w zakresie szkolnictwa powszechnego i zamknięcie szkół średnich rozwinęło się w powiecie krasnostawskim douczanie i nauczanie tajne. Nie było jeszcze w tej sprawie żadnego ogłoszenia, ani odgórnych zaleceń, czy dyrektyw, gdy na terenie powiatu krasnostawskiego już w jesieni 1939 r. zaczęły powstawać samorzutnie w różnych punktach powiatu ośrodki tajnego nauczania. Z chwilą zamknięcia Gimnazjum i Liceum im. Władysława Jagiełły w Krasnymstawie nauczyciele tych szkół zaczęli udzielać młodzieży najstarszych klas wskazówek co do dalszego uczenia się, a po przerobieniu pewnych partii materiału przepytywali i oceniali wyniki kierowanego samouctwa. Dyrektor Kazimierz Wojtowicz i nauczyciele: Janina Wierciak, Sylwia Podkowina i Franciszek Tchórzewski nie tylko pomagali części młodzieży w przygotowaniu się do egzaminu maturalnego, ale także udzielali rad i wskazówek jak uczyć i czego młodszych kolegów, czy rodzeństwo. Zachęcali do organizowania na wsiach tajnych kompletów realizujących program szkoły średniej i ogólnokształcącej. Informowali również rodziców gdzie i do kogo mają posłać swoje dzieci na naukę. Do mnie skierowano dzieci Jana i Henryki Gontarz, a także Kazimiery Rogowskiej z Borowa, żebym przerabiała pierwszą, a później następne klasy gimnazjum. Po domach zaczęły powstawać komplety tajnego nauczania związane z kadrą szkoły średniej lub od niej zupełnie niezależne.
    Tajnym nauczaniem opiekowała się Powiatowa Komisja Oświaty i Kultury w Krasnymstawie. Kiedy ona powstała i kto do niej należał trudno jest obecnie dokładnie ustalić ze względu na brak odpowiednich materiałów źródłowych w Archiwum Wojewódzkim w Lublinie oraz w Zamościu. Z tych też powodów są trudności w dokładnym ustalenie składu osobowego komisji gminnych. Z analizy zachowanych źródeł wynika, że Przewodniczącym Powiatowej Komisji Oświaty i Kultury był Inspektor Szkolny w Krasnymstawie Władysław Łyszczarz. Wiadomo, że z jego inicjatywy zostało zorganizowane tajne nauczanie w Izbicy. Jest wzmianka, że nauczyciele tam pracujący otrzymywali od Łyszczarza wynagrodzenie za pracę w tajnym nauczaniu. Inspektor Łyszczarz powierzył Steindlowi, płatnikowi i kierownikowi szkoły w Izbicy zorganizowanie tajnego nauczania na swoim terenie. Płatnicy poszczególnych gmin stali się w większości przewodniczącymi komisji gminnych. W Gorzkowie jednak przewodniczącym komisji nie był płatnik Jan Malicki, ale wysiedlony z województw zachodnich Jan Szymański, prawdopodobnie pracownik administracji szkolnej. Działalność jego była bardzo słaba. Za mało interesował się tajnym nauczaniem z powodu strachu przed represjami. Członkiem Powiatowej Komisji Oświaty i Kultury był również dyrektor gimnazjum i Liceum w Krasnymstawie Kazimierz Wojtowicz. Z ostatniej rozmowy z byłym inspektorem Łyszczarzem (obecnie już nie żyje) wynika, że fundusze na opłacanie pochodziły od Wiktora Helmana, dyrektora Pedagogium w Lublinie, kierownika zarządu wojewódzkiego TON w Lublinie. Przez zaufanych płatników członków komisji gminnych pieniądze te docierały do niektórych nauczycieli tajnego nauczania związanych z AK. Sprawozdania finansowe oraz pokwitowania wypłat starano się zaszyfrować. Podawano zazwyczaj inny rok np. 1934 zamiast 1944, zamiast 30 zł pisano 3 itp. Pisano na malutkich karteczkach łatwych do  ukrycia, które z wielką pieczołowitością przechowywał wspomniany już inspektor. W większości były to dokumenty finansowe Inspektoratu, lub komisji tajnego nauczania. Są też i inne np. umowy zatrudnionych nauczycieli szkół ukraińskich, a nawet nie wypłacone trzymiesięczne pobory nauczycieli z 1939 r.
    Kiedy po napisaniu konsultowałam tę pracę z Władysławem Łyszczarzem w 1967 r. usłyszałam od niego taką opinię: „Jest Pani bardzo blisko prawdy, bardzo dużo zgromadziła materiału i dotarła do wszystkich dostępnych źródeł”. Za tajne nauczanie dopłacano nauczycielom w zasadzie według liczby przepracowanych godzin (…) Część pieniędzy gromadzono w powiecie potrącając pół procent poborów jawnych na cele pomocy koleżeńskiej. Wypłacano zapomogi po 50 zł nauczycielom najbardziej potrzebującym np. Niewidziałkowej i innym, których mężowie zostali aresztowani. Cały plik pokwitowań na zapomogi 50 złotowe znajdował się u Łyszczarza. Kilkakrotnie przewijają się nazwiska Syposza, Błaszczaka i innych nauczycieli. Było również 17 pokwitowań za tajne nauczanie po 30 zł. Sumy te choć małe jednak dla wielu ludzi były dobrodziejstwem w tych trudnych dniach. 
    Wielkie zasługi w dziedzinie tajnego nauczania w tym powiecie ma również ruch ludowy „Roch”, który powołał Powiatową Komisję Kulturalno-oświatową. Przewodniczącym jej był Kierownik szkoły z Orchowca gmina Gorzków, Józef Tłuczek ps. Oracz. Członkami tej komisji byli: Kazimierz Szałajdewicz (pod opieką miał gminy: Rudnik, Izbicę, Gorzków i Żółkiewkę), Józef Kołodziejczyk ps. Kruk, Helena Jakubiec ps. Osa, Józef Nikodem Kłosowski ps. Lemiesz. Współpracę zgłosiło 20 nauczycieli zrzeszonych w Rochu” i Ludowym Związku Kobiet. W każdej gminie przy trójkątach politycznych „Rocha” działały trzyosobowe komisje kulturalno-oświatowe. W pięciu gminach przewodniczącymi tych komisji byli nauczyciele, w innych rolnicy i inni np. w Wysokiem przewodniczącym GKKO był Jan Poniewozik, członkiem Stanisław Siwosz. Z inicjatywy komisji zorganizowano tajne nauczanie w 70-ciu szkołach powszechnych oraz 30 kompletów gimnazjalnych, a także szkołę przysposobienia spółdzielczego i 15 punktów szkolenia rolniczego. Nauczycielom pracującym w ww. szkołach wspomniane komisje udzielały pomocy w zakresie wyżywienia i opału. Powołano specjalne komisje egzaminacyjne. Propaganda prowadzona była za pomocą odczytów, zebrań noworocznych, pieśni a nawet teatru, zakładano przedszkola, gromadzono biblioteki. LZK organizował kursy sanitarne i inne dokształcające kobiety wiejskie.
    Ponieważ dzieci szkolne zostały pozbawione przez okupanta książek i podręczników szkolnych ludowcy w powiecie krasnostawskim zaczęli w 1944 r. wydawać przy „Wyzwoleniu” – „Kukułkę” redagowaną przez Józefa Nikodema Kłosowskiego nauczyciela szkoły rolniczej w Krasnymstawie, Reginy Tłuczek żony kierownika szkoły z Orchowca ps. Rosa i Czuby ps. Oliza. Pisemko to podobnie jak „Płomyk” było miesięcznikiem. Zawierało mocne treści ideologiczne. Sugerowało dzieciom jak mają się zachować w rozmowie z Niemcami, czy ich agentami wypytującymi dzieci o partyzantów. Zawierało również informację z nasłuchu radiowego, dlatego też chętnie czytane było i przez dorosłych. Fundusz prasowy tego pisemka pochodził z różnych źródeł. Obok wymienionych w powiecie krasnostawskim wydawano wiele innej prasy, łącznie około dziesięciu tytułów. Przepisywaniem na matrycy tekstów tych pism ludowych zajmowała się Lucyna Skubikowska uczennica tajnych kompletów, w których zdobyła maturę. Kierownikiem konspiracyjnej powielarni był młodszy brat Józefa, Wacław Kłosowski ps. Lin. Tajną powielarnię zainstalowano w domu Piotra Domania. W Wydawaniu konspiracyjnej prasy, tajnych gazetek pomagali Feliks Jeremek ps. Brzoza, Piotr Wojtowicz ps. Gołąb. W materiały zaś techniczne zaopatrywali: Jan Zadrąg ps. Wiatr i Zofia Kłosowska ps. Grusza. Pisma przygotowywane były w Olesinie gm. Gorzków, a powielane w Bobrowem też w tej samej gminie. A oto fragment ślubowania ułożony dla dzieci przez Józefa Nikodema Kłosowskiego:
    „Przez całe życie będę zawsze czysty,
    I żadną winą nigdy się nie zmażę,
    Me serce będzie tak bardzo niewinne;
    Jak biały kolor na polskim sztandarze.
    Będę Cię Polsko kochał ponad wszystko;
    I nigdy myślą, ni czynem nie zdradzę,
    Bo miłość moja będzie tak płomienna,
    Jak owa czerwień na ojczystej fladze.”
    Wydawanie konspiracyjnej prasy groziło śmiercią, nic więc dziwnego, że praca ta i tajne nauczanie oceniane są na równi z walką zbrojną. Nauczycielstwo powiatu krasnostawskiego podejmując tajne nauczanie stanęło równocześnie do walki z okupantem na jednym z najważniejszych frontów. Podłożem i impulsem organizowania tajnej nauki była świadomość obrony kultury narodowej przed zagładą. Początkowo nasilenie pracy było różne. Najwcześniej tajne nauczanie prowadzili nauczyciele (…)wg. Przedwojennych programów. Lekce odbywały się w mieszkaniach prywatnych u Janiny Wierciak, Sylwi Podkowiny, Kazimierza Wojtowicza i Franciszka Tchórzewskiego, lub ich uczniów. Część młodzieży mieszkająca dalej od Krasnegostawu korzystała tylko z konsultacji u tych profesorów oraz zdawała egzaminy sama, czy młodzież przez nią uczona.
    Z powodu braku odpowiednich materiałów źródłowych trudno jest obecnie ustalić dokladną liczbę uczniów uczących się u tych profesorów, czy konsultujących, a także zdających egzaminy. Nie można też dokladnie podać czy wszyscy nauczyciele gimnazjum i liceum brali udział w tajnym nauczaniu. Najczęściej w zachowanych dokumentach powtarzają się te same nazwiska. Ja sama kontaktowałam się z nimi, zdawałam maturę a także zdawali maturę moi uczniowie: Jan Gontarz, Henryka Gontarz, Kazimiera Rogowska, Stanisława Błędkowska, Teresa Rudnicka, Kazimiera Błędkowska, Henryk Gawarecki, Edward Dobrowolski, Edward Wrona, Klementyna Wrona, Stanisław Mazur, Skorek, Dąbski, Maria Mazur i inni. (…)
    Jak oblicza się kompletów gimnazjalnych było około 30, na które uczęszczało około 447 uczniów. Dla usprawniania badania wyników nauczania w tajnym nauczaniu powiat krasnostawski miał stałą komisję egzaminacyjną, do której należeli: przewodniczący Kazimierz Wojtowicz dyrektor szkoły średniej, członkowie: Janina Wierciak, Sylwia Podkowina, Franciszek Tchórzewski, profesorowie tej szkoły i ks. Stanisław Witkowski. Komisja ta nie tylko egzaminowała w swoich prywatnych mieszkaniach lub innych w Krasnymstawie, ale także wyjeżdżała w teren o czym świadczy zachowany w Muzeum Ziemi Krasnostawskiej odpis zaświadczenia o złożeniu egzaminów z zakresu małej matury przez uczniów Szkoły Podchorążych Piechoty BCh. Egzamin ten odbył się w dniu 21 V 1944 r. w lesie.(…)
    W skali powiatu 71 osób otrzymało świadectwa ukończenia gimnazjum ogólnokształcącego, a oto niektóre nazwiska tych uczniów: Ryszard Anusiewicz, Antoni Banach, Klaudiusz Błędkowski, Aleksander Bojarski, Edward Bogusz, Bogdan Jan Bubicz, Jadwiga Butrymowicz, RomanBrych, Henryk Cegłowski, Zygmunt Dybko, Wiesława Dąbrowska, Regina Filipowicz, Alfred Flis, Włodzimierz Gniewek, Stanisław Goś, Stanisław Grudziński, Aniela Jabłońska, Adam Jarczewski, Adam Jaworczak, Stanisław Krasoń, Marian Kiciak, Jan Kowalik, Wacław Kłosowski, Jadwiga Kluczyńska, Stanisław Kukawski, Krystyna Kutasiewicz; Kazimiera Kur, Franciszek Laskowski, Józef Leśniak, Gustaw Łupina, Wiktor Manka, Stanisław Mazurek, Regina Marucha, Danuta Milewicz, Adolf Nowosadzki, Stefan Nowacki, Kazimierz Nowosadzki, Robert Pastuszak, Jan Rapa, Michał Radej, Jan Raczkowski, Katarzyna Samborska, Longin Sawic, Bolesław semeczyszyn, Bronisław Węgliński, Barbara Wilczyńska, Julian Wierak, Jerzy Witkowski, Tadeusz Świca, Bolesław Szponar, Stanisław Skubikowski, Mieczysław Suszek, Kazimierz Szczepanik, Bolesław Stefańczyk, Wiktoria Sienkiewicz, Franciszek Wrona, Piotr Zbigniew Wrona, Karol Wołoch, Eugeniusz Zbroński, Jan zdunek, Ryszard Wolanin, Irena Zielińska, Kazimierz Żurek, Bolesław Szuran, Maria Smyk, Bronisław Węgliński, Irena Zielińska, Franciszek Nowakiewicz, Stanisław Buzowski i inni. Oprócz tego 15 osób otrzymało świadectwa dojrzałości liceum matematyczno-fizycznego i 17 osób uzyskało świadectwa dojrzałości liceum humanistycznego. A oto garść nazwisk tych uczniów: Stanisław Bis, Józef Brajczewski, Wanda Bojarska, Wojciech Czerwiński, Wacław Ciesielski, Marian Gilowski, Władysław Groza, Krzysztof Iżycki, Janina Jawor, Tadeusz Jerzykowski, Edward Kasprzak, Janusz Klaudel, Kazimiera Kos, Sabina Królikowska, Jerzy Łyszczarz, Zenon Jan Martynowski,Maria Majkowska, Zygmunt Miszczak, Wiesław Mirowski, Jadwiga Padwicka, Halina Podgajewska, Franciszek Prus, Helena Rzeczycka, Irena Sadowska, Józefa Sęczkowska, Maria Szmuc, Józefa Szymańska, Ludwik Szymański, Zbigniew Terlikowski, Zofia Wilewska, Janina Wojtowicz, Anna Sienkiewicz, Wacław Kłosowski i inni. (…)
    Wiek uczniów był różny. Przeważała młodzież starsza, choć część była takich, którzy kontynuowali naukę w normalnie przewidzianym czasie. Egzaminy wykazywały dość dobre przygotowanie zdającej młodzieży. W okresie okupacji młodzież była bardziej dojrzała pod względem obywatelskim i życiowym. Nauka w tajnych kompletach wytwarzała świadomość, że jest się w obozie Polski walczącej, co podnosiło entuzjazm i chęć do nauki. Największy napływ kandydatów do tajnego nauczania, jak również zgłaszających się do egzaminów daje się zauważyć w ostatnich dwóch latach okupacji. Wpłynęły na to w dużym stopniu poza innymi czynnikami także niepowodzenia niemieckie na różnych frontach. Tajne nauczanie w zakresie szkoły średniej zostało zorganizowane w wielu miejscowościach np.> w Łopienniku Górnym, Łopienniku Dolnym, Widniówce, Stryjnie, Izbicy, Olszance, Fajsławicach, Rudniku, Płonce, Siennicy Różanej, Kraśniczynie, Krasnymstawie, Gorzkowie, Chorupniku, Orchowcu, Baranicy, Olchowcu, Zakrzewie, Czernięcinie, Turobinie i wielu innych. (…)
    Komisja weryfikacyjna zaliczyła tajne nauczanie 219 nauczycielom. Wiele podań o zaliczenie tajnego nauczania komisja weryfikacyjna załatwiła odmownie, choć dokumenty znajdujące się w archiwach w postaci ankiety z 1946 r. potwierdzają udział tych nauczycieli w tajnym nauczaniu, potwierdzają to żyjący jeszcze koledzy cz uczniowie tych nauczycieli. (…) weryfikacja w tym czasie była potrzebna czynnym nauczycielom ze względu na konieczność rozliczenia ich z okresu wojennego i doliczenia tych lat do wysługi lat. Dlatego nie wszyscy nauczyciele faktycznie pracujący w tajnym nauczaniu przez weryfikację i nie wszyscy zostali uhonorowani odpowiednim dokumentem stwierdzaj cym ich udział.
    A oto niektóre dane dotyczące sieci tajnego nauczania w pow. krasnostawskim. W Giełczwi Dolach tajne nauczanie prowadził w zakresie szkoły powszechnej Czesław Marczewski przez 6 miesięcy ucząc 14 uczniów. W Orłowie Murowanym kierowniczka przedszkola Irena Kłysiak uczyła przez 10 miesięcy komplet złożony z 5 uczniów. W Choinach Jan Malicki przerabiał z jednym z uczniem kl. VII. W Małachwieju uczyły nauczycielki: Jadwiga Sidor i Anna Moskwianka. W Wiśniowie uczyli: Tadeusz Grzebuła i Władysław Grzebuła prowadząc komplet szkoły średniej. W Chorupniku uczyła Janina Jawor prowadząc 3 komplety na poziomie szkoły średniej, a także prowadziła szkolenia sanitarne i organizowała część artystyczną na zebrania noworoczne (referaty, deklamacje i pieśni patriotyczne. (…)
    W Bończy uczył w 3 kompletach Marcin Mikuła. W Anielpolu uczył 6 miesięcy Kaczmarek, a Stanisława Kaczmarek prowadziła 14 miesięcy nauczanie jednostkowe. W Latyczowie Zofia Krzyżanowska uczyła 2 lata jeden komplet. W Krasnymstawie uczyli: Helena Wysocka, Józefa Wrońska, Waleria Barańska, Wojtowiczowa, Janina Świech, Janina Godecka, Jan Bednawski, Kazimierz Wilk. W Gorzkowie uczyli: Jan Malicki, Wanda Malicka, Maria Kiciak, Aleksander Tatkowski, Helena Tatkowska, Anna Polończyk, Adela Hawrylecka, Michalina Szpringer, w zakresie szkoły powszechnej oraz średniej. W Orchowcu uczyli: Czesław Kwak i Urszula Rzemieniuk. W Borowie: Kijakowa, Eleonara Niedzielska, Sylwester Niedzielski, Stanisław Michno, Władysław Syposz. W Bobrowem uczyli: Zofia Dembowska, Irena Stec, Helena Wojtowicz, Jadwiga Rudnicka. Były tam komplety szkoły powszechnej i średniej. W Branicy uczyli: Władysław Cichosz, Leopold Kołodziejek prowadził komplet szkoły średniej.Przez kilka miesięcy Leopold Kołodziejek uczył także komplet w Gorzkowie wsi. W Izdebnie uczyli Zygmunt Hawrylecki i Stefania Bednarczuk. W Piaskach Szlacheckich uczył Andrzej Skura. W Żółkiewce uczyli: Julian Białas, Andrzej Chrząstek, Wacław Sierp, Filomena Zalewska, Zofia Popławska, Tomasz Książek. W Olchowcu komplet gimnazjalny prowadził Józef Fornal. W Guzówce uczyła Janina Słyszalska. W Wysokiem uczyli: Wawrzyniec Gomułkiewicz, Leon Smoła, Bogumiła Smoła, Natalia Mierzwa, Franciszka Lutman, Felicja Tymczak. W Nowej Wsi uczyła Janina Książęk. W Żabnie 3 komplety prowadzili Eugenia Drabik i Karol Drabik. W Czernęcinie przez 9 miesięcy uczył Władysław Mularczyk. W Tarnogórze uczyli: Józefa Rysiak, Józef Juściński. W Zakrzewie uczyli: Jozef Tomas i Stanisław Tomas. W Turobinie komplety szkoły powszechnej prowadzili: Helena Błaszczyk, Jadwiga Filowa, Stanisław Majewski, Regina Krukowa, Regina Czachorowska, Rudolf Kogut, Aleksandra Kogut i Elżbieta Majewska. Pierwszą klasę liceum dla 12 uczniów zorganizował i prowadził wraz z żoną Witold Kudełko profesor Uniwersytetu z Wilma. W Tarzymiechach uczył Kazimierz Gałuszka. W Rybczewicach uczyli: Anna Kuligowicz, Maria Kustodomia, Władysław Fijewski, Jadwiga Piotrowska, Tadeusz Kustodomia. W Gardzienicach uczyli: Janina Kędzierska i Paweł Kędzierski. W Pilaszkowicach uczyli: G. Iwankowa, Maria Smogorzewska i M. Sroczyńska. W Stryjnie też był gimnazjalny. W Izbicy uczyli: Edward steindl, Jadwiga Chrzanowa, Antoni Plewa, Julian Podgórski i Adam Fidecki. W Łopienniku Górnym uczyli: Maria Maksymowicz, Jadwiga Sokirkówna, Helena Łukomska. W Łopienniku Dolnym Uczyli: Henryk Dąbrowski, Stefania Dolina i Maria Moń. W Krzywem uczył Józef Górecki. W Olszance uczyły: Stanisława Jabłońska i Paulina Jaremek. W Stężycy Kolonii uczyła Aleksandra Prokopowicz. W Fajsławicach uczyli: Wiktor Czarnecki, Weronika Czarnecka, Zofia Rąckowska. W Rudniku uczyli: Władysław Szmuc, Stefania Szmuc, Jan Pańczyk. W Siennicy Rózanej uczyli: Maria Półchłopek, Bolesław Wilk, Helena Gancarz, Jan Brzysko, Ignacy Gąsior. W Siennice Królewskiej uczyła Olga Susłowa. W Kraśniczynie uczyli: Maria Korcz, Wacław Szcześniewski i Helena Szcześniewska. Oprócz w/w nauczycieli uczyli też: Jan Myrda i Eugenia Myrda, Tomasz książęk, Jan Rokita, Stanisława Rokita, Leokadia Ratuszniak, Feliksa Kotlińska, Stefania Jóźwicka i wielu innych. (…)

    Uwaga: Wspomnienia autorki uzupełnione zostały poprzez badania archiwalne i wspomnienia innych nauczycieli.
     






    Wincenty Grajcar – Tarnowskie Góry


    Większość z nas, rozpoczynających naukę nie zdawało sobie sprawy z wagi i rangi, jaką miało podjęte przez nauczycielstwo i młodzież studencką zadanie – kształcenia i kształtowania z nas ludzi światłych, mogących po odzyskaniu niepodległości podjąć służbę przy odbudowie kraju.
    Już dzisiaj nie przypominam sobie szczegółów, w jakich okolicznościach w drugiej połowie 1940 rroku rozpocząłem naukę i mojej pierwszej nielegalnej nauczycielki, którą wówczas była młoda studentka Maria Misiakówna. Zajęcia odbywały się w mieszkaniu jej rodziców przy alei Wolności 28, oraz również w mieszkaniu państwa Hankiewiczów przy ul. Focha 68.
    Do moich największych przeżyć z początków tajnego nauczania zaliczam mój pierwszy zdawany w 1941 roku komisyjny egzamin z historii starożytnej. Egzamin składany przed „komisją państwową” odbył się w godzinach wieczornych. Wraz z panią M. Misiakówną udałem się na ulicę Katedralną do jednego z mieszkań mieszczących się w oficynie budynku, gdzie stanąłem przed obliczem komisji.
    Egzamin był bardzo szczegółowy z całości przerobionego materiału. Atmosfera powagi, a zarazem tajemniczości towarzysząca egzaminowi pozostawiła we mnie, wówczas bardzo młodym człowieku, niezatarte wrażenie.
    Wydaje mi się, że cel, jaki podjęli nauczyciele w zakresie kształcenia i budzenia patriotyzmu wśród młodzieży, został w pełni osiągnięty. Większość młodzieży uczącej się na tajnych kompletach była zaangażowana w ruchu oporu, kończyła Szkołę Podoficerską, Szkołę Podchorążych, Szkołę Młodych Dowódców Szarych Szeregów. Komendantami tych szkół byli wychowawcy o pseudonimach „Kleofas”, „Leon”, „Prokocimski”. Stanowili oni dla nas, młodzieży, wzorce do naśladowania.
     





    Tadeusz Rydzewski – Łomża



    Miałem lat jedenaście, kiedy przyszedł czas, że musiałem przestać się uczyć. Przykro mi było. Każdy dzień bez zajęć szkolnych był według mnie zmarnowany. Książki nie zadawalały mnie, gdyż i zrozumieć ich nie mogłem dostatecznie, mając skończone pięć klas szkoły podstawowej.
    Pragnąłem się uczyć, wiedziałem co znaczy nauka – niestety wróg hitlerowski, nie pozwalał młodzieży polskiej uczęszczać do szkół, ani też ich organizować. Żyłem jedynie wspomnieniami, że jednak jeszcze w roku 1941 uczyłem się.
    Nadeszła wreszcie radosna dla mnie chwila, kiedy usłyszałem slowa ojca: „Tadzik, pójdziesz się uczyć!” Gdzie i jak nie dowiedziałem się od razu. Próżne były prośby. Odpowiedź brzmiała: „Tylko nie mów nikomu, bo tego nie wolno mówić”. Tatusiu, mówię, a i do gimnazjum kiedy pójdę? – pytałem. Żadnej odpowiedzi. Na drugi dzień dopiero dowiedziałem się o wszystkim, gdy z jednym prawie zeszytem i krótkim, starym ołówkiem poszedłem z ojcem niepostrzeżenie do miasteczka, gdzie poznałem tego, u którego miałem pobierać naukę.
    Ucz się usłyszałem od nauczyciela, przyjdzie czas, że będziesz mógł uczyć się w lepszych warunkach.
    Słowa te wzmocniły mnie na duchu, dodały zapału. Poczułem się dorosłym mężczyzną już potrzebnym ojczyźnie. Nie było dla mnie straszne iść pięć kilometrów na lekcje. Ani deszcz, ani śnieg nie zdołał mnie zatrzymać. Postanowiłem nie bać się żadnego żandarma. Z kilkoma już zeszytami i książkami mego nauczyciela, za paskiem codziennie śmiało kroczyłem, aby się uczyć. Z przyjemnością przestępowałem próg mieszkania, gdzie czekał już na mnie mój wychowawca. Przyjazne powitanie, pytanie: „Czy nie widzieli cię żandarmi, rozgrzej się dziecko, bo zmarzłeś” – słyszałem codziennie, lekcje miałem odrabiane zawsze, pochwały otrzymywałem stale.
    Dzisiaj weźmiemy się za historię, żandarmi wyjechali w teren (nauka odbywała się w drugim budynku od żandarmerii). Kościuszko walczył o wolność całego narodu… carowie to despoci i tyrani względem poddanych i podbitych… Hitler też długo nie nawojuje. Rosji całej nie przejdzie. Tak nie może być dzieci, przyjdzie czas, a będzie i na … „Żandarmi!” – słyszymy głos czatującego kolegi. Skończyła się lekcja. Już sprzątamy podwórko i rąbiemy drzewo, krzątamy się po mieszkaniu tzn. ja, moi koledzy i koleżanki. Ochłonęliśmy. Żandarmi ci z psem zaszli na inne podwórko. Wracamy do lekcji. „Trudno dzieci, tak zawsze nie będzie, będzie wolność, a pewnie zapanuje demokracja, wtedy będą dzieci miały dobre warunki bytu” – mówi nam nauczyciel. „Jeszcze jedna lekcja języka polskiego i matematyki i pójdziecie do domu, na dzisiaj wystarczy!”
     I tak przez cztery miesiące pod strachem, codziennie chodziłem zdobywać wiedzę. Dłużej nie mogłem korzystać z lekcji, bo wróg położył kres mojej nauce. Wraz z rodziną musiałem kryć się przez dwanaście miesięcy daleko, bo o 70 kilometrów od domu. Bez pożegnania, 27 stycznia 1944 r., musiałem rozstać się z moim nauczycielem i kolegami. Tu był szczyt rozpaczy w moim chłopięcym sercu, lecz musiałem pogodzić się z losem. Przypominała mi matka nieraz na spotkaniu: „Nie możesz iść do pana Rojewskiego na lekcje, Stawiska daleko”! Przyszedł czas. Słowa mojego nauczyciela spełniły się. Hitler nie przeszedł całej Rosji, wrócił pobity. Ja tymczasem na samochodzie armii Czerwonej wróciłem w moje strony. W Stawiskach właśnie wysiadłem z auta zmarznięty 27 stycznia 1945r. Ogrzać się idę na stare miejsce. Znalazłem mego nauczyciela w innej „dziurze”, gdyż z tamtego mieszkania hitlerowcy wypędzili go.
    Mój pan Rojewski powitał mnie niemal ze łzami w oczach. „Gdzieś był Tadek… uczyłeś się?”. Niestety, przez dwanaście miesięcy musiałem ratować życie, a o nauce już nie było mowy.
     
     



    „Garść wspomnień”
    Wojciech Żukrowski



    Mieszkanie mieściło się na parterze, nawet przy zamkniętych oknach słyszeliśmy w czasie wykładu zgrzyt podkutych butów patrolu żandarmerii, przejmujący dreszczem skowyt z nagła hamującego auta. Minuty napięcia, chwila ciszy: nadsłuchiwania, gdzie się wrzaski rozlegną, tupot i łomotanie do drzwi. Kraków był wówczas stolicą Generalnej Guberni, a na Wawelu panoszył się Hans Frank. Kraków musiał być dla niego bezpieczny, więc wysiedlano całe ulice oddając mieszkania wraz z dobytkiem niemieckim urzędnikom, oczywiście przechrzczono nazwy, a Rynek nazwano Adolf Hitler Platz. (…)
    Rektorat Uniwersytetu Jagiellońskiego, którego byliśmy przed wojną studentami, uzyskał zezwolenie na rozpoczęcie prac jakoby zmierzających do otwarcia roku, jednak w dniu spotkania z władzami okupacyjnymi wszyscy profesorowie zostali wygarnięci i w szpalerze policji zagnani brutalnie do ciężarówek. Nie szczędzono im uderzeń kolbą karabinu i kopniaków. Docent Kazimierz Wyka, który dojeżdżał z Krzeszowic, dzięki temu, że pociąg był spóźniony, nie zdążył na posiedzenie. Widział, podobny do konduktu przemarsz profesorów, rzucił się by do nich dołączyć, żeby starym pomóc przy załadunku pod budy okryte łaciatym brezentem. Dobył legitymację i podtykał ją żandarmowi z kordonu, ten musiał być ze Śląska, bo go łokciem odepchnął i zamruczał: Co się pchasz do tego chaźla … Uciekaj, ciulu! (…)
    Tak,  my młodzi nie pojmowaliśmy śmiertelnego zagrożenia, nawet ci, którzy wrzesień przeżyli z bronią w ręku, walcząc z najeźdźcą. Dlatego długo nie mogliśmy pojąć ogromu poświęcenia i owego bohaterstwa bez chwały starych profesorów. Ich ostrzeżenia i napominania rodziców traktowaliśmy jak rozpaczliwe gderanie kwoki, która wysiedziała kaczęta, a one zgodnie z przeznaczeniem poszły popływać sobie, buszowały w trzcinach. Zresztą, nie jestem całkiem pewny, czy i niektórzy z naszych profesorów, których nie wywieziono do koncentraka, którzy nie przeszli lodowego piekła tamtej pierwszej zimy, głodu, bicia, upokorzeń, w pełni zdawali sobie sprawę, że stali się zwierzyną na odstrzał… Niektórzy z nich zmarli wkrótce. Nielicznych wzięły w obronę Uniwersytety w Italii, a także i Węgier, udało się dla paru uzyskać łaskę zwolnienia. Mój ukochany profesor Stefan Kołaczkowski, zaraz po powrocie z obozu, umierał w krakowskim szpitalu.
    - Ty nawet nie możesz pojąć chłopcze, jakie to szczęście – szeptał – na łóżku sam się rozpieram, czysta pościel, nikt nie wrzeszczy na mnie, dokoła ludzie życzliwi. (…)
    Profesor Kołaczkowski zmarł. Jednak inni bez względu na śmiertelne ryzyko podejmowali pracę w podziemiu, pisali prace naukowe, egzaminowali studentów, prowadzili wykłady. Powoli się docierał system tajnego nauczania, rodził się schemat organizacyjny, który działania wypełniły dzięki zapałowi i zaciekłemu uporowi studentów i profesorów, poświęceniu jakiego zdawali się nie dostrzegać. Zaczynało się od lokali, któryby kryły się w ruchliwych punktach miasta, ustalono grupy kursantów, przemienne pory wykładów, w różne dni tygodnia i godziny. Znaliśmy się dobrze, stanowili jakby rodzeństwo, ale któż może zaręczyć jak się zachowamy po aresztowaniu, bici, torturowani, pod presją bliskiej śmierci? „Ja nie sypnę!” mówiliśmy butnie. To są tylko słowa. Z grupy nas ośmiorga uwięzionych było trzech, dwóch wywiezionych do Auschwitzu. Po każdym aresztowaniu podejmowaliśmy zbiorową decyzję, czy zawieszamy naukę, czy ciągniemy ją dalej, choć jeszcze nie wiadomo, co było przyczyna wpadki. (…)
    Każde z nas musiało się też gdzieś podwiesić, uczepić pracy, żeby nie być wywiezionym w głąb Niemiec na roboty przymusowe. Z wojska znałem się na środkach wybuchowych, dziadek mój był lekarzem w Solvayu, fabryce sody w Borku Fałęckim na przedmieściach Krakowa, więc dostałem tam pracę w kamieniołomie. Byłem wiertaczem, pomocnikiem strzałowego, a potem mechanikiem przy kompresorze. Ściągnąłem tam kolegów: Karola Wojtyłę, Juliusza Kydryńskiego, Tadeusza Kwiatkowskiego, jednak tylko Karol wytrwał prawie do końca tej ciężkiej pracy, nosił skrzynkę z laskami dynamitu, zwoje lontów i pudełka z zapalnikami. (…)
    Na wykłady uniwersyteckie, jak ustaliliśmy, nie nosiliśmy ze względu na bezpieczeństwo, żadnych obciążających materiałów, każdy zeszyt z notatkami mógł wszystkich zgubić. (…) Bardzo trudno dziś pojąć, zwłaszcza młodym, motywację uporu z jakim garnęliśmy się do nauki, zdobywali prawdziwą wiedzę. Przecież do egzaminów przystępowali żołnierze podziemnej armii, którzy może nazajutrz mogli dostać się w ręce wroga Niemców, czy polec przy wykonywaniu wyroków, w walce zbrojnej. A jednak uczyli się pilnie, bo nauka stała się częścią frontowej walki z okupantem, który chciał żebyśmy byli dodatkiem do łopaty, kilofa, czy maszyny. Wróg spychał nas, chciał mieć ciemnymi i podległymi, sprowadzić nasze umysłowe istnienie do troski o powszednie żarcie, łach na grzbiet, kąt do spania, odciąć od historycznej ciągłości, poczucia wspólnoty kulturowej, zabić w nas dumę i wyższość moralną. (…)
    Wielu nam pomagało drobiazgami, które często decydowały o powodzeniu sprawy. Pracownicy zamkniętych bibliotek dostarczali nam podręczniki i ukrywali dokumentację. Mieliśmy swoich zaufanych, którzy wiedzieli o każdym z nas, prowadzili tajny indeks, notowali pozdawane egzaminy. Takim człowiekiem ogromnych zasług był Tadeusz Ulewicz, drobny, ruchliwy jak pchła, niepozorny, chłopięcy, o niezwykłym męstwie i gotowości do mądrego ryzyka. Książki dostawaliśmy od antykwariusza i wydawcy Stefana Kamińskiego, który prowadził także akcję pomocy dla pisarzy, kupował maszynopisy, był człowiekiem wielkiego serca.
    Ja przed wojną wcale nie byłem zbyt pilnym studentem. Zacząłem prawo, potem przeniosłem się na filologię polską, starannie omijając owe obrzydliwości jakie dla mnie stanowiły: gramatyka historyczna i opisowa, starocerkiewno-słowiański… A w czasie wojny je zdałem i to z wynikiem dobrym. Wprawdzie pracę magisterską ukończyłem dopiero po wojnie, we Wrocławiu, jednak jestem wolny od kompleksów niedouczka, nie przemykam się chyłkiem przed bramami na Krakowskiem, bo nawet przez rok lekkomyślnie pozwolono mi tam wykładać literaturę, bardzo po swojemu i dzięki temu mogłem przywołać cienie tych, których przez lata topiono programowo w mrok zapomnienia.
    Dziś dopiero mogę lepiej ocenić zasługi moich profesorów, przekonać się, ile im zawdzięczam, może nawet nie wiedzę wtłoczoną do mojej głowy tu chodzi, raczej o śmiałość myślenia, odwagę przeciwstawiania się obiegowym sądom, rozumne poczucie odpowiedzialności za głoszone słowo i zdolność do wytrzymywania poza stadem, upór w dawaniu świadectwa prawdzie, bez względu kto mnie będzie potępiał i komu się narażę. (…)Z wielką serdecznością, i nie wstydziłbym się tego egzaltowanego uczucia, z miłością, myślę o tych, którzy w latach okupacji pełnili służbę w tajnym nauczaniu, szli do więzienia, konali za drutami lagrów, zagłodzeni, miażdżeni  pracą ponad siły. I nie przepisywali sobie szczególnych zasług, ani nie chwalili się odwagą, a czasem i bohaterstwem. Szli naprzeciw ostatecznej próbie równie swobodnie, jakby szli po Plantach ku przeświecającemu czerwoną cegłą w zieleni kasztanów gmaszysku Jagiellońskiego Uniwersytetu. (…)
    Myślę, że już najwyższa pora, żeby zebrać relacje uczestników tajnego nauczania, wydać pamiętniki, dokonać naukowego zwiadu pod tym niedocenionym i pokrytym mrokiem zapomnienia obszarze naszej zbiorowej historii. Pora oddać im nie tylko należny hołd, ale i utrwalić wzory, przykłady mądrej walki i przekazać te godne pamięci tradycje w umysły i serca młodego pokolenia.
     
     









    6 styczeń 2011 r.
    - 19 styczeń 2011 r.
    @
    Layout i system zarządzania treścią wykonane przez: Lemon IT © 2005