2 stycznia
1944r na Bołdurach
Kazimierz Tymczyszyn
W tym swoim liście chcę opisać co widziałem i przeżyłem w czasie
II Wojny Światowej od Ukraińskich Nacjonalistów.
Zwracam się w ten sposób:
Drodzy Państwo, bo nie
wiem komu ten list popadnie w ręce i jak będzie wykorzystany. A może trafi
do kosza, bo mam takie wątpliwości i zastrzeżenia do (obecnych) Najwyższych
Władz Polskich, dlatego że w Sejmie i Senacie popierają, żeby potępić
Akcję Wisła itd.
Okazyjnie dostałem Czasopismo Historyczno Publikacyjne „Na Rubieży”(12)1995
Wrocław. W tym piśmie pisze, że są poszukiwani świadkowie zbrodni na
Kresach Wschodnich. To dotyczy Wołynia i Galicji, a tak dokładniej woj.
Lwowskie, Tarnopolskie i wszystkie miasta i wioski na terenie Kresów
Wschodniej Polski.
Drodzy Państwo, żeby nie być gołosłownym (anonimowym) świadkiem
przedstawiam się kto ja jestem; nazywam się Tymczyszyn Kazimierz ur. dnia
5/10/1923r w Bołdurach
Gmina Leszniów pow. Brody woj. Tarnopol. Na
potwierdzenie do tego pisma dołączam dwa Świadectwa (ksero) z 3-go i 4-go
roku mojej nauki w szkole w Bołdurach. To już powinno być chyba wiarygodne.
Moi drodzy jak wszyscy wiemy, że na Kresach Wschodnich była ludność
mieszana. Żyli tam od lat takzwani Rusini, Polacy, Żydzi, Czesi i Niemcy.
Jak wiem z opowiadania starszych ludzi do I-szej Wojny Światowej nikt tam nie
słyszał o Ukraińcach. Aż pod koniec I-szej Wojny
Światowej zaczęli się rodzić Ukraińcy Nacjonaliści w Galicji a
przeważnie we Lwowie. Zaczęli siebie nazywać Ukraińcami. Tak się zaczął
zalążek Nacjonalizmu Ukraińskiego przeważnie we Lwowie.
Sama ludność Polacy, Rusini
i reszta narodowości do II Wojny Świat. żyli bardzo w zgodzie, razem
się żenili, jedni drugim pomagali, tak że nie było żadnej różnicy ani
nienawiści w codziennym życiu społecznym w miastach i wsiach.
Ale przed 1939r kiedy już się zrodził ten Nacjonalizm Ukraiński we
Lwowie zaraz zaczął przenosić się do innych miast, miasteczek i na wieś,
zaczęli siebie nazywać Ukraińcami i uprawiać politykę. Ale przed 1939r
ich tam nazywano „politykańci” i będę używał tu tę nazwę „politykańci
ukraińscy”. Więc ci „politykańci ukraińscy”
jak przybrali na sile w organizowaniu się we Lwowie i innych miastach od razu
zaczęli swoją politykę przenosić na wieś i na każdej wiosce znaleźli się
tacy zapalczywi politykańci, na każdej wsi było ich 2-ch ,4-ch i więcej.
Oni zaczęli organizować w swoich świetlicach (tzw. czytelniach) ukrywane
zebrania polityczne przeciw Polakom i Polsce. Zaczęli bałamucić tym Rusinom
w głowie, że oni są Ukraińcy, że musi być Samostija Ukraina. Tak, że
zaczęli mieć i siać nienawiść do Polaków i Polski.
Tak pomału się rodził ten Nacjonalizm (ukraiński). I w naszej wsi
Bołdury było takich dwóch głównych ukaińskich politykantów; 1-szy; Iśkiw
Fidiko, a 2-gi; Sawkiw Prokip. A Polska na to wszystko patrzyła i sobie
lekceważyła, (Rząd Poski).
I stało się, nadszedł 1939r wybuchła wojna, Niemcy Hitlerowskie
atakują Polskę z Zachodu a Sowieci ze wschodu wykańczają Polskę. A Ukraińscy
Politykańci górą, wykorzystują swoje możliwości. Po wkroczeniu Czerwonej
Armii, każdy Ukrainiec mężczyzna w pełni siły, nałożył na rękę
czerwoną opaskę, otrzymali polskie karabiny i już są Milicją na usługi
Sowietom.
Zaczęli mówić „ nech bude hirszyj, ały hynszyj, aby ne Polsza”.
Polska w rozsypce bitwy przegrywa. Żołnierze wracają do domu, a „ukraińscy
politykanci” po drogach zaczęli rozbrajać Polskich Żołnierzy. Zabierali
broń i zdzierali mundury i to wszystko już chowali i dużo zabijali Polskich
Żołnierzy, a ciała zaciągali na polach w kartofle, w te kąty żeby nie było
widać tych ciał. Po ogłoszeniu, że już jest Sowiecka Władza, Polski
już nie ma, Politykańci Ukraińscy od razu zaczęli przygotowywać
listy Polaków dla Sowietów, kto co robił i kim był.
Spisy podano Sowietom wszystkich Polskich osadników, Sołtysów, Leśników,
Nauczycieli i wszystką Polską Inteligencję. A Sowieccy Impreligenci co raz
przyjeżdżali na wieś i robili „mityngi” i wszystkie spisy mieli gotowe,
kogo mają zamknąć lub wywieżć na Sybir, to robili z Polakami co chcieli.
W 1940r na 1-go Maja w naszej wsi, w Bołdurach zorganizowano wielki
Wiec Polityczny, byli przedstawiciele Sowieccy, przyjechali z Brodów, którzy
zabierali głos, a miejscowy zaawansowany Politykant -Iśkiw Fidiko wygłosił
wielkie przemówienie, bardzo podkreślił w swoim przemówieniu jakie im robiła
Polska krzywdy. Zmyślał Bóg wie co i przemawiał, że Polacy w 1939r brali
i wieszali po 10 ludzi kolczastym drutem i wrzucali do rzeki Bug.
Tak,
że my wszyscy Polacy słysząc to oszczerstwo po cichu zapłakali. Jak
tak można kłamać i oczerniać tą niewinną Polskę.
A
Władza Sowiecka według tych wskazań i spisanych list przez Ukraińców zaczęła
Polską Inteligencję, ludzi uczonych aresztować i wywozić na Sybir. A masową
wywózkę Polaków na Sybir rozpoczęto w Lutym 1940r.
W
taki sposób od 1939r. Ukraińscy politycy (Nacjonaliści) zaczęli niszczyć
Polaków na Kresach Wschodniej Polski.
Następnie
wybuchła wojna Niemiecko-Sowiecka, na te tereny wkroczyły Niemcy. I znowu
Ukraińcy mieli pole do popisu niszcząc Żydów i Polaków.
I
dalej się zaczęło, Lwowscy politycy najpierw zorganizowali na Wołyniu
bandy mordercze Bulbowców, Banderowców itd. i zaczęto masowo na Wołyniu
mordować Polaków w bestialski sposób. Wszystkie zagrody Polaków palono,
ludność zabijano, a nawet żywcem wrzucano do ognia, do studni, dzieci
nadziewano na kołki, podrzynano gardła, odcinano języki, kobietom odcinano
piersi, tak że w różny bestialski sposób wyniszczano Polską Ludność.
Pytanie
dla mnie skąd ja to wiem, że tak o tym piszę? Jakiejś części ludziom z
Wołynia z kierunku Łudzka, Beresteczka i tam dalej, udało się uciec przez
granicę Wołyńsko-Galicyjską przez Leszniów do Brodów, a z Brodów wyjeżdżali
do Centralnej Polski lub do Niemiec. My Polacy z tymi ludżmi często
spotykali się i rozmawiali. Ci ludzie uciekinierzy to wszystko nam opowiadali
i mówili do nas, że wy Polacy czym prędzej wyjeżdżajcie bo i u was będzie
to samo co się dzieje na Wołyniu.
Ale to nie było takie łatwe wszystko opuścić i gdzieś
iść w nieznane.
Wreszcie
kończy się 1943r. Nastąpił 1944 rok 1-go Stycznia sobota. Niedziela 2-go
Stycznia w 1944r silnie
zorganizowana banda Banderowców napada na naszą wieś Bołdury.
Ponieważ na Bołdurach zamieszkiwała większość
rodzin polskich i było więcej Polaków, zorganizowano sposób napaści 2-go
Stycznia 1944r. Niedziela wieczorem, Banderowcy okrążyli na zewnątrz całą
wieś, żeby nikt nie mógł ze wsi uciec. Wszystkie Zagrody Polskie zostały
momentalnie dodatkowo obstawione banderowcami po zęby uzbrojonymi.
Wieś
Bołdury była bardzo duża i rozległa, składała się z przysiółków;
1/ Centrum wsi nazywała się Froj. 2/ Wpust, 3/ pod Górą, 4/ Zrąb 5/ Kątek
6/ Zapotok (mój przysiółek)
Wieś
Bołdury razem liczyła około 180 numerów, a mieszkańców około
1000 ( tysiąc) osób, większość Polaków.
Ja
mieszkałem z Rodzicami Zapotokiem, nasz Dom był pierwszy na skraju przysiółka.
Obok Zapotoku są lasy i wielki obszar łąk co się
nazywa Czarny Las. W czasie rozpoczętej akcji napadu na tych łąkach
Czarnego Lasu stało kilka kompanii uzbrojonych Banderowców w pogotowiu i tam
się ćwiczyły. Do wewnątrz Zapotoku i całej wsi błyskawicznie weszły drużyny
morderców, które dokonywały morderstw Polaków. Każda grupa mordercza
liczyła 8-10 osób i przewodnika z naszej wsi, żeby pokazywał
zagrody polskie i kto jest Polakiem.
W tym
dniu 2/01/1944r z rana mój Ojciec z Córką Bronisławą 12 lat, pojechał do
Brodów do znajomych. Zawiózł trochę tym znajomym żywności i córkę
Bronisławę zostawił tam w Brodach. Wrócił pod wieczór do domu, konie ja
wyprzągłem, zafurtował, wóz zatoczył do wozowni i poszliśmy do
mieszkania. Zdążyliśmy zjeść kolację, w mieszkaniu było zapalone światło,
okna zasłonięte.
Naraz
usłyszeliśmy jakby strzał, ja skoczyłem do okna uchyliłem zasłonę,
zobaczyć co się dzieje na dworze i zobaczyłem jak jest obstawiona
banderowcami nasza zagroda i sąsiadów. Jeden od drugiego około 20m. Jak oni
zobaczyli, że ktoś zagląda przez okno prędko przysiedli do ziemi.
Na całej wsi już była strzelanina jak na froncie. Nas
było troje w mieszkaniu.
Tato, Mama i ja Syn. Jak ja to wszystko zobaczyłem i usłyszałem
zdążyłem krzyknąć do Rodziców: szybko uciekać! Ja byłem w butach i
swetrze, chwyciłem za swój płaszcz z szyneli i czapkę, wybiegłem na próg
domu.
Na
dworze straszna strzelanina, rzuciłem oczyma czy ktoś nie idzie do domu.
Skierowałem się przez wrota w ogród w kierunku parę metrów do płotu
pasieki, w tym momencie już usłyszałem głosy banderowców na progu domu do
Ojca; „ne wtikaty i ne zamykaty”. Tato w tym czasie drzwi przymknął, a
sam skrył się za drzwiami w korytarzu przy workach ze zbożem, które tam
stały. Banderowcy drzwi odbili, weszli do korytarza. Od razu do Ojca padło z
automatu dwa strzały, ja od razu usłyszałem śmiertelny przewlekły głos
Ojca „OJ” Już od razu wiedziałem, że Ojciec zabity, długi korytarz do
kuchni, w mieszkaniu padło drugie dwa strzały z automatu, od razu pomyślałem;
już i Mamy nie ma.
Ja w tym
czasie wlazłem przez gęsty pleciony płot do pasieki i przyczaiłem się
przy ulu, który stał przy płocie, co było w odległości od wejścia do
mieszkania około 20 metrów. Po tych strzałach w mieszkaniu usłyszałem hałasowanie
i wychodzenie z mieszkania tej grupy morderczej, poszli kolejno do następnych
sąsiadów.
Zapotok
liczył 12-cie numerów, nasz dom stał na skraju pierwszy od Czarnego
Lasu, więc ta grupa mordercza Banderowców około 8-10
osób od naszego domu szła dom
po domu naszego przysiółka Zapotok i kogo dopadli, każdego zamordowali.
Mój
Ojciec Józef Tymczyszyn był pierwszy zabity, drugi Antoni Tymczyszyn
bestialsko był mordowany u progu wejścia do domu, a jego żona Karolina
Tymczyszyn została żywcem spalona. To wszystko widział ich syn 13-letni
Stanisław, gdyż skrył się za drzwiami otwartymi z kuchni do pokoju.
W
dalszej kolejności zamordowany Franciszek Sztaba z żoną Anastazją, a
staruszkę matkę Franciszka nie dobito, wrzucono w podwórku
do piwnicy, która tam skończyła życie. Następnie starszy Paweł
Tymczyszyn, który był chory na grypę leżał w łóżku, został zarżnięty
nożem, a żona zabita. Na końcu
Przysiółka
Zapotoku zamordowano Wojciecha Skrzypickiego z żoną Anną Skrzypicką i
Makara Pilipca. Razem za Potokiem zamordowano 10 osób, a w całej wsi Bołdurach
tamtej nocy zamordowano około 50
osób.
Nadal akcja
mordercza trwała, w całej wsi duża strzelanina. Obstawa zagród
Banderowcami nadal stoi i strzelają, jest zima, zimno, już nie mogę
wytrzymać w tym zaczajeniu przy płocie i tym ulu, próbuję podejść do
budynku żeby się schronić w budynku może będzie cieplej, ale nie mogę,
tylko co chcę się ruszyć, to na kilka naście metrów ode mnie padają
strzały od tej obstawy i cierpliwie czekam.
Nareszcie
ta grupa mordercza gdy doszła do końca naszego przysiółka Zapotok, dała
sygnał trzykrotnie głośno zagwizdano gwizdkiem, po tym gwizdku z łąk
Czarnego lasu, grupy uzbrojone banderowców, jedna po drugiej maszerowały do
wsi, następnie te wszystkie obstawy pojedyncze i formowali z mężczyznami i
z kobietami co stały w lesie i po drogach. Wszyscy wkroczyli do zagród i
wszystko z domów zabierali ładowali na wozy, którymi przyjechali jak również
w każdym polskim gospodarstwie była para koni i wóz, tak wszystkie wozy z
końmi zabrano, naładowano wszystkiego z domów, w chlewach gdzie były świne
zabijano i zabierano na wozy.
Ta
grupa mordercza też wróciła wszędzie po zakątkach domowych. Zaglądali,
strzelali czy ktoś tam się nie ukrył, do piwnic wrzucali granaty. Głośno
wydając rozkazy przez jednego o nazwisko Tymko, do którego co raz zwracali
się z pytaniami, Tymko co dalej mamy robić? I padł głos „zaprahaty wsi
koni wyjeżdzaty i pałyty”. W tym momencie wytworzył się bardzo głośny
ruch, szum, turkot wyjeżdzających wozów, dalsza strzelanina. Naraz od
naszego domu, na skraju błysnął ogień ze wszystkich stron. Od razu
wszystko się pali, budynki były kryte słomą łatwo palne. W tym momencie błysk
ognia z naszej krajnej zagrody od Czarnego Lasu był sygnałem „palić całą
wieś” i od razu stanęła w płomieniach cała wieś.
Cała wieś
się pali, jest noc koło północy przy tym blasku od ognia bardzo wszystko
widać co się dzieje. Wszystkie wozy wyjechały załadowane ze zdobyczą, mężczyzni
i kobiety głośno hałasując cieszą się dokonaniem morderstwa na Lachach.
Za wyjazdem wszystkich wozów, wszystka obstawa uzbrojonych Banderowców.
Rozpuściła talierę jeden od
drugiego o kilkanaście metrów i wymarsz na wieś.
Ja
nadal trwam zaczajony w swoim ukryciu, obok mnie około 10-15 metrów idzie
Banderowiec z bagnetem na karabinie trzymając naprzeciw siebie. Ja struchlałem,
myślę już koniec ze mną. Ale Bogu dzięki on mnie nie zauważył, przeszedł
i poszedł dalej. Wreszcie wszyscy poszli dalej na wieś, chwilowo zrobiła się
cisza, ja patrzę po drugiej stronie pasieki ktoś idzie. Ja się przyglądam,
a to moja Mama. Ja prędko zbliżyłem się do Mamy, patrzę Mama w papciach
prawie bosa, lekko ubrana jak przy kuchni. Pytam : Mamo jak tyś im uciekła z
pod rąk?
A
Mama mówi ; jak tyś prędko uciekł, a Tato za tobą, a ja za Tatem z kuchni
i jak usłyszałam, że Tata już mordują i strzelają, tak ja prędko do
kuchni, ze strachem dwoma rękoma mocno uderzyłam w ramę okna, okno się
posypało, ja do góry nogami wyleciałam przez okno na ogród, a oni za mną
dali dwa strzały, bo, że ktoś ucieka z mieszkania. Ja dalej zaczęłam
uciekać skrycie przy budynkach, a ci bandyci z obstawy zaczęli biec za mną
w moim kierunku. Ja przy budynku zahaczyłam się spódnicą o jakiś drut i
przystałam, a oni mnie zgubili i pobiegli dalej, a ja prędko przez parkan
(taki drewniany) przelazłam, weszłam na podwórze i weszłam do stajni do
koni. Wlazłam do głębokich jaseł, tam gdzie wrzucano siano do jedzenia
koniom i przykryłam się sianem. Jak zabierali konie ze stajni, Bogu dzięki
mnie nie zuważyli. Jak budynki zaczęły się palić, ja prędko uciekłam na
podwórze, z podwórza zdążyłam przyjść do pasieki, a po drodze otworzyłam
drzwi do jednej stajni, które były zamknięte, a tam była krowa z
cielakiem.
I tak
w pasiece spotkałem się z Mamą. Zima, jest zimno, Mama nie ubrana, w
papciach. Ja miałem schowane swoje lepsze buty w ulu i kurtkę suknianą, prędko
to wyciągnąłem, Mama się uzuła w te buty i ubrała się w kurtkę.
Pytanie? Co robić dalej? Noc, budynki dogorywają, jest chwilowo cisza. Podjąłem
z Mamą szybką decyzję, las był blisko, uciekamy do lasu, dobiegliśmy do
lasu, nikogo po drodze nie było tylko zuważyliśmy sąsiednią staruszkę
staruszkę Annę Tymczyszyn, która leżała skryta w ogrodzie w głębokiej
brużdzie i w tym czasie ona się podjęła i otrzepywała się ze śniegu.
Myśmy doszli do lasu, na skraju lasu był bardzo
zdeptany śnieg przez bandę. My udali się dalej w głąb lasu i tam się
skryli. Po pewnym czasie gdzieś po północy Banderowcy wracają i gdzie
jeszcze jaki budynek został podpalają i na wiatr nadal strzelają. Wyjeżdżają
z naszej wsi na wszystkie strony rozjeżdżają się. Ja z Mamą trwaliśmy w
tym lesie aż do rana, białego dnia, gdy zrobił się dzień zaczęliśmy
podchodzić do swojego domu, którego już nie było.
Wszystko
zostało spalone, jeden zapach sfondu ze spalonych ludzi i zwierząt jak
krowy, świnie, kury itp.
Tato
został spalony, od razu nie było poznać, w którym miejscu. Po kilku dniach
udało mi się tam pojechać i zobaczyć szczątki po spalonym moim Ojcu.
Odnalazłem
na tym spalenisku domu, małą kupeczkę takiego białego popiołu, w tym
popiele były małe cząsteczki niedopalonych kości.
Jak również
pomordowani ludzie na naszym przysiółku i w całej wsi, część ciał tych
ludzi została spalona jak mój Ojciec, ale część ciał tych ludzi nie
zostały całkiem spalone, ale jakoś część tych ciał leżała z oddala od
tych spalenisk, porozciągane. Niektóre zostały przez kogoś pogrzebane przy
naszej Polskiej Kaplicy ( Matki Boskiej Różańcowej), a pozostałe szczątki
spalonych ciał i popiół porozwiewał wiatr.
Dalsza
decyzja : uciekamy do Brodów, oddalonych od naszej wsi około 12-14km., ale
patrzymy chodzi jedna nasza krowa po ogrodzie. Ma poopalaną sierść na głowie,
uszach, chodzi i ryczy. Za chwilę patrzymy wychodzi z lasu druga nasza krowa
z 2-dwu tyg. cielęciem. Nasze krowy ocalały dlatego, że nie były uwiązane
w stajni, a kto miał uwiązane krowy w stajni to wszystkie się popaliły.
Tak ja prędko odnalazłem w spalenisku łańcuchy, krowom na rogi i w drogę
do Brodów. Kto został żywy z Polaków i wszyscy Ukraińcy, uciekają ze
wsi, po drodze nikt do nikogo nie odzywa się.
Ja z
Mamą i z dwoma krowami i z cielakiem jakoś dotarlismy do tych Brodów. Krowy
były dojne, co bardzo nam się przydało bo mieliśmy co jeść i dużo
ratować ludzi z dziećmi tym naszym mlekiem. Zamieszkaliśmy w Brodach w byłym
Getcie po Żydach. Domy w Getcie częściowo jeszcze były, ale bardzo
zniszczone, a reszta było wszystko spalone. Ja zaraz w Brodach zrobiłem małą
trumienkę, wykorzystałem okazję by tam pojechać na Bołdury na swoje
spalenisko. Do tej trumienki pozbierałem ten popiół i szczątki po spalonym
Ojcu i zdążyłem to zanieść postawić pod Kaplicą, bo nie było możliwości
pogrzebać do ziemi.
Po
napadzie na Bołdury 2/01/1944r za kilkanaście dni gdzieś pod koniec
stycznia 1944r. dokonali Banderowcy drugi napad na te domy co były stały
blisko zabudowań Ukraińców. W pierwszym napadzie ich z tego względu nie
spalono, to do tych domów Polacy dojeżdżali i co mogli to zabierali. To
Banderowcy zrobili jeszcze drugi napad i spalili resztę polskich zabudowań,
żeby Polacy nie mieli do czego tam przyjeżdżać i w tym drugim napadzie złapali
3-y osoby i zamordowali.
W marcu
1944r zbliżył się Front Rosyjsko-Niemiecki pod same Brody, a nawet częściowo
Armia Rosyjska wkroczyła do Brodów, co póżniej się wycofała i stanął
Front na przedmieściach Brodów. Niemcy ludność wypędzają z miasta na
stację, ładują do wagonów towarowych i wywożą. Jest panika, część
ludzi bierze ryzyko i przedostaje się przez 1-szą linię frontu do Ruskich.
Tak i nam trojgu ; Mama, Siostra i Ja i sąsiednich 2-ch chłopaków udało się
przejść linię frontu na stronę Wojsk Radzieckich w kierunku Smulna na Łahodów.
Tak, że ze sobą już nic nie mieliśmy, tak jak stali, tak z gołymi rękami
uciekaliśmy od Niemców. Od razu znależliśmy się pod Ruskimi, innego wyjścia
nie mieliśmy.
Dalszy
los naszego życia we troje toczył się w chłodzie i głodzie. Ale dzięki
Rosyjskiej Armii, która w tamtym czasie traktowała Polaków jak Rodziny
Polskie, bardzo dobrze, po sprawdzeniu nas, że my jesteśmy Polacy, to nas
przygarnęli, nakarmili i mówili nam, żeby my od wojska nie oddalali się,
bo Was pomordują bandziory. A ty „mołodoj człowiek pajdiosz w Armju”.
Dalsza wędrówka, wieś po wsi, aż doszliśmy do naszej wsi Bołdury, wtedy
dopiero stojącą, przez kogoś otwartą trumienkę z małą ilością szczątek
mojego Ojca, ja pogrzebałem na cmentarzu koło naszej Polskiej Kaplicy.
Dalej
doszliśmy do Leszniowa naszej Parafii. Tam był Klasztor Ojców Bernardynów
gdzie mogliśmy się schronić. W tym Klasztorze
w Leszniowie dużo Polaków znalazło schronienie i tam przeżyli ciężkie
tragiczne chwile. Ja dopytywałem się żołnierzy
Czerwonej Armii, jaka tam w Rosji jest Polska Armia? Od razu mnie
poinformował oficer Ruskiej Armii, że w Rosji powstał Związek Patriotów
Polskich i organizują Polską Armię. Jeżeli ty jesteś Polak i chcesz iść
do Polskiej Armii musisz zgłosić się tu na tyłach frontu do Wojenkomantu i
tam skierują Was do Polskiej Armii, jeżeli nie będziecie się zgłaszać do
Polskiej Armii, to i tak wszystkich młodych mężczyzn zabiorą do Ruskiej
Armii, a złapią w kryjówce od razu kula w łeb, bo jesteś bandziorą i tak
robili, bo byłem świadkiem naocznym, jak bandziorów wykrywali w kryjówkach
i od razu rozstrzeliwali. Więc w Leszniowie zebrała się nas grupa około
20-tu Polaków zgłosiliśmy się do Wojenkomantu, tam nas skierowano do Sum,
tam gdzie w tym czasie organizowała się Polska Armia.
W ten sposób
ja i wszyscy Polacy dostali się do I-szej Polskiej Armii. Co niektóre
jednostki I-szej Armii już walczyły, od Kowla jak również ja w swojej
jednostce; Pierwszy Samodzielny Pułk Mozdzierzy 120m/m, specjalność
zwiadowca. Brałem czynny udział w walkach na Froncie z Niemieckim najeżdzcą.
Jak wyżej wspomniałem spod
Kowla miejscowość Turzysko, aż do rzeki Łaby miejscowość Klitz.
(przeszedłem cały szlak bojowy i byłem dwukrotnie ranny)
Jeszcze
chcę wrócić do tych tragicznie przeżytych morderstw przez UPA na Polskiej
ludności na Kresach Wschodniej Polski.
Bo do
końca 1943r na terenie Galicji były dokonywane napady pojedyncze;
niespodzianie przechwytywali przeważnie młodych mężczyzn wieczorami z
domu, a w dzień przy pracy na polu czy w lesie, gdzie dopadli to zabrali,
zamordowali, gdzie i jak, tego nikt nie wie do dzisiejszego dnia, bo ciał nie
odnaleziono, przez przypadek w naszej miejscowości odnaleziono coś dwa ciała.
A ten napad
na naszą wieś Bołdury, to był 1-szy napad tak potężny po stronie granicy
Wołyńsko-Galicyjskiej, który zapoczątkował dalsze masowe napady w
Galicji. Proszę o tym wiedzieć, pamiętać, o tym pisać, że od 2-go
Stycznia 1944r od napadu na Bołdury przeniosła się wielka siła band UPA na
teren Galicyjski i każdą noc po nocy napadano (napadano bynajmniej na jedną
wieś i więcej ) Polską ludność mordowano, dobytek rabowano i palono.
Póżniej
jak front Rosyjsko-Niemiecki posunął się do Wisły, to w Brodach gazeta
„Czerwone Brody” szeroko opisywała te napady i morderstwa przez bandy UPA
rozpoczęte na tych terenach od Bołdur.
Bardzo były
opisane Bołdury pod tytułem „Czarna Noc na Bołdurach”
Teraz jest pytanie? Dlaczego Polacy nie mogli zorganizować
jakiejś obrony.
Otóż
Polacy organizowali się do obrony, ale mieliśmy bardzo mało broni i tak ta
broń musiała być bardzo dobrze zakonspirowana przed Niemcami, bo Ukraińcy
jak tylko gdzies coś wyczuli, że tam Polacy mogą mieć broń, to zaraz
Policja Ukraińska z Niemcami robiła rewizję. Tak że mieliśmy podwójnych
wrogów w dzień i w nocy. Był taki rozkaz AK, że każdy musi chronić się
sam lub grupowo bo zorganizowanie samoobrony tak jak na Bołdurach w tamtym
czasie nie było możliwe przed tak wielką siłą przeciwnika UPA. Po
napadzie na Bołdury zorganizowano samoobronę w Leszniowie, w Klasztorze i w
innych podobnych miejscowościach. Teraz chcę sprostować to, że w tym piśmie
piszę, że w Leszniowie Klasztor został zniszczony przez Ruskich. To jest błędnie
napisane.
Na początku
maja 1945r Polska Ludność opuściła Klasztor i wyjechała do Brodów, na
wyjazd na Zachód. Zaraz po krótkim czasie, teraz trudno ustalić datę,
gdzieś pod koniec maja, a może nawet sam początek czerwca 1945r w nocy banda UPA zrobiła najazd na pusty Klasztor w Leszniowie.
Wszystkie zabudowania Klasztornej gospodarki; jak duża stodoła, duże
stajnie, spichlerz itp. to wszystko spalili, a sam Klasztor zminowali i całkowicie
został zawalony. Tak, że strasznie głośne wybuchy było słychać aż do
Brodów i wszystkich okolic.
Klasztor w
Leszniowie tam na tej trasie odgrywał wielka rolę obronną i był poważnym
zabytkiem historycznym, po prostu twierdzą Leszniowa, gdzie przez długie
lata różnych klęsk i wojen dawał schronienie ludności, bo był ogrodzony
wysokimi murami, a na zewnątrz obwarowany potężnymi wałami, dlatego
stanowił zabytkową twierdzę Leszniowa. Po tym spaleniu i zawaleniu
Klasztoru miejscowa ukraińska ludność, wszyskie mury obronne rozebrała.
Jak zawalony Klasztor rozebrała, a z kościoła zdarli blachę, rozebrali cały
dach, pozostała tylko wieża i mury Kościoła. Wspomnę o tym, że po tej
operacji banderowskiej na Klasztor zaraz przyjechali Ruscy, zrobili miting, od
18 lat mogli uczestniczyć słuchacze tego mitingu, gdyż Ruscy bardzo blużnili,
używali różnych słów: dlaczego miejscowa ludność ukraińska dopuściła,
że zniszczyli taki zabytkowy i potrzebny Monastyr?, to jest Klasztor. A
Banderowcom chodziło o to, żeby Ruscy nie mieli gdzie przyjeżdżać i
stacjonować, żeby Banderom nie przeszkadzać, bo tam jest główny trakt
przez Leszniów, Beresteczko i Brody. To dlatego oni to zniszczyli.
Proszę Państwa
jak nam wszystkim Polakom, Ukraińcy na Ukrainie, w Polsce, poza granicami na
Zachodzie wypaczają historię. Kryją to co oni robili z Polską ludnością
i wpajają jak już i wpoili młodemu pokoleniu, że to wszystko robili im
Polacy. Nie chcą do dziś dnia przyznać się do swojej winy i wmawiają młodym,
że oni stawali w swojej obronie. A to wszystko jest nieprawdą.
I dopóki Ukraińcy nie powiedzą, że źle robili i muszą
przyznać się do winy i powiedzieć za to zło przepraszamy i prosimy o
przebaczenie, a my Ukraińcy też
przebaczamy Polakom, jak gdy zaistniało to zło, bo Polacy czasami w niektórych
przypadkach też nie pozostali dłużni Ukraińcom. Taka jest prawda.
Proszę Państwa
wysyłam wam trzy zdjęcia z klasztoru i kościoła w Leszniowie, które
posiadam jako pamiątkowe. Na zdjęciu jest pokazane jak wyglądał Klasztor
przed zniszczeniem i jak wyglądał po zniszczeniu, a do dziś dnia to już
nie wiadomo jak wyglądają te resztki ścian kościoła i wieża.
Proszę te zdjęcia wykorzystać i gdzieś przekazać w
odpowiednie miejsce archiwalne, może jeszcze kiedyś i komuś się przydadzą, albo mnie zwrócić. Chcę kończyć
ten mój list, bo pisałbym bez końca na ten temat, jest mi ciężko pisać,
gdyż popełniam dużo pomyłek(gramatycznych) za co bardzo przepraszam a państwu
życzę dużo zdrowia oraz dalszych pomyślności w Waszej pracy,
oraz życzę wszyskiego najlepszego, Szczęść Boże
K. Tymczyszyn
Wołów, Czerwiec 1997
Podaję nazwiska i imiona
Polaków, których pamiętam, zamordowanych
2 stycznia
1944r na Bołdurach,:
Józef Tymczyszyn (mój Ojciec)
Antoni Tymczyszyn
Karolina Tymczyszyn
Franciszek Sztaba
Anastazja Sztaba
(matka Franciszka, imię nie pamiętam)Sztaba
Makar Pilipiec
Paweł Tymczyszyn
Wojciech Skrzypicki
Anna Skrzypicka
Jarema Tymczyszyn
Anna Biegańska
(mąż Anny, imię nie pamiętam)Biegański
Stefan Mołodecki
(żona Stefana, imię nie pamiętam)Mołodecka
(imię nie pamiętam, mąż) Sztaba
(imię nie pamiętam, żona) Sztaba
Michał Pokot
Horyńka Pokot
Helena Pokot
Tekla Pokot
Mikołaj Golinowski
(żona Mikołaja, imię nie pamiętam)Golinowska
Franciszek Zieliński
Stefania Zielińska
Józef Zieliński
Franciszka Zielińska
Józef Grodzki
Aniela Grodzka
Hantoś (przydomek) Tymczyszyn
(żona Hantosia, imię nie pamiętam) Tymczyszyn
Władysław Gośniowski
(ojcic Władysława, imię nie pamiętam) Gośniowski
Tekla Gośniowska
Jan Tymczyszyn
Jan Golinowski
Stefan Tymczyszyn
Piotr Tymczyszyn
Piotr Zwarycz
Tekla
Demko
A pozostałych około 15 osób (z około 50-ciu), które
zostały zamordowane nie pamiętam ich imion i nazwisk. Trudno mi jest dziś
po 50 latach określić (pamiętać) tych osób nazwiska.