POLSKI  

    ENGLISH
 * Strona początkowa
 
 * Lwowska gwara
 * Lwowskie melodie
 * Lwowska Fala
 * UPA - Polemika
 * Kresy w ciemności
 * Koś. Św. M. Magd.
 * W. Poliszczuk
 * Co z tą Polską ?
 * Szkoła im. MM - Lwów
 * Kresy dzisiaj - galeria
 * Obrona Lwowa 1918
 * Pamiętamy ...
 * Białoruś- Dni swobody
 * Krwawa Wigilia
 * Fala nienawiści
 * Zjazd Kresowian
 * Kwestia żydowska
 * Jak było ze zdjęciem
 * Umorzenie ???
 * Teki edukacyjne
 * Zabić po raz drugi
 * Kresowa Księga ...
 * Nauczyciele - Lwów
 * Księża z Wołynia ...
 * Stowarz. "Podkamień"
 * Na kolanach ...
 * Czcić bohaterów ...
 * Przedmowa do ...
 * Kresowa księga ...
 * Nowa historia ...
 * Obrazy J. Lewczaka
 * Propagandowa ofen...
 * Liczenie ofiar ...
 * Legenda o „Birkucie”
 * Ukraińcy 1944 - 56
 * Zagłada Kresów
 * Sprawa Szeptyckiego
 * Bandera
 * Terror. akcje OUN
 * Legenda o Baligrodzie
 * Rzecz o cierpieniach
 * Wigilie Polskie
 * Żniwo nienawiści
 * Historia życia
 * Historia Polski wg. ...
 * Męczennicy Humania
 * Mordy w Nyrkowie
 * Czerwonogród
 
 
 * Czytelnicy piszą ...
 * Czytelnicy piszą cz. 2
 
 * Poszukuję rodziny
 
 
 * Aktualności
 * Informacje
 * Informacje cz. 2
 * Polemiki
 * Polecamy
 
 * Archiwum wiad. 1
 
 * Ważne Adresy
 * Kontakt
 * Linki
 
 * Rok 1939
 * Rok 1940
 * Rok 1941
 * Rok 1942
 * Rok 1943
 *  * 01.43 - 04.43
 *  * 05.43 - 07.43
 *  * 08.43 - 09.43
 *  * 10.43 - 12.43
 * Rok 1944
 *  * 01.44 - 02.44
 *  * 03.44
 *  * 04.44
 *  * 05.44 - 06.44
 *  * 07.44 - 09.44
 *  * 10.44 - 12.44
 * Rok 1945
 *  * 01.45 - 03.45
 *  * 04.45 - 06.45
 *  * 07.45 - 09.45
 *  * 10.45 - 12.45
 * Rok 1946
 * Rok 1947
 * Rok 1948
 * Bibliografia
 
 * Netreba
 * Wywiad S. Srokowski
 * Krwawe zapusty
 * Lwów, Ural, Komi
 * Sąsiedzi z Marcelówki
 * Pierwsze wspomnienia
 * W Mogilnie
 * Pamiętnik Bronisławy
 * Młyny w Horochowie
 * Stasia Stefaniak
 * Józefa Nowak
 * Śpię w ubraniu
 * Na Podolu
 * Huta Stara
 * Msza w Łodzi
 * Bołdury i Leszniów
 * Mord w Maniowie
 * Tej nocy przyszli
 * W Radomiance
 * W wigiliny wieczór
 * Wspomnienia Albiny
 * Milowce
 * Hurby, gmina Buderarz
 * Cepuchy, p. lwowski
 * Milowce, p. Czortków
 * R. Szymanek
 * Z. i R. Schab
 * K. Kowalczyk
 * A. Sienkiewicz
 * Maria Roch
 * M. Sikorski
 * E. Świstowski
 * K. i A. Sidorowicz
 * Byłam Podolanką ...
 * St. Bochenek
 * Aniela Sowa
 * W. Świderski - Kuty
 * Wspomnienia Leokadii
 
 
 
 * woj. tarnopolskie A - J
 * woj. tarnopolskie K - P
 * woj. tarnopolskie R - Ż
 * woj. tarnopolskie dod.
 * woj. tarnop. dod. nr. 2
 * woj. tarnop. dod. nr. 3
 * pow. przemyślański
 
 * woj. lwowskie A - J
 * woj. lwowskie K - P
 * woj. lwowskie R - Ż
 
 * woj. stanisław. A - J
 * woj. stanisław. K - P
 * woj. stanisław. R - Ż
 * woj. stanisław. dod.
 
 * woj. wołyńskie
 
 * woj. lubelskie
 
 * Polegli w walce z UPA
 
 * Wykaz zm. zesłańców
 * Kołdyczewo (Litwa)
 * pow. nowogródzki
 * Baranowicze
 * Olejów
 * Huta Pieniacka
 
 * Zgłoszenia Czytel.
 
 * dzieci - naz. A - B
 * dzieci - naz. C - D
 * dzieci - naz. E - G
 * dzieci - naz. H - J
 * dzieci - naz. K
 * dzieci - naz. L - Ł
 * dzieci - naz. M - O
 * dzieci - naz. P - R
 * dzieci - naz. S - Ś
 * dzieci - naz. T - W
 * dzieci - naz. Z - Ż
 
 * woj. tarnopolskie
 
 * woj. wołyńskie A - J
 * woj. wołyńskie K - M
 * woj. wołyńskie N - R
 * woj. wołyńskie S - Ż
 
 * Galicja wschodnia
 
 * woj. lwowskie
 ** pow. Bóbrka
 ** pow. Brzozów
 ** pow. Dobromil
 ** pow. Drohobycz
 ** pow. Gródek Jag.
 ** pow. Jarosław
 ** pow. Jaworów
 ** pow. Lesko
 ** pow. Lubaczów
 ** pow. Lwów
 ** pow. Mościska
 ** pow. Przemyśl
 ** pow. Rawa Ruska
 ** pow. Rudki
 ** pow. Sambor
 ** pow. Sanok
 ** pow. Sokal
 ** pow. Żółkiew
 
 * woj. stanisławowskie
 ** pow. Dolina
 ** pow. Horodeńka
 ** pow. Kałusz
 ** pow. Kołomyja
 ** pow. Kosów Huculski
 ** pow. Nadworna
 ** pow. Rohatyń
 ** pow. Śniatyń
 ** pow. Stanisławów
 ** pow. Stryj
 ** pow. Tłumacz
 ** pow. Turka
 ** pow. Żydaczów
 
 * woj. tarnopolskie
 ** pow. Borszów
 ** pow. Brody
 ** pow. Brzeżany
 ** pow. Buczacz
 ** pow. Czortków
 ** pow. Kamionka S.
 ** pow. Kopyczyńce
 ** pow. Podhajce
 ** pow. Przemyśl
 ** pow. Radziechów
 ** pow. Skałat
 ** pow. Tarnopol
 ** pow. Trembowla
 ** pow. Zaleszczyki
 ** pow. Zbaraż
 ** pow. Złoczów
 
 * woj. wołyńskie
 
 
 
 * Historia Kresów
 * Widoki Polski N. Orda
 * Drohobycz 1919-29
 * Kaźń Prof. lwowskich
 * Cm. Obrońców Lwowa
 * Cm.Obr.Lwowa-galeria
 * Cm. Łyczakowski
 * Cm. Łyczak.-galeria
 * Kamien. Pod. -galeria
 * XIII Zjazd Kresowian
 

GENEALOGIA

 

Genealogia

Poszukiwanie przodków

 
 * Więźniowie Pawiaka
 * Więźniowie Dachau
 * Ravensbruck
 * Virtuti Militari
 
 
 * Katalog stron
 * Top Lista
 * Top List

TOP RODZINA Katalog i ranking

Kresy Wschodnie

 

Aktualny PageRank strony ludobojstwo.pl dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO

 

WSTĘP DO ZAGŁADY CZERWONOGRODU

 


Opracowując na prośbę wrocławskiego czasopisma „Na Rubieży" listę zamordowanych i krótki opis tragedii czerwonogrodzkiej w dniu Matki Boskiej Gromnicznej 2 lutego 1945 r. napisałem niniejszą broszurkę „Zagłada Czerwonogrodu". Tematem tym interesowałem się od wielu lat, związany tak uczuciowo z tą uroczą miejscowością, jak i najbliższymi okolicami „Gorącego Podola". Jako rodowity Zaleszczykowianin, wysiedlony przez NKWD w 1940 roku, znalazłem w Czerwonogrodzie tymczasowe schronienie — stąd specjalny sentyment do tych stron, stąd niezapomniane wspomnienia, stąd wreszcie poczucie obowiązku pozostawienia potomnym informacji, jakich nie znajdzie nikt w archiwach, pamiętnikach, czy innej dokumentacji.
„Zagłada Czerwonogrodu" nie jest pełną historią tej 1000-letniej miejscowości. Niniejszy opis stanowi jednak prawdziwy obraz tragedii jaka rozgrywała się podczas wojny na rubieżach międzywojennej Rzeczypospolitej, podobny do wielu innych, których świadkami była ludność polska.
Dziękuję wszystkim Czerwonogrodzianom za otrzymane informacje. Dziękuję wszystkim, którzy pomogli mi w zorganizowaniu tej żałobnej uroczystości, wykonali krzyż i napis.
Dziękuję Czesławie Stachurskiej-Steckiej za obecność z nami w Czerwonogrodzie i objaśnienie tragedii z 1945 roku, której była świadkiem. To Ona, kilka dni po napadzie, opowiedziała mi w Zaleszczykach o tym co się stało niezapomnianej strasznej Nocy Gromnicznej. Gdyby nie pomoc przedstawionych osób, tragedia czerwonogrodzka uległaby zapomnieniu, tak jak zapomniało się już wiele wydarzeń z lat wojny.
Józef Juzwa, Bytom, czerwiec 1996 r.


PIERWSZE NIEPOKOJE.

Szalejąca podczas II wojny eksterminacja ludności polskiej na Kresach, nie ominęła Podola. Pomimo licznych mordów we wsiach zamieszkałych przez ludność mieszaną zapoczątkowanych na większą skalę w roku 1943, Czerwonogród jako jedyna w powiecie zaleszczyckim osada polska, był dla wielu okolicznych Polaków ostoją i pewnym gwarantem spokoju i bezpieczeństwa. Ale z biegiem czasu, gdy niemal w każdej wsi ginęło od kul i noży kilkadziesiąt osób, gdy w Tłustem zamordowano miejscowego proboszcza, księdza dziekana Szkodzińskiego i wikarego księdza Majkę, gdy w Jazłowcu zamordowano proboszcza księdza Kraśnickiego (Czerwonogród należał do dekanatu Jazłowieckiego; m.in. dziekanami Jazłowieckimi byli: ks. Jan Głębocki i ks. Franciszek
Wołoszyński — proboszczowie parafii w Czerwonogrodzie), a w Winiatyńcach napadnięto na księdza Kasperskiego..., zaczął zacieśniać się krąg wokół Czerwonogrodzkiego bastionu.
Jesienią 1944 roku, 2 listopada, podczas napadu na polski przysiółek Czahor koło Nyrkowa, spalono wszystkie domy i zamordowano 26 osób.
Pozwolę sobie przytoczyć wspomnienia córki kierownika szkoły w Nyrkowie Bronisława Stachurskiego, Czesławy (po mężu Steckiej):
Co nocy budził nas krzyk i panika ratujących się. Pojedyncze rodziny polskie
uciekały ze wsi Nyrków do Czerwonogrodu, gdzie tworzyło się coraz
większe skupisko Polaków. Niektórzy tylko na noc schodzili do Czerwonogrodu
a rano wracali do Nyrkowa, do swoich gospodarstw, jeżeli nie zostały
jeszcze spalone. My z ojcem mieszkaliśmy w szkole, chociaż ojciec
już wcześniej otrzymał od banderowców ostrzeżenie: „Ty Lasze proklatyj
nie organizuj Polaków i polskiej szkoły", ale pozostał i uczył nadal (załączam
kopię niekompletnego drugiego ostrzeżenia). Władze sowieckie
nakazały kontynuowanie nauki, więc nie mógł opuścić stanowiska.
Gdy uciekające na noc rodziny wracały rano do Nyrkowa, zaczajeni na
cmentarzu banderowcy strzelali do nich. Tak zabili m.in. żonę naszego
stałego woźnicy panią Kurhaniewiczową z dzieckiem. Przyszedł wreszcie
czas na zlikwidowanie mego ojca i dwóch nauczycielek Rosjanek, przydzielonych
do pracy przez kuratorium.
Dnia l listopada 1944 roku odbywało się w kaplicy cmentarnej nabożeństwo
żałobne z okazji Wszystkich Świętych. Udał się tam mój ojciec z synami
by wziąć w nim udział i pomodlić się nad grobem mojej mamy,
zmarłej w 1935 roku (miałam wtedy 7 lat a bracia 5 i 3). Ja nie mogłam
pójść z nimi z powodu ogromnego ropnia na nodze. Modliłam się w kuchni
trzymając nogę na stołku. Nagle w drzwiach stanęło dwóch uzbrojonych
mężczyzn w wojskowych mundurach, w towarzystwie naszego sołtysa
i zapytali o ojca. Polecili by po powrocie z cmentarza czekał na nich. Po
ich wyjściu usłyszałam dwa strzały. Przestraszyłam się. Pobiegłam do sprzątaczki
z prośbą o powiadomienie o wszystkim ojca, przebywającego na
cmentarzu. Wojskowi powrócili po chwili i do przygotowanego worka
zagarnęli ojcowski strój do polowania. W kancelarii zniszczyli obrazy przywódców
sowieckich. Jak się później dowiedziałam zastrzelili nauczycielkę
Rosjankę i siedzącą przy niej Ukrainkę.
W domu już nie nocowałam, zostając u sprzątaczki. Ostrzeżony ojciec
z braćmi i z księdzem Juraszem przesiedzieli całą noc w kaplicy cmentarnej.
Rano zeszliśmy wszyscy do Czerwonogrodu, do dworku zamieszkałego
przez księżnę Lubomirską. Było tam już wiele rodzin z okolicy. Można
byto jeszcze wyjechać z Czerwonogrodu. Wielu udało się do Zaleszczyk.
Ojciec należał do tajnej organizacji działającej na Kresach Wschodnich.
Musiał pozostać by organizować obronę dla tej garstki Polaków skupionych
w Czerwonogrodzie. Na niego wszyscy liczyli. We wsi zostały tylko
kobiety i dzieci. Zdrowych i zdolnych do służby wojskowej mężczyzn
zabrano do wojska. Walka i obrona Czerwonogrodu stawała się coraz bardziej
nieunikniona. Ojciec szkolił więc nieco w piwnicach zamku i Domu
Ludowego młodzież w strzelaniu, przygotowując się do obrony.

A oto jak wspomina ten okres córka Czerwonogrodzkiego młynarza Szuby, Maria (po mężu Józefowska):

Zabierają wszystkich do wojska w wieku 18-60lat. Zostają tylko niesprawni
i niezbędni — ojciec zostaje kierownikiem młyna, który znów pracuje dla
potrzeb wojska rosyjskiego. Załoga jest przerzedzona, odchodzi do wojska
Kazik Ziółkowski — prawa ręka ojca we młynie, a pracy jest nawał,
młyn pracuje dzień i noc, wielkie ciężarówki stale przywożą ziarno. Gorączkowo
poszukuje się pracowników, w końcu dyrektor z Czortkowa
i sołtys pan Grzybiński (Kulawy) postanawiają zatrudnić braci Owadów,
młodych chłopców, silnych, pracowitych ale głuchoniemych, którzy dotychczas
pracowali w kuźni swojego ojca.
Zatrudniono też kobiety, Kasię Rzepiej (jej mąż został zabrany do wojska)
i jeszcze kilka, których nazwisk nie pamiętam, do szuflowania zboża.
Pani Płucińkiewicz była magazynierem, a pan Żołyński księgowym.
W tym czasie dochodziły już słuchy, że banda ukraińska zamordowała
księdza polskiego, gdzieś tam rodzinę polską, gdzieś znów polską nauczycielkę,
ale zawsze było to tam — gdzieś daleko. Na Wołyniu spalono kilka
wsi, a w okolicach Stryja zabito 40 osób.
Wreszcie „przyszła kolej" na naszą miejscowość i na naszą rodzinę. Nasz
dom napadła banda, w nocy zabrali wszystko co było dla nas cenne i co
można było unieść. Szukali w domu broni krzycząc „ Lachu oddaj broń”,
broni nie znaleźli, gdyż była dobrze ukryta. Rodzicom kazali leżeć na podłodze
twarzą do ziemi, a nas dzieci, nakryto kocami. To było w naszym
domu w Nyrkowie, kazano się nam wynieść z domu w ciągu trzech dni,
bo w przeciwnym razie wrócą i zamordują. To był kolejny szok dla ludności
polskiej z Nyrkowa, Nagórzan, Czerwonogrodu. Przenieśliśmy się do młyna
w Czerwonogrodzie, gdzie był pusty dom po żydowskiej rodzinie Aberbachów 
i tam zamieszkaliśmy.
W czasie frontu ludność wysiedlano około 40 km w tył, domy pozamykano,
czekały na powrót swoich. Jak był front, to patrole wojskowe pilnowały aby
ludność cywilna „nie kręciła" się, za nieposłuszeństwo rozkazom groził Sybir.
Mieszkaliśmy we młynie (w domu po Aberbachu), mama hodowała 40 sztuk 
gęsi, które beztrosko pływały sobie po Dżurynie. Ojciec dzień i noc
doglądał młyna, pracy urządzeń i pracowników. Młyn pracował dla wojska,
ale i ludności cywilnej. Gospodarze furmankami przywozili zboże i każdy
czekał aż przyjdzie jego kolej, wśród gospodarzy byli Polacy i Ukraińcy.
Polacy prosili ojca, aby pospieszył się z pracą, tak by gospodarze mogli
wrócić do swoich domów za dnia — bali się band. Przywozili też mrożące
krew wieści, że w Capowcach, Koszyłowcach, Torskim, Uścieczku w lasach
są pomordowani ludzie. Doszła wieść, że cała kolonia Podśniatyń wymordowana.
Na Dżurynie — za młynem, na zakręcie gdzie woda była głęboka
i wiry, widziano płynących topielców związanych drutem
kolczastym, nagich i ubranych. Ojciec poprosił trzech rosyjskich
oficerów, którzy stali wiecznie na warcie przy młynie, aby pojechać w te
miejsca i sprawdzić wiarygodność tego co mówią ludzie. Nadjechał oficer
enkawudzista z Tłustego i z nim oraz kilkoma żołnierzami, ojciec udał się
konno w te miejsca. To co zobaczyli przeszło ludzkie wyobrażenia, było to
piekło. Mieli łzy w oczach, oficer powiedział ojcu (na uboczu), że ich żołnierzy
banda też zabija, nawet nie wiedzą gdzie są pomordowani.
Mieliśmy wspólnego wroga — Ukraińców, którzy działali z ukrycia, bestialsko,
toteż powstawały pewne nieformalne układy a nawet osobiste przy
jaźnie między ojcem jako kierującym młynem a oficerami rosyjskimi. Oficerowie
rosyjscy przyjechali na te tereny z całymi rodzinami, jednakże
cierpieli tu wielki głód. Ojciec zawoził im mąkę, kaszę, gęsi; żal było dzieci,
kobiet. Pamiętam jak opowiadał, że gdy pojechał do domu kapitana
Zorianowa (który był szefem sztabu „enkawude") to ugoszczono go
„kipietokiem", ku zdziwieniu ojca była to czysta (bez dodatków) wrząca
woda. Ojciec przeprosił, że nie będzie tego pił; proponowano: mamy jeszcze 
kartofle. Wówczas ojciec wyjął to co miał przygotowane na drogę:
chleb, masło, wędzony boczek — dzieci kapitana przybiegły do stołu.
Co jakiś czas ojciec z księgowym wyjeżdżali na narady do Czortkowa, gdzie
odbywały się zjazdy kierowników młynów z całej okolicy. Młyn w Czerwonogrodzie 
był największy i przodował w produkcji. Dzień przed wyjazdem
pan Bruchalski szykował młyńskie konie i ładowano cztery worki mąki,
siedem wypierzonych gęsi, wódkę z gorzelni z Uścieczka, mama upiekła w 
piecu duży chleb i kilka bułek dla dowództwa Rosjan.
Pewnego dnia, kiedy akurat był nawał pracy, ponieważ trzeba było przetransportować
bardzo dużo zboża z wielkiego magazynu do młyna, zjawili
się żołnierze z rozkazem, aby Mikołaj Grzybiński i Michał Szuba stawili
się na „enkawude". Obaj byli dość zdziwieni i trochę zaniepokojeni. Rosjanie
oznajmili, że dostaną broń, amunicję, granaty i zaopatrzeni zostaną
w książeczki wojskowe, na dowód, że są legalną grupą, która ma odpierać
ataki bandy w razie napadu. Członkowie grupy samoobrony, a w końcu
zebrano kilkanaście osób tj. chłopców w wieku od 13-17 lat i kilku starszych
panów, mogli nosić broń przy sobie, ale zamaskowaną. Do grupy
należeli: Kazimierz Dmytruszyński, miał już wówczas prawie 80 lat (był
żołnierzem I wojny światowej) ale wspaniale władał bronią, nauczyciel
Stachurski, Fabian Świderski, pan Domański, J. Rozborski, pan Kamizela,
Ochrynoski, Stecki, M. Wysocki, St. Wysocki, Ryczaj, M. Okoński, St. Wierzbicki,
M. Wierzbicki, F. Glezner, Grzybiński, M. Szuba i chyba pięć kobiet,
nazwisk nie pamiętam, nazwisk młodych chłopców też nie pamiętam z wyjątkiem
St. Popielą, gdyż był najstarszy z najmłodszych w grupie. Wszyscy
dostali broń, książeczki, starsi ćwiczyli młodych posługiwania się bronią.
Napady bandy były coraz częstsze i coraz bliżej, zarówno na Polaków, jak
i wojsko rosyjskie. Banda ukraińska stosowała taki podstęp, że mordowali
żołnierzy rosyjskich, przebierali się w ich mundury z różnymi stopniami,
brali ich konie, legitymacje naklejając tylko swoją fotografię. Toteż na
każdym, kroku należało być przebiegłym, nieufnym, gdyż „pomyłka" mogła
wiele kosztować, był to jeden ze sposobów „ wdarcia” się w szeregi wojsk
rosyjskich, czy dotarcia jako sprzymierzeńcy do tajemnic, odnośnie obrony
przygotowywanych przez Polaków.
Polaków mordowano z wyrafinowanym okrucieństwem: podcinano gardła,
wycinano krzyże na klatce piersiowej, łamano ręce
i nogi, podcinano skórę na szyi, zawijano na kije i ściągano na oczy, ofiar
nie dobijano tylko zostawiano w męczarniach aż do skonania. W Torskim
zamordowano 2O osób i wrzucono do studni. Podobne mordy miały miejsce
w: Uhryńkowcach, Marianpolu, Winiatyńcach, Szczytowcach.
Władze rosyjskie oddziałowi samoobrony Polaków dały nazwę „ istrebitelnyj
batalion", a do jego nadzoru „enkawudzistę" z Tłustego. Początkowo
był to kapitan Zorianow, z którym współpraca układała się dobrze, niestety
zginął w trakcie jednej z obław na bandę. Przyszedł następny, Ukrainiec
spod Kijowa, pełniąc tę funkcję miał dostęp do wszystkich tajemnic
Polaków. Często wychodził na pobliskie wioski, co wzbudziło podejrzenia
Polaków, szybko zorientowali się, że wynosi tajemnice swoim tzn. Ukraińcom.
Od tego czasu Polacy byli powściągliwi i niezbędne wiadomości zachowywali
w ścisłej tajemnicy. Oddział Polaków poszerzał się o osoby,
które dołączały z pobliskich wsi.
Ojciec szukał sprzymierzeńców do odparcia bandy, która była bardzo liczna.
Wojsko rosyjskie, które pilnowało pola zaminowanego w Uścieczku,
w tym celu aby banda nie wysadziła mostu na Dniestrze, też czuło się
bardzo zagrożone (oddział był stosunkowo nieduży i oddalony od swoich).
Umówiono się (na dwa dni przed tragedią) o wzajemną pomoc. Sygnałem
wołającym o pomoc miaro być 5 wystrzelonych rakiet świetlnych
— zielonych. Wojsko rosyjskie, które na wypadek napadu miało udzielić
pomocy był to garnizon z Horodenki.
W tym czasie, tzn. jeszcze przed napadem na Czerwonogród, banda zwana
„gułganami" napadła na kolonię Polaków pod Czahorem, którą stanowiły
cztery gospodarstwa: Kawecki, Zabłocki, Motyczka, Grabowiecki.
Wszystkich zamordowano, udało się tylko podstępem uciec panu Grabowieckiemu, 
który już z tą straszną wiadomością był w Czerwonogrodzie o godzinie 22.
Czerwonogród obserwowany był przez bandę z gór i lasu, w młynie ukraińscy
chłopi mielili zboże dla bandy, ale były też jeszcze inne podchody
(zwiady). Np. do młyna przybiega chłopiec łącznik, aby ojciec oraz pan
Grzybiński, Stachurski, Domański natychmiast przybyli do Domu Ludowego,
bo przyjechał„ enkawudzista " i chce z nimi rozmawiać. Wiadomość
ta wydała się być podejrzana, tym bardziej, że był to człowiek i koń nie
znani wartownikowi, toteż panowie jeszcze w kancelarii młyna obmyślili
różne warianty, gdyż byli przygotowani, że mogła to być również zasadzka.
Szuba i Grzybiński weszli do Domu Ludowego z bronią w ręku i rozkazali
nieznajomemu: „ręce w górę". Ociągał się, Grzybiński rozbroił przybysza
a Stachurski i Domański sprawdzili jego dokumenty, okazuje się, że
to „lejtnant" z Zaleszczyk; nieufni Polacy zamykają go w piwnicy i stawiają
wartę. Pan Domański dzwoni do Tłustego, że chwilowo zatrzymano
wojskowego o takich to a takich danych i proszę o przyjazd stosownych
władz wojskowych. Władza przybyła, sprawdziła dokumenty i zaniemówiła.
Okazało się, że był to Ukrainiec, który miał zabić Szubę, Domańskiego,
Stachurskiego, Grzybińskiego. Przyznał się, że jest z Torskiego i dostał
taki rozkaz, gdyż przesłuchiwano go natychmiast. Dokumenty, którymi
się legitymował pochodziły od zaginionego przed trzema miesiącami żołnierza
rosyjskiego, którego jak teraz okazało się, banda zabiła, wzięła
dokumenty, mundur.



WYJAZD Z CZERWONOGRODU

Potajemnie ojciec Marii Szuby wszedł w kontakt z zaufanym przyjacielem ich rodziny i ten zgodził się zawieść ich wszystkich do Zaleszczyk. Był to Ukrainiec. Przedsięwzięcie było bardzo ryzykowne zarówno dla rodziny Szubów,
jak i dla przewożącego ją Ukraińca. Trzeba było bowiem „przedrzeć" się przez tereny opanowane przez bandę.

Oto jak wspomina to wydarzenie Maria Szuba:

Mieliśmy pojechać do Zaleszczyk, bo tam było bezpiecznie, do wujostwa
Szczęsnych na ulicę Słowackiego. Jechaliśmy wozem, mama siedziała przy
woźnicy ubrana za Ukrainkę, udawała osobę wesołą i rozmawiała po
ukraińsku, wujenka, która była z nami trzymała na ręku małą Terenię, ja
i Bolek byliśmy przykryci na wozie słomą i odmawialiśmy litanię. Ojciec
został w Czerwonogrodzie — pracował we młynie — rozstanie było Krótkie,
ojciec powiedział: „może nie zginiecie, ale ja na pewno". W razie
pomyślnego wyniku akcji, nasz przewoźnik miał przekazać hasło: „Niech Olga zrobi Weretkę".

6 stycznia 1945 roku w święto Trzech Króli banderowcy zaprosili do swej kwatery w lasku Bat'kowa (na skraju Czerwonogrodu) polską delegację na rozmowę. W tym dniu przypadała równocześnie greckokatolicka, czyli ukraińska, wigilia Bożego Narodzenia. Zaproszeni Bronisław Stachurski, kierownik szkoły z Nyrkowa,
oraz dwaj miejscowi mieszkańcy Rozborski i Stecki, udali się do lasu. O czym mówiono, nie wiadomo. Prawdopodobnie przekazano Polakom ultimatum do natychmiastowego opuszczenia Czerwonogrodu, w zamian za spokój. Natychmiastowe wyniesienie się było jednak niemożliwe. Jak i dokąd? Zbliżał się koniec wojny a więc nadzieja na pomyślne rozwiązanie pokojowe problemu. Ludzie chcieli zostać na swojej ojcowiźnie, nie bacząc na nic.
Bronisław Stachurski — przed wojną oficer rezerwy, a podczas okupacji niemieckiej dowódca II kompanii Armii Krajowej obwodu zaleszczyckiego, obejmującej Czerwonogród, Nyrków, Uścieczko, Torskie — wrócił ze spotkania
z banderowcami zamyślony i zdenerwowany. Rozpoczął intensywne przygotowania, do obrony, ze wszystkimi obrońcami.

TA NOC NIESPOKOJNA.

I wreszcie nadszedł dzień grozy, a raczej straszna noc. Ci, którzy przeżyli, zdali sprawozdanie z przeżywanej tragedii. Oddam głos zakonnicy, siostrze Władysławie Sobierajskiej z klasztoru:

Był to pierwszy piątek lutego 1945 roku, w którym wypadł dzień Matki
Boskiej Gromnicznej. Ksiądz kanonik Szczepan Jurasz rano odprawił mszę
św. w naszej kaplicy klasztornej. Zebrało się mnóstwo ludzi z pobliskiej
ulicy w Nyrkowie (...) Później odprawił w Czerwonogrodzie uroczystą mszę
św. Było to wspólne przeżywanie rozstania się z rodzinną parafią, w której
znajdował się cudowny obraz Matki Boskiej (...) Ze łzami w oczach
błagał lud o pomoc i łaski na przyszłe dni, przeczuwając coraz bardziej
niepewność życia. Po tej mszy został w Czerwonogrodzie, gdyż miał grzebać
jednego chłopca zamordowanego w lesie (probostwo mieściło się na
górce obok cmentarza w Nyrkowie). Nam, siostrom polecił, byśmy na noc
przyszły z dziećmi do Czerwonogrodu na dół... Siostra przełożona zdecydowała
jednak, że nie opuści klasztoru. Około godziny 21 słychać było
ruch przejeżdżających sań drogą obok klasztoru. Wystrzelone rakiety
oświeciły cały Czerwonogród. Wtedy zobaczyłam wielu uzbrojonych mężczyzn
z karabinami. Ujrzałam białe postacie z pochodniami jak schodziły
w dół. Patrząc z przerażeniem przez okno, ujrzałam na skraju lasu pierwsze
pożary domów, które miały strzechy słomiane. Ogromny pożar. Wkrótce
strzały karabinowe. Ludzie w popłochu widząc pożary, palące się stodoły,
chlewy, ryczące bydło, ratowali się ucieczką. Nagle napadnięci ginęli
od kuł i noży. Krzyki, jęki i wycia palących się zwierząt dolatywały do
moich uszu.
Nie zapomnę tego do śmierci (...) Wioska otoczona przez miejscowych
banderowców ze wszystkich stron. Miejscowi ludzie wpadali w ich ręce,
gdyż zwoływali ich do siebie. Padały ofiary okrutnie zmasakrowane...


Podobnie opowiadają oblężeni. Pierwsze strzały postawiły na nogi całą wioskę. Czerwonogród otoczony był płonącymi pochodniami. Ze wszystkich stron raziły kule karabinowe. W trzech krańcach wsi wybuchły pożary. Od strony Szutromieniec spalono zabudowania, skąd uciekali ludzie. Jak się okazało spalono tam 8 domów i zginęło 10 osób. Kto żyw wycofywał się do centrum. Paliło się na przeciwległym krańcu tzw. „kącie". Tam spalono 14 domów, zginęło 20 osób. Dom Winiarskich został spalony. Tam zginęła Marta Winiarska. W okolicach Domu Ludowego został ciężko ranny w biodro Bronisław Stachurski. Zniesiony z posterunku przez córkę Czesławę i jej koleżankę bardzo krwawił. Nie mogły zatamować krwi. Tymczasem dwaj młodsi bracia dostępu do wnętrza, gdzie leżał ojciec. Wokół słyszano jęki i strzały. Wreszcie dziewczęta po zaopatrzeniu ojca ratowały innych rannych, których przybywało. Rany były okropne. Między innymi rannemu w brzuch Dmytruszyńskiemu
Cesia Stachurska wyciągała wełnę z kożucha, wplątaną w ranę.

Relacjonuje Czesław Świderski:

Strzelanina i dzikie wrzaski podpalaczy mieszały się ze szczekaniem psów
i ryczeniem bydła w płonących stajniach, a nadto unosiły się jęki mordowanych
ludzi, którzy nie zdążyli uciec z bezpośredniego zagrożenia.
Po pierwszych wystrzałach zacząłem ubierać się. Matka obudziła siostrę,
która nieprzytomnie wstała na łóżku i zwaliła się z jękiem wołając: jestem
raniona w samo serce. Zobaczyłem jak z jej piersi tryskała fontanna krwi.
Oddał do niej strzał bandyta stojący już pod naszym oknem. Za chwilę
banderowcy wpadli do mieszkania, gdzie na podłodze leżała w kałuży krwi
moja siostra Janina. Wyciągnęli z siennika słomę i wokół niej rozpalili
ognisko. Matka w tym czasie skryła się w komórce pod sieczkarnią. Ja
z bratem ukryłem się w drugim mieszkaniu pod piecem gdzie zostaliśmy
zasłonięci przez bandytę szukającego pozostałych mieszkańców domu. Byli
to ludzie znajomi bo od razu rozpoznali moją siostrę, o czym następnego
dnia donieśli mojej babce mieszkającej jeszcze w Nyrkowie.
Po wyjściu bandytów ugasiliśmy płonąca słomę. Za chwilę wpadli drugi
raz i wyciągnęli z drugiego łóżka słomę rozniecając na nowo. Ponownie
ugasiliśmy ogień kładąc siostrę na łóżku. Wtedy bandyci zorientowali się,
że jest ktoś w domu, kto ranną dziewczynę zabrał. Oblali więc dom benzyną,
podpalili i odeszli. Usłyszeliśmy silne chrapanie siostry i ciszę. Wyskoczyliśmy
z płonącego domu obaj z bratem, kryjąc się pomiędzy snopami
kukurydzianki opartej o parkan, gdzie przesiedzieliśmy do rana...
Na trzecim odcinku obrony od tzw. „lewady" bronili się Wysocki Marcin
ze „znariadką", Wierzbicki Marcin z„mauzerem", Dąbrowski Ignacy i Okoński
Marcin z „pepeszami". Ci czterej nie zeszli ze swoich stanowisk, mając
dobrą osłonę za plecami i kładli pokotem każdego, który wyskoczył z lasu
i podążał z zapaloną wiązką słomy do zabudowań. Dopiero kiedy Marcin
Okoński został ranny w szczękę bandyci wdarli się między domostwa. Do
tej pory większość mieszkańców zdołała uciec i skryć się w kościele. Nie
zdążyła uciec jedynie stara Grzebińska i jej córka Maria Sutyk. Jej półtoraroczna
córeczka Hania została znaleziona nazajutrz w kałuży krwi. Zabrała
ją i zaopiekowała się do czasu powrotu z frontu ojca, pani Samogowa.
Marcin Wysocki mimo odniesionej rany w nogę nie zszedł ze swego odcinka
do końca. Po rozwidnieniu się naliczono na tym odcinku 12 kałuż
krwi bandyckiej.
Na czwartym odcinku obrony koło młyna siedział z „diechttierowem " Sowiet
Kowiernik i z„mauzerem" Bronek Owad. Obaj na swoich stanowiskach nie
dopuścili żadnego bandyty, dzięki czemu młyn i ludzie tam ukryci ocaleli.


Ksiądz Jurasz chcąc się schronić w kościele, zastał tam zamknięte drzwi, przez tych którzy znaleźli się tam wcześniej. Ktoś zaprowadził go do pieczary obok świątyni. Niestety nie przeżył nocy. W zdobytym zamku napastnicy zamordowali rodzinę Romachów i wszystkich mieszkańców oficyn. Broniąc dostępu do miasteczka od strony zdobytego zamku zginęli Eugeniusz Bobryk i Ignacy Karasowski, 16 letni Alojzy Glezner został śmiertelnie ranny. Zmarł po napadzie podobnie jak Bronisław Stachurski. Józef Ryczaj zginął koło swego domu, śpiesząc na ratunek żonie i dziecku. Maria Sutyk zginęła trzymając na ręku półtoraroczną córeczkę Hanię. Po napadzie znaleziono dziecko przy zmarłej matce. Przeżyło...
Napastnicy, pomimo znacznej przewagi, nie mogli zdobyć wsi. Zaczęło świtać, gdy usłyszano wołania: „bratia widstupajem" (bracia odstępujemy).

Relacja młynarza Szuby:

Byliśmy przygotowani, gdyż młyn był pod lasem, toteż spodziewaliśmy się, 
że tu odbędzie się pierwsze natarcie bandy.
Przed młynem stało 12 furmanek czekających w kolejce na przemiał. Była
godzina 21:30, młyn pracował na pełnych obrotach, wszyscy pracownicy
na swoich stanowiskach, podwórko młyna oświetlone. Noc była mroźna,
dużo śniegu, ale była też wyjątkowo jasna.
Przyszedł Grzybiński i księgowy Żołyński ze słowami:„ale piękny wieczór,
jasno, dużo śniegu — może przeżyjemy tę noc spokojnie". W powietrzu
była niepokojąca cisza, którą zagłuszał szum wodospadu, cisza z tych,
które zwiastują wielkie nieszczęście. Nagle padły strzały znad wodospadu
na młyn. Powstało zamieszanie, ludzie zaniepokojeni kręcili się przy swoich
wozach, pracownicy wylegli z młyna. Mieliśmy przedostać się do Domu
Ludowego, gdzie był nasz punkt zborny na wypadek napadu. Niestety
było za późno, ponieważ byliśmy pod obstrzałem bandy usytuowanej na
górze, więc i tak czekałaby nas pewna śmierć. Ludzie w panice ukryli się
Każdy gdzie mógł, np. bracia Owadowie ukryli się między walcami i ocaleli,
zginęła tylko Kasia Rzepiej.
Członkowie bandy aby zamaskować się ubrani byli na biało, tylko czarne
punkty na śniegu to ich głowy, kulali się po śniegu w dół z góry. Zaczęła
się prawdziwa masakra, zewsząd dochodził zgiełk, hałas, krzyki ludzi, wołanie
o pomoc. Wszystko się pali; płoną domostwa, plebania, jęki ludzi
mieszają się z rykiem oszalałego bydła, wyciem psów, rżeniem koni, kwikiem
świń. W powietrzu dym, smród — śmiertelna zgroza.
Dochodzą wieści; zamek, który był jednym z miejsc obronnych, jest mocno
atakowany, z zamku obrońcy i ludność, która się schroniła wycofują
się do kościoła — to źle; jeżeli zaatakują kościół to koniec.
Garnizon w Uścieczku przyrzekł pomoc, toteż wysyłam umówiony znak
— wystrzeliwując pięć zielonych rakiet, odpowiedź przyszła natychmiast;
na niebie zajaśniało światło zielone, pięć sygnałów.
Kieruję obroną usytuowaną w Domu Ludowym, gdzie był wyznaczony
punkt zborny dla ludności cywilnej (drugi w zamku i w kościele). Banda
podchodzi coraz bliżej Domu Ludowego, ci co bronili go od zewnątrz,
kryją się teraz w domu; banda naciera. Obrońcy szczelnie ryglują dolne
wejścia i okiennice. Panika wśród chroniącej się tu ludności, krzyki, lament,
płacz dzieci. Obrońcy bronią domu z górnych okien budynku, w końcu
brak amunicji, zostały tylko granaty. Granaty wyrzucane są przez okna
w kierunku bandy, granaty skończyły się — rozpacz. Każdy z obrońców
wyjmuje swój osobisty pistolet, każdy nabój „na wagę złota", zostawiają
sobie po dwa naboje w kieszeni — dla siebie — bo nie oddadzą się żywcem
w ręce wroga. Ale od jakiegoś czasu słychać silne detonacje — co się dzieje?
W kościele, część zgromadzonych tam obrońców walczy dzielnie, nie dopuszczają
wejść bandzie od strony zamku. W kościele jest ksiądz Jurasz
l bardzo dużo ludzi. Detonacje są coraz silniejsze; banda zwołuje się, ucicha
— wycofują się; już dnieje, zbliża się 5 rano.
Cisza poranna, umilkły strzały, napastnicy wycofali się, cisza po tragedii;
ludzie oszaleli z bólu, strachu, rozpaczy wylegli ze „swoich kryjówek „. Nie
ma sił, brak łez by opłakiwać pomordowanych i zgliszcza — cały dorobek
życia, ludzie rozglądają się, nawołują swoich bliskich.
W oficynach zamku znajdują bestialsko zamordowaną rodzinę Romachów
— rozebrano ich, wycięto im krzyże na brzuchach i wycięto napisy „ koniec
lachom", skórę na szyi podcięto i ściągnięto na oczy, nogi i ręce
połamane. Miejsca skrwawione, widać, że umierali w męczarniach.


Opowiada Władysława z Romachów Kucy z Czerwonogrodu:

Urodziłam się w Czerwonogrodzie w 1932 roku w rodzinie Romachów. To 
właśnie moi rodzice i rodzeństwo zostali w okrutny sposób zamordowani
w zamku. Tato miał 39 lat, Mama 37, Siostra Cesia 16, Brat Binio 11. Ja
uciekłam z Ciocią Anielą Szymańską do szkoły tam wraz z naszą nauczycielką
p. Eulallą Wendlową przesiedziałyśmy do rana. A moja Babcia Zofia
Szymańską ukryła się z księdzem Kanonikiem w pieczarze i tam była świadkiem
śmierci księdza, zmarł na atak serca (...) Wysyłam Panu listę zamordowanych
i rannych. Listę sporządziła moja Ciocia Aniela Szymańską w parę
dni po napadzie. Nie wiem czy jest to lista pełna...
Moja Babcia Zofia Szymańską, 67 lat, często opowiadała jak to uciekając
spotkała przy kościele księdza Jurasza, postanowili ukryć się w grocie, znajdującej
się na zboczu wzgórza. Ktoś jeszcze z nimi był, jakiś chłopiec czy
dziewczyna, ale bojąc się, że tam mogą ich znaleźć, odszedł. Babcia została
sama z księdzem. Ksiądz się bardzo bał, trząsł się i powtarzał: „ Pani Szymańską
co będzie jak oni nas tu znajdą?" Babcia pocieszała księdza, że są
bezpieczni. Ksiądz po pewnym czasie zaczął ciężko oddychać, charczeć i przestał
się odzywać. Babcia mówiła, że trwało to dość długo. Ksiądz już nic nie
mówił, tylko dyszał, po pewnym czasie umilkł. Babcia zaczęła go szarpać,
ale już nie żył. I tak z martwym księdzem siedziała do rana. Rano zniesiono
księdza do kościoła i włożono do trumny, nie mieścił się w niej bo była
przygotowana dla chłopca który miał być pochowany 3 lutego.
Moi rodzice uciekli w stronę zamku i tam na dziedzińcu zostali w okrutny
sposób zamordowani. Tato był w wojsku, jesienią 1944 roku został urlopowany,
miał poważną wadę serca, dlatego nie brał udziału w obronie.
Tato zawsze mówił, jeżeli nas napadną uciekamy do parku a stamtąd do
zamku, tam ukryjemy się w lochach. Niestety oni byli tam wcześniej i moja
rodzina wpadła im w ręce. Rozebrali wszystkich do naga, w okrutny
sposób męczyli, świadczą o tym kałuże krwi i krzyki i jęki, które słyszeli
ukryci w sąsiedztwie. Tatę nie spalili a mamę i siostrę Cesię i brata Binia
spalili (...) Ciocia chciała żebym się z nimi pożegnała i na drugi dzień
zaprowadziła mnie pod kościół, tam wokół kościoła leżeli rzędem wszyscy
pomordowani. Ciała złożono do dołu po wapnie......


Zaczęło się znoszenie zamordowanych, opatrywanie rannych. Bilans okropny. Płacz mieszał się z jękami rannych...
Co działo się dalej opisze siostra Władysława:

Nagle zauważyłam, że gromada banderowców zbliża się do klasztoru (...)
Zaczęto walić w drzwi i rąbać siekierami wołając: „Lachy otwórzcie!" Siostra
przełożona odsunęła w kaplicy mensę i nakazała bym weszła tam
z dziećmi. Był to 7 letni chłopczyk, dwie dziewczynki po 12 lat, 18 i 19 lat.
Szybko zasunęła wejście mensą ołtarza i wyszła do zakrystii (...) Gdy wpadli
do kaplicy, zapalili świece i zaczęło się poszukiwanie za nami. Jeden
z nich przybliżył się do ołtarza aby otworzyć tabernakulum, ale został
upomniany (...) Jedna z dziewczynek poznała przez szparę i po głosie, że
był to syn diaka z cerkwi we wsi Nyrków (diak — równoznaczny z organistą
w kościele). Po chwili poszukiwania przystąpili do rąbania drzwi do zakrystii.
Gdy weszli zaczęli się odgrażać, że jako Lachy będą spalone,
zmuszano siostrę przełożoną, by powiedziała gdzie są dzieci, bito ją, zapalono
w kaplicy słomę, ale tliła się bo była mokra. Wyprowadzono siostry
na parter, Słyszałam cztery strzały, które zmasakrowały głowę i twarz
siostry Klary Linowskiej, a siostrze Bronikowskiej wbito nóż w plecy...
Gdy opuszczałyśmy klasztor zaraz była strzelanina z Nagórzan, musiałyśmy
spuszczać się wąwozami. Gdy zeszłyśmy do Czerwonogrodu powitali
nas ludzie donosząc o śmierci księdza Jurasza i innych... Udałam się wtedy
z ludźmi do klasztoru, by zabrać zwłoki sióstr i pochować razem z innymi...


POGORZELISKO


Za grób dla 47 ofiar posłużył dół po wapnie usytuowany na placu kościelnym. Nie było trumien. Jedną tylko zbito dla księdza Jurasza i wszystkich pochowano we wspólnej mogile. Połączono wszystkich męczenników tej tragicznej nocy razem. Nie było kapłana, który odprawiłby katolickie egzekwie...
Tak oto nastąpiła zagłada Czerwonogrodu, miejscowości historycznej, pamiętającej i książąt ruskich i najazdy Tatarów, Turków czy innych, króla polskiego Kazimierza Wielkiego i Kazimierza Jagiellończyka, a także innych możnych tego świata, miejscowości, której niektórzy historycy przypisują przewodnią rolę Grodów Czerwieńskich. Na 17 saniach wywieziono rannych do szpitala w Horodence. Pozostali schronili się w Tłustem lub w Zaleszczykach, by za kilka miesięcy wyjechać w nieznane, jako tzw. „repatrianci"! Z Czerwonogrodu nie pozostało nic! Nie ostał się ani jeden dom, a władze sowieckie przemianowały ten bajeczny zakątek na „Uroczysko Czerwone"!
Kilka dni po zagładzie Czerwonogrodu NKWD aresztowało 12 Polaków z Czerwonogrodu i Nyrkowa i osadzono ich w Tłustem. Tam 20 lutego 1945 roku odbył się nad nim sąd. Wszyscy zostali skazani, za udział „w rabunku i napaści
na Ukraińców w Nyrkowie", na długoletnie więzienie i zsyłkę w głąb Związku Radzieckiego. Po dziesięciu latach katorgi w więzieniach i łagrach wrócił najmłodszy z nich, Kasper Karasowski. Jego wspomnienia są wstrząsające.
Prawdopodobnie wrócił tylko jeszcze jeden zesłany. Pozostali podzielili los setek tysięcy Polaków w głębi Rosji.

ZAKOŃCZENIE



Autentyczny szkic Czerwonogrodu po opisywanym napadzie band UPA.
Minęło już wiele lat od zagłady Czerwonogrodu na Podolu, w powiecie zaleszczyckim, w województwie tarnopolskim, gdzie dokonano okrutnego morderstwa na ludności polskiej, starcach, kobietach, na kalekach oraz bezbronnych dzieciach. . Na Matki Boskiej Gromnicznej, 2 lutego 1945 roku Ukraińcy napadli na Czerwonogród. Sprawa Katynia, Ostaszkowa i Miednoje jest znana już całemu światu – czekamy na tego konsekwencje a szczególnie na przyznanie się strony Rosyjskiej do winy.
Inne morderstwa np. w Jugosławii są nagłośnione na cały świat, ale o naszych sprawach na Podolu, gdzie byli mordowani Polscy Obywatele przez bandy UPA bardzo mało się mówi w imię dobrosąsiedzkiej fałszywej przyjaźni. Coraz częściej dochodzą nas głosy oburzenia Ukraińców o jeszcze większym okrucieństwie ze strony Polaków i wielkich krzywdach jakich doznali w tych dniach. Wystarczy pojechać dzisiaj do Lwowa i przejść się wieczorem pod pomnik Szewczenki – ujrzymy nacjonalistów ukraińskich XXI wieku! Zadziwiająco podobna historia była podczas obrzucania się winami za mordy Katyńskie przez stronę Niemiecką i Radziecką. Prawda zwyciężyła. Historia pokazuje, że nie jest to dobra metoda do wyjaśnień, przebaczeń i pojednań między narodami. 

W hołdzie mojej ukochanej mamie, Czesławie Steckiej, uczestniczce tych straszliwych dla niej dni – ku pamięci następnych pokoleń oraz jednocześnie ich przestrodze 

Jerzy Stecki, Jarosław, 24.04.2012r

 

 

 

 

 
Copyright ©2012 Janusz Stankiewicz