POLSKI  

    ENGLISH
 * Strona początkowa
 
 * Lwowska gwara
 * Lwowskie melodie
 * Lwowska Fala
 * UPA - Polemika
 * Kresy w ciemności
 * Koś. Św. M. Magd.
 * W. Poliszczuk
 * Co z tą Polską ?
 * Szkoła im. MM - Lwów
 * Kresy dzisiaj - galeria
 * Obrona Lwowa 1918
 * Pamiętamy ...
 * Białoruś- Dni swobody
 * Krwawa Wigilia
 * Fala nienawiści
 * Zjazd Kresowian
 * Kwestia żydowska
 * Jak było ze zdjęciem
 * Umorzenie ???
 * Teki edukacyjne
 * Zabić po raz drugi
 * Kresowa Księga ...
 * Nauczyciele - Lwów
 * Księża z Wołynia ...
 * Stowarz. "Podkamień"
 * Na kolanach ...
 * Czcić bohaterów ...
 * Przedmowa do ...
 * Kresowa księga ...
 * Nowa historia ...
 * Obrazy J. Lewczaka
 * Propagandowa ofen...
 * Liczenie ofiar ...
 * Legenda o „Birkucie”
 
 
 * Czytelnicy piszą ...
 * Poszukuję rodziny
 
 
 * Aktualności
 * Informacje
 * Polemiki
 * Polecamy
 
 * Ważne Adresy
 * Kontakt
 * Linki
 * Netreba
 * Wywiad S. Srokowski
 * Krwawe zapusty
 * Lwów, Ural, Komi
 * Sąsiedzi z Marcelówki
 * Pierwsze wspomnienia
 * W Mogilnie
 * Pamiętnik Bronisławy
 * Młyny w Horochowie
 * Stasia Stefaniak
 * Józefa Nowak
 * Śpię w ubraniu
 * Na Podolu
 * Huta Stara
 * Msza w Łodzi
 * Bołdury i Leszniów
 * Mord w Maniowie
 * Tej nocy przyszli
 * W Radomiance
 
 
 * woj. tarnopolskie A - J
 * woj. tarnopolskie K - P
 * woj. tarnopolskie R - Ż
 * woj. tarnopolskie dod.
 * woj. tarnop. dod. nr. 2
 * woj. tarnop. dod. nr. 3
 
 * woj. lwowskie A - J
 * woj. lwowskie K - P
 * woj. lwowskie R - Ż
 
 * woj. stanisław. A - J
 * woj. stanisław. K - P
 * woj. stanisław. R - Ż
 
 * woj. wołyńskie
 
 * woj. lubelskie
 
 * Polegli w walce z UPA
 
 * Wykaz zm. zesłańców
 * Kołdyczewo (Litwa)
 * pow. nowogródzki
 * Baranowicze
 * Olejów
 
 * Zgłoszenia Czytel.
 
 * dzieci - naz. A - B
 * dzieci - naz. C - D
 * dzieci - naz. E - G
 * dzieci - naz. H - J
 * dzieci - naz. K
 * dzieci - naz. L - Ł
 * dzieci - naz. M - O
 * dzieci - naz. P - R
 * dzieci - naz. S - Ś
 * dzieci - naz. T - W
 * dzieci - naz. Z - Ż
 
 * woj. tarnopolskie
 
 * woj. wołyńskie A - J
 * woj. wołyńskie K - M
 * woj. wołyńskie N - R
 * woj. wołyńskie S - Ż
 
 * Galicja wschodnia
 
 * woj. lwowskie
 ** pow. Bóbrka
 ** pow. Brzozów
 ** pow. Dobromil
 ** pow. Drohobycz
 ** pow. Gródek Jag.
 ** pow. Jarosław
 ** pow. Jaworów
 ** pow. Lesko
 ** pow. Lubaczów
 ** pow. Lwów
 ** pow. Mościska
 ** pow. Przemyśl
 ** pow. Rawa Ruska
 ** pow. Rudki
 ** pow. Sambor
 ** pow. Sanok
 ** pow. Sokal
 ** pow. Żółkiew
 
 * woj. stanisławowskie
 ** pow. Dolina
 ** pow. Horodeńka
 ** pow. Kałusz
 ** pow. Kołomyja
 ** pow. Kosów Huculski
 ** pow. Nadworna
 ** pow. Rohatyń
 ** pow. Śniatyń
 ** pow. Stanisławów
 ** pow. Stryj
 ** pow. Tłumacz
 ** pow. Turka
 ** pow. Żydaczów
 
 * woj. tarnopolskie
 ** pow. Borszów
 ** pow. Brody
 ** pow. Brzeżany
 ** pow. Buczacz
 ** pow. Czortków
 ** pow. Kamionka S.
 ** pow. Kopiczyńce
 ** pow. Podhajce
 ** pow. Przemyśl
 ** pow. Radziechów
 ** pow. Skałat
 ** pow. Tarnopol
 ** pow. Trembowla
 ** pow. Zaleszczyki
 ** pow. Zbaraż
 ** pow. Złoczów
 
 * woj. wołyńskie
 
 
 
 * Historia Kresów
 * Widoki Polski N. Orda
 * Drohobycz 1919-29
 * Kaźń Prof. lwowskich
 * Cm. Obrońców Lwowa
 * Cm.Obr.Lwowa-galeria
 * Cm. Łyczakowski
 * Cm. Łyczak.-galeria
 * Kamien. Pod. -galeria
 * XIII Zjazd Kresowian
 
 * Genealogia
 * Więźniowie Pawiaka
 * Więźniowie Dachau
 * Ravensbruck
 * Virtuti Militari
 
 
 * Katalog stron
 * Top Lista
 * Top List

TOP RODZINA Katalog i ranking

Kresy Wschodnie

 

Aktualny PageRank strony ludobojstwo.pl dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO

 

Liczenie ofiar ludobójstwa

Rozdział z przygotowywanej przeze mnie książki "Zagłada Kresów Południowo-Wschodnich".

Stanisław Żurek

 


14. Liczenie ofiar ludobójstwa



Dzięki wysiłkowi grupki Kresowian zebrane zostały materiały, opracowane i wydane monografie obejmujące cztery województwa kresowe oraz Lubelszczyznę, dokumentujące zbrodnie ukraińskie dokonane na ludności polskiej. 
Władysław i Ewa Siemaszko w 2-tomowej monografii „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939 – 1945” (Warszawa 2000) z zebranych danych obejmujących 1721 miejscowości oszacowali liczbę zamordowanych Polaków na 50 – 60 tysięcy osób. Nie zdołali dotrzeć do żadnych informacji dotyczących losów Polaków zamieszkujących w dalszych 1787 miejscowościach. 
Można wnioskować, że albo nie ocalał tam żaden Polak albo nieliczni, którzy ocaleli nie złożyli udokumentowanych relacji – a jak wiemy, przez ponad czterdzieści lat nie tylko nikt 
tych relacji nie zbierał, ale wręcz zbieranie ich było zakazane. Ci, co przeżyli tę tragedię, w większości poumierali zabierając jej obraz do grobu. Nie mieli komu „dać świadectwa”. Bywało też, że nie chcieli wracać do tych niezwykle traumatycznych wspomnień. Wielu świadków nadal żyło w porażającym strachu przed zemstą banderowców. Tym bardziej, że wielu z tych zbrodniarzy zajęło eksponowane stanowiska w strukturach „władzy ludowej”, w tym w resorcie „polskiej” bezpieki. 
Krzysztof Bulzacki w liście do pisma „Nasza Polska” z 22 lipca 2008 stwierdza: Już na pierwszym spotkaniu polsko-ukraińskim zorganizowanym w Podkowie Leśnej pod Warszawą przez Ośrodek „Karta” w dniach 7 – 9 czerwca 1994 roku liczba ofiar ludobójstwa stała się przetargiem. Zaczęto dla zmniejszenia tej liczby rozpatrywać tylko zbrodnie na Wołyniu, który miał stosunkowo niewielkie zaludnienie. Na zakończenie spotkania został wydany „Komunikat”, stronę polską reprezentowali również Ukraińcy mieszkający w Polsce. W komunikacie podano liczbę ofiar ludobójstwa na Wołyniu 50 000. Komunikat ze strony polskiej podpisało 11 osób na prawie 50 biorących udział w spotkaniu. Wśród podpisujących był Władysław Siemaszko. Zapytałem jego, dlaczego podpisuje ten kłamliwy komunikat. Przecież razem z Józefem Turowskim przez cały czas od zakończenia wojny zbierali materiały z archiwum 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej, przesłuchiwali świadków zbrodni i ustalili, że można określić szacunkowo liczbę ofiar zbrodni ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na Wołyniu na 60.000 do 80.000. Władysław Siemaszko odpowiedział mi krotko: „Liczby są nieważne, ważne jest to, że Ukraińcy przyznali się do popełnienia zbrodni ludobójstwa. K. Bulzacki podaje tez przykład ciągłego uzupełniania przez świadków liczby napadów i ofiar polskich, oraz konkluduje: W świetle tego można śmiało powiedzieć, że żadna szacunkowa liczba nie będzie odpowiadać rzeczywistym stratom, biorąc pod uwagę zmarłych już świadków przez sześćdziesiąt lat, nawet 200 tysięcy ofiar to będzie liczba zaniżona. Jedynym sposobem określenia liczby strat będzie praca naukowa obejmująca badania demograficzne. Jednak prawdziwa liczba ofiar ludobójstwa jest bardzo niekorzystna dla propagandy ukraińskich nacjonalistów. 
Według szacunków Kurii Biskupiej w Łucku z rąk UPA zginęło około 100 tys. katolików, w tym 21 księży, 4 księży zostało ciężko rannych. Z rąk Sowietów zginęło 13 księży diecezji łuckiej, z rąk Niemców 17 księży. W obozach i więzieniach przebywało 41 księży: 22 w sowieckich i 19 w niemieckich (Leon Popek; w: Kościół rzymskokatolicki na Wołyniu w latach 1918 – 1997. Lublin 1999; s. 41 – 43). 
Prawie wszyscy historycy i publicyści przyjęli, że wymieniona liczba 50-60 tysięcy polskich ofiar ukraińskiego ludobójstwa na Wołyniu jest liczbą pełną. Wyjątek stanowią „historycy” ukraińscy, jak chociażby Eugeniusz Misiło (Jewhen Misyło) działający w Polsce, który podaje liczbę 30 tys. ofiar. Tymczasem, na co zwrócił uwagę już Jerzy Biernacki w liście do dziennika „Rzeczpospolita” (dodatek „Plus Minus” nr 28/2001), jest to liczba obejmująca ofiary z mniej niż połowy miejscowości województwa wołyńskiego. Pisze on: A zatem szacunkowe 50 - 60 tys. ofiar, również szacunkowo, należy co najmniej pomnożyć przez dwa, żeby uzyskać przybliżoną liczbę ofiar całego tego ludobójstwa. Wynosiłaby więc ona 100 – 120 tys. Polaków. To, co napisałem, można wyczytać we wstępnej części wprowadzenia Siemaszków. Ponadto z autorami książki przeprowadziłem wywiad, w którym potwierdzili te wyliczenia. 
Prokurator Andrzej Witkowski z lubelskiego oddziału IPN w wywiadzie udzielonym „Naszemu Dziennikowi” (5 – 6 stycznia 2002) odnośnie prowadzonego dochodzenia dotyczącego rzezi ludności polskiej w woj. wołyńskim stwierdził: Według naszych ustaleń, liczba Polaków zamordowanych przez ukraińskich nacjonalistów oscyluje w granicach 60 – 70 tysięcy. Do 2002 roku przesłuchano około 500 świadków. Następnie prowadzenia śledztwa zostało mu odebrane, tak jak i to dotyczące śmierci ks. Jerzego Popiełuszki, a przejął je prokurator Piotr Zając. W wywiadzie udzielonym „Gazecie w Lublinie” (regionalna wkładka „Gazety Wyborczej”) 11 lipca 2003 roku, po przesłuchaniu około tysiąca świadków, mówi on już o 50 – 60 tys. ofiar. Liczbę podaną przez Siemaszków po prostu nie sposób jest zakwestionować, można natomiast nią manipulować. Prokurator Zając podaje też, że: jak każde śledztwo przygotowawcze, również śledztwo w sprawie zbrodni ludobójstwa na Wołyniu nie ma charakteru jawnego, wiedzy publicznej mogą więc być udostępnione tylko takie informacje, które nie zagrażają interesowi śledztwa. 
Jakie „udostępnione informacje”, czyli zeznania świadków mogłyby „zagrozić interesowi śledztwa”, gdy prawie wszystkie te „informacje” znajdują się w książce Siemaszków? Czy chodzi o to, że pełne ujawnienie zeznań świadków liczbę ofiar powiększyłoby? W przypadku kilkunastu miejscowości można to stwierdzić porównując liczby podane przez Siemaszków z liczbami podawanymi przez świadków, których relacje były publikowane chociażby przy okazji 60-tej rocznicy wołyńskiej zbrodni. 
Prokurator Zając, na pytanie: Czy to śledztwo zakończy się jakimś aktem oskarżenia? - odpowiada: Pociągnięcie do odpowiedzialności karnej przywódców OUN-UPA odpowiedzialnych za kierowanie mordami nie jest możliwe, ponieważ zginęli w czasie wojny lub po niej. Nie sposób też uzyskać ich stanowiska w przedmiocie oceny tamtych wydarzeń. Ale ewentualną odpowiedzialność mogliby też ponieść sprawcy bezpośredni, nie tylko sprawcy kierowniczy. Przy udziale prokuratury ukraińskiej podejmuje się również kroki w tym kierunku. Ukraina uznaje odpowiednie konwencje międzynarodowe i ma w swoim kodeksie karnym art. 442, będący odpowiednikiem art. 118 polskiego kk. Prokuratura IPN podejmie wszelkie kroki prawne w celu wyjaśnienia okoliczności zbrodni, do jakich doszło na Wołyniu, choć trudno dziś przewidzieć termin zakończenia śledztwa. 
Art. 118, par. 1 kodeksu karnego mówi: Kto, w celu wyniszczenia w całości albo w części grupy narodowej, etnicznej, rasowej, politycznej, wyznaniowej lub grupy o określonym światopoglądzie, dopuszcza się zabójstwa albo powoduje ciężki uszczerbek na zdrowiu osoby należącej do takiej grupy, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż 12 lat, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności. 
Jest już oczywiste, że żaden zbrodniarz przed sądem nie stanie, a śledztwo, które jest prowadzone od 1991 roku, po kilkunastu następnych latach, gdy oprawcy poumierają, zostanie - choćby z tego powodu - umorzone. Często są oni znani, zeznania świadków leżą w IPN od kilkunastu lat. IPN nikomu zarzutów nie postawi. Bandera, „Taras Czuprynka”, „Kłym Sawur”, to obecnie „bohaterowie samostijnej Ukrainy”, o przychylność której władze III RP usilnie zabiegają ze względów „geopolitycznych”. Chłopi ukraińscy, owi „sokyrnyki” i „rizuny” otwarcie mówią obecnie że „tak trzeba było”. Upowcy, to obecnie „heroje” maszerujący ulicami miast ukraińskich w dumnych pochodach i walczący o uprawnienia kombatanckie. Maszerujący „noga w nogę’ z esesmanami SS „Galizien” – „Hałyczyna”. 

Henryk Komański i Szczepan Siekierka w książce Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie tarnopolskim 1939 – 1945 (Wrocław 2004) udokumentowali, że na tym terenie śmierć poniosło 40 – 50 tysięcy Polaków. Na 1148 miejscowości relacje świadków, aczkolwiek niepełne, pochodzą z 788 miejscowości, brak jest relacji z 360 miejscowości. 
Szczepan Siekierka, Henryk Komański i Krzysztof Bulzacki w książce Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie lwowskim 1939 - 1947 (Wrocław 2006) udokumentowali zbrodnię na ponad 40 tysiącach Polaków. Na 2237 miejscowości relacje świadków pochodzą z 1015 miejscowości, brak jest relacji z 1004 miejscowości. Przygotowując książkę „UPA w Bieszczadach” stwierdziłem, że autorzy nie dotarli do wszystkich relacji dotyczących mordowania ludności polskiej. Nie wymieniają chociażby największego mordu dokonanego w Bieszczadach na ludności polskiej we wsi Muczne (ówczesny powiat Turka, obecnie powiat Ustrzyki Dolne), gdzie 16 sierpnia 1944 roku „powstańcy ukraińscy’ wymordowali 74 Polaków, w większości kobiety i dzieci, uciekinierów zza wschodniego brzegu Sanu (Andrzej Potocki: Bieszczadzkie losy; Rzeszów – Krosno 2000; oraz: Stanisław Żurek: UPA w Bieszczadach; Wrocław 2007). 
Szczepan Siekierka, Henryk Komański, Eugeniusz Różański w książce Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie stanisławowskim 1939 – 1946 (Wrocław, bez daty wydania, ukazała się w 2008 roku) udokumentowali zbrodnię popełnioną na ponad 22 tysiącach Polaków. Na 878 miejscowości relacje świadków zebrano z 430 miejscowości, brak jest relacji z 449 miejscowości. 
Stanisław Jastrzębski w książce Ludobójstwo nacjonalistów ukraińskich na Polakach na Lubelszczyźnie w latach 1939 – 1947 (Wrocław 2007) oszacował straty ludności polskiej na 14 – 15 tysięcy ofiar. 

W dniu 1 września 1939 roku w skład województwa lwowskiego wchodziły powiaty: Bóbrka, Brzozów, Dobromil, Drohobycz, Gródek Jagielloński, Jarosław, Jaworów, Kolbuszowa, Krosno, Lesko, Lubaczów, Lwów, Łańcut, Mościska, Nisko, Przemyśl, Przeworsk, Rawa Ruska, Rudki, Rzeszów, Sambor, Sanok, Sokal, Tarnobrzeg, Turka, Żółkiew. W skład województwa stanisławowskiego wchodziły powiaty: Dolina, Horodenka, Kałusz, Kołomyja, Kosów, Nadwórna, Rohatyn, Stanisławów, Stryj, Śniatyn, Tłumacz, Żydaczów. W skład województwa tarnopolskiego wchodziły powiaty: Borszczów, Brody, Brzeżany, Buczacz, Czortków, Kamionka Strumiłowska, Kopyczyńce, Podhajce, Przemyślany, Radziechów, Skałat, Tarnopol, Trembowla, Zaleszczyki, Zbaraż, Zborów, Złoczów. W skład województwa wołyńskiego wchodziły powiaty: Dubno, Horochów, Kostopol, Kowel, Krzemieniec, Luboml, Łuck, Równe, Sarny, Włodzimierz Wołyński, Zdołbunów. 
W 1941 roku okupacyjne władze niemieckie utworzyły z woj. wołyńskiego Komisariat Rzeszy Ukraina. Województwa: tarnopolskie, stanisławowskie i część lwowskiego włączyli do Generalnej Guberni jako Dystrykt Galicja. Zgodnie z planami niemieckimi po 15 – 20 latach Generalna Gubernia miała być krajem bez Polaków, Żydów i Ukraińców. Niemcy przewidywali więc obecność ludności ukraińskiej tylko na ziemi wołyńskiej. 

Mikołaj Siwicki w książce Dzieje konfliktów polsko-ukraińskich (tom 2, Warszawa 1992) pisze: bilans ofiar strony polskiej na Wołyniu i w Galicji sięga 30 tysięcy. Pewna ilość padła jeszcze nad Bugiem, tam jednak była sytuacja odwrotna – rzeź Ukraińców”. E. Misiło podaje w Gazecie Wyborczej z dnia 26.X. 1995 roku, że rzeczywiste straty polskie nie przekraczają „zapewne 20 – 30 tys.”. Czy publikacje takich „historyków” można traktować poważnie? Tymczasem Misiło jest kreowany na autorytet w sprawie „konfliktu polsko-ukraińskiego 1939 – 1947”. Inny ukraiński „historyk”, J. Daszkewycz twierdzi, że liczba polskich i ukraińskich ofiar na Chełmszczyźnie i Zachodnim Wołyniu jest w przybliżeniu jednakowa – i wynosi ona po 70 – 80 tysięcy osób. To kłamstwo nie tak trudno jest udowodnić poprzez przeprowadzenie ekshumacji. Nawet w świetle maksymalnych ocen ukraińskich na Chełmszczyźnie do połowy 1944 r. nie przekroczyły 3 tys. zabitych (A. L. Sowa). 
Wszystkie ofiary po stronie ukraińskiej poniesione z rąk polskich wyniosły około 7 tysięcy osób (OUN-UPA i ludności cywilnej), w tym było około 2,5 tysiąca ludności cywilnej, ofiar zarówno akcji odwetowych jak i przypadkowych, podczas walk z UPA. 
Ukraiński historyk Jarosław Hrycak w książce „Historia Ukrainy” (Lublin 2000) rzeź ludności polskiej dokonaną przez Ukraińców w latach 1943 – 1946 nazywa „wzajemną i krwawą czystką etniczną”, „walką bratobójczą”, „konfliktem”, a nawet „starciem dwóch nacjonalizmów, posiadających długą listę wzajemnych krzywd i nienawiści”. 

Niezatartą w historii narodu ukraińskiego hańbą pozostanie fakt, iż bohaterowie z tej „powstańczej” armii woleli mordować bezbronne kobiety i dzieci, niż z daleka choćby zobaczyć sowiecki lub niemiecki czołg – pisał Biuletyn Informacyjny (podziemny organ Komendy Głównej Armii Krajowej) w nr 10 z dnia 9 marca 1944 roku. 

W podejściu do ludobójczej zbrodni dokonanej na Polakach strona ukraińska posługuje się rożnego rodzaju manipulacjami. Pierwszej dokonują na płaszczyźnie semantycznej. Zdaniem nacjonalistów ukraińskich nie było to „ludobójstwo”, ale „konflikt”, „tragedia”, „walka” itp. Na Wołyniu i w „Galicji Wschodniej” Polacy „zginęli tragicznie”. I na umieszczenie tylko takiego napisu na mogiłach zgadzają się władze ukraińskie. Nie wolno umieścić wzmianki, że zginęli z rąk UPA. Aby przyszłe pokolenie Ukraińców nie miało wątpliwości, że winni są Sowieci. Druga manipulacja polega na minimalizowaniu ofiar polskich i powiększaniu (często kilkakrotnym) ofiar ukraińskich. Trzecia manipulacja to unikanie szczegółowych opisów mordowania dzieci i starców, kobiet i mężczyzn, sadystycznych tortur, gwałtów, okaleczeń... 
Symboliczna była wypowiedź zamieszczona w „Rzeczpospolitej’ z dnia 11-12 grudnia 2004 r. ówczesnego prezesa IPN Leona Kieresa. Powiedział on: Jeżeli chodzi o Wołyń, chciałem to powiedzieć tak, by nie razić Ukraińców. Oczywiście, my mówimy o „zbrodni” na Wołyniu, oni o „tragedii”. Tu, w Instytucie Pamięci Narodowej, przedstawiciele polskich środowisk z Wołynia atakowali mnie, też upominając się o zakwalifikowanie wołyńskiej zbrodni jako ludobójstwo. Odpowiadam: każda śmierć domaga się pamięci, a śmierć męczeńska szczególnie, i to dobrej pamięci. Nie wolno nam zapominać o ofiarach tego konfliktu. Ofiary były i po stronie ukraińskiej, a działo się to na terenach zajętych przez Niemców. Chciałoby się powiedzieć: szlachetna, wrażliwa postawa. Jednakże sprawa Jedwabnego ujawniła, że była to postawa obłudna. Chłopi ukraińscy nie działali pod terrorem gestapowców i żandarmów niemieckich, ale nie wolno ich „razić”. Wystarczyła im inspiracja i zachęta ze strony elit z OUN-UPA, czyli faszystów ukraińskich współpracujących z faszystami niemieckimi, okupantami ziem polskich i ukraińskich. Ale bestialskie formy tortur, gwałtów i mordów dokonywanych na bezbronnej cywilnej ludności polskiej „od niemowlęcia po starca” były ich wymysłem i świadczyły o ich głębokim „odczłowieczeniu”. Czy Polacy, ich ofiary, mają unikać jednoznacznych definicji, aby zdegenerowanych bandziorów „nie razić”?
Następnie Kieres opowiada historię młodej Ukrainki, która ostrzegła polskiego księdza przed napadem, za co banderowcy ją zamordowali. Dodaje: bardzo bym nie chciał, by ta dziewczyna, która jest po tamtej stronie, miała po raz drugi cierpieć, jako Ukrainka. Jej morderców nie można więc nazwać ludobójcami, bo ona by z tego powodu cierpiała! Nie ma w tym ani logiki ani moralności. 

Brak jest opracowań strat ludności polskiej w województwie poleskim, podczas Powstania Warszawskiego i na innych terenach Polski, głownie w województwie kieleckim i na Mazowszu, gdzie ludność polską mordowały różne ukraińskie formacje zbrojne będące na służbie niemieckiej, w tym podczas pacyfikacji wsi. Trudno także jest oszacować, ilu Polaków zginęło z rąk ukraińskich strażników w niemieckich obozach zagłady. 

Przybliżoną liczbę Polaków zamordowanych przez Ukraińców w latach 1939 – 1948 przedstawia poniższa tabela. 

Lp. Województwo Minimalna liczba ofiar Maksymalna liczba ofiar
1. Lubelskie 14.000 15.000
2. Lwowskie 40.000 (ponad) 40.000 (ponad)
3. Poleskie 3.000 7.000
4. Stanisławowskie 22.000 (ponad) 22.000 (ponad)
5. Tarnopolskie 40.000 50.000
6 Wołyńskie 60.000 100.000
Razem 179.000 234.000 (ponad)


Minimalna liczba ofiar ukraińskiego ludobójstwa wynosi więc 179 tys. zamordowanych Polaków. Szacunkowo sięga ona liczby ponad 234 tysięcy Polaków. Około 20 tysięcy Polaków zostało rannych, w tym inwalidami na całe życie. Kilka tysięcy polskich dzieci zostało sierotami, które trafiły do Domów Dziecka (w tym sowieckich), tułały się bezdomne i głodne, zanim znalazły się przy bliższej lub dalszej rodzinie. Świadkowie barbarzyńskich morderstw najbliższych członków rodziny i sąsiadów do końca swojego życia nosili głębokie urazy psychiczne. 
Zgodnie z prawdą należy przyjąć, że w latach 1939 - 1948 ofiarą ukraińskiego ludobójstwa padło około 250 tysięcy ludności polskiej. Do tej liczby ofiar ukraińskich nacjonalistów spod znaku SB-OUN-UPA oraz esesmanów i policjantów ukraińskich trzeba dodać, zgodnie z wyliczeniem dr Wiktora Poliszczuka, około 80 tysięcy wymordowanych przez nich swoich rodaków, Ukraińców. 

W liczbie tej nie ma: 
1 ofiar kolaboracji Ukraińców z Sowietami w latach 1939 - 1941, w wyniku czego około dwóch milionów Polaków zostało: 
a) aresztowanych i większość z nich została zamordowana przez Sowietów 
b) deportowanych na Syberie i tam kilkaset tysięcy z nich zmarło z głodu, mrozu i wycieńczenia;
2. ofiar kolaboracji Ukraińców z Niemcami, w wyniku czego pewna liczba Polaków została:
a) aresztowana i zamordowana przez Niemców, oraz przez gestapowców ukraińskich
b) zesłana do obozów koncentracyjnych i obozów pracy i tam poniosła śmierć – czasami z rąk strażników ukraińskich
c) wywieziona na przymusowe roboty do III Rzeszy (decydowali o tym sołtysi – Ukraińcy) i tam zginęła;
3. polskich ofiar poniesionych z rąk rożnych formacji ukraińskich będących na usługach niemieckiego okupanta, a działających poza terenem Kresów Wschodnich (np. w Warszawie, na Mazowszu, w woj. kieleckim), 
4. polskich ofiar spośród uciekinierów przez tzw. „zieloną granicę” na Słowację, Węgry i Rumunię, zamordowanych przez ukraińskich chłopów lub przekazanych policji ukraińskiej, co kończyło się okrutnym śledztwem, rozstrzelaniem lub zsyłką na Syberię (na terenie okupowanym przez ZSRR), czy do obozów koncentracyjnych (na terenie okupowanym przez Niemcy). Działo się tak w całym paśmie granicznym od Beskidu Niskiego, przez Bieszczady (Zachodnie i Wschodnie), Gorgany i Czarnohorę – czyli od Krynicy do Zaleszczyk. Część Legionu Ukraińskich Nacjonalistów (sotnia pod dowództwem por. Jewhena Noryn-Hutowyna) pod koniec września 1939 roku Niemcy skierowali do wsi Wołkowyja i Cisna, pow. Lesko, aby „oczyszczać Łemkowszczyznę od niedobitków polskiej armii i pojedynczych jej żołnierzy, którzy skrycie przedzierają się lasami na Węgry i do Rumuni”. Przy pomocy wieśniaków Hutowyn zorganizował ukraińską straż chłopską, która przeczesywała Bieszczady i wyłapywała Polaków, którzy chcieli przedostać się przez granicę. Do połowy 1941 roku, gdy oddział ten skierowany został do Krynicy, aby utworzyć na jego bazie batalion „Roland”, pojmali oni w tym rejonie 1564 osoby, z których co najmniej 450 zostało zamordowanych. Około 100 Polaków – uciekinierów w Bieszczadach Zachodnich zamordowali chłopi ukraińscy (Andrzej Brygidyn: Kryptonim „San”; Sanok 1992; Stanisław Żurek; UPA w Bieszczadach; Wrocław 2007, s. 12); 
5. ofiar ludności Warszawy, w tym Czerniakowa, gdzie dwie sotnie Wołyńskiego Legionu Samoobrony pod dowództwem Petro Diaczenki (za „zasługi” otrzymał on od Hitlera Krzyż Żelazny), w nomenklaturze niemieckiej występujące jako 31 batalion SD – Sicherheitsdienst, mordowały ludność cywilną. W wydawanej podczas Powstania Warszawskiego gazecie „Walka Śródmieścia”, z dnia 17 sierpnia 1944, w artykule Hajdamaczyzna w Warszawie pisano: Codzienne komunikaty z walk na ulicach Warszawy, zawierają pewną stalą informację, notowaną przez prasę jakby mimochodem, bez komentarza, - choć krzyczy ona wprost o to, by się nią bliżej zająć. Chodzi o „owocną” kolaborację ukraińców z niemcami (tak jest napisane w oryginale! – przyp. S. Ż.) w walce Polaków o prawo do własnego narodowego życia, chodzi o codziennie dokonywane przez „braci słowian” ohydne mordy na bezbronnej ludności polskiej, grabieże i podpalenia, - chodzi wreszcie o specyficzne rozbestwienie ponurego hajdamaki z karabinem w ręku, a nożem za cholewą. Mimo woli nasuwa się pytanie niezorientowanemu: Skąd ta nienawiść? Czego chce „rezun’ spod Stanisławowa w Warszawie /.../? Jarosław W. Gdański w książce „Zapomniani żołnierze Hitlera” (Warszawa 2005) podaje, że w różnych formacjach niemieckich podczas II wojny światowej służyło 310 tys. Ukraińców; 
6. ofiar kolaboracji Ukraińców z Sowietami i polskimi komunistami w latach 1944 – 1956, w wyniku czego pewna ilość Polaków została:
a) aresztowana i zamordowana w katowniach NKWD i UB (głównie żołnierze AK, NSZ, WiN i przedstawiciele delegatury Rządu),
b) aresztowana i internowana w ZSRR i tam zginęła,
c) zamordowana w obławach i po aresztowaniu przez Ukraińców – funkcjonariuszy MO i UB. 

Przykład kolaboracji ukraińskiej ludności cywilnej opisał m.in. Józef Geresz w książce „Z dziejów Sosnowicy i okolic” (Sosnowica 2003), podając, że z organami NKWD aktywnie współpracowali informatorzy ze wsi Górki i Zienki. Zaopatrzeni w broń przez Sowietów, brali udział w obławach i aresztowaniach członków AK. 
Do UB wstąpiło wielu mieszkańców gminy Czajki o pochodzeniu ukraińskim albo działaczy komunistycznych – ci ludzie stanowili bezwzględną większość w tych organach. Szefem powiatowego UB w Krasnymstawie był człowiek o nazwisku Piec, a jego zastępcą Ukrainiec ze Starej Wsi koło Kraśniczyna – Wasyl Dzida. Porucznik Wasyl Dzida, z wykształceniem trzech klas szkoły powszechnej, samym swoim wyglądem budził postrach i dobrze dał się we znaki mieszkańcom swojej gminy jak i mieszkańcom całego powiatu Krasnystaw. /.../ Do Izbicy ta władza często zajeżdżała, robiąc podobne wrażenie, jak kiedyś SS w łapankach. Na rynek zajeżdżały samochody pełne uzbrojonych „mołojców”, niemal wszyscy pochodzili z terenu gminy Czajki. Szefowie paradowali po Izbicy z pistoletami gotowymi do strzału zatkniętymi za pas munduru. Następnie ci „utrwalacze” władzy ludowej wyjeżdżali do pobliskich wsi, gdzie poszukiwali broni i ukrywających się ludzi (Ryszard Adamczyk: Izbicy dni powszednie, wojna i okupacja. Lublin 2007, s. 268 – 269). 
W obozie zagłady w Treblince zginęło około 20 tysięcy Polaków i 800 tysięcy Żydów. Obsadę „polskiej” części obozu stanowiło 10 Niemców i 60 Ukraińców. Obsadę „żydowskiej” części obozu stanowiło 50 Niemców i 125 Ukraińców (Katarzyna Pregowska: Zapomniany heroizm; w: „Nasza Polska” z 2 lipca 2002). W obozie w Sobiborze obsadę stanowiło 30 Niemców i 150 Ukraińców. Obsadę obozu w Bełżcu stanowiło 30 Niemców i 100 Ukraińców (Czesław Madajczyk: Polityka III Rzeszy w okupowanej Polsce). 
Szkołę Ukrainische SS Wachmanschaft w Trawnikach pod Lublinem ukończyło około
15 tysięcy młodych ukraińskich esesmanów. 

Podczas rozmowy gubernatora Wächtera z polskim politykiem Władysławem Studnickim, szef SS i Policji podał, że do połowy 1944 r. z rąk Ukraińców zginęło 100 tys. Polaków, natomiast Studnicki utrzymywał, że 200 tysięcy. 

Zygmunt Drażan w artykule „Losy Polaków zamieszkałych we wsi Mokwin, gmina Berezne, pow. Kostopol (Wołyń)” zamieszczonym w „Biuletynie informacyjnym 27 DWAK” (nr 4/1994) ujawnia, że upowiec Włodzimierz Syczyk ze wsi Mokwin, morderca Polaków, w latach stalinowskich, co najmniej do 1956 roku, był m.in. pełnomocnikiem rządu PRL w Korei, gdzie pilnował polskich inżynierów rozbudowujących ten kraj, posługując się stalinowskimi metodami terroru. Z organizowanych wystaw IPN „Twarze bezpieki” można zorientować się, ilu ubowskich bandziorów miało pochodzenie ukraińskie. W 1944 roku na Zamojszczyźnie posterunki MO obsadzane były przez banderowców, z wyraźną pomocą władz sowieckich. Z wielką zaciętością polowali oni na żołnierzy AK, co zresztą Sowieci z góry zakładali. 
Interesujące byłoby porównanie wysokości strat Polaków z danymi zamieszczonymi w sprawozdaniach i meldunkach OUN-UPA. Np. w Hanaczowie, pow. Przemyślany Polacy ocenili swoje straty na 63 zamordowane osoby (w tym 33 kobiety i dzieci), natomiast strona ukraińska meldowała: zabito ponad 180 Lachów, zraniono około 200, a reszta spaliła się w ogniu (Motyka.... s. 382; Ukraińska par...). Wynikałoby, że Polacy zaniżyli co najmniej trzykrotnie liczbę swoich ofiar! Być może źródła ukraińskie dokumentują tę „nierealną” liczbę pół miliona polskich ofiar ukraińskiego ludobójstwa?! 
Są sygnały, że zanim z dokumentami OUN-UPA historycy i archiwiści ukraińscy „nie zrobią porządku”, nie mogą one być udostępnione polskim naukowcom. Bo Ukraina pisze na nowo swoją historię. Polega to na zacieraniu, niszczeniu śladów zbrodni ludobójstwa , aby ze zbrodniarzy uczynić bohaterów narodowych. Czyżby Ukraina innych „herosów” nie miała? 
Najwięcej ludności polskiej zginęło podczas jednego napadu w miejscowościach: 
1. 1. Huta Pieniacka pow. Brody = 1100 – 1300 osób, 28 lutego 1944 roku, w wyniku napadu SS „Galizien”, OUN-UPA oraz chłopów ukraińskich z okolicznych wsi; 
2. Chodaczków Wielki pow. Tarnopol = 862 osoby (faktycznie ponad 1000 osób), w kwietniu 1944 roku, w wyniku napadu SS „Galizien” oraz OUN-UPA; 
3. Wola Ostrowiecka pow. Luboml = co najmniej 620 osób, 30 sierpnia 1943 roku, w wyniku napadu UPA oraz chłopów ukraińskich z okolicznych wsi; 
4. Janowa Dolina pow. Kostopol = 607 osób, o północy z 22 na 23 kwietnia 1943 roku (Wielki Piątek), w wyniku napadu UPA oraz chłopów ukraińskich z okolicznych wsi; 
5. Podkamień pow. Brody = ponad 600 osób (niektórzy podają liczbę 1200 osób), w dniach 12 – 16 marca 1944 roku, w wyniku napadu SS „Galizien” oraz OUN-UPA; 
6. Gaj pow. Kowel = 600 osób, 30 sierpnia 1943 roku, w wyniku napadu UPA oraz chłopów ukraińskich z okolicznych wsi; 
7. Ostrówki pow. Luboml = 521 osób, 30 sierpnia 1943 roku, w wyniku napadu UPA oraz ludności ukraińskiej (mężczyźni i kobiety) z okolicznych wsi; 
8. Kołodno pow. Krzemieniec = 516 osób, 14 lipca 1943 roku, w wyniku napadu UPA oraz chłopów ukraińskich z okolicznych wsi oraz miejscowych; 
9. Gurów pow. Włodzimierz Wołyński = 410 osób (W. i E. Siemaszko podają liczbę około 200 ofiar, inni: z 480 Polaków ocalało 70 osób), 11 lipca 1943 roku, w wyniku napadu UPA oraz chłopów ukraińskich z sąsiednich wsi; 
10. Palikrowy pow. Brody = 365 osób (tyle ofiar pochowano, natomiast nie ustalono liczby ciał nie odnalezionych i spalonych, tj. faktycznie około 500 Polaków), 12 marca 1944 roku, w wyniku napadu SS „Galizien”, UPA, SKW oraz miejscowych Ukraińców. 

Mieszkanka Włodzimierza Wołyńskiego, Polka, Franciszka Prus, która od wielu lat wyszukuje polskie mogiły i stawia na nich metalowe krzyże, w „Dzienniku Lubelskim’ z 25 października 2005 roku podaje, że we wsi Soroczyn pow. Włodzimierz Wołyński znajduje się mogiła około 300 Polaków zamordowanych przez UPA oraz w Kolonii Montówka zginęło tyle samo Polaków. W. i E. Siemaszko podają, że we wsi Soroczyn zamordowanych zostało około 140 Polaków. Nie wymieniają oni Kolonii Montowka, jest za to kol. Matoszówka (Mataszówka) pow. Łuck, gdzie udokumentowali mord na... 6 Polakach (Siemaszko..., s. 564). 
Polacy na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, którzy znaleźli się pod okupacją sowiecką twierdzili, że była to okupacja sowiecko-ukraińska, natomiast na Lubelszczyźnie oraz na Podkarpaciu, że była to okupacja niemiecko-ukraińska. Cała mieszkająca tutaj ludność polska poddana była różnego rodzaju terrorowi administracji ukraińskiej, milicji lub policji ukraińskiej, duchownych cerkwi prawosławnej i greckokatolickiej oraz różnego rodzaju organizacjom społecznym, strukturom militarnym i grupom zbrojnym będącym na służbie sowieckiej i niemieckiej (agentury NKWD, ukraińskiej milicji i policji - zarówno pomocniczej jak i kryminalnej, ukraińskich gestapowców i esesmanów itp.). Ukraiński terror dotknął w różny sposób ponad 3 miliony Polaków. 
Katolicy na Ukrainie bezskutecznie domagają się zwrotu ich świątyń, zabranych przez władze sowieckie i do tej pory, wbrew prawu już "samostijnej" Ukrainy, nadal użytkowanych na cele świeckie przez obecne władze. Pomimo protestów wiernych kościoła parafii św. Mikołaja w Kijowie popadająca w ruinę świątynia pozostaje własnością ministerstwa kultury Ukrainy. Kościołem, wybudowanym w 1909 roku za pieniądze miejscowych Polaków, zarządza dom muzyki organowej. Kościół św. Józefa w Dniepropietrowsku władze miejskie sprzedały prywatnej firmie. Kościół w Humaniu nadal funkcjonuje jako kino. 
Mimo wielokrotnych przyrzeczeń, Polacy nie mogą odzyskać kościoła św. Marii Magdaleny, w którym modlili się od początku XVII wieku. Stanowi on hipoteczną własność istniejącej przy kościele parafii. Użytkowany jest jako Budynek Muzyki Organowej i Kameralnej. 
Na pytania w tej sprawie zadane przez redaktora Eugeniusza Tuzow-Lubańskiego, kuriozalnych odpowiedzi udzielił Mykoła Bojczuk, dyrektor Państwowego Departamentu Ukrainy ds. Wyznań. Np. na pytanie "Z tego wszystkiego można jedynie wysnuć wniosek. iż prezydent Ukrainy nie ma żadnego wpływu na władze lokalne. Czy Pan może mi wytłumaczyć, dlaczego tak się dzieje?". Odpowiedź brzmiała: "Też nie rozumiem, dlaczego tak jest". Na pytanie" "Kiedy kwestia oddania kościołów katolickich na Ukrainie prawowitym właścicielom doczeka się definitywnego rozstrzygnięcia?". Odpowiedź; "Ta kwestia wykracza poza moje kompetencje, dlatego nie mogę odpowiedzieć na pańskie pytanie. Czy to będzie za 5, czy za 10 lat - trudno powiedzieć" ("Nasz Dziennik" z 7 sierpnia 2008). 
Ordynariusz diecezji odessko-symferopolskiej, ks. bp. Bronisław Bernacki stwierdza: "Podczas wizyty Ojca Świętego najwyżsi decydenci ukraińscy obiecali, że kościoły zostaną niebawem oddane katolikom. Teraz władze ukraińskie nawet nie odpowiadają na nasze apele. W tej sytuacji całą naszą nadzieję pokładamy w Bogu". 
W 1997 roku Polska złożyła do władz Ukrainy wniosek rewindykacyjny obejmujący całość pozostałych we Lwowie zbiorów Ossolineum, w tym zbiorów Muzeum im. Lubomirskich. Do dziś nie został on rozpatrzony. Zbiory niszczeją i są rozszabrowywane, zamakają w zamkniętym kościele Jezuitów. 
Rodziny Polaków, którzy zostali wymordowani przez Ukraińską Powstańczą Armię na Wołyniu, Podolu, Pokuciu i w innych rejonach obecnej Ukrainy, nie żądają zwrotu należących do nich dóbr. Nie wystąpili z żadnymi żądaniami rewindykacyjnymi, chociażby na wzór rewindykacji żydowskich i niemieckich, których koszty poniosą także oni. 
W Turkowicach na Lubelszczyźnie w latach 1903 - 1910 z inicjatywy prawosławnego biskupa Germana wybudowany został zespół klasztorny. Już w 1915 roku mniszki prawosławne klasztor opuściły, a po pierwszej wojnie światowej wprowadziły się tu katolickie siostry służebniczki. Wypędziły je stąd władze komunistyczne w 1951 roku, lokując szkołę rolniczą. W 2000 roku budynki stały się własnością samorządu powiatowego w Hrubieszowie. 
W 2002 roku z żądaniami rewindykacyjnymi zwróciła się cerkiew prawosławna. Za 32 ha gruntów i budynki klasztorne w Turkowicach prawosławna diecezja lubelsko-chełmska otrzymała prawie 200 ha gruntów z budynkami po byłej Spółdzielni Hodowli Roślin w Korczminie. W 2006 roku prawosławni kupili w Turkowicach "czajnię" wraz z półhektarową działką, z przeznaczeniem na dom rekolekcyjny (Leszek Wójtowicz: "Modły przy ikonie"; w: "Dziennik Wschodni", wrzesień 2008). 
W czasie niemieckiej okupacji w Turkowicach polskie siostry zakonne prowadziły Zakład dla Sierot, w tym także żydowskich. 14 maja 1944 roku siostra zakonna Longina (s. Wanda Trudzińska) wybrała się derezyną z grupą 7 wychowanków w wieku 10-12 lat po zaopatrzenie w żywność. W drodze zauważyli płonący kościół we wsi Modryń, poszli więc uratować obraz z ołtarza. Tutaj zostali ujęci przez „partyzantów” z Ukraińskiej Powstańczej Armii, którzy wszystkich schwytanych zamordowali. Wśród ofiar był jeden chłopiec ukraiński, którego także zabili, aby nie pozostawić świadka zbrodni. 
Jan Pypec ze wsi Dederkały Wielkie pow. Krzemieniec podaje (Siemaszko..., s. 1163). że w 1937 roku w miejscowym kościele rzymskokatolickim odnaleziono w archiwum, „iż dużo rodzin za czasów carskich, chcąc ażeby do średnich lub wyższych szkól były dopuszczone ich dzieci do nauki, a byli wyznania rzymskokatolickiego, musieli przechodzić na prawosławie, lub chcąc kupić ziemię czy założyć jakiś warsztat pracy, obowiązkowo musiał być prawosławnym, jak również cała rodzina. Wobec powyższego księża rzymskokatoliccy zapraszali ludność ukraińską na odczyty, przeważnie na terenach przygranicznych i udowadniając ludności, iż ich prapradziadowie byli wyznania rzymskokatolickiego. Wówczas dużo ludności ukraińskiej z poszczególnych wiosek gm. Duże Dederkały rewindykowało się, przechodząc na łono kościoła rzymskokatolickiego i ta ludność, która się rewindykowała, ucierpiała również od band ukraińskich banderowców". 
W sierpniu 1943 roku „partyzanci ukraińscy” spalili we wsi Ptycza pow. Dubno drewniany kościół p.w. Trójcy z 1787 roku. Spłonęły księgi metrykalne, z których wynikało, że Ukraińcy tej wioski figurowali dawniej jako Polacy. W latach 1943 – 1946 na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej UPA spaliła, bądź zburzyła prawie wszystkie kościoły rzymskokatolickie (około 250) oraz większość cmentarzy. W ponad 20 kościołach „partyzanci ukraińscy” mordowali ludność polską, zarówno podczas nabożeństw, jak i chroniącą się w tych świątyniach. 
Inaczej wyglądała "rewindykacja" w wykonaniu carskiego zaborcy. "Kampania rozpoczęła się w 1773 r., gdy Katarzyna II proklamowała dekret o wolności religijnej. W ciągu następnych dziesięcioleci dawne polskie prowincje, Wołyń, Podole i Ukrainę odwiedzała prawosławna >>misja<< niosąc za sobą ogień i miecz. W stawiających opór wsiach kwaterowano oddziały Kozaków, którym dawano pełną swobodę urządzania grabieży, hulanek i rzezi, dopóki nie wymogli na chłopach posłuszeństwa. Unickim duchownych stawiano do wyboru między uległością i gwałtem. Rodzicom grożono uprowadzeniem lub okaleczeniem dzieci. Tych, którzy stawiali opór, torturowano i zabijano. Apostatom udzielano hojnych nagród. Posuwając się szlakiem znaczonym krwią i upokorzeniem, szlakiem masowych zabójstw i nigdzie nie odnotowanego męczeństwa. >>misjonarze<< carycy przeprowadzili konfiskatę większości kościołów unickich oraz dokonali nominalnego nawrócenia mniej więcej czterech piątych ogółu ludności unickiej" (Norman Davies: "Boże igrzysko" , s. 234). Carscy urzędnicy na szeroką skalę zmieniali pisownię nazwisk polskich, np. Adamski na Adamczuk. Leszcyński na Leszcuk itp. 
W 1876 r. car kazał wybudować kilkadziesiąt drewnianych kaplic cerkiewnych od Włodawy po Hrubieszów w celu uprawosławienia katolików i unitów. Jeden pop obsługiwał 5 - 10 kaplic, a właściwie kapliczek cerkiewnych. Po nich pozostały jedynie zgliszcza na skutek I wojny światowej i wojny polsko-bolszewickiej. Nie było tam zresztą zbyt wielu prawosławnych. Po odzyskaniu niepodległości wojewoda lubelski postanowił to uporządkować. I nikt temu nie protestował, nawet nacjonaliści ukraińscy. Po raz pierwszy sprawa ta stanęła w 1990 r. podczas sympozjum zorganizowanego przez Unię Demokratyczną nt. tzw. przyjaźni polsko-ukraińskiej. Podczas tego spotkania podnieśliśmy zarzut ludobójstwa na ludności polskiej Kresów Wschodnich dokonanego przez OUN-UPA. 
Wtedy nacjonaliści ukraińscy wymyślili sprawę tych cerkwi, jak również zabijania Ukraińców na Chełmszczyźnie przez Polaków. W rzeczywistości AK i inne struktury podziemia wykonały wyroki na niemieckich agentach, wśród których było wielu Ukraińców. Wyroki te wydawano jednak nie z tytułu przynależności narodowej, lecz z powodu kolaboracji z okupantem niemieckim” (Zygmunt Mogiła-Lisowski; w: "Myśl Polska" z 12 października 2003). 
Prof. Andrzej Chojnowski w "Rzeczpospolitej" ("Niewspółmierny rachunek win", 23 lipca 2008) stwierdza: Cerkiew była beneficjentem rozbiorów Rzeczypospolitej. W XIX wieku kosztem Kościoła rzymskokatolickiego przejęła olbrzymie majątki na najbardziej rusyfikowanych terenach Polski. Kościół uważał się więc za pokrzywdzonego i w dwudziestoleciu międzywojennym dążył do rewindykacji tego mienia - zarówno ruchomego, jak i nieruchomości. 

Nie sposób jest ocenić straty materialne, jakie poniosła ludność polska w wyniku działań nacjonalistów ukraińskich. Ukraińcy zagrabili ziemię i mienie ponad miliona Polaków. Spalili bądź zmusili Polaków do opuszczenia ponad 300 tysięcy ich zagród. Spalili lub zniszczyli wszystkie kościoły i kaplice rzymskokatolickie we wsiach i małych miejscowościach. Na samym Wołyniu „powstańcy ukraińscy” mordowali Polaków zgromadzonych w 14 kościołach. Z ich ręki zginęło, najczęściej po bestialskich torturach, ponad 150 księży rzymskokatolickich, zakonnic i zakonników. Zniszczona została większość cmentarzy polskich. Na kilku tysiącach polskich masowych mogił, ofiar „depolonizacji” tych terenów, nie ma krzyża, porastają one chwastami, lasem, bądź znajdują się na nich pola uprawne. Zniszczone zostały niemalże wszystkie, często bezcenne zabytki kultury i sztuki polskiej. Niszczenie ich trwa zresztą nadal, jak chociażby we Lwowie (zbiory Ossolineum, zabytkowe kamienice). To nie była „depolonizacja”, to była „dehumanizacja” Wołynia i Małopolski Wschodniej. Była to najbardziej barbarzyńska i totalna Zagłada Polskich Kresów od czasów najazdów tatarskich oraz hajdamackiej rzezi Humania i okolic prawobrzeżnego Dniepru w 1768 roku, zwanej „Koliszczyzną”. Tym razem „dziką ordą” byli Ukraińcy, sąsiedzi Polaków, także Słowianie i także chrześcijanie. I nie brali pojmanych w jasyr – tak jak i hajdamacy Maksyma Żeleźniaka, którzy także torturowali, gwałcili i wyrzynali w pień Polaków (w tym konfederatów barskich) oraz Żydów. W 1772 roku dokonany został pierwszy rozbiór Rzeczpospolitej, natomiast w 1775 roku caryca Katarzyna II zlikwidowała Sicz Zaporoską, a wojska rosyjskie kozaków wyrznęły. Wówczas na „walkach narodowowyzwoleńczych Ukraińców” (bo tak obecnie ounowcy na Ukrainie przedstawiają koliszczyznę) skorzystała wyłącznie carska Rosja, na ludobójstwie ludności polskiej dokonanej przez Ukraińców w latach 1939 –1947 skorzystała Rosja bolszewicka. Obecna faszyzacja Ukrainy po raz trzeci służy Rosji odbudowującej swoją mocarstwowość. Oby, tym razem obyło się bez ofiar polskich. 



Stanisław Żurek

 

 

 
Copyright ©2007 Janusz Stankiewicz