POLSKI  

    ENG - DEU
 * Strona początkowa
 
 * Lwowska gwara
 * Lwowskie melodie
 * Lwowska Fala
 * UPA - Polemika
 * Kresy w ciemności
 * Koś. Św. M. Magd.
 * W. Poliszczuk
 * Co z tą Polską ?
 * Szkoła im. MM - Lwów
 * Kresy dzisiaj - galeria
 * Obrona Lwowa 1918
 * Pamiętamy ...
 * Białoruś- Dni swobody
 * Krwawa Wigilia
 * Fala nienawiści
 * Zjazd Kresowian
 * Kwestia żydowska
 * Jak było ze zdjęciem
 * Umorzenie ???
 * Teki edukacyjne
 * Zabić po raz drugi
 * Kresowa Księga ...
 * Nauczyciele - Lwów
 * Księża z Wołynia ...
 * Stowarz. "Podkamień"
 * Na kolanach ...
 * Czcić bohaterów ...
 * Przedmowa do ...
 * Kresowa księga ...
 * Nowa historia ...
 * Obrazy J. Lewczaka
 * Propagandowa ofen...
 * Liczenie ofiar ...
 * Legenda o „Birkucie”
 * Ukraińcy 1944 - 56
 * Zagłada Kresów
 * Sprawa Szeptyckiego
 * Bandera
 * Terror. akcje OUN
 * Legenda o Baligrodzie
 
 
 * Czytelnicy piszą ...
 * Poszukuję rodziny
 
 
 * Aktualności
 * Informacje
 * Informacje cz. 2
 * Polemiki
 * Polecamy
 
 * Ważne Adresy
 * Kontakt
 * Linki
 
 * Rok 1939
 * Rok 1940
 * Rok 1941
 * Rok 1942
 * Rok 1943
 *  * 01.43 - 04.43
 *  * 05.43 - 07.43
 *  * 08.43 - 09.43
 *  * 10.43 - 12.43
 * Rok 1944
 *  * 01.44 - 02.44
 *  * 03.44
 *  * 04.44
 *  * 05.44 - 06.44
 *  * 07.44 - 09.44
 *  * 10.44 - 12.44
 * Rok 1945
 *  * 01.45 - 03.45
 *  * 04.45 - 06.45
 *  * 07.45 - 09.45
 *  * 10.45 - 12.45
 * Rok 1946
 * Rok 1947
 * Rok 1948
 * Bibliografia
 
 * Netreba
 * Wywiad S. Srokowski
 * Krwawe zapusty
 * Lwów, Ural, Komi
 * Sąsiedzi z Marcelówki
 * Pierwsze wspomnienia
 * W Mogilnie
 * Pamiętnik Bronisławy
 * Młyny w Horochowie
 * Stasia Stefaniak
 * Józefa Nowak
 * Śpię w ubraniu
 * Na Podolu
 * Huta Stara
 * Msza w Łodzi
 * Bołdury i Leszniów
 * Mord w Maniowie
 * Tej nocy przyszli
 * W Radomiance
 * W wigiliny wieczór
 * Wspomnienia Albiny
 * Milowce
 * Hurby, gmina Buderarz
 * Cepuchy, p. lwowski
 * Milowce, p. Czortków
 * R. Szymanek
 * Z. i R. Schab
 * K. Kowalczyk
 * A. Sienkiewicz
 * Maria Roch
 * M. Sikorski
 * E. Świstowski
 * K. i A. Sidorowicz
 * Byłam Podolanką ...
 * Palikrowy
 
 
 * woj. tarnopolskie A - J
 * woj. tarnopolskie K - P
 * woj. tarnopolskie R - Ż
 * woj. tarnopolskie dod.
 * woj. tarnop. dod. nr. 2
 * woj. tarnop. dod. nr. 3
 * pow. przemyślański
 
 * woj. lwowskie A - J
 * woj. lwowskie K - P
 * woj. lwowskie R - Ż
 
 * woj. stanisław. A - J
 * woj. stanisław. K - P
 * woj. stanisław. R - Ż
 * woj. stanisław. dod.
 
 * woj. wołyńskie
 
 * woj. lubelskie
 
 * Polegli w walce z UPA
 
 * Wykaz zm. zesłańców
 * Kołdyczewo (Litwa)
 * pow. nowogródzki
 * Baranowicze
 * Olejów
 
 * Zgłoszenia Czytel.
 
 * dzieci - naz. A - B
 * dzieci - naz. C - D
 * dzieci - naz. E - G
 * dzieci - naz. H - J
 * dzieci - naz. K
 * dzieci - naz. L - Ł
 * dzieci - naz. M - O
 * dzieci - naz. P - R
 * dzieci - naz. S - Ś
 * dzieci - naz. T - W
 * dzieci - naz. Z - Ż
 
 * woj. tarnopolskie
 
 * woj. wołyńskie A - J
 * woj. wołyńskie K - M
 * woj. wołyńskie N - R
 * woj. wołyńskie S - Ż
 
 * Galicja wschodnia
 
 * woj. lwowskie
 ** pow. Bóbrka
 ** pow. Brzozów
 ** pow. Dobromil
 ** pow. Drohobycz
 ** pow. Gródek Jag.
 ** pow. Jarosław
 ** pow. Jaworów
 ** pow. Lesko
 ** pow. Lubaczów
 ** pow. Lwów
 ** pow. Mościska
 ** pow. Przemyśl
 ** pow. Rawa Ruska
 ** pow. Rudki
 ** pow. Sambor
 ** pow. Sanok
 ** pow. Sokal
 ** pow. Żółkiew
 
 * woj. stanisławowskie
 ** pow. Dolina
 ** pow. Horodeńka
 ** pow. Kałusz
 ** pow. Kołomyja
 ** pow. Kosów Huculski
 ** pow. Nadworna
 ** pow. Rohatyń
 ** pow. Śniatyń
 ** pow. Stanisławów
 ** pow. Stryj
 ** pow. Tłumacz
 ** pow. Turka
 ** pow. Żydaczów
 
 * woj. tarnopolskie
 ** pow. Borszów
 ** pow. Brody
 ** pow. Brzeżany
 ** pow. Buczacz
 ** pow. Czortków
 ** pow. Kamionka S.
 ** pow. Kopyczyńce
 ** pow. Podhajce
 ** pow. Przemyśl
 ** pow. Radziechów
 ** pow. Skałat
 ** pow. Tarnopol
 ** pow. Trembowla
 ** pow. Zaleszczyki
 ** pow. Zbaraż
 ** pow. Złoczów
 
 * woj. wołyńskie
 
 
 
 * Historia Kresów
 * Widoki Polski N. Orda
 * Drohobycz 1919-29
 * Kaźń Prof. lwowskich
 * Cm. Obrońców Lwowa
 * Cm.Obr.Lwowa-galeria
 * Cm. Łyczakowski
 * Cm. Łyczak.-galeria
 * Kamien. Pod. -galeria
 * XIII Zjazd Kresowian
 

GENEALOGIA

 

Genealogia

Poszukiwanie przodków

 
 * Więźniowie Pawiaka
 * Więźniowie Dachau
 * Ravensbruck
 * Virtuti Militari
 
 
 * Katalog stron
 * Top Lista
 * Top List

TOP RODZINA Katalog i ranking

Kresy Wschodnie

 

Aktualny PageRank strony ludobojstwo.pl dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO



Uklęknąć przed figurą św. Szeptyckiego?!


Modlitwa do Metropolity Andreja (wybrane fragmenty).

Ojcze Andreju módl się za nas!
Prosimy Ciebie, aby za twoim wstawiennictwem Bóg oświecił i zachował ode złego naród ukraiński, który woła do Ciebie: Alleluja!

Otcze Andreju! Modl sie za nami grzesznymi!

Kyr Andrej, właściwie Roman Maria Aleksander Szeptycki, ur. 29 lipca 1865 w Przyłbicach. Syn hrabiego Jana Kantego Remigiana Szeptyckiego i Zofii Ludwiki Cecyli Konstancji Szeptyckiej hrabianki Fredro. Miał sześcioro rodzeństwa.
Jego bratem był Stanisław Maria Szeptycki ,dowódca III Brygady Legionów Polskich, komendant Legionów, Szef Sztabu Generalnego, dowódca Frontu Litewsko-Białoruskiego, dowódca Frontu Północno-Wschodniego, minister spraw wojskowych.
Tylko Roman Maria Aleksander Andrzej czuł się narodowości ukraińskiej.
Nie byłoby w tym nic złego gdyby nie działał przeciwko Polakom.
Ukraińcy rozpoczęli proces beatyfikacyjny Andrzeja Szeptyckiego.
Tego, który błogosławił SS-Galizien , Ukrainische Hilfspolizei, OUN, UPA
i przydzielał im kapelanów.
Za jego przykładem poszli biskupi przemyscy: Josefat Kocyłowśkyj i jego sufragan Hryhorij Łakota, a w Stanisławowie Hryhorij Chomyszyn, którzy z ambon nawoływali do wstępowania do SS. 
Za tymi hierarchami poszedł kler greckokatolicki, niejednokrotnie święcąc narzędzia zbrodni i uczestnicząc czynnie w ludobójstwie. 
Czy wśród duchownych greckokatolickich nie ma tych, którzy naprawdę zasłużyli na kanonizację? Czy np. ks. Serafin Jaroszewicz , proboszcz greckokatolickiej parafii Żabcze k. Łucka, który za pomoc udzielaną Polakom został przez banderowców oblany benzyną, zamknięty w cerkwi i żywcem spalony nie jest dobrym kandydatem?
W liście NIE ZABIJAJ, A. Szeptycki wyraźnie sugeruje, że nie wolno zabijać brata. Braćmi Ukraińców są tylko Ukraińcy.
Czyli inne narodowości można mordować bezkarnie i z poparciem władzy metropolitarnej?
Gdy w czerwcu 1943 r. nasiliły się pełne okrucieństwa mordy OUN-UPA na Polakach, abp Bolesław Twardowski zwrócił się listownie do abpa Andrzeja Szeptyckiego, by ten powstrzymał swoich wiernych od okrucieństw dokonywanych na Polakach. Metropolita Szeptycki ,autorytet moralny dla Ukraińców nie powiedział swojemu ludowi: „Nie podnoś ręki na Polaka, on jest też twoim bratem!” Nie zareagował na prośby abp Bolesława Twardowskiego. Uważam, że moralnie jest współwinnym ludobójstwa! 

Dodam jeszcze list kandydata na świętego do Adolfa Hitlera :

„Jego Wysokość
Fuhrer Wielkiej Rzeszy Niemieckiej
Adolf Hitler

Wasza Ekscelencjo!
Jako zwierzchnik katolickiej Cerkwi, przekazuje Waszej Ekscelencji serdeczne poważania z okazji zajęcia stolicy Ukrainy,zlotowierzchniego miasta nad Dnieprem -- Kijowa.
Widzimy w Panu niezwyciężonego wodza niezrównanej i sławnej Armii Niemieckiej. Sprawa zniszczenia i wykorzenienia bolszewizmu, jaką Pan, jako Fuhrer Wielkiej Rzeszy Niemieckiej przyjął za cel w tym pochodzie, zaskarbia Waszej Ekscelencji wdzięczność całego chrześcijańskiego świata. Ukraińska Cerkiew grekokatolicka wie o historycznym znaczeni potężnego ruchu Narodu niemieckiego pod Pańskim kirownictwem. Będę się modlil do Boga o błogoslawieństwo zwycięstwa, które się stanie rękojmią trwałego pokoju dla Waszej Ekscelencji, Armii Niemieckiej i Niemieckiego narodu.
Z osobistym szacunkiem.
Andrzej hrabia Szeptycki - metropolita."


Czy któryś z Polaków będzie mógł modlić się do św. Andreja?
Wielu Ukraińców ukrywających się między nami, mieszkających w Polsce, mających obywatelstwo polskie i polskie nazwisko , wykształconych w polskich szkołach wpisze kolejną modlitwę do Kyra Andreja .


Iwona Kopańska – Konon

 


--------------------------------------------------------


Sprawa Szeptyckiego, kandydata na świętego

 


Jego Eminencja
Ksiądz Kardynał Stanisław Dziwisz
Metropolita Krakowski

Wasza Eminencjo !
Dostojny Księże Kardynale !

Ośmielam się napisać do Waszej Eminencji, ponieważ zapoznałem się z treścią listu pani prof. dr hab. Marii H. Szeptyckiej, w którym to liście pani profesor zwraca się do Waszej Eminencji z prośbą "o przekonanie księdza Tadeusza Isakowicza - Zaleskiego, że jego wystąpienia na tematy polsko - ukraińskich stosunków w czasie II wojny światowej są szkodliwe, nie służą prawdzie oraz boleśnie ranią naszą rodzinę".

W zaistniałej sytuacji zwracam się do Waszej Eminencji z prośbą, aby sprawiedliwie ocenił działalność księdza Tadeusza Isakowicza - Zaleskiego w zakresie poruszanym przez panią profesor Szeptycką i stosownie do tej oceny stanął w Jego obronie. 

Nie jest bowiem prawdą, że wystąpienia księdza Tadeusza Isakowicza - Zaleskiego "są szkodliwe" dla stosunków polsko - ukraińskich. Zapewne są szkodliwe dla stosunków z niegodnymi miana ludzi ludobójcami, którzy mordowali m. in. moje siostrzane rodzeństwo w sierpniu 1943 roku we wsi Mohylno ( Dyzio, Boguś i Tereska Gaczyńscy, wiek odpowiednio 10, 8 i 6 lat oraz niemowlę nieznanego imienia w wieku 6 dni). Zapewne Juchym Orluk, syn Prochora, urodzony w 1907 roku w Mohylnie, który własnymi rękami zamordował sześcioletnią Tereskę Gaczyńską, sześciodniowe niemowlę i matkę niemowlęcia Marcelinę Gaczyńską oraz Fiszczuk Mychajło, syn Archypa, urodzony w 1907 roku w Mohylnie, który w czasie mordowania pilnował, aby żadna z ofiar nie uratowała się ucieczką przez okna oraz Łuciuk Wołodymyr, syn Wasyla z Marcelówki, który z ramienia tzw. UPA organizował i kierował ludobójczą akcją w Mohylnie - podpisaliby się pod podobnego typu apelem. Oni na pewno żądaliby, aby Wasza Eminencja zabronił księdzu Isakowiczowi mówić prawdę, a ich rodziny być może czują się "boleśnie zranione" przypominaniem haniebnych czynów swych ojców i dziadków. Oni woleliby być uznani za kombatantów i godnych szacunku bohaterów. Ja osobiście nie chcę mieć żadnych stosunków z ludźmi takiej kategorii. Ja wolę mieć dobre stosunki z tym Ukraińcem, który w Mohylnie po wydaniu przez Łuciuka Wołodymyra, dowódcy tzw. UPA, rozkazu mordowania polskich rodzin - pod pretekstem zaopatrzenia się w narzędzie mordu - pobiegł i w ostatniej chwili ostrzeżeniem "uciekajcie natychmiast, już do was idą" uratował życie rodzinom Bernackich i Szewczuków, z ukraińskimi sąsiadami rodziny mojej Mamy w Marcelówce Tolkiem i Ziuńką Giergielami, którzy dwukrotnie uratowali rodzinę Zarembów, z tymi wszystkimi Ukraińcami, którzy są prawdziwymi bohaterami i o których pisze historyk Romuald Niedzielko w książce "Kresowa Księga Sprawiedliwych". Jak Wasza Eminencja zechce zauważyć, nie postrzegam narodu ukraińskiego jako monolitu, który można by określić jednoznacznie mianem zbrodniczego lub nie, co sugeruje de facto pani profesor Szeptycka, używając na określenie zorganizowanej przez OUN i UPA ludobójczej akcji eufemizmu "konflikt polsko-ukraiński". Z mojej rodzinnej perspektywy nie było żadnej wojny polsko - ukraińskiej, byli Ukraińcy mordercy, byli Ukraińcy zbawcy, Wasza Eminencja lepiej niż ja wie, którzy podążali drogą Chrystusa. Jest wysoce prawdopodobne, że wspomniani wyżej Orluk Juchym i Fiszczuk Mychajło zeszli ze ścieżki chrześcijańskiego miłosierdzia i złamali boskie przykazanie, ponieważ ich pasterze - duchowni grekokatoliccy i prawosławni - głosili w cerkwiach nienawiść i wmawiali swoim owieczkom, że zabicie "Lacha" grzechem nie jest ? Z drugiej strony lokalny watażka tzw. UPA Łuciuk Wołodymyr groźbą użycia siły zmobilizował ich do tzw. UPA i za nie wykonanie rozkazu mordowania Lachów groził śmiercią ? 
Tutaj dotykam kwestii moralnej odpowiedzialności Metropolity Andrzeja Szeptyckiego. Nie piszę o kolaboracji z okupantami, bo ta kwestia jest oczywista. Nie jestem historykiem, napiszę więc tylko to, co zostało zauważone i przekazane przez moją rodzinę. Otóż w kwietniu 1943 roku ukraiński duchowny podczas symbolicznego pogrzebu państwa polskiego przemawiając do zgromadzonych ukraińskich mieszkańców wsi Mohylno powiedział: "jednej nacji (żydowskiej) już na naszej ukraińskiej ziemi nie ma, jeszcze pozostała druga !" Świadkiem tego była pani Szewczuk, mieszkająca obok cerkwi. Natomiast Adolf Mizerski z Marcelówki latem 1943 roku został wyznaczony jako furman do zawiezienia Ukraińców z swojej wsi na zebranie do cerkwi w Mohylnie. Piszę "zebranie", ponieważ - przypuszczam, że Wasza Eminencja zgodzi się ze mną - trudno nazwać nabożeństwem ceremonię poświęcenia narzędzi mordu, noży i siekier. Dlatego ośmielę się napisać, że w cerkwi w Mohilnie w 1943 roku odbyło się "bezbożeństwo" prowadzone przez chrześcijańskiego kapłana. Tak pokrzepieni "duchowo" uczestnicy "bezbożeństwa" chcieli natychmiast zamordować furmana Adolfa Mizerskiego, jednak znowu z rzekomego frontu "konfliktu polsko - ukraińskiego" wyłamał się Ukrainiec Bołwach, który nie mogąc otwarcie wystąpić przeciwko słowom "kapłana" i przeciwko terrorowi UPA - użył podstępu, twierdząc, że owszem, należy "Lacha" zamordować, ale nie teraz, później.... 
Naiwna pani Bernacka z Mohilna zbierała po wsi kurze jaja, aby zanieść je "batiuszce" i prosić o odprawienie mszy w intencji powstrzymania mordowania ludzi, co wobec faktu odprawiania "bezbożeństwa" było nierealne. 
Tak więc morderca Juchym Orluk, który ukończył trzy klasy szkoły powszechnej, z drogi Chrystusa został sprowadzony przez swego duszpasterza zachętą i "rozgrzeszeniem", a przez władzę świecką - watażków z UPA - groźbą śmierci za nieposłuszeństwo. 
Należy przypuszczać, że Metropolita Andrzej Szeptycki był w tym okresie najlepiej wykształconym człowiekiem. Powinien był przewidzieć, że analfabecie Fiszczukowi Mychajło i absolwentowi trzech klas Orlukowi Juchymowi należało w liście pasterskim "Nie zabijaj" wyraźnie powiedzieć - "Pamiętaj - Lach, Żyd, Czech, Ormianin, Ukrainiec - to Twoi bracia w Chrystusie". Tego niestety nie napisał. Chociaż napisał tak wiele. Pamiętam z lekcji religii zalecenie Chrystusa - "niech mowa wasza będzie - tak, tak - nie, nie - wszystko co ponadto, od diabła pochodzi".
Doświadczenia tych strasznych czasów uczy nas, że należy pilnie strzec się, by nie zejść z drogi Chrystusa, bo może zdarzyć się, że nawet osoby duchowne będą próbowały wieść nas całkiem inną drogą, tak jak przydarzyło się Orlukowi i Fiszczukowi. Wydaje się, że poznać tych fałszywych proroków zupełnie łatwo, poprzez ich rozmijanie się z nauką Chrystusa. Po pierwsze prawda. Ja, Tokarczuk, będę starał się trzymać tego kryterium, tacy kapłani jak ksiądz Isakowicz - Zaleski z Radwanowic lub ksiądz Puzon z Hrubieszowa będą zawsze moimi przewodnikami. Fiszczuk i Orluk musieli wybierać pomiędzy "nie zabijaj" i "zabijaj', a ja, Tokarczuk, mogę mówić prawdę lub kłamać, mogę dać posłuch prawdzie lub kłamstwu.
W tej konkretnej sprawie ksiądz Isakowicz - Zaleski mówi:
Ofiarom - pamięć i cześć,
Polsce i Ukrainie - przyjażń i zgoda,
OUN, UPA i SS "Galizien" - hańba i potępienie. 

Dlatego uważam, że pani Szeptycka pomyliła się bardzo, pisząc swój list mający de facto zakneblować usta księdzu Isakowiczowi - Zaleskiemu. Gdyby tak się stało, dla licznej rzeszy ludzi z rodzin dotkniętych strasznym doświadczeniem ludobójstwa zorganizowanego przez OUN i UPA będzie to kolejny cios, wzmagający poczucie krzywdy spowodowane wieloletnią zmową milczenia. Ta zmowa milczenia dla mnie osobiście skutkuje tym, że Państwo Polskie nie jest w stanie wyegzekwować od Państwa Ukraińskiego prawa do chrześcijańskiego pogrzebu dla doczesnych szczątków mojego siostrzanego rodzeństwa. A Rzymsko-Katolicki Kościół Powszechny - mój Kościół - w tej sprawie milczy. Czy te kosteczki, te dzieci są nadal stroną "konfliktu polsko-ukraińskiego", tak jak wtedy, gdy 36-letni Juchym Orluk zabijał 6-letnią Tereskę Gaczyńską oraz sześciodniowe niemowlę ?
Jeśli się mylę, jeśli błądzę - to czy Wasza Eminencja znajdzie czas, aby mnie wesprzeć w rozterkach, doradzić, w ogóle odpowiedzieć ?
Proszę przyjąć wyrazy czci i szacunku


Wiesław Tokarczuk
Kraków

Do wiadomości:
1.Maria H. Szeptycka
prof. dr hab. 
Warszawa
2.ksiądz Tadeusz Isakowicz - Zaleski
Fundacja im. Brata Alberta
3.o.Ireneusz Kondrów
Fundacja Metropolity Andrzeja Szeptyckiego
Hruszowice 62
4. Mirosław Murynowicz
profesor Katolickiego Uniwersytetu Ukraińskiego
Lwów 79005
Ukraina


*****************

 

 

13.10.2009r. 


Wystąpienie Ministra Adama Daniela Rotfelda w czasie uroczystości wmurowania 
tablicy pamiątkowej w hołdzie dla Metropolity Lwowskiego, Andrzeja Szeptyckiego 
i Archimandryty Zakonu Studytów, bł. Klemensa Szeptyckiego. Uniów, 19 sierpnia 
2005 r.



Eminencjo, Księże Kardynale 
Wielebni Księża, Szanowni Państwo, 

Dzisiejsza uroczystość ma dla wielu z nas znaczenie szczególne. Niezwykłe jest 
miejsce, w którym spotykamy się. Niezwykłe są dzieje tego klasztoru. Przede 
wszystkim jednak niezwykli są ludzie, którym pragniemy dziś – odsłaniając tę 
tablicę złożyć hołd. Obaj bracia Szeptyccy – Roman Aleksander Maria, który 
przybrał imię zakonne Andrzej oraz młodszy o 4 lata Kazimierz, który przybrał 
imię zakonne Klemens – odegrali olbrzymią rolę w historii Kościoła 
Greckokatolickiego, w dziejach Ukrainy w ostatnim stuleciu. Życie i działalność 
Metropolity Andrzeja Szeptyckiego jest znane. Jakkolwiek opisane w wielu 
książkach nadal stanowi przedmiot zainteresowań badawczych ze względu na 
wielowymiarową rolę, jaką odegrał jako przywódca duchowy i religijny, wielki 
moralista i nieprzeciętny polityk. Znacznie mniej znane jest życie i rola 
Archimandryty Klemensa Szeptyckiego, chociaż wyniesiony został na ołtarze przez 
Papieża Jana Pawła II. Błogosławiony Klemens Szeptycki – podobnie jak Jego 
starszy brat – zajmował się początkową działalnością polityczną. Był posłem do 
Wiedeńskiej Rady Państwa. Ustąpił z niej w wyniku konfliktu z Narodową 
Demokracją. W wieku 41 lat porzucił świetnie zapowiadającą się karierę 
polityczną i wstąpił do Zakonu Studytów, którego regułę (Typikon) opracował 
wspólnie z Metropolitą Andrzejem. Studia teologiczne odbył w Innsbrucku, a w 
1915 roku uzyskał święcenia kapłańskie. Był wieloletnim Ihumenem Monastyru w 
Uniowie, a w 1939 roku powołany został przez Metropolitę na greckokatolickiego 
egzarchę Rosji i Syberii. W roku 1944 Błogosławiony ojciec Klemens został 
archimandrytą Studytów Uniowskiej Ławry. 
Aresztowany w 1947 roku przez władze radzieckie był początkowo przetrzymywany w 
Przemyślanach, a następnie na podstawie decyzji orzeczenia Specjalnego Kolegium 
KGB w Kijowie – skazany na długoletnie więzienie o zaostrzonym reżimie we 
Włodzimierzu nad Klaźnią. Zmarł w tym więzieniu 1 maja 1951 roku. 
Był człowiekiem głębokiej wiary i wielkiego umysłu. Obaj bracia Szeptyccy byli 
nie tylko arystokratami z urodzenia, ale i z ducha. Ich ekumenizm nie był pustą 
deklaracją, ale otwarciem na ludzi – bez względu na ich narodowe pochodzenie 
czy społeczny status. Występowali przeciwko dyskryminacji Ukraińców, bronili w 
czasie wojny Polaków prześladowanych i mordowanych na Wołyniu i w Galicji 
Wschodniej; ratowali Żydów. Są dziesiątki świadectw ich szlachetnej 
działalności. Nie jest moja intencją, aby dawać dziś – tu i teraz – świadectwo 
wielkości i szlachetności obu braci Szeptyckich. Uczynili to inni, wielokrotnie 
w różnej formie i w sposób znacznie bardziej kompetentny niż mógłbym to 
uczynić. Poświęcono tej sprawie wiele publikacji i dokumentacji. Przypadek 
sprawił, że kilka tygodni temu otrzymałem kolejne świadectwa zebrane przez 
ludzi, którzy zawdzięczają swoje życie odwadze i decyzji Metropolity Andrzeja 
oraz osobistemu poświęceniu i zaangażowaniu błogosławionego Klemensa. Wymienię 
tu nazwisko Kurta Lewina, który w książce „A Journey Through Illusions” opisał, 
jak wielkie ryzyko dla życia zakonników wiązało się z pomocą udzielaną 
prześladowanym. Otrzymałem też w tej sprawie listy od dwóch chłopców, którzy 
wraz ze mną ponad 60 lat temu przebywali w tym klasztorze. Jeden z nich wybitny 
kardiochirurg dziecięcy w jednej z amerykańskich klinik, profesor Leon 
Chameides (poznałem go w Uniowie pod ukraińskim imieniem Łewko Chamiński) 
napisał do mnie przed laty: „ Nie mogę pozbyć się myśli, jak wiele mogłoby 
zrobić dla swoich bliskich i dla świata te dzieci, które nie przeżyły.” 

O wielkich zasługach obu braci Szeptyckich wielokrotnie pisał profesor Szymon 
Redlich, a ostatnio ukazał się w prasie światowej artykuł Alexa Dorona o roli 
Metropolity Szeptyckiego w czasie II wojny światowej – „Holier than the Pope” 
(Świętszy niż Papież). Szeroko znane jest wezwanie, które Metropolita Andrzej 
Szeptycki skierował do duchowieństwa i wiernych w 1942 roku pt. „Nie zabijaj”. 
Mniej znany jest list Metropolity do Papieża Piusa XII z 29 sierpnia 1942 roku. 
Pisał w tym liście: „Dziś cały kraj jest zgodny co do tego, że władza niemiecka 
jest zła, prawie diabelska, i w stopniu chyba jeszcze wyższym niż władza 
bolszewicka. Co najmniej już od roku nie ma dnia, w którym nie byłyby 
dokonywane najohydniejsze zbrodnie, morderstwa, kradzieże i grabieże, 
konfiskaty i wymuszenia. Pierwszymi ofiarami są Żydzi. Liczba Żydów 
zamordowanych w naszym małym kraju z pewnością już przekroczyła dwieście 
tysięcy.” Opis zawarty w tym liście jest wstrząsający. Trzeba pamiętać, że 
pisał to człowiek od lat przykuty do wózka inwalidzkiego. Pisał to z Pałacu w 
pobliżu Katedry Św. Jura, ze Lwowa, w którym zbrodnia była codziennością. Wtedy 
polecił duchowieństwu, które podlegało jego władzy, aby ratowali 
prześladowanych, wyjętych spod prawa, mordowanych. Kiedy umarł – a stało się to 
w kilka miesięcy po zajęciu tych terenów przez Armie Czerwoną, 1 listopada 1944 
roku – na ulice wyległ cały Lwów. Pamiętam całonocne czuwanie w tej Cerkwi i 
ponury nastrój tamtych dni. Radości z wycofania się Niemców nie towarzyszyła 
nadzieja na poprawę losu. 8 marca 1946 roku pseudo-Sobór unieważnił Unię 
Brzeska i ogłosił przyłączenie Kościoła Greckokatolickiego do Patriarchatu 
Moskiewskiego. Wkrótce Archimandryta Klemens został aresztowany. Pamiętam to, 
ponieważ przez pewien czas nosiłem co dwa tygodnie paczki do więzienia w 
Przemyślanach. Pewnego dnia powiedziano mi, abym więcej nie przychodził. 
Archimandryty w więzieniu już nie ma. Klasztor został rozwiązany, zamknięty, a 
dzieci przewiezione zostały do Złoczowa. Miałem wtedy 8 lat. Wielokrotnie w 
myślach wracałem do tych przeżyć z dzieciństwa. Nie sądziłem, że będę miał 
sposobność, aby wyrazić swoją wdzięczność za wszystko, co mnie w tym klasztorze 
spotkało. Tak się złożyło, że mogłem o tym opowiedzieć Papieżowi Janowi Pawłowi 
II w czasie prywatnej audiencji 3 grudnia 1999 roku. 


Los sprawił, że mogę dziś – w wolnej Ukrainie i w odbudowanym i na nowo 
zorganizowanym klasztorze – uczestniczyć w uroczystości wmurowania tej 
symbolicznej tablicy w hołdzie obu wielkim hierarchom odrodzonego Kościoła 
Greckokatolickiego. Czynię to w obecności Głowy tego Kościoła, kardynała 
Lubomyra Husara, który jest kontynuatorem dzieła swoich wielkich poprzedników. 
Czynie to z potrzeby serca i w duchu listu biskupów greckokatolickich Ukrainy i 
rzymskokatolickich Polski z okazji wzajemnego przebaczenia i pojednania. 
Dzisiejsze nasze spotkanie jest skromnym świadectwem tego, że szlachetne czyny 
są ziarnem, które owocuje po latach – również w następnych pokoleniach. Wierzę 
głęboko, że przesłanie duchowe Metropolity Andrzeja i Archimandryty Klemensa 
będą drogowskazem i wzorcem dla Ukraińców nowej generacji. Wspólnie z 
pokoleniem młodych Polaków Ukraińcy kształtują dziś nowy typ stosunków – 
serdecznych, przyjaznych i opartych na wzajemnym zaufaniu. 

Dziękuję za uwagę. 

 

*****************

 

s.1:

„Ja Ukrainiec z dziada-pradziada” 

Postać metropolity Andrzeja Szeptyckiego – Sługi Bożego – ma bardzo doniosłe znaczenie tak dla Grekokatolickiej Cerkwi, jak i dla narodu. 
Metropolita odegrał odegrał ogromną rolę w duchowej, narodowej i kulturalnej historii w tej części Europy, która dziś zwie się wolną Ukrainą. 
Głowa UGKC w XX w. – jego działalność ściśle powiązana ze wspólną historią Ukraińców i Polaków.
Lwowski metropolita, który w przeciągu 45 lat był na stolicy Ukraińskiej Grekokatolickiej Cerkwi – syn rzymskokatolickich rodziców, jeden z pięciu braci, wychowany w kulturze Rzeczypospolitej Obojga Narodów, wybrał wschodni obrządek i mnisi stan bazyliański, tym samym powracając do korzeni własnego rodu, wybierając służbę narodowi, ażeby czynić tak wiele dobrego swojej Cerkwi w okresie największych historycznych prób XX stulecia. 
W swoich pasterskich listach A. Szeptycki stale podkreślał, że w cerkiewnej misji chce kierować się nauczaniem i przykładem Jezusa Chrystusa, brać odpowiedzialność ze Cerkiew i naród oraz wychowanie przyszłych pokoleń, być „wszystkim dla wszystkich” (za św. Pawłem), duchownym ojcem, który opiekuje się wiernymi i wiedzie ich chrystusową drogą, zachęcając różnymi formami działalności do świeckiej oświaty i obywatelskiej aktywności. 
Metropolita prowadził szeroką ekumeniczną działalność i całym sercem pragnął zjednoczenia wszystkich Kościołów w Chrystusie Zbawicielu oraz sprzyjał temu, żeby wschodnie Kościoły miały takie same prawa jak rzymskokatolicki kościół. „My, wschodni katolicy chcemy zachować swój obrządek ze względu na narodową dumę i miłość” – mówił metropolita w 1923 r. w Rzymie. O wielkim szacunku metropolity do prawosławia świadczy jego bogata korespondencja z wołyńskim prawosławnym biskupem Antonijem Chrapowieckim. Szczególnym przejawem szacunku do prawosławia był sprzeciw metropolity wobec akcji burzenia prawosławnych cerkwi na Chełmszczyźnie, który wyraził w pasterskim liście do władzy. 

s. 6:
Teraz ta już historyczna postać, która w świadomości ukraińskiego społeczeństwa – bezpośredniego świadka historii – oraz w literaturze i filmach urosła do obrazu-mitu, utożsamia się ze złożonymi ukraińsko-polskimi stosunkami w XX w.
Do dzisiaj ta osobistość w różnych społecznych i narodowych środowiskach rozpala emocje i napięcia, bo i dotąd postać metropolity towarzyszy niemało stereotypów, nieprawdy i wątpliwości. Dlaczego ten wybitny działacz kościelny jeszcze nie zalicza się do szeregu świętych? Dlaczego jego nie chcą uznać „Sprawiedliwym [wśród Narodów] Świata”, choć i on ratował Żydów? Czy w niedalekiej przeszłości nie fałszowane były materiały o metropolicie, które malowały go czarnymi kolorami? A. Szeptycki był niewygodnym dla dwóch totalitarnych systemów, w których miał nieszczęeście żyć i służyć wiernym.
W najbliższym czasie w Krakowie odbędzie się konferencja naukowa, w której wezmą udział naukowcy i przedstawiciele duchowieństwa z różnych krajów świata, żeby niezależnie od badań i narodowych poglądów, przedstawić i porównać własne interpretacje, dorobki naukowe. Mają one na celu dojść do bardziej obiektywnego określenia tej świetlanej postaci, która jeszcze za życia poddała się krytyce, a mimo to zmieniała świat.

* Cytat z Listu pasterskiego bp. A. Szeptyćkoho do duchowieństwa, 1899 r.
Rozmowa z Marią i Maciejem Szeptyckimi – współorganizatorami międzynarodowej konferencji „Metropolita Andrzej Szeptycki – człowiek Kościoła, działacz społeczny, mąż stanu”. 

Zanim przejdziemy do postaci ojca Andrzeja, przedstawmy czytelnikom początek jego życiowej drogi, która prowadzi od rodziców: Jana Kantego Szeptyckiego (jeden z najstarszych rusińskich szlacheckich rodów) i Zofii z Fredrów (córki pisarza Aleksandra). Wzrastał on wśród czterech braci, dwóch narodów i dwóch religii. 
Maciej: Z rodu Jana Kantego Szeptyckiego żyją dziś potomkowie dwu jego synów – Leona, od którego pochodzi właśnie ciotka Maria, i od Aleksandra – potomkiem którego jestem ja, to znaczy jestem jego prawnukiem. Z rodu Jana Kantego znamy wszystkich, mamy ich adresy, stale kontaktujemy się. Żyją jeszcze dwie wnuczki Jana Kantego – Jelisaweta Wejmanowa i Anna Szeptycka – to seniorki naszego rodu. Cieszymy się, bo nasz ród jest liczny i też bogaty w dzieci. 
Czy organizujecie rodzinne zjazdy?
Maciej: Takich spotkań, które by obejmowały wszystkich – i tych z Polski i zza granicy – póki co nie robimy, ale są spotkania z różnych okazji, tak radosnych, jak i smutnych. W dobie internetu kontakty mamy stałe.
Wy, młode pokolenia Szeptyckich, pamiętacie nie tylko o duchowej, ale i o materialnej spuściźnie rodziny. Dokonaliście próby odzyskania rodowego majątku w Łaszczowie na Tomaszewszczyźnie. Czy to nie droga przez mękę?
Maciej: Majątek w Łaszczowie – to 700 ha ziemi, ale póki co nie występujemy o zwrot nam – spadkobiercom. Próbowaliśmy odzyskać park (12 ha) i ruiny pałacu, które przeszły w ręce gminy. To jest własność mego pradziada. I zwyciężyliśmy na trzech etapach: u lubelskiego wojewody, w ministerstwie rolnictwa i w wojewódzkim sądzie administracyjnym. Uznano, że PKWN bezprawnie zabrał majątek: trzeba go zwrócić spadkobiercom. Natomiast miejscowa gmina odwołała się od tego postanowienia, bo nie chce tracić reprezentacyjnego miejsca. Najbliższe miesiące pokażą końcowe rozwiązanie. Chodzi nam nie tyle o to, kto ma być właścicielem obiektu, ile o to, by przywrócić go do godnego stanu i dla celów, którym on ma służyć. 
Ród Szeptyckich założył fundację. Jaki program chce realizować?
Maciej: Ogólnie, nam chodzi o ochronę i rozwój narodowo-kulturalnej spuścizny związanej z naszą rodziną, postaciami naszego rodu, którzy wnieśli tak do polskiej, jak i ukraińskiej kultury duchowe bogactwo. Chcemy znaleźć miejsce w nowym świecie dla tych wartości, dowiedzieć się, o ile one nadal aktualne, szukać własnych interpretacji tej spuścizny i opiekować się nią. 
Jednym z widocznych punktów waszego programu będzie przeprowadzenie w najbliższym czasie (25-26 listopada) międzynarodowej konferencji, poświęconej postaci metropolity Andrzeja, Sługi Bożego, bowiem jego proces beatyfikacyjny rozpoczęty w 1958 r.… i dotąd jakoś nie zakończony.
Maria: Całe swe życie boleśnie przyjmowałam bardzo czarną legendę o metropolicie w Polsce. Spotykałam się z bogactwem przykrych sytuacji, kiedy przeklętym było nazwisko Szeptyckich. I właśnie konferencja – to jedno ze starań, żeby bez przekręceń, spierając się na dokumnety, mówić uczciwie, otwarcie i sprawiedliwie o tej bezsprzecznie wielkiej postaci w duchowym życiu Ukrainy, o człowieku, który wyrósł na pograniczu dwóch narodów, dwóch kultur i wyznań.
Dobrze, że organizujemy tę konferencję w Polsce, do tego w Krakowie. Ona będzie otwartą, więc ten, kto nie lubi metropolity, może przyjść i włączyć się do dyskusji. 
Pragniemy, by przez takie spotkania złamać tę czarną legendę. Początki już zrobiono w 2000 r., kiedy z o. Markiem przygotowałam (w języku polskim) wydanie wybranych dokumentów, teologicznych artykułów i listów metropolity Andrzeja. Wtedy niełatwo było przekonać krakowskie wydawnictwo „Znak” do celowości takiej książki. 
Bardzo nas w tym podtrzymywał Stafan Świeżawski (obecnie już nieżyjący) – folozof KUL-u. 
Maciej: Konferencja będzie małym elementem, który wpisze się w prawdziwą legendę o postaci metropolity. Czy uda nam się zrujnować istniejące stereotypy? Chcemy na słowo odpowiadać słowem i dokumentami, i bić się w tym brutalnym świecie ze złym pijarem.
Kiedy metropolita będzie beatyfikowany, czy kiedy mu nadadzą tytuł „Sprawiedliwego wśród Narodów Świata”, to prewartościowanie działalności metropolity przyjdzie samoistnie. Czy doczekamy się tego? Nie wiem. Mój dziad nie dożył tego, ale bardzo marzył i uważał, że najważniejsze, żeby tak się kiedyś stało. 
Maria: Teraz, kiedy my kończymy przygotowania do konferencji, w miesięczniku „Nowa Europa Wschodnia” pojawi się artykuł o. Petra Kuszki o metropolicie (biografia i działalność metropolity podczas II wojny światowej). Ojciec w ten sposób chce pokazać ewolucję myśli, przewartościowań ojca Andrzeja. Ta ewolucja wyraźna i jednoznaczna, bo metropolita, wychowany w zachodniej kulturze, w austriackich i niemieckich szkołach, podczas wojny jasno zrozumiał, że hitlerowskie Niemcy –to nie wielkie Niemcy z wysoką kulturą. Artykuł zawiera też bardzo piękny rys duchowy – szacunek do człowieka, niezależnie od nacji czy religii. 
Małym dowodem tego jest chociażby kalendarz na 2010 r., który przygotowało Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie. W nim każdy miesiąc poświęcony jakiejś osobie, która pomagała Żydom. Luty poświęcony jest Andrzejowi Szeptyckiemu. Z niektórymi z uratowanych przez metropolitę prowadzę korspondencję. Przysłano mi z muzeum 4 egzemplarze kalendarza, które podarowałam ojcom bazylianom, bo metropolita był jednym z nich, synowi Andrzejowi, potomkowi rodu, kuzynowi Maciejowi i… sobie. Bardzo wymowny jest tytuł kalendarza – „Najważniejsze to, co robisz”, który wprost odnosił się do dobrych uczynków metropolity i tych ludzi. 
Niestety, dotąd ojca Andrzeja – Halickiego i Lwowskiego metropolity UGKC – nie wyniesiono na ołtarz i nie nadano mu tytułu „Sprawiedliwego wśród Narodów Świata”. 
Maria: Proces beatyfikacyjny, który się przeciąga, jest dla mnie całkiem niezrozumiały. Wielki autorytet zwracał się (m.in. minister D. A. Rotfeld) jeszcze do Papieża Jana Pawła II, inni otwarcie piszą o zasługach metropolity – chociażby Szymon Redlich z Izraela czy amerykański Żyd Julian Busegang. Do rzeczy, książka z jego rozmyślaniami i wstępem prof. Mirosława Marynowycza ze Lwowa już wyszła drukiem.
Jest duża grupa ludzi, nie tylko na Ukrainie, ale i na świecie, która ceni i szanuje metropolitę, jednak, niestety, są i tacy, którzy kierują się głuchotą i tępą nienawiścią. To mnie boli. Trzeba zrozumieć metropolitę jako człowieka z bardzo dramatycznym wyborem w okresie międzywojennym czy podczas wojny. Tenże wybór nakreślał los społeczeństw, a metropolita przestrzegał dekalogu i kierował się szacunkiem dla człowieka. 
Ojciec Andrzej powrócił do korzeni przodków (w 17-18 stuleciu z tego rodu było aż trzech grekokatolickich biskupów) i czuł się Ukraińcem (czy, jak wtedy określało się, Rusinem). Więc, rodzina Szeptyckich stała się polsko-ukraińską z dwoma katolickimi obrządkami. Czy wam, potomkom, to nie stało na przeszkodzie, szczególnie w komunistycznych czasach, kiedy propaganda hańbiła dobre imię i pamięć metropolity. Może pamiętacie jakieś momenty, kiedy przykro było słuchać, czytać…
Maciej: Ciotka, być może, będzie więcej pamiętać, bo ja, kiedy skończyła się epoka komunizmu, miałem 18 lat. W liceum miałem szczęście mieć dobrych nauczycieli i otwarcie mówiłem, że mój przodek (brat metropolity) był generałem, a ja jestem jego stryjeczny prawnuk. On odegrał istotną rolę w polsko-bolszewickiej wojnie 1920 r. i pod koniec lat 80. na lekcjach historii można było o tym mówić. Natomiast o metropolicie wtedy jeszcze nikt nie wywoływał dyskusji, bo moje pokolenie o nim nic nie słyszało. Na przestrzeni ostatniego dziesięciolecia ludzie coraz częściej wiązali moje nazwisko z metropolitą, bo ukazują się dobre artykuły o tej świetlanej postaci. 
Ciotka powiedziała o stworzeniu czarnej legendy o metropolicie. Ja bym nazwał to hańbą, bo toż wykrzywienie informacji o człowieku. A wszystko to wychodzi z tego, że ludzie w ogóle wszystko uproszczają, starają się tę postać „rozłożyć po policzkach”. Takiej złożonej postaci, jaką był ojciec Andrzej, nie odbiera się jednoznacznie. On od dzieciństwa narażał się na niebezpieczeństwo, bo szedł pod prąd, trzymając się swoich zasad i takiego człowieka odbierano jako sprzecznego. Nawet człowiek obiektywny powie, że on przyjął dwuznaczne postawy, a to od razu wywołuje wątpliwości. Stąd krótka droga do uogólnień i przyjęcia wszystkich negatywnych propagandowych oszczerstw.
Maria: Ja od dzieciństwa boleśnie reagowałam na wszystkie złe myśli o naszym rodzie. Wychowywałam się pod Krosnem, uczyłam się w Krakowie i nasze nazwisko było dla mnie wielkim ciężarem.
Pamiętam, jak podczas studiów pojechałam ze znajomym w Beskid Niski. Jesień, chłód, zatrzymaliśmy się w schronisku.
s. 7:
Tu doszło do gorącej rozmowy, narzekań ze strony innego turysty, który nie znając naszych nazwisk, oświadczył, że my na pewno z Fredrów albo z Szeptyckich… To jeden z radosnych momentów, ale były i przykre sprawy, szczególnie do 1956 r., kiedy nie mogliśmy wstępować na uniwersytet i robić kariery – wszystkie drogi były dla nas zamknięte. Jedyną niszą, do której mogliśmy wcisnąć się, były nauki ścisłe. Dlatego jeden brat został profesorem nauk matematycznych, drugi – przyrodoznawstwa, a ja – profesor fizycznych nauk. Po prostu w tych czasach pochodzenie i nazwisko odbierano negatywnie i ludzie albo przepadali albo gdzieś wciskali się i realizowali się nie zawsze w upragnionym kierunku.
Kilka lat temu, minister spraw zagranicznych – A. Rotfeld – jechał do Uniowa na Ukrainę odsłonić tablicę pamięci poświęconą metropolicie i jego bratu o. Klemensowi. Wziął mnie ze sobą, mego syna Andrzeja i ciotkę Wejmanową z Torunia. Z wielkim szacunkiem kładł białoczerwone kwiaty pod tablicą, na której było napisane o wdzięczności za ratowanie polskich, żydowskich i ukraińskich dzieci. Wtedy przyszła mi do głowy taka myśl: to, co przeżyłam z moim nazwiskiem, tu zostało wynagrodzone. 
Dzisiaj ze swoim nazwiskiem wy dobrze usadowiliście się w wolnej Polsce, być może bywa, że ono jest dodatkowym atutem. Czy możecie określić swą przynależność do jakiejś świadomości?
Maciej: Moja świadomość, powiązana z metropolitą, w przeciągu 25 lat przechodzi ewolucję, bo ja coraz więcej dowiaduję się o tej postaci . Postawić trzech braci jednej narodowości z jednej strony i metropolitę oraz o. Klemensa – studytę w drugiej linii – u nas w rodzinie nie można. Jeśli by tak było, to obecnie nie byłoby wspólnych wysiłków dla wyprostowania obrazu metropolity i rodzinna tradycja rodu nie byłaby mi przekazana, a ja jestem już dalekim pokoleniem Szeptyckich – czwartym. 
U wszystkich, być może, istniał nadzwyczaj silny emocjonalny związek i związek wartości i zrozumienia – u mego pradziada Aleksandra, i ciotecznego dziada Leona oraz u samego generała Stanisława, w ich domach – z tym, co czynił metropolita Andrzej Szeptycki. Dlatego my wszyscy obecnie znajdujemy się po jednej stronie i nasze dzieci schylają głowy przed jego wielką postacią. 
Nasza świadomość, co chcę podkreślić, sformowała się w epoce pięciu braci. Potrzebne były dziesiątki lat, prawie 100 lat od marzeń metropolity do powstania samostijnej Ukrainy i teraz następuje historyczna przemiana. Musiała nastąpić przemiana w mentalności Europejczyków co do niezależności narodów. Metropolita w tym czasie, może lepiej od innych widział, a my, jako rodzina, która ma głębokie rusińskie tradycje, jednocześnie silnie powiązana przez I Rzeczypospolitą z polską kulturą, jesteśmy i będziemy przykładem tego, że rodzina, która silnie między sobą związana, te narody łączy. Pięciu braci Szeptyckich – to istota tego, czym ma być w przyszłości zjednoczona Europa, kraina narodów, które mogą ze sobą współpracować. 
Przykład naszej rodziny pokazuje: nie zważając na to, że jeden był polskim generałem, a drugi – duchownym, narodowym i duchowym przywódcą ukraińskiego narodu, potrafili oni razem siąść do stołu, stworzyć rodzinną radę do głębszych rozmów. 
Maria: Sama korespondencja między braćmi pokazuje wielką rodzinną zgodę. Pisali do siebie o. Klemens, metropolita Andrzej i generał Stanisław z Korczyna pod Krosnem i wszystkie listy nasycone wielką miłością. 
Maciej: Mówię, że wybiła godzina żeby negatywny obraz metropolity wywrócić.
Maria: Na Ukrainie, szczególnie zachodniej, ten obraz jest czytelny. W Polsce zainteresowanie metropolitą gaśnie. Natomiast nieprawdopodobnie silne podparcie metropolity wychodzi ze środowisk żydowskich. Żydzi otwarcie mówią (a to są leciwi ludzie), że swoje życie zawdzięczają właśnie metropolicie i tę prawdę przekazują kolejnym pokoleniom swego rodu. Jeden z Ameryki, w związku z potrzebą nadania metropolicie „Sprawiedliwego”, pisze: „Byłoby wielką niesprawiedliwością nie uznać zasług religijnego kaznodziei Ukraińców, który dla ratowania Żydów uczynił tak wiele, kiedy inni czynili tak mało”. 
Chcę jeszcze przywołać jedno zdanie z „Pasterskiego orędzia” metropolity, napisanego podczas ogłoszenia niezależności Ukrainy i powołania 1 lipca 1941 r. rządu z premierem Stećką, istniejącego tylko dwa tygodnie. W nim czytamy: „Od rządu oczekujemy mądrego, sprawiedliwego kierowania obywatelami, które uwzględniałoby potrzeby i dobro wszystkich zamieszkujących nasz kraj obywateli, bez względu to, do którego należą wyznania, narodowości i społecznej warstwy. Niechaj Bóg błogosławi wszystkie Twoje prace, Ukraiński Narodzie, i niechaj da wszystkim naszym przywódcom Świętą Mądrość z Nieba”. To bardzo odważne słowa, które przyświecały podczas niemieckiej okupacji. Ja będę o tym mówić na konferencji, a także przytoczę opowiadanie Kurta Lewina (ukazała się jego książka z polskim przekładzie – N.K.), którego ojciec – rabin – poszedł po poradę do metropolity, żeby postanowić jak wspólnie ratować ludzi, a kiedy wyszedł – Niemcy jego zabili. To też świadczy o tym, że człowiek przez 70 lat pamięta i szanuje uczynki ukraińskiego duchowego pasterza. 
Pani Mario, czytelnik nie daruje mi, jeśli nie zapytam Was: od jakiego czasu Wy zjawiliście w grekokatolickiej parafii w Warszawie. Czy to rodowe przewartościowanie, czy wezwanie krwi tu przyprowadził. 
To też długi proces, że nawet nie mogę określić, kiedy on się zaczął. Być może początki jego tkwią w studenckich latach, w Beskidzie… Z czasem zdobywałam coraz więcej wiadomości, więc i przewartościowannia pewnych historycznyche wydarzeń. Potem przyszła epoka samostijnej Ukrainy, pojechałam do Lwowa i pierwsze kroki zawiodły mnie do soboru św. Jura. Wchodzę po słowach – i we mnie wstępuje jakaś moc i świadomość: aż wchodzę w siebie…. To mnie utwierdziło w przekonaniu, że ja szybko muszę napisać do prymasa Glempa o zmianie obrządku i do metropolity Martyniaka o przyjęcie mnie do Grekokatolickiej Cerkwi. Wielkie wsparcie otrzymałam od profesora Świeżawskiego, który pochwalił moje postanowienie i był moim świadkiem przy podpisaniu dokumentów w cerkwi. Wszystkim powiedziałam: powraca się do korzeni. A potem syn Andrzej (politolog od problemów wschodnich – N.K.) spotkał towarzyszkę życia – Ukrainkę Anię i my wszyscy, już z moimi wnuczętami, jesteśmy parafianami oo. bazylianów.
I wszystko to, być może, odbyło się na wezwanie rodowe i Bożej opatrzności. 

Rozmowę przeprowadziła Natalia Krawczuk


Maria Szeptycka – absolwentka matematyczno-fizyczno-chemicznego wydziału UJ, profesor nauk fizycznych, pracownik Instytutu Atomowych Problemów i członek rady Fundacji rodu Szeptyckich. 
Maciej Szeptycki – absolwent wydziału elektroniki i informacyjnych technik Politechniki Warszawskiej, dyrektor amerykańskiej telekompanii w Warszawie. Przewodniczący Fundacji rodu Szeptyckich.

 

 

 

25.11.2009 r.

dr Andrzej A. Zięba
(Przesłane przez ks. Tadeusza Isakowicza - Zaleskiego)

Po zapoznaniu się na Księdza stronie internetowej z listem otwartym na 
temat sesji o metropolicie Szeptyckim, która będzie miała miejsce jutro 
w siedzibie Polskiej Akademii Umiejętności, pragnę jako jej uczestnik 
zapoznać Księdza z moim stanowiskiem w tej sprawie. Robię to wyłącznie 
we własnym imieniu.

Po pierwsze uważam, że każda postać historyczna, bez względu na ocenę 
jej działalności, może być tematem sesji naukowej. A żadne zebranie 
organizowane pod tytułem sesji naukowej lub przez instytucje, których 
statutową misją jest działalność naukowa, nie powinno służyć celom 
hagiograficznym, promocji lub polityce, lecz wyłącznie debacie naukowej. 
Takie było moje przekonanie, gdy zgodziłem się wziąć udział w 
konferencji o metropolicie Szeptyckim współorganizowanej przez PAU i 
Uniwersytet Jagielloński. Gdyby intencje innych współorganizatorów były 
inne, trzeba byłoby to uznać za nadużycie zaufania. W tym konkretnym 
przypadku nie przesądzajmy sprawy, zanim się rzecz nie dokona.

Po drugie uważam, że przybranie za patrona konferencji arcybpa Ihora 
Wozniaka jest czarnym żartem z pamięci metropolity Szeptyckiego.

Zajmuję się Szeptyckim od dawna i wiem, że przez czterdzieści lat swej 
pracy duszpasterskiej miał osiągnięcia i porażki, i że popełnił kilka 
poważnych błędów politycznych, z których największy to współpraca z 
nazistami. Lecz gdy oceniał mord polityczny, terror i rzezie ludności 
cywilnej dokonywane przez Ukraińców w walce o prawa narodowe nie miał 
wątpliwości, że są to naruszenia przykazania Nie zabijaj! Takie 
zachowanie piętnował. 

Arcybp Wozniak tej oceny najwyraźniej nie 
podziela, jak świadczą jego publiczne wystąpienia. Wynika z nich, że 
jeżeli ktoś zabija na swojej ziemi, dla dobra swojego narodu i zabija 
obcych to wszystko inne nie jest ważne ; robi dobrze, trzeba go za 
to czcić i naśladować. 

Zestawienie przemówień i wywiadów arcybiskupa 
Wozniaka z kazaniem metropolity Szeptyckiego z roku 1908 potępiającym 
mord dokonany przez ukraińskiego studenta na namiestniku Andrzeju 
Potockim lub z listem "Nie zabijaj!" z czasów masowych mordów na Żydach 
i Polakach, pokazuje dwa różne sposoby myślenia, między którymi nie ma 
punktu styczności. Arcybiskup Wozniak ocenia historię zgodnie ze 
wskazaniami nacjonalizmu, podczas gdy metropolita Szeptycki osądzał te 
same wypadki z punktu widzenia etyki chrześcijańskiej.
O to, który system oceny jest zasadny i kto, kogo ma oceniać, toczyła 
się publiczna polemika między Szeptyckim a nacjonalistami. Szeptycki 
chciał ich osądzać, jako grzeszników wtedy, gdy stosowali terror. A 
"Rozbudowa Naciji", organ Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, 
odpowiadała mu w 1933 roku tak: "kościół i polityka kościelna to 
integralna część państwa", to nie nacjonaliści winni godzić swe racje z 
etyką głoszoną przez Kościół, ale "nasze czynniki kościelno-religijne 
stoją przed egzaminem z własnego sumienia", to one "muszą rozwiązać 
następujący dylemat: zmierzać do przodu prowadząc swych wiernych lub z 
wolna stawać się dla ludu Szewczenkowskiego siłą niezrozumiałą, może 
nawet obcą". Hierarchie zostały odwrócone, polityka miała decydować o 
moralności, ideolog OUN sobie przypisał prawo wzywania biskupów 
greckokatolickich do rachunku sumienia narodowego. I kto wygrał? 

Szeptycki zmarł, nie ma już głosu, a na jego miejscu jako arcybiskup 
ukraiński Lwowa zasiadł człowiek, który robi i mówi dokładnie to, czego 
od swych biskupów domagali się nacjonaliści: dostosowuje własne sumienie 
i zasady moralne do aktualnego interesu narodu.

Moja teza jest taka: metropolita Szeptycki przegrał swoją misję wśród 
Ukraińców. Poza argumentacją historyczną, dzisiejsza postawa arcybiskupa 
Wozniaka jest tego dowodem.

Łączę wyrazy szacunku
dr Andrzej A. Zięba

 

 

.

Copyright © 2009 Janusz Stankiewicz