Wystawa obrazów Józefa Lewczaka

„Większość z nas zna obraz Kresów z opowieści rodziców, dziadków. Kresy widzimy w zależności od tego, jakie kto ma doświadczenia. Albo - jako krainę bajkową, piękną krainę zapamiętana oczkami dziecka lub też - Kresy kojarzą nam się z czasem, kiedy to ciemną deszczową, czy mroźną, nocą trzeba było uciekać z rodzinnego domu przed siekierą podniesioną nierzadko przez znanego od lat sąsiada. Wielu z nas ma w oczach obraz kartofliska w którym sypiał po nocach ktoś z naszych bliskich”. Wystawa obrazów Józefa Lewczaka Zorganizowana wystawa obrazów mistrza Józefa Lewczaka „Mój Lwów” to wspólne dzieło trzech głubczyckich organizacji: Głubczyckiego Stowarzyszenia Wspólnota Kresowa, Porozumienia Prawicy - ruchu w skład którego wchodzą członkowie PiS, LPR, Naprzód Polsko, UPR, JOW oraz członkowie Klubu Gazety Polskiej. Wystawa jak większość organizowanych przedsięwzięć kulturalnych, organizowanych przez głubczycką prawicę, ma miejsce w lokalu europosła Sylwestra Chruszcza w Głubczycach na Opolszczyźnie. Otwierając wystawę jeden z jej głównych organizatorów Leszek Antoszczyszyn, stwierdził: „Większość z nas zna obraz Kresów z opowieści rodziców, dziadków. Kresy widzimy w zależności od tego, jakie kto ma doświadczenia. Albo - jako krainę bajkową, piękną krainę zapamiętana oczkami dziecka lub też - Kresy kojarzą nam się z czasem, kiedy to ciemną deszczową, czy mroźną, nocą trzeba było uciekać z rodzinnego domu przed siekierą podniesioną nierzadko przez znanego od lat sąsiada. Wielu z nas ma w oczach obraz kartofliska w którym sypiał po nocach ktoś z naszych bliskich”. Ten zapamiętany z dzieciństwa obraz znika natychmiast, kiedy ogląda się obrazy malowane ręką mistrza Józefa Lewczaka. W zetknięciu z zaprezentowaną wystawą staje się negatywnym stereotypem opinia że obrazy o tematyce miejskiej tchną obojętnością murów, obojętnością kamieni. Nic bardziej mylnego. Każdy z nas, każdy kto wczuje się w klimat Lwowa Józefa Lewczaka zobaczy od razu potęgę potężnego ładunku emocji. Tutaj pędzlem autora uśmiechają się do oglądajacego i katedra, i place, i ulice Lwowa. Patrząc na ulice słyszymy w duszy dźwięczną gwarę lwowską, przekrzykiwania batiarów, nawoływania przekupek. Zwrócić też należy uwagę na ciepło, jakie bije z tych płócien, czy również na to jak mocno te obrazy tchną miłością do każdej kamieniczki do każdego kamyka na ulicy. Nie tylko walory emocjonalne przyciągają wzrok w stronę tych obrazów; tutaj woła również do widza historia, wspólna historia Polaków, Żydów, Ormian, Ukraińców i setek innych narodowości, które przez 700 lat wspólnie żyły, budowały i tworzyły. Oglądając te obrazy przypomina się Jana Kazimierza i jego śluby, Jana Sobieskiego i jego wyprawę pod Chocim. Obrazy te przypominają o bohaterstwie mieszkańców grodu Lwa i o roku 1649, kiedy Lwów oparł się hordom kozacko-tatarskim, i o roku 1918, kiedy dziatwa szkolna „Orlęta” broniły Lwów zawsze wierny i niezłomny - nasz Lwów oglądających i Lwów Józefa Lewczaka. Poza wymiarem typowo artystycznym wystawa ta ma również swój wymiar polityczny. Ta wystawa przybliża również wymiar polityczny dla wszystkich tych, którzy uważnie obserwują poczynania naszych rządów i polityków, próbujących za wszelką cenę przemilczeć czy przyprószyć historię Polski. Politycy winni pamiętać o tym, jak pisał poeta, że są w Ojczyźnie naszej rachunki krzywd…, o których nam zapomnieć nie wolno. Rządzący naszym krajem muszą wciąż pamiętać o tym, że połowa Polaków to bezpośrednio lub pośrednio wygnani z tamtych stron lub też ich potomkowie. Należy mieć świadomość, iż prawie każda rodzina stamtąd, z Kresów, straciła kogoś bliskiego na skutek najstraszliwszej ze wszystkich zbrodni, zbrodni masowego i zorganizowanego ludobójstwa. Po takiej wystawie trudno nie identyfikować się ze słowami jednego z organizatorów: „Rządzący naszym krajem muszą pamiętać o tym, że my potomkowie <> zawsze będziemy dawać świadectwo tamtej zbrodni i niech nie liczą na to, że ludobójstwo dokonane przez bandytów z UPA zostanie zapomniane. Nie pragniemy odwetu, ale między innymi poprzez taką lokalną wystawę wołamy o pamięć! Szczególnie nam pochodzącym stamtąd pośrednio lub bezpośrednio nie pozwolimy zapomnieć, a wszelkiej maści politykom i rządzącym wypomnimy zawsze umizgi do tych, którzy dzisiaj stawiają pomniki Banderze i czczą zbrodniarzy z SS Galizien”.
Leszek Taurowicz