DESCH  Henryk   

 

 

Tata urodził się w Warszawie w 1911 r, jego ojciec Edward Desch był buchalterem, miał starszego brata też Edwarda (Dyzia), mieszkali na ul. Czerniakowskiej (czyli kiepski start). Potem sytuacja polepszyła się, dziadek został dyrektorem Domu braci Jabłkowskich w Wilnie i tata ukończył tam w 1930 r. gimnazjum Zygmunta Augusta. Potem odbył służbę wojskową w Szkole Podchorążych Rezerwy Artylerii we Włodzimierzu Wołyńskim. Od 1932 do 1939 r. studiował na Wydziale Hutniczym AGH w Krakowie. W Krakowie poznał moją mamę studentkę UJ. Wojna wybuchła i tato wrócił do Warszawy na ul. Schregera 18. W Warszawie prowadził z bratem biuro tech. - handlowe (ul. Marszałkowska 82).

W czasie wojny (jak wynika z notatek dla powojennych władz) " należałem przypuszczalnie do AK w Warszawie. Organizacja miała charakter wojskowy. Utrzymujący ze mną kontakt inż. Popr(ł)awski nie żyje i dlatego nie mogę stwierdzić, czy to było AK. W ramach organizacji przeprowadziłem od r. 1941 - 1943 kilkanaście wykładów z regulaminów wojsk. Na wykładach występowałem jako ppor. Parada, gdyż na takie nazwisko miałem dokumenty".

Nazwiska Parada używał : " podczas okupacji z powodu niestawienia się do rejestracji oficerów."

W kwietniu 1943 r. aresztowano go i umieszczono na Szucha a potem na Pawiaku. Pisze, że spotkał się tam" z represjami za nieprzynależność do Niemców z racji mego pochodzenia, wyznania i nazwiska ". Niestety, nie znam szczegółów jego pobytu tam - wiem, że poznał piosenki więzienne, czasem mi śpiewał.

W tym czasie w Warszawie przebywała moja przyszła mama. Po uwięzieniu na Pawiaku wystawała pod jego murami płacząc. Nie znała nikogo w Warszawie (była z Nowego Sącza). Pewnego dnia zaczepiła ją "piękna pani" pytając o powód płaczu. Obiecała pomóc - rodzice uważali potem, że sprawdzała przynależność ojca do AK. Kwotę okupu dała moja babcia i ojciec wyszedł na wolność.

Następnie wyjechali nad Jezioro Rożnowskie i tam wzięli ślub. Moja mama w czasie wojny pracowała w biurze zapory rożnowskiej jako sekretarka.

Wrócili do Warszawy w chwili wybuchu Powstania Warszawskiego. Ojciec nie wziął udziału w Powstaniu. Musiał szukać pracy aby utrzymać matkę i żonę.To, że nie walczył w Powstaniu było dla niego do końca życia traumą, czego byłam świadkiem. Ale miałam ojca i to najlepszego na świecie.

Po Powstaniu uciekli z Warszawy i pieszo i furmankami dotarli na jezioro Rożnowskie do mojego dziadka. Ojciec został zatrudniony u swojego teścia jako parobek.

Po wojnie tata nie zgłosił się jako oficer i warszawiak i jak wielu Polaków znalazł pracę na Ziemiach Odzyskanych.

W Jeleniej Górze prowadził Centralę Przemysłu Włókienniczego. Tam rozbił jeepa służbowego i milicja się nim zainteresowała. Nie znam tego fragmentu jego życiorysu ale od tej pory musiał regularnie odpowiadać na ankiety i pisać życiorysy. Możliwe też, że był w tym czasie uwięziony.

Potem pracował w Gliwicach w Biprohucie i od 1953 w Hucie im. Lenina w Krakowie już w swoim zawodzie hutnika - był budowniczym wielkich pieców.

Zmarł nagle w 1964 r.

Mój stryj Edward Desch, jak z zapisków ojca wynika, należał do K.P.P. i w czasie wojny został wywieziony do Oświęcimia i tam zginął.


 

informacja przekazana przez Panią Ewa Bajcar (z domu Desch) w dn. 14.06.2011 r.

POWRÓT NA STRONĘ "Więźniowie Pawiaka"