GŁĘBOCKI  Jan   



 

Jan Głębocki urodził się 16 listopada 1907 r. z ojca Aleksandra i matki Marcjanny z Trzasków. Był rolnikiem – właścicielem gospodarstwa położonego
na kolonii wsi Dzwonek, gmina Czerwin, powiat ostrołęcki (w czasie okupacji kreis Ostrów Mazowiecka). Z małżonką Jadwigą z Damięckich Głębocką miał dwoje dzieci – córkę Danutę i syna Andrzeja.

Aresztowany w kwietniu 1942. r, więziony w Ostrowi Mazowieckiej i na Pawiaku, zamordowany w przeddzień 35 urodzin 15 listopada 1942 r. w Oświęcimiu.

Okoliczności aresztowania i śmierci Jana Głębockiego opisała córka Danuta z Głębockich Choromańska we wspomnieniach „Ku pamięci” (fragment w załączeniu). Potwierdzają to również załączone dokumenty:

fotografie obozowe,

list z Pawiaka,

notarialny odpis aktu zgonu z Oświęcimia,

oświadczenie świadków,

list z Muzeum Oświęcim – Brzezinka.

Podobnie opisuje okoliczności aresztowania wielu osób z okolicy Jan Dziewirski w monografii „Goworowo i okolice” wydanej w Ostrołęce w 2006 r.

Danuta Choromańska
Andrzej Głębocki





* * * * * * * * * * * 

 



”Znajdź czas na rozwijanie pamięci,

to warunek sprawnego umysłu”


”Znajdź czas na refleksje,

to źródło siły”


Ku pamięci (fragment)


Najstarsza z córek – Jadwiga wyszła za mąż w wieku 24 lat za Jana Głębockiego (28 lat) z kolonii Dzwonek, parafia Czerwin, powiat ostrołęcki. Ślub odbył się 25 października 1935 roku w Goworowie. To oni są rodzicami moimi (urodziłam się 7 czerwca 1937 roku) i mojego brata Andrzeja (urodzonego 6 stycznia 1939 roku).

Nasz Ojciec, jako kawaler, dobrze znał brata Mamy – też Jana. Byli oni
w tym samym wieku i przyjaźnili się. Na zabawach towarzyskich Janek Głębocki nie tańczył, nie śpiewał, tylko obserwował bawiących się. Jadzia miała różnych adoratorów, ale o tym, że wybrała Go na męża zadecydował brat Janek, oceniając przyszłego szwagra, jako odpowiedniego dla siostry: mądry, odpowiedzialny, zamożny i stosunkowo blisko mieszkał.

Zachowały się dwa amatorskie zdjęcia z wesela naszych rodziców. Można na nich rozpoznać liczną rodzinę ze strony Damięckich, Krajewskich i Głębockich.

Stosunki rodzinne w nowym miejscu układały się pomyślnie. Jadzia okazała się dobrą gospodynią, umiejącą zdobyć zaufanie Teściów – Marcjanny i Aleksandra Głębockich oraz brata Edwarda Głębockiego mieszkającego z liczną rodziną po sąsiedzku. W odległości około 1 km (za torami) mieszkał z rodziną brat mojej Babki Marcjanny- Marcjan Trzaska, znany na całą okolicę lekarz medycyny, sprawujący opiekę również nad naszym zdrowiem. W okresie epidemii tyfusu
na początku 1941 roku zachorowała cała rodzina Edwarda Głębockiego. Moja Babka Marcjanna wraz z żoną doktora Trzaski pielęgnowały chorych, w wyniku czego zaraziły się i zmarły. Dziadek Aleksander już wtedy nie żył, zmarł
w 1939 roku, tuż przed wybuchem wojny.

Szczęście rodzinne Jadzi i Janka Głębockich trwało bardzo krótko - najpierw śmierć obydwojga rodziców, a kwietniu 1942 roku aresztowanie przez Niemców naszego Ojca, Matki i Stryjostwa. Ja miałam wtedy 5 lat, a Andrzej 3,5 roku. W całym domu zostaliśmy sami. Nasi Dziadkowie z Gerwat, powiadomieni przez Stryjeczną Rodzinę, przyjechali zaopiekować się nami. W mojej pamięci pozostał moment aresztowania Rodziców i rewizji w domu – wyrzucanie bielizny pościelowej z bieliźniarki i po tej bieliźnie przebiegająca mysz rozdeptana przez Niemca. Mama nasza po kilku dniach więzienia w „czerwoniaku”
w Ostrowi Mazowieckiej została zwolniona, a Ojciec nasz z bratem Edwardem
i bratową Marią zostali przewiezieni na Pawiak do Warszawy. W dniu 22 września 1942 roku transportem z Warszawy Ojciec nasz wraz z bratem zostali przewiezieni do obozu Auschwitz (Oświęcim), jako więźniowie polityczni P-POLE. Nr obozowy Jana Głębockiego – 64798. Pod datą 13 października 1942 roku zanotowany był w książkach szpitala obozowego, a zamordowany 15 listopada 1942 roku o godzinie 1645. Miał wtedy 35 lat. Powiadomienie o tym otrzymaliśmy
9 stycznia 1943 roku.

Stryj Edward zginął w Auschwitz w tym samym czasie. Stryjenka Maria pozostała na Pawiaku, tam urodziła córeczkę Elżunię. Z kilkumiesięcznym dzieckiem powróciła do domu i po ochrzczeniu maleństwo to zmarło na dyfteryt.

Po tragicznych przeżyciach w Rodzinie Głębockich nieszczęścia dotknęły Rodzinę Damięckich w Gerwatach.

Babcia Stefania 4 września 1944 roku ginie od bomby zrzuconej z samolotu na dom. Palą się wszystkie zabudowania, a spopielone zwłoki Babci Dziadek zbiera do własnoręcznie zbitej skrzynki i sam grzebie na cmentarzu w Goworowie. Zrozpaczony zamieszkuje w Dzwonku u owdowiałej córki Jadzi, gdzie po spaleniu pozostał tylko dom.

W śnieżną zimę 8 stycznia 1945 roku Dziadek zostaje postrzelony
w brzuch przez żołnierza radzieckiego, który w tej okolicy polował na zające.
W wyniku tego wypadku w nocy Dziadek umiera. Mieszkała wtedy u nas młodsza siostra Mamy – Genia z synem Tadkiem. Jej mąż – Edward Mierzejewski – walczył w tym czasie na froncie i doszedł do Berlina. Obydwie córki – Jadzia i Genia pochowały Ojca w Goworowie.

Dokładnie w rok po śmierci Dziadka tragicznie zginął Jego syn Kazimierz.


Danuta Choromańska


Falenty, 16 lutego 2005 roku









         

Jan Głębocki w Oświęcimiu 1942 r.






   
List Jana Głębockiego z Pawiaka



Notarialny odpis aktu zgonu Jana Głębockiego



 

 





.

 

 

informacja Andrzej Głebocki w dn. 27.04.2010 r.

POWRÓT NA STRONĘ "Więźniowie Pawiaka"