O dostaniu się do niewoli Kiejstuta - brata Olgierda - tak pisze krzyżacki kronikarz Wigand z Marburga w roku 1361:

 

„W okolicy krzyżackiego grodu Lotzenburg (dziś Giżycko) brat Henryk Beler przekroczył bród i natrafił na ślady pogan w 500 ludzi, pośród których byli Kiejstut, Patrig i Olgierd. Posyła prędko do Eckersbergu z wiadomością, że odnalazł wielkie wojsko pogan koło jeziora Woben zwanego w języku ludu. Brat Heldrung także zawiadamiał o znacznym wojsku. Ale też brat Beler rozstawił straże i pilnował, a prosił przyrzeczonego Alberta, żeby przybywał ze swym hufcem, bo nieprzyjaciele kraj najdą. Książę usłyszawszy takie mowy, zaraz ze swymi przybył, a więc bracia ruszają w ślad nieprzyjaciół, aż się wzajemnie spotkano i wszczęła się bitwa śmiertelna i bój zaciekły z obu stron i w tej walce liczni poganie ulegli śmierci w liczbie 130, a z chrześcijan 14 dostało się do niewoli. Poganie uciekli wystraszeni, a jakby pozbawieni zmysłów. Między nimi Patrig, zdjęty wielkim strachem, uciekał jak szalony. Konrad Hoberg, zamierzywszy się oszczepem, zrzucił go z konia na ziemię.

Hanke z Eckersberga, pojmał Kiejstuta i przytrzymywał, a komendant z Eckersberga, słysząc, że zrzucony jest z konia, ze współczuciem starał się go podnieść. Króla i władcę Litwinów, który chciałby się wydostać z niewoli, poruczył do strzeżenia Mikołajowi Windekaim. Nadjechał rychło wódz i trzymał jeńca królewskiego pod ścisłą strażą, prowadząc do Malborka, gdzie wszyscy, W. Mistrz i jego otoczenie, cieszyli się, że w takich czasach dozwolił im Bóg tak się obłowić. Wzięto go do niewoli w Niedzielę Palmową (21.03.1361 r.). I zamknięty w jakiejś izbie, strzeżony tylko przez dwóch braci we dnie tylko, ale w nocy nie. Spostrzegł, że w murze jest otwór, który rozszerzył, a zakrywał deszczułkami, które mu przynosił służący. A co długo w duchu obmyślał, mianowicie jakby się wymknąć, tego dokonał, ponieważ w czasie pierwszego snu przeszedł przez gzyms izby i zszedł do rowu za poradą służącego, zwanego mianowicie Alfem, który chociaż chrześcijanin był, pochodzenia jednakże pogańskiego. Ten pocieszał króla, przyniósłszy mu płaszcz biały z czarnym krzyżem, żeby w ten sposób w ubiorze brata szybko przejechał konno swoją drogą na koniach wielkiego komtura, jakie mu dostawiono; i tak wydostał się wesół w takim ubiorze i na takich koniach. Zabiegł mu drogę pewien brat zakonny i pozdrowili się wzajemnie po bratersku i nie poznał, lecz potem wziął sobie do serca, że to był ktoś taki, który zbiegł. Spiesząc się wjeżdża do lasu w pobliżu Liebstad i tam skrywał się przy pewnym bagnie, odesławszy owe dobre konie. Tam został aż do nocy i myślał, jak by teraz w ciemnościach iść naprzód, co też zrobił i przyszedł w pobliże rzeki Drwęcy, przez którą przebrnął, przybył prędko na Mazowsze do siostry (córki Danuty), gdzie przebywał do czasu; po czym poszedł na Litwę”